10 Najlepszych thrillerów minionej dekady

W kolejnej odsłonie podsumowań dekady 2011-2020 na warsztat wziąłem inny gatunek filmowy jakim jest thriller. Miłej lektury!

Blade Runner 2049 (2017, reż. Denis Villeneuve). Biorąc pod uwagę ile już kultowych filmów spierdolono przez niepotrzebne sequele, prequele i remake’y, to aż dziwi, że ten film się udało. Zasługa reżysera, który nie silił się na dorównanie pierwowzorowi czy też zrobienie takiego samego filmu, tylko lepiej. Villeneueve rozdaje tutaj karty ze swojej talii i to on ustala zasady gry. Nowa wersja „Łowcy Androidów” to przede wszystkim piękny spektakl dla oka, gdzie szerokie kadry zaciekawiają nas swoją kolorystyką. Fabuła jest wciągająca, a sam film chce się oglądać. Ryan Gosling ponownie udowadnia, że role małomównego antagonisty są jego specjalnością. Tylko szkoda, że David Bowie nie pożył trochę dłużej, bo zamiast niego otrzymaliśmy przereklamowanego Jareda Leto.

Cloverfield Lane 10 (2016, reż. Dan Trachtenberg). Młoda kobieta ulega wypadkowi samochodowemu. Budzi się w podziemnym schronie Howarda (W tej roli niesamowity John Goodman), który twierdzi, że na zewnątrz doszło do ataku chemicznego. Dziwne zachowanie mężczyzny wzbudza nieufność Michelle (Mary Elisabeth Winsted) oraz również znajdującego się w bunkrze Emmetta. Film Dan Trachtenberga przywrócił mi nadzieję, że „Cloverfield” może stać się bardzo fajną serią. W końcu tytułowy monster movie z 2008 roku był fajnym kinem. Niestety jego następca „Cloverfield Paradox” wszystko zaprzepaścił… wracając jednak do dzieła z 2016 roku. „Cloverfield Lane 10” trzyma nas w napięciu od samego początku do końca i to jest najlepsza zaleta tego filmu. Finał wyjaśnia czy Howard miał rację, i tego trochę szkoda bo chyba bym wolał pozostać w niewiedzy do końca. John Goodman przeżywa tutaj drugą młodość, a reżyser wciąż robi wszystko by nie zaczęło nam się nudzić w bunkrze wraz z zamkniętą tam trójką bohaterów.

Cosmopolis (2012, reż. David Cronenberg). Przez nowojorskie ulice przemierza biała limuzyna. W środku znajduje się młody milioner Eric Packer (Robert Pattinson), który z niepokojem obserwuje wydarzenia dziejące się na zewnątrz. Krucha sytuacja na rynku wywołuje manifestacje, natomiast spadki giełdowe pozbawiają w szybki sposób majątku głównego bohatera. Cronenberg w swoim filmie przez zastosowanie minimalizmu (większość filmu dzieje się w kabinie samochodu) postanawia w filozoficzny sposób rozpatrywać zagadnienie kapitalizmu. Film niestety zebrał słabe oceny wśród widowni, głównie z powodu niezrozumienia dzieła, oszczędności w środkach przekazu i głównej roli powierzonej nieopierzonemu Pattinsonowi, który wcześniej grał tylko wampira lalusia. Wspomniane zarzuty okazują się jednak nie trafione, gdyż reżyser w dobry sposób przenosi na ekran powieść Dona DeLillo. Film wzbudza zainteresowanie zimnym klimatem, ciekawymi postaciami pobocznymi oraz klasycznym repertuarem zabiegów kanadyjskiego filmowca. A Pattison? Po latach okazało się, że koleś jednak umie grać a ten film tylko to potwierdza.

Dar / The Gift (2015, reż. Joel Edgerton). „Dar” Edgertona zachwycił mnie na tyle, że już zdążyłem o tym filmie wspomnieć na łamach bloga TUTAJ. Słów kilka o fabule: film to historia pewnego małżeństwa, które przeprowadza się do Los Angeles. Simon (Jason Bateman) i Robyn (Rebecca Hall) nie zdążyli jeszcze rozpakować wszystkich kartonów a zyskali nowego „przyjaciela” w postaci Gordo (w tej roli sam Edgerton). Niestety z czasem ów „przyjaźń” zaczyna być problematyczna dla dwójki głównych bohaterów. Gdy jedno ze spotkań kończy się kłótnią i zerwaniem znajomości, Robyn zaczyna się martwić, że to dopiero początek kłopotów z nowym znajomym. Co więcej żona Simona odkrywa, że jej męża łączy z Gordo przykra historia z okresu młodości. Największą zaletą tego filmu jest jego nieprzewidywalność. Wydawać by się mogło, że Edgerton ogra tutaj kolejne oklepane środki, a tak na szczęście nie jest. I w zasadzie o to chyba chodzi w dobrym dreszczowcu, by potrafił zaskoczyć.

