Off’owe propozycje część trzecia

Im bliżej Offa tym głośniejsze nazwy…….albo głośniejsza muzyka.

Metronomy – The English Riviera. Bardzo cieszę się, że Brytyjczycy z Metronomy będą mieli okazję zaprezentować swoje utwory podczas najbliższego offa. „The English Riviera” to album mocno wakacyjny, składający się z lekkich, miłych i fajnych utworów, które idealnie wkomponują się w sierpniowy klimat Doliny Trzech Stawów. Najmocniejszym punktem najnowszego albumu Metronomy wydaje się być rewelacyjne „The Look”, jednak są na tym krążku także inne utwory, które warto usłyszeć więcej niż dwa razy. „She Wants”, „Trouble”, „The Bay”. Reszta może troszkę niższych lotów, ale hej! przecież ogólnie to dobrze brzmi jako całość. Już sobie wyobrażam tą atmosferę na scenie leśnej (na innej scenie ich sobie nie wyobrażam). Piosenki z „The English Riviera” będą soundtrackiem przyszłych wakacji.

Pissed Jeans – King of Jeans. Dziwny byłby off bez żadnego noise’owego hardkoru. Tym lepiej dla wszystkich fanów hałaśliwego gitarowego jazgotu i darcia ryja, że będziemy mieli okazje usłyszeć „obszczańców”. Pissed Jeans to esencja ostrego grania, ale łączącego w sobie zarówno melodie jak i chaos. Świetny opener z płyty „False Jesii Part 2” posłuży w tym roku za oficjalną piosenkę offa. Nie macie wrażenia, że Rojas dopiero teraz przechodzi okres buntu? Najpierw sprawa z Myslovitz a teraz ten hymn Doliny Trzech Stawów. Mimo wszystko „False Jesii Part 2” to świetny wybór! A wracając jeszcze do obszczanych dżinsów. Ta muzyka daje kopa. Pierwsza płyta jest nijaka, ale na drugim albumie odnaleźli siebie. No i za dodatkową rekomendację może posłużyć fakt, że wydają w Sub Popie. A jak tu nie lubić Sub Popu, hę? To będzie dobry koncert.

Other Lives – Tamer Animals. Eleganccy kowboje z Stillwater to kolejna kapela, którą zainspirowana muzyką Radiohead postanawia stworzyć coś równie ambitnego i fajnego. Osobiście nigdy mnie to nie mobilizowało do sięgnięcia po taka muzykę. No bo jak w ogóle można mieć czelność porównywać się do radiogłowych? Sporo tu nawiązań do angielskiego zespołu. Przykład? Początek „For 12” łudząco przypomina ten z „How To Disappear Completely”. Ten album wydaje się być amerykańską odpowiedzią na legendarne „Kid A”. Jednak ta muzyka rewelacyjnie brzmi na żywo. I tak jak polubiłem The National dopiero po ich żywiołowym koncercie z 2009 roku, tak pewnie bardziej mi się spodoba The Other Lives. Z ostatecznym werdyktem poczekam do ostatniego gwizdka jakim będzie występ podczas tegorocznej edycji Off Festiwalu.

Off’owe propozycje część druga

W dzisiejszej części cyklu zapowiadającego artystów tegorocznego Off Festiwalu zwrócę uwagę głównie na jeden gatunek: hip-hop. W tym roku scena trójki będzie poświęcona czarnym rytmom. Muszę przyznać, że mocno ucieszyła mnie ta wiadomość! W poprzednik roku scena hip-hopowa była bardzo, bardzo, bardzo uboga. A apetyty na hip-hopowych artystów po występie Raekwona w 2010 były duże. Poniżej trójka reprezentantów muzyki rapowanej, którą będziemy mieć przyjemnościowy posłuchać w pierwszy weekend sierpnia.

Das Racist – Shut Up, Dude (2010). Mimo, że ich kariera rozpoczęła się cztery lata hitem internetu „Combination Pizza Hut and Taco Bell” to trójka raperów z Brooklynu jest już rozpoznawalną marką. Na koncie mają tylko jedną płytę „Relax” ze zeszłego roku oraz dwa mixtape’y z 2010, z czego jeden chciałbym przedstawić. Na „Shut Up, Dude” zespół zaskakuje nas niekonwencjonalnym oraz nowatorskim podejściem do tematu hip-hopu. Nowoczesność połączona z oldschoolowym minimalizmem bitów, przyprawiona sporym poczuciem humoru trójki nowojorczyków dała nad wymiar dobry efekt końcowy. Trzeba przyznać, że chłopaki są oryginalni i co najważniejsze wyluzowani. Czuć w tym radosnym rapowaniu pewnego rodzaju luz. Nie spodziewali się, że staną się sławni i przez to dziewczyny, które normalnie ich olewały teraz stoją pod barierkami na koncertach. Das Racist to jeden z tych hip-hopowych projektów, który trafia w każde gusta (Nowe Beastie Boys?) i jest idealna pożywka dla hipsterskiego narybku. To będzie dobry koncert.

