Britney Spears – Femme Fatale

Femme Fatale, czyli przykład na to, że i w mainstremie można znaleźć coś fajnego.

Najnowszy album Brit to esencja fajności popu, który czerpie pełnymi garściami z tego niezależnego popu, którego puszcza się o 2 w nocy. Bo słuchając takiego How I Roll czy też (Drop Dead) Beautiful to wyraźnie wpada w ucho zeszłoroczne Sex Dreams and Denim Jeans Uffie. Oczywiście można tu wspominać o innych niezależnych artystach typu Meg itd, których słuchać na tym albumie, ale przede wszystkim należy zwrócić na jak wysokim poziomie produkcyjnym stoi ten album. Tu jest tyle świetnych dźwięków, momentów, momencików. Czegoś takiego szukałem na nadchodzącą wiosnę i letnie, ciepłe dni. Lato 2010 dla mnie to przede wszystkim Uffie, Phoenix oraz Menomena. W tym roku będzie to Britney.

Nigdy nie potrafiłem zrozumieć fenomenu jej twórczości. Pani Spears nie miała głosu a i też nie wpisywała się w mój kanon piękna, początkowo była niespełnionym seksualnym marzeniem amerykanów w średnim wieku i tym, czym chciała być każda nastolatka. Później stała się celebrytką a sodówka też uderzyła do główki i w związku z tym były już różne momenty w jej karierze. Oczywiście ma na koncie, kilka udanych singli, którymi może się pochwalić. Ostatnim takim z pewnością jest Womanizer. Do całego albumu, nigdy mnie nie przyciągnęła, aż do teraz.

Famme Fatale to zbiór fajnych piosenek, pełnych eksperymentów i srogich hooków. Mógłbym zachwalać jak innowacyjny był Hold It Against Me, (aczkolwiek teledysk naszpikowany już nawet nie „krypto” reklamami odrzuca z lekksza), jak I Wanna Go porywa do tupania, klaskania i gwizdania, jak poraża mnie Trip To Your Heart, zwłaszcza moment w 1:51. Nasze ucho jest pieszczone przez słodkie słowa Brit: „Break this chains that keep us apart / I’ll fly away on a trip to your heart”. Ale rozpisywanie się na temat każdego otworu w tym momencie traci sens, bo każdy jest na dobrym, równym poziomie. Może nie ma to tak potencjału komercyjnego, bo już w role wchodzi tylko RMF MAXX i masy nie będą tego śpiewać jednym głosem a i też znajdą się tacy fani, którym nowa płyta nie przypadnie do gustu. Mimo to zachęcam każdego nieprzekonanego do Britney, warto posłuchać. To na prawdę świetny krążek. Ocena: 8/10.

posłuchaj

Raekwon – Shaolin Vs. Wu-Tang

Stary, dobry, fałdkowany Raekwon wydaje w tym roku nowy longplay, którym udowadnia młokosom, że wciąż ma coś do powiedzenia.

Niby te wszystkie zagrywki, które znamy chociażby z Enter The Wu-Tang (36 Chambers) pojawiają się na każdym albumie Szefa i trzeba powiedzieć, że jednak coś w tym jest. To nie nudzi, mi się to nadal podoba. Rae jest w formie, jest jak wino, im starszy tym lepszy. Z pewnością w odróżnieniu od poprzedniej płyty mamy więcej damskich chórków a także inni ludzie stali za produkcją. Jednak dalej wyszukamy tam starych dobrych znajomych. Pojawi się  Ghostface Killah, którego wyjątkową umiejętnością jest dopasowanie się do każdego typu hip-hopu bo zarówno na albumie Rae jak i w takich wykonaniach wypada przekonująco. Poza członkiem Wu-Tang Clan  mamy też Inspectah Deck, Method Man’a, Jim Jones’a, Estelle, Nas, Ricka Rossa czy też Busta Rhymesa. O tym ostatnim akurat nie wiele można ostatnio dobrego powiedzieć, poza faktem, że rozpoczął Ten wyścig szczurów. Sporo fragmentów z filmów typu ninja style, odgłosy walki, gdzieś tam ruchy mieczy itd. Sama końcówka, która składa się z Masters of Our Fate oraz fajnego outro jest patetycznym majstersztykiem.

Shaolin Vs. Wu-Tang to dobry, hiphopowy shit. Raekwon z koroną na głowie wypluwa z ust słowa, które wchłania się momentalnie. Ten koleś jest fenomenalny. Wraz z doborowym featuringem i świetnymi podkładami daje nam powody do przemyśleń i dobrej zabawy. Bo głównie o to chodzi, by miło spędzać czas z tą płytą. Dla każdego fana murzyńskich rytmów poznanie dyskografii Szefa jest obowiązkiem. Płytę słucha się przyjemnie i szybko, kawałki na niej nie trwają za długo a ponad pięciu minutowy Rock’N’Roll wobec tych standardów wydaje się najwyższym budynkiem w mieście. Na koniec dodam jeszcze, że mocno podobają mi się podkłady na płycie. Takie Snake Pond czy też Last Trip to Scotland najlepiej o tym świadczą. Warto sprawdzić nowy album Raekwona, nie zawiedziecie się. Ocena: 7/10.

posłuchaj

 

The Pains of Being Pure at Heart – Belong

Wiosna panie sierżancie, wiosna panie f…

Czekałem na tę porę roku odkąd za oknem widziałem nie odstępującą ani na chwilę srogą zimę. Wiosna to moja ulubiona pora roku, wszystko odżywa, także mój dobry nastrój i chęć słuchania czegoś bezpretensjonalnego, beztroskiego. Painsi to taki właśnie zespół, nie gigantyczny, lecz swobodnie poruszający się z gitarą w świecie syntezatora. Kompozycje na Belong tak jak na poprzednim albumie wzbudzają u mnie pozytywne reakcje. Jakby to powiedzieli masowi internetowi Ekshibicjoniści LUBIĘ TO. W porównaniu do debiutanckiego albumu jest jakby bardziej gitarowo, damski głos poszedł raczej bardziej w tył a skupiono bardziej się na fajnych melodiach na klawiszu. Dało to dość fajny efekt i przyznaje, że dobrze tego się słucha. Może i nie odkryli ameryki, ale kto by się tym przejmował w końcu wiosna idzie.

Wstaki gitarowe są na prawdę porządne, to jak wchodzi gitara w Even in Dreams przypomina mi wejście Johhnego Greenwooda w Creep. Poza tym wciąż dużo skojarzeń z My Bloody Valentine a My Terrible Friend to jakby nawiązanie do Joy Division i ich hiciora Love will tear us apart. Teksty może nie są odkrywcze: „Everyone is pretty and fun, everyone is lovely and young / Everyone is gentle and gone, but everyone’s just everyone”, ale za to nadrabiają brzmieniem.

Płyta idealnie komponuje się z moim nastrojem, gdy na ulicach robi się coraz bardziej kolorowo a szare szaliki i rękawiczki czekają w szafie na kolejną zimę. Już sobie wyobrażam piknikowanie obcowanie z naturą przy dźwiękach Belong. Dobrze też powinno zadziałać dla tych, którzy chcą podbijać miasto i serca niewiast niczym Clarence Seedorf. Ok, ja tu puszczam wodze wyobraźni a tym czasem czerwcowe obrony tuż, tuż. Posłuchajcie Belong, warto. Płyta mimo, że jest gorzko-słodka to wprowadza w dobry nastrój i pozwala cieszyć się każdą jej sekundą. Ocena: 7/10.

posłuchaj