Kaliber / Calibre (2018, reż. Matt Palmer). Dwójka przyjaciół wybiera się na weekend do odległej szkockiej wioski. Mają zamiar wypić nieco whiskey i zapolować na jelenia. Podczas polowania dochodzi do tragedii, wskutek, której ginie ojciec z synem. Główni bohaterowie postanawiają zatuszować sprawę. Łatwiej ukryć zbrodnię na odludziu, jednak na takim szkockim zadupiu sprawy załatwia się bez policji. „Kaliber” to jeden z tych filmów, który zadaje niewygodne pytania. Ciężko jest tutaj kibicować głównym bohaterom, ze względu na to co zrobili. Matt Palmer stworzył tutaj niesamowicie ciężki i gęsty klimat, który można kroić nożem. Niesamowite scenerie i atmosfera małego miasteczka pobudza wyobraźnie. Film trzyma w napięciu od początku do końca i nie daje jednoznacznych odpowiedzi na zadane wcześniej pytania.

Labirynt / Prisioners (2013, reż. Denis Villeneuve). Na przedmieściach małego miasteczka dochodzi do tragedii. Porwane zostają dwie 6-letnie dziewczynki. Po nieudolnym prowadzonym śledztwie ojciec jednej z dziewczynek Keller Dover (W tej roli Hugh Jackman) postanawia wziąć sprawy we własne ręce i samemu wymierzyć sprawiedliwość… Największą zaletą filmu Denisa Villeneueve jest scenariusz. Historia od początku do końca trzyma w napięciu i nas zaskakuje. Dzieło Kanadyjczyka trwa dwie i pół godziny, podczas których nie odnajdziemy żadnej dłużyzny ani niepotrzebnego wątku. Reżyser będzie wodził nas za nos do samego końca, rzucając to co chwilę nowe fakty w tej zawiłej sprawie. Warto także zwrócić na gęsty klimat produkcji i wyjątkowo udane kreacje Hugh Jackmana i Jake’a Gyllenhaala. „Labirynt” to jeden z thrillerów, który z czystym sumieniem mogę zarekomendować każdemu.

Skóra w której żyje / La Piel que habito (2011, reż. Pedro Almodovar). W zaciszu swojego domu chirurg plastyczny Robert Ledgard (w tej roli Antonio Banderas) prowadzi prace nad nową syntetyczną ludzką skórą. Jako królik doświadczalny służy mu młoda kobieta – Vera (Elena Anaya). Film oparty jest na powieści „Tarantula” Thierry’ego Jonqueta. Przyznam szczerze, że nie jestem fanem twórczości Pedro Almodovara. Film ten jednak docenia z kilku powodów. Jego siła tkwi głównie w opowiadanej historii. Z biegiem czasu forma filmu zmienia się, a odkrywane stopniowo karty autentycznie zaskakują. Hiszpański reżyser jak zwykle czerpie pełnymi garściami od najlepszych. W tym przypadku należy szukać nawiązań do „Oczy bez Twarzy” Georges’a Franju czy też twórczości Alfreda Hitchocka oraz Fritza Langa. Ogromną robotę robi także dwójka głównych bohaterów. Generalnie, szłoby pisać o tym filmie wiele, ale nie chce zdradzać fabuły gdyż z poznawania jej czerpie się najwięcej frajdy.

Stoker (2013, reż. Chan-wook Park). Nastoletnia India Stoker (W tej roli Mia Wasikowska) w wyniku wypadku samochodowego traci ojca. Po czasie do jej domu, zamieszkiwanego przez nią i matkę (Nicole Kidman) wprowadza się brat zmarłego mężczyzny – Charlie (Matthew Goode). Po początkowej fascynacji, odczucia dziewczyny do wuja zmieniają się w podejrzenia o prawdziwe intencje mężczyzny. Reżyser Chan wook-Park znany m.in. z „Oldboya” czy też „Służącej” ponownie postawił na styl i formę. „Stoker” to techniczny majstersztyk filmowy. Cieszy oko zarówno zdjęciami jak i ujęciami, lokacjami oraz kostiumami bohaterów. Jednak wyróżnienie tego thrillera nie wynika wyłącznie z formy filmu. Ważna jest także część fabularna, która u koreańskiego reżysera jest jak zwykle wciągająca i zaskakująca. Film po latach został nieco przyćmiony innymi produkcjami tego typu, niemniej warto przypomnieć sobie „Stokera„.

Zaginiona Dziewczyna / Gone Girl (2014, reż. David Fincher). David Fincher w minionej dekadzie nie rozpieszczał widzów swoimi filmami. „Zaginiona Dziewczyna” to z całą pewnością najlepszy obraz twórcy z okresu w którym ukazał się jeszcze „Mank” oraz „Dziewczyna z tatuażem„. W rocznicę ślubu znika żona Nicka (W tej roli Ben Affleck) – Amy (wspaniała Rosamund Pike). Wraz z trwaniem poszukiwań coraz więcej wskazuje, że za porwaniem stoi mąż. Nick przy pomocy siostry próbuje rozwiązać zagadkę i udowodnić swoją niewinność. Thriller Finchera z 2014 roku to powrót do formy z lat 90, kiedy to za sprawą takich filmów jak „Gra” czy też „Siedem” potrafił zaszokować i zaskoczyć widza. „Zaginiona Dziewczyna” z każdą minutą trwania coraz bardziej prowokuje nas do myślenia i odkrywa coraz to kolejne karty w skomplikowanej układance Finchera. Świetna rola Rosamund Pike łączy się tutaj z emocjonującą historią i ukazaniem jaki wpływ na ludzi mają media we współczesnym świecie.