Dominique Young Unique – Stupid Pretty Mixtape (2011). Za tym projektem stoi 19-letnia raperka Tampa Bay. Absolutna debiutantka, która jeszcze nie wydała żadnego albumu a jej twórczości można spróbować ściągając z jej strony internetowej mixtape’ów. Ja właśnie jeden, najnowszy zassałem ze sieci i uważnie przesłuchałem. Co od razu słychać na pierwszy rzut ucha? Ludzie porównują ją do Nicki Minaj i z pewnością mają rację, bo Tampa Bay to jedna z tych dziewczyn, które mają w spodniach jaja i nie boją się mówić brzydkich słów. Oczywiście to nie jest jeszcze tak wysoki poziom jak Nicki Minaj jednak słychać potencjał, póki co Panią Minaj przewyższa urodą. Przejdźmy jednak do samego Stupid Pretty Mixtape. Troszkę kuleje tutaj produkcja, te piosenki to nie jest jeszcze to co można wyciągnąć z możliwości Tampy Bay. Jednak trzeba pamiętać, że to dopiero mixtape wydany swoimi własnymi środkami. Wydaje mi się, że mamy do czynienia z przyszła gwiazdą r’n’b. Nicki Minaj póki co przeciera drogi tego typu muzyce w świecie mainstreamu jednak pojawiają się już pierwsze zdolne artystki, które chcą iść tą sama drogą. A Tampa Bay ma te cechy by móc zawojować rynki muzyczne, jest zdolna, młoda, ładna i ma rewelacyjną nawijkę. Przy dobrych wiatrach może się jej udać. Trzymam kciuki.

Shabazz Palaces – Black Up (2011). Sub Pop i hip-hop? Czemu nie? Właśnie dzięki tej wytwórni w 2011 roku Shabazz Palaces wydali swoją debiutancką płytę „Black Up”. Duet Ishmael Butler – Tendai ‚Baba’ Maraire udowadnia na tym wydawnictwie, że rapowanie to nie bezmyślne plucie wulgaryzmami a sam hip-hop to nie tylko złote łańcuchy, baseny i białe podkoszulki. Ta płyta jest specyficzna. Mroczne bity, psychodeliczny nastrój, nietypowe rymowanie. Jeżeli miałbym ich porównywać do jakiegokolwiek zespołu to byłby to Joy Division. I śmiało mogę powiedzieć o duecie z Seattle, że są oni Joy Division czarnej muzy. Ciężka i duszna atmosfera na „Black Up” jest momentami trudna w odbiorze jednak warto wsłuchać się w te brzmienia i wyłapać rożne nawiązania do muzyki spod znaku indie, których jest tu wiele. Na tym albumie nie ma hitów, jednak każdy utwór trzyma dobry, równy poziom. Największym plusem tego wydawnictwa wydaje się bogate brzmienie podkładów, które na prawdę tworzą świetny, mroczny i momentami transowy klimat. Żeby nie zrazić potencjalnych odbiorców Shabazz Palaces to dodam jeszcze, że chwilami jest melodyjnie. Yo.

Odkrycia godne polecenia: Vermones

W związku z dzisiejszą premierą teledysku grupy Vermones , chciałbym bliżej przedstawić ten ciekawy projekt muzyczny z Częstochowy.

Sam zespół o sobie pisze: „najmłodszy, nowofalowy kwartet z Polski”. Czy najmłodszy? Tego nie wiem. Ta druga część zdania jest z pewnością prawdziwa. Wcześniej zespół funkcjonował jako The Potters (Chwała Bogu zmienili nazwę). Do tej pory mają na koncie trzy EP-ki. Zespół dalej pisze: „Właściwy kierunek w rozwoju zespołu wydaje się oficjalnie potwierdzony na How Soon Is Now?„. Dlatego też zapoznałem się tylko z najnowszym materiałem grupy z 2011 roku.

Po przesłuchaniu tych czterech, energicznych utworów od razu nasuwają się skojarzenia z dokonaniami takich grup jak Editors, White Lies czy też Interpol. Natomiast po obejrzeniu wykonań tych piosenek na żywo skojarzenia odnoszą się jeszcze dalej, bo do Joy Division. Z jednej strony jest to pozytywne, gdyż szukanie inspiracji w takich zespołach jak Interpol czy też Joy Division to spore korzyści dla brzmienia. Natomiast negatywnym aspektem z pewnością jest fakt, że ciężko jest potem ominąć pewnego rodzaju szufladkowanie. Trudną sztuką jest wyjść z cienia takich postaci jak Paul Banks.

Pomińmy te wszystkie skojarzenia i przejdźmy do muzyki. Cztery kawałki to mało by wyrazić w pełni swoje umiejętności jednak wystarczająco dużo by kogoś zaciekawić. I to się grupie Vermones udało. Materiał na „How soon is now EP” jest ciekawy, pełen energii oraz na swój sposób melodyjny. Bardzo dobrze tutaj komponują się klawisze. Dlaczego akurat na to zwracam uwagę? To zawsze jest niebezpieczne bo słyszałem już wiele dobrych gitarowych zespołów, które psuły cały efekt słabymi klawiszami. Ogólnie oceniając warsztat muzyczny to słychać, że lekcje zostały odrobione. Pozostaje czekać na to co dalej i oglądać teledyski.