Zwierzęta Nocy / Nocturnal Animals (2016, reż. Tom Ford). Susan Morrow (W tej roli Amy Adams) jest właścicielką galerii i szczęśliwą żoną nowego męża. Pewnego dnia otrzymuje od swojego byłego męża rękopis jego pierwszej powieści. Książka to brutalny thriller i jednocześnie zemsta męża za rozstanie. Susan czytając książkę powoli zaczyna z trudem rozróżniać rzeczywistość od fikcji… Film Toma Forda to przede wszystkim obraz z kategorii psychodelicznych thrillerów, gdzie nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Nawiązania do twórczości Davida Lyncha są aż za nadto widoczne. Być może fabularnie nie odkrywa on nowych światów w kinie, jednak wciąga klimatem i grą aktorską, zarówno Amy Adams jak i Jake Gyllenhaala. Jednak to nie wszystko, bo poza głównymi bohaterami swoje popisy robią także postacie drugoplanowe grane przez Michaela Shannona oraz Aarona Taylora Johnsona. Jeżeli lubicie filmy o specyficznym klimacie w duchu twórcy „Miasteczka Twin Peaks” to dziwię się, że jeszcze nie widzieliście „Zwierząt Nocy„.

Wyróżnienia:

Split (2016, reż. M. Night Shyamalan), Tylko Bóg Wybacza / Only God Forgives (2013, reż. Nicolas Winding Refn), Anihilacja / Anihilation (2018, reż. Alex Garland), Panaceum / Side Effects (2013, reż Steven Soderbergh), Wróg / Enemy (2013, Denis Villenueve), Wieża. Jasny Dzień (2017, reż. Jagoda Szelc), Dziewczyna we mgle / La ragazza nella nebbia (2017, reż. Donato Carrisi), La Cara Oculta (2011, reż. Andres Baiz), Pod Skórą / Under The Skin (2013, reż. Jonathan Glazer)

10 kolejnych thrillerów trzymających w napięciu, których jeszcze nie widziałeś

Duże zainteresowanie pierwszą odsłoną listy 10 thrillerów, które warto zobaczyć zachęciło mnie do stworzenia kontynuacji. Okazuje się, że ten gatunek filmowy ma wiele perełek mniej lub bardziej znanych, które koniecznie trzeba zobaczyć. Bez większego owijania w bawełnę, poniżej znajdziecie 10 thrillerów, które intrygują, zachwycają, trzymają w napięciu i co najważniejsze prawdopodobnie ich nie widzieliście!

Contratiempo (2016, reż. Oriol Paulo). Młody biznesmen Adrián Doria budzi się w pokoju hotelowym obok martwej kochanki. By udowodnić swoją niewinność zatrudnia znaną Panią adwokat, której opowie kilka wersji wydarzeń. „Contratiempo” to jeden z tych hiszpańskich thrillerów nowej fali, który co chwila potrafi zaskoczyć. Wersja wydarzeń zmienia się nieustanie, a to w co wierzyliśmy do tej pory, przestaje być nagle oczywiste. Kto jest winien śmierci? Odpowiedź zaskoczy was kilka razy. Filmowa historia jest przestawiana z punktu widzenia młodego biznesmena. Co chwilę pojawiają się nowe dowody, nowsze fakty, nowi świadkowie no i oczywiście nowe pytania. Fabuła pędzi niczym rozpędzony pociąg, przez co nie ma tutaj czasu na nudę. Jeżeli poszukujecie ciekawego, angażującego i zaskakującego filmu, to obraz pana Paulo jest dla was!

Dotyk Zła / Touch of Evil (1958, reż. Orson Welles). Przez moment miałem opory przed wstawieniem tego obrazu w niniejszą listę. Po pierwsze dzieło jednego z najwybitniejszych reżyserów wszech czasów nie jest filmem mało znanym, a wręcz klasykiem kina. Jednak doskonale sobie zdaje sprawę z tego jak wygląda współcześnie oglądanie filmów starych i czarno-białych. Ze względu na swój wiek często są pomijane przez większość ludzi, co jest ogromnym błędem, gdyż większość tych obrazów pomimo upływu dziesiątek lat niezestarzały się na tyle by przeszkadzało to w odbiorze filmu. Dlaczego warto zobaczyć ten film? Przede wszystkim dla świetnie napisanych postaci. Mamy tutaj rywalizację w śledztwie pomiędzy przedstawicielem meksykańskiej policji Mike’m a zmęczonym życiem kapitanem policji Hankiem Quinlanem (W tej roli świetny Orson Welles). Gdy na granicy Stanów Zjednoczonych i Meksyku w wyniku wybuchu samochodu ginie lokalny biznesmen ze swoją kochanką, obaj postanawiają rozwiązać sprawę po swojemu. „Dotyk Zła” to przykład kryminału idealnego, znajdziemy w nim zarówno dobrze poprowadzoną intrygę, napięcie no i rewelacyjny klimat. By nakłonić do seansu podpowiem jeszcze, że film zaczyna jedno z najlepszych ujęć nakręconych za jednym razem!

Lament / Gok-seong (2016, reż. Hong Jin-Na). W pewnej koreańskiej wiosce dochodzi do tajemniczych zgonów. Sprawę próbuje rozwiązać niezdarny miejscowy policjant Jong-goo. Nie jest on jednak przygotowany na to co go czeka, gdyż wyjaśnienie sprawy zaburzy cały jego światopogląd. „Lament” jak każdy dobry film ciężko zaszufladkować w jednym gatunku filmowym. Mieszają się w nim różne elementy kina grozy (Gore, Zombie Movie, Ghost Story czy też klasyczny film o opętaniu) z elementami kina kryminalnego, a i często komediowego. Dlaczego wyróżniłem ów obraz? Coraz rzadziej zdarza mi się tak długo rozmyślać o konkretnym filmie i jego znaczeniu długo po seansie. A w tym przypadku tak było. Hong Jin-Na wodzi nas za nos, nie jest jednoznaczny, intryguje i prowokuje do myślenia. Zakończenie filmu można interpretować na wiele sposób, i dlatego warto poświęcić grubo ponad dwie godziny by zobaczyć „Lament„!

Niepamięć / Remember (2015, reż. Atom Egoyan). Mieszkaniec domu starców, Zev (W tej roli Christopher Plummer) ma ambitny plan. Zamierza znaleźć i zabić strażnika z obozu koncentracyjnego, odpowiedzialnego za śmierć swojej rodziny podczas Holocaustu. Wyposażony w broń, listę nazwisk z adresami oraz gotówkę – wyrusza w drogę. Podczas podróży odkryje prawdę nie tylko na temat swojego nemesis, ale i siebie samego. „Niepamięć” nie jest thrillerem trzymającym w napięciu od początku do końca, momentami się nawet dłuży i generalnie gatunkowo bardziej jest dramatem. Jednak warto zobaczyć ten film, dla samego finału całej historii. To świetne kino drogi, która jest przemierzana przez staruszka, który ma zaniki pamięci i problemy z poruszaniem. Nie wszystko pójdzie po myśli głównego bohatera, warto jednak zobaczyć jak wyjdzie z każdej opresji.

Nocny Słuchacz / The Night Listener (2006, reż. Patrick Stettner). Obraz Patricka Stettnera, reżysera nie mającego zbyt wiele produkcji na koncie, jest jednym z tych niejednoznacznych filmów. Znany pisarz i twórca popularnej audycji radiowej Gabriel Noone (W tej roli Robin Williams) pewnego razu odbiera na antenie telefon od swojego trzynastoletniego fana Pete’a Lomaxa. Podczas kolejnych rozmów wychodzą na jak jaw kolejne wstrząsające fakty na temat młodego chłopaka. Od tej pory życie pisarza będzie przepełnione niewiadomymi i chaosem. „Nocny Słuchacz” to przede wszystkim sprawnie opowiedziana historia, która zachwyca swoją niejednoznacznością. Nawet po seansie, nie będziemy pewni, która wersja prawdy jest prawdziwa. I to jest najlepsze w tym obrazie! Akcja jest prowadzona nieco ociężale, jednak to nie przeszkadza w ostatecznej, pozytywnej ocenie.

Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz /Before the Devil Knows You’re Dead (2007, reż. Sidney Lumet). Omawiany film Sidneya Lumeta, twórcy takich klasyków jak: „Dwunastu gniewnych ludzi” czy też „Pieskie popołudnie” jest jego ostatnim w filmografii. Obraz nieco zapomniany i często niesłusznie pomijany w różnych zestawieniach z całą pewnością powinien przypaść do gustu każdemu wielbicielowi dobrego kina. Dwójka braci, którym nie powodzi się tak jakby tego chcieli postanawia obrabować sklep jubilerski należący do ich rodziców. Niestety pomysł nie wychodzi, tak jakby tego chcieli i w efekcie ginie ich matka. Reżyser świetnie zobrazował problemy oraz zagmatwane relacje pomiędzy bohaterami. Narracja filmu nie jest chronologiczna przez co z biegiem czasu dowiadujemy się kolejnych zagmatwanych faktów i poznajemy motywacje naszych bohaterów. Poza wciągającą fabułą i świetnym montażem film wyróżnia kapitalna gra aktorska nieżyjącego już Philipa Seymoura Hoffmana oraz Ethana Hawke’a.

Siła perswazji / Compliane (2012, reż. Craig Zobel). Film z kategorii „historia prawdziwa”. Do jednej z restauracji typu fast-food znajdującej się w prowincjonalnej mieścinie Stanów Zjednoczonych, dzwoni mężczyzna podający się za stróża prawa. Wmawia on kierowniczce, że jedna z jej pracownic jest podejrzana o kradzież. Zaleca by zamknąć ją na magazynie, do czasu, aż policjanci przyjadą do restauracji. Oczywiście brak wyobraźni, naiwność i zwykła, czysta głupota pracowników placówki sprawia, że niewinna dziewczyna jest fizycznie i psychicznie poniżana przez resztę załogi. Jeżeli jesteście ciekawi jak w rzeczywistości wyglądałby test psychologiczny „więźniowie-strażnicy” i chcecie się dowiedzieć do czego jest zdolny człowiek, jeżeli wmówi mu się fałszywy obraz rzeczywistości to zobaczcie koniecznie ten film. Prawda o człowieku okazuje się brutalna.

Słodkich snów / Mientras duermes (2011, reż. Jaume Balaguero). Kolejny hiszpański reprezentant na mojej liście. Film opowiada historię pewnego dozorcy jednej z barcelońskich kamienic. Cesar to sumienny i lubiany przez otoczenie pracownik. Wszystko jednak się zmienia, gdy poznaje nową lokatorkę – Clarę. Dozorca zamienia się nie do poznania. „Słodkich snów” to jeden z tych filmów, gdzie pomimo tego, że główny bohater to zwyrol, to jednak jakoś mu tam kibicujemy. Jaume Balaguero po raz kolejny potrafi widza wciągnąć, zaangażować i na koniec wstrząsnąć. Jego dzieło z 2011 roku to świetny thriller psychologiczny, obrazujący chorą fascynację i niezdrowe pożądanie.

Wind River. Na przeklętej ziemi / Wind River (2017, reż Taylor Sheridan). Taylor Sheridan to odkrycie pod względem dobrej, sensacyjnej historii. Zasłynął jako scenarzysta do takich filmów jak: „Sicario” oraz „Aż Do Piekła„. W roli reżysera mogliśmy go zobaczyć do tej pory wyłącznie w dwóch filmach klasy b, jednak po „Wind River” możemy się spodziewać, że jego filmy wniosą nową jakość do kina. Historia w omawianym filmie jest prosta jak kij, w małym miasteczku na Alasce miejscowa policja znajduje zwłoki młodej dziewczyny – Indianki. W śledztwie pomaga młoda agentka FBI (Elizabeth Olsen) oraz miejscowy tropiciel (Jeremy Renner). Muszą się śpieszyć, zanim burza śnieżna zasypie wszystkie ślady. „Wind River” to przede wszystkim świetny, klimatyczny obraz śledztwa, które odbywa się w nietypowym miejscu. Dwójce bohaterów nic nie przychodzi łatwo, gdyż rzeczywistość życia na Alasce jest zupełnie inna niż w wielkim mieście. Nie jest to wybitne kino, jednak historia przykuwa naszą uwagę. Sheridan zachwyca realizmem i powolnym odkrywaniem kart całej historii.

Uważaj, kochanie / Better Watch Out (2016, Chris Peckover). Jeżeli szukacie dobrego, świeżego thrillera w klimacie świątecznym, to trafiliście idealnie! Młoda dziewczyna Ashley opiekuje się w domu dwunastoletnim Lukem. Wkrótce okazuje się, że w domu są intruzi. Jednak, czy to oni są największym zagrożeniem dla Ashley? Film Chrisa Peckovera potrafi widza w pełni zaangażować w seans. Uwierzcie, że będziecie kibicować miłej blondynce w jej starciu z psychicznym wrogiem. Nie jest to może czysto gatunkowo thriller, gdyż łączą się tutaj też elementy krwistego horroru z komedią (Jak na australijskie kino przystało). Jednakże „Uważaj, kochanie” ma jedną bardzo ważną zaletę – wciąga widza od pierwszych sekund seansu.

 

Przegląd filmowy: Obcy

W sumie, to aż dziwne, że wcześniej nie zrobiłem takiego przeglądu na blogu. Zwłaszcza, że jestem MEGA HIPER ARCY OGROMNYM FANEM serii o Obcym. Podobny przegląd zaserwowałem filmom o Batmanie oraz Jurrasic Park, temat Obcego natomiast pojawił się w mojej liście 15 najlepszych horrorów, no i recenzji filmów „Obcy vs Predator II” oraz „Prometeusz„. Okazja by taki przegląd sporządzić jest doskonała, gdyż do kin wszedł właśnie najnowszym film z serii „Obcy: Przymierze„. Do dzieła!

Obcy – 8 Pasażer Nostromo / Alien (1979, reż. Ridley Scott). Wciąż uważam, że to najlepszy horror jaki kiedykolwiek powstał. Film opowiada historię członków załogi Nostromo, która podczas powrotu na Ziemię, zostaje nagle przebudzona. Okazało się, że statek odebrał dziwny sygnał z pobliskiej planety. Załoga zobowiązana umową z firmą, jest zmuszona by to sprawdzić. Od tej pory wszystko idzie nie tak. Jeden z członków załogi – Kane (W tej roli ś.p. John Hurt) wraca na statek z przeczepioną do twarzy dziwną, obcą formą życia. Co gorsza, nie można jej zdjąć ze względu na obecny w krwiobiegu kwas. Gdy dziwny pajęczak obumiera a Kane się budzi, wszyscy oddychają z ulgą. Nie na długo. Z klatki Kane’a wydobywa się mały obcy, z którym przyjdzie załodze stoczyć bój o przetrwanie.

Za co kocham film Ridleya Scotta? Przede wszystkim z wspaniały, mroczny, tajemniczy i gotycki klimat. Do końca seansu, nie wiemy z czym załoga Nostromo ma do czynienia. Obcy nie ukazuje się nigdy w pewnej krasie. Statek jest pełen mrocznych zakamarków. Czuć wszędobylskie zagrożenie i osamotnienie. Obcy wydaje się być niezniszczalny, a załoga jest zdana tylko na siebie. Co gorsza film powoli odkrywa tajemnicze zamiary firmy, dla której pracują. Sprawa z góry jest przegrana. Swoją cegiełkę do klimatu filmu dołożył ś.p. Hans Rudolph Giger. To on stworzył wygląd obcego, który stał się kultowy.

Fakt, że film jest oszczędny w pokazywaniu Obcego i pomieszczeń w pełnej krasie sprawia, że obraz Scott’a wcale się nie zestarzał, pomimo upływu już ponad 38 lat od Premiery! Warto także zwrócić uwagę na dobrze napisane postacie, które nie są nam obojętne. Sigourney Weaver dzięki roli w „Obcym” wybiła się na szerokie wody Hollywood. Dla mnie film Ridleya Scotta to przykład idealny jak nakręcić horror sci-fi. Mamy tutaj tajemnicze zagrożenie, wiarygodnych bohaterów oraz kapitalny klimat osaczenia. Arcydzieło kina. Ocena: 10/10.

Obcy – Decydujące starcie / Aliens (1986, reż. James Cameron). Druga część serii o Obcym nakręcona przez Jamesa Camerona to zupełnie inny film. Inny, nie oznacza gorszy. Śmiało można określić obraz ten jednym z najlepszych sequeli w historii kina, zaraz obok „Ojca Chrzestnego II„, „Mrocznego Rycerza” czy też „Terminatora II„. Fabuła wygląda następująco. Jedyni ocalali z załogi Nostromo: Ellen Ripley (Sigourney Weaver) oraz jej kot Jonesy po wieloletnim dryfowaniu po kosmosie, w końcu lądują na Ziemi. Firma zatrudniająca Ripley nie wierzy w historię o Obcym, który zabija całą załogę. W między czasie okazuje się, że planeta na której członkowie Nostromo znaleźli obce formy życia, ma zostać zasiedlona przez ludzi. Jak się okaże, była to błędna decyzja, gdyż kontakt z ludźmi na LV-426 urywa się. Na miejsce zostaje wysłana misja ratunkowa, do której w charakterze doradczy dołącza Ellen Ripley.

James Cameron w przeciwieństwie do Scotta serwuje nam sprawnie nakręcone kino akcji. Obcy pojawiają się w dużych ilościach. Okazuje się, że można go zabić – wystarczy duża spluwa i nieskończony zapas amunicji. Tak więc w „Aliens” krew i kwas obcych leje się strumieniami. Co więc jest tak świetnego w tym filmie? Przede wszystkim został utrzymany klimat zagrożenia. Wciąż czujemy się osaczeni przez ksenomorfy, pomimo, że posiadamy cały asortyment wojskowy. Obcy zostali ukazani w filmie jak sprawnie pracujące mrowisko ze swoją królową. W filmie jest wiele trzymających w napięciu scen, a czujnik ruchu potęguje w nich tylko poziom adrenaliny.

Po raz kolejny dostajemy wiarygodne, dobrze napisane i przejmujące postacie. Ellen Ripley w tej części serii ukazuje się jako damski terminator z miotaczem ognia, w której budzi się matczyny instynkt gdy poznaje jedyną ocalałą z kolonii dziewczynkę Newt. Poza tym pojawia się ponownie android – Bishop, który tym razem jest przyjacielski oraz cały zastęp kosmicznych marines. Cameronowi udało się w tym filmie zachować prawdziwość Obcego i jednocześnie dodać coś od siebie. Tak powinno kręcić się sequele. Ocena: 10/10.

Obcy 3 / Alien 3 (1992, reż. David Fincher). Trzecia część sagi o Obcym, wyreżyserowana przez Davida Finchera jest lekkim powrotem do pierwowzoru stworzonego przez Ridleya Scotta. Do Statku Sulaco, w którym znajdują się ocalali z księżyca LV-426 dostaje się facehugger. Dochodzi do pożaru, a kapsuła ratunkowa rozbija się na pobliskiej Planecie Furia 161. Katastrofę przeżywa jedynie Ripley. Ocalałą odnajdują jedyni mieszkańcy planety – więźniowie z koloni karnej. Okazuje się, że Ripley to nie jedyna ocalała. Wspomniany facehugger również uchodzi z życiem i ponownie daje życie Obcemu.

David Fincher ponownie postawił na mroczny, tajemniczy klimat oraz nierówną walkę ludzi bez broni z Obcym. Ksenomorf tym razem jest trochę inny, gdyż wychodzi z ciała psa – dlatego porusza się na czterech łapach. Po raz pierwszy także zostały użyte efekty specjalne do pokazania Obcego. I w zasadzie to jedyna nowość jaką nam serwuje Fincher. Poza tym, to już wszystko mieliśmy w pierwszej części. Ripley oprócz walki z Obcym, będzie się musiała zmierzyć ze zgrają najgorszych kryminalistów. Ludzie będą biegać po ciemnych, mrocznych zaułkach kolonii karnej. Obcy natomiast będzie się wydawać wszędobylską bestią, która jest w stanie porwać każdego. Co gorsza na planetę Furia 161 zmierzają ludzie z firmy Wyland-Yutani, i nie mają dobrych intencji. Sprawa ponownie jest z góry przegrana.

Można mieć pretensje do Davida Finchera, że nie dodał nic nowego do tej opowieści a powielił to co zaserwował wcześniej Ridley Scott w „Ósmym Pasażerze Nostromo„, jednak jego „Obcy 3” to dobry film. Ma mroczny klimat, trzyma w napięciu i jest w nim sporo odwołań religijnych. Poza tym to mocno pesymistyczny film, mówiącu wprost „Nie ma nadziei”. Obcy będzie zabijał, a ludzie za wszelką cenę będą chcieli go użyć jako broni. Jednak temat ten rozwinie dopiero czwarta część. Ocena: 8/10.

Obcy: Przebudzenie / Alien: Resurrection (1997, reż. Jean-Pierre Jeunet). Czwarta część Obcego została wyreżyserowana przez kolejnego, wspaniałego reżysera. Francuski filmowiec Jean-Pierre Jeunet, twórca takich klasyków jak: „Amelia„, „Miasto Zaginionych Dzieci” czy też „Delicatessen” dorzucił swoje trzy grosze do historii o Obcym. 200 lat po wydarzeniach z Obcego 3 na statku USM AURIGA naukowcom udaje się sklonować Ripley oraz Obcego. Tworzą oni hodowlę Ksenomorfów i starają się je wytresować, by służyły ludziom. Na statku cumuje załoga przemytników, dostarczających naukowcom ludzkich ciał potrzebnych do hodowania nowych Obcych. Jak można przewidzieć, ponownie wszystko idzie nie pomyśli ludzi. Obcy wydostają się z klatek i zaczynają wybijać załogę. Co gorsza USM AURIGA obiera awaryjny kurs na Ziemię. Jednak bez obaw. Ripley wraz z androidką CALL (W tej roli Winona Ryder) postarają się zapobiec katastrofie.

Jaunet tworząc film „Obcy: Przebudzenie” udanie połączył klimat mroku znanego z pierwszej części z ostrą jatką, którą otrzymaliśmy w obrazie Camerona. Otrzymujemy wspaniałe lokacje oraz obraz eksperymentów na ksenomorfach. Akcja trzyma w napięciu, a momentami jest na prawdę groźnie. Oczywiście, nie obyło się bez wpadek. Postać mutanta powstałego wskutek połączenia obcego z człowiekiem była dość mało atrakcyjna, natomiast ginące po kolei postaci nie wzbudziły w nas takich samych emocji jak załoga Nostromo. Jednak uważam, że film Alien: Resurrection jest mocno niedocenioną częścią sagi. Zupełnie niezasłużenie, bo to całkiem doby film, który wieńczy serię z Ellen Ripley. Ocena: 7/10.

Obcy vs. Predator / Alien vs. Predator (2004, reż. Paul W.S. Anderson). Miałem wątpliwości czy filmy z serii AvP powinny być w tym zestawieniu. Fabularnie nie nawiązują one do serii o Obcym zapoczątkowanej przez Ridleya Scotta. Poziomem również te filmy nie dorównują. Jedyne co je łączy to postać samego Ksenomorfa. Film w zasadzie bardziej starał się nawiązać do gier komputerowych oraz komiksów z tej serii. Czy był potrzebny? Nie wiem. Sam, jako fan chciałem by powstały te obrazy. Jednak można było je zrobić lepiej.

W „Alien vs. Predator” akcja toczy się gdzieś na Antarktydzie. Ludzie z firmy Weyland odkrywają pod warstwą śniegu Piramidę. Okazuje się, że rasa Predatorów stworzyła to miejsce do walki z rasą ksenomorfów. Dochodzi do walki, gdzie po środku znajdują się ludzie. Zacznijmy, że AvP to bardzo mierny, przewidywalny film. Czuć w nim na kilometr chęć wyszarpania pieniędzy od fanów serii o Obcym. Oczywiście wizualnie wszystko gra, a sceny walk Obcego z Predatorem robią wrażenie. Jednak słaby scenariusz i błędy w logice robią swoje. Zagorzali fani słusznie byli zawiedzeni. Szkoda, bo potencjał był duży. Zarówno uniwersum Obcego jak i filmy o Predatorze to całkiem sporo dobrego materiału, na świetny film. Szkoda tylko, że twórcy postawili na łatwy szmal. Ocena: 4/10.

Obcy vs. Predator 2 / Aliens vs. Predator Requiem (2007, reż. Colin i Greg Strause). Film ten jest kontynuacją wydarzeń z „Obcy vs. Predator”. Statek Predatorów rozbija się gdzieś w Stanach Zjednoczonych. W tym momencie rozpoczyna się plaga Obcych a na miejsce zostaje wysłany inny Predator, który ma posprzątać bajzel po swoich nieudolnych kolegach.

O tym obrazie będzie krótko bo szkoda czasu na to gówno. Nic tu nie gra. Scenariusz leży. Motywacje postaci są nie zrozumiałe, zachowanie Predatora idiotyczne. Nie ma w tej historii zupełnie nic ciekawego. Ot, Obcy naparzają się z Predatorem w jakiejś amerykańskiej mieścinie. Jedyne plusy to pokazanie Obcego na Ziemi, tu i teraz oraz walki z Predatorem. Wisienką na tym zgniłym torcie jest Predalien, czyli Obcy z dredami. Totalnie nie warto. Ocena: 3/10.

Prometeusz / Prometheus (2012, reż. Ridley Scott). O tym filmie w zasadzie już pisałem na blogu stosunkowo nie dawno TUTAJ (Nie wstydzę się dziś tej recenzji). Jednak warto dodać parę uwag po 5 latach od premiery. Przypomniałem sobie ten film ostatnio. I wiecie co? Nie jest taki zły, jak próbują nam wmówić recenzenci. A już prawie uwierzyłem, że Ridleyowi Scottowi się nie udało. GÓWNO. Może nie jest to wybitny obraz, ale jest to całkiem sprawnie przedstawiona historia.

Prometeusz” jako prequel „Obcego” to ciekawy obraz pełen filozoficznych pytań. Podoba mi się to, że postacie inżynierów wciąż pozostały tajemnicze, pomimo tego, że sporo się o nich dowiedzieliśmy. Film porusza wiele ciekawych wątków, które powinny być rozwinięte. Większość recenzentów doczepiła się tego, że w filmie nie ma Obcego i paru błędów logicznych (legendarna już scena operacji). To, że akurat nie ma w filmie ksenomorfów (Przynajmniej do ostatniej sceny) wychodzi mu tylko na plus. Pamiętajmy, że to prequel „Obcego„, który miał pokazać od czego zaczął się przypał na Nostromo. Co do błędów logicznych, to nie byłbym aż tak uszczypliwy. W wielu klasykach kina jest więcej głupot, na które przymyka się oko. Reasumując „Prometeusz” to dobry film i niezasłużenie zjechany za przerost formy nad treścią. Ocena: 6/10.

Obcy: Przymierze / Alien: Covenant (2017, reż. Ridley Scott). Najnowszy film Ridleya Scotta jest jednocześnie sequelem „Prometeusza” oraz prequelem „Obcego„. Fabuła opowiada historię załogi statku „Przymierze”, który napakowany kolonistami, zarodkami, załogą i androidem Walterem (W tej roli Fassbender) podąża na nową planetę by ją zasiedlić. Po drodze dochodzi do awarii oraz zmiany planów, okazuje się, że znacznie bliżej znajduje się inna planeta, która wydaje się być bardziej atrakcyjnym miejscem do zasiedlenia. Załoga jeszcze nie wiem, że to będzie fatalna w skutkach decyzja. Okazuje się, że na nowej planecie rozgościł się dobrze nam znany inny android David (W tej roli również Fassbender) – jedyny ocalały z statku „Prometeusz”.

Zacznijmy od tego, że tuż po seansie miałem mieszane uczucia. Nie chodzi oczywiście o różnorodne błędy logiczne, do których przyczepili się recenzenci. Bardziej chodzi mi o sposób przedstawienia postaci obcego. Wcześniejsze filmy z serii, przyzwyczaiły nas do pewnych stałych zasad, które ten film łamie. O ile pokazane w filmie neomorfy są nowymi stworzeniami i możemy zaakceptować to jak się zachowują, powstają itd. to wizerunek ksenomorfa mocno odbiega od tego, który znamy chociażby z „Ósmego Pasażera Nostromo„. Proces infekcji trwa błyskawicznie, sam ksenomorf w ciągu kilku sekund przyjmuje dojrzałą formę, no i atakuje wyjątkowo agresywnie. Trochę to zaburzyło mój obraz przerażającej, tajemniczej bestii. Poza tym miałem wrażenie, że sam Obcy to postać drugoplanowa, dolepiona do tego filmu na siłę. Rozumiem negatywne opinie recenzentów, gdyż mieli prawo ponownie poczuć się wyrolowani przez Ridleya Scotta, który bawi się ksenomorfem i nie pozwala nikomu go używać.

Przejdźmy jednak do plusów. O ile „Obcy: Przymierze” słabo sprawdza się jako film o obcym, to jako sequel „Prometeusza” jest kapitalny. Ta filozoficzno-egzystencjonala historia została wzbogacona o kolejny ciekawy wątek. Na pierwszy plan wysuwa się duet Fassbender-Fassbender, czyli rozmowy dwóch androidów. Z jednej strony mamy Davida, który pragnie tak jak człowiek tworzyć. Gra na flecie, słucha muzyki poważnej, zacytuje się w trudnej literaturze, mówi wierszem i bawi się w tworzenie obcych. Z drugiej strony pojawia się Walter, oddany ludziom pomocnik. Scott idzie o krok dalej, w „Prometeuszu” wyjaśnił skąd wzięła się ludzkość, „Obcy: Przymierze” wyjaśnia natomiast skąd wzięła się rasa aliena. Pytanie, czy te odpowiedzi były potrzebne? Czy nie lepiej było jak ksenomorf był tajemniczym organizmem doskonałym?

Warto także zwrócić uwagę na aspekty techniczne. Po raz kolejny zdjęcia Dariusza Wolskiego zasługują na pochwałę. Sama scenografia również robiła wrażenia. Opustoszałe lasy, ślady poprzedniej cywilizacji, ślady walk ładnie wpisały się w mroczną estetykę Obcego. David Fassbender sprawdził się w podwójnej roli Davida i Waltera. Pozostali bohaterowie raczej nie zrobili furory. Z Daniels (W tej roli Katherina Waterson) próbowano wykreować nową Ellen Ripley, natomiast reszta załogi nie wzbudziła w nas większych emocji.

Czy polecam ten film? Generalnie tak. Fabuła jest ciekawa i zawiera zapadający w pamięć wątek egzystencjalny androida Davida. Trochę rozczarował mnie sposób przedstawienia Obcego, który nie spełnił moich oczekiwań. Jednak zdecydowanie ten film nie można określić przerostem formy nad treścią. Co więcej, jestem ciekaw czy Scott zdecyduje się na przedstawienie obcego w Łowcy Androidów? To mogłoby być ciekawe, a pamiętajmy, że sam reżyser przyznał, że oba filmy należą do jednego uniwersum. Czekam na dalszy rozwój wypadków. Ocena 5/10.