Xavier Dolan i jego demony

TOMZ Xavierem Dolanem miałem do czynienia po raz pierwszy i jedyny parę miesięcy temu podczas seansu filmu „Mama„. Przytłaczająca opowieść o matce i jej sprawiającym problemy synu potwierdzała, że Dolan dobrym reżyserem jest. Świetne ujęcia, klimat ciasnych kanadyjskich przedmieść, IDEALNIE dobrana muzyka, bezkompromisowość przekazu oraz co najważniejsze rewelacyjnie wciągająca opowieść! To wszystko znajdziecie w filmie „Mama„.

Jednak nie na temat tego filmu chciałem się wypowiedzieć w tej recenzji. Rok przed ukazaniem się wspomnianej wcześniej „Mamy” w kinach swoją premierę miał inny film Xaviera Dolana. Bardziej mroczny, niejednoznaczny i psychodeliczny. Mowa o obrazie „Tom„, w którym sam reżyser zagrał tytułową rolę.

Film opowiada historię Toma, młodego projektanta z Montrealu, który przyjeżdża do małej miejscowości w Kanadzie na pogrzeb swojego kochanka. Na miejscu poznaje matkę oraz brata zmarłego. Życie na wsi go fascynuje na tyle, że postanawia pozostać na dłużej. Jednocześnie orientuje się, że mama jego przyjaciela nie wie nic o orientacji seksualnej zmarłego syna. Brat Francis, chce za wszelką cenę by ten dochował tajemnicy przed matką.

TOm a la fermeTom” to przede wszystkim świetny zestaw przykuwających zdjęć z dobrze opowiedzianą historią. Wydaje się ona być banalna i błacha, jednak Dolan pokazuje ją na tyle ciekawie i wciągająco, że ogląda się ją z zapartym tchem. Zwłaszcza drugą połowę filmu, gdyż początek obrazu nie zapowiada tylu emocji. Związane są one szczególnie z chorą relacją na linii Tom – Francis. Francis z jednej strony gnębi Toma, szydzi z jego orientacji. Z drugiej natomiast strony jest nim zauroczony, podoba mu się jego ręka do zwierząt oraz stosunek Toma do jego matki. Zauroczenie te zamienia się w chorą obsesję pełną namiętności oraz agresji. Każde pojawienie się Francisa na ekranie wzbudza w widzu poczucie niepewności, a nawet grozy.

Druga sprawa to świetnie zrealizowane zdjęcia. Widzimy mroczny klimat małej miejscowości gdzieś w Kanadzie otoczonej hektarami pól kukurydzy. Zimna, jesienna sceneria wprowadza nas w przygnębiający nastrój. Dolan w tym filmie doskonale uchwycił obraz małej mieściny i ich mieszkańców. Widzimy tutaj smutek matki, która poszukuje drugiego syna w Tomu a także gniew Francisa oraz pewną tajemnicę, którą znają tylko tamtejsi mieszkańcy.

Oczywiście w filmie „Tom” Xaviera Dolana znajdziemy wiele niedociągnięć oraz fabularnych naciągnięć. Jednak te błędy nie przeszkadzają w ostatecznym, pozytywnym ocenieniu tego dzieła. Jak zakończy się ta historia? Zobaczcie sami. Dla mnie jest to film na ocenę 7/10.

Ile jesteś w stanie poświęcić dla sławy? – recenzja Starry Eyes

starry-eyesIle jesteś w stanie poświęcić dla sławy? Głowna bohaterka filmu „Starry Eyes” jest w stanie oddać dla sukcesu wszystko. Zdrowie, urodę, przyjaciół, pracę…. Jednak czy takie poświęcenie jest tego warte? Zacznijmy od początku. Film wyreżyserowany przez duet Kevin Kolsch – Dennis Widmyer przedstawia typowych, młodych mieszkańców Los Angeles. Mają wielkie plany i nieprzeciętne ambicje – chcą podbić przemysł filmowy. Jednak wszystko kończy się na słowach, a ich życie to praca za najniższą krajową i nieustane imprezki. Jedynie Sarah (W tej roli Alex Essoe) nie poprzestaje na słowach i stara się realizować swoje marzenia. Pracę kelnerki w fast foodzie łączy z uczęszczaniem na wszelkiego rodzaju castingi. W końcu zostaje zauważona przez Astraeus Pictures. Jednak by otrzymać główną rolę w filmie, będzie musiała poświęcić nie tylko obecną pracę i przyjaciół, ale także duszę.

Starry Eyes” nie jest typowym horror. Brakuje tutaj rąbanki siekierą i hektolitrów krwi. Nie oznacza to jednak, że nie ma w nim krwistych scen, gdyż pojawiają się w drugiej części filmu. Duet reżyserki skupił się na przedstawieniu problemów współczesnego pokolenia X a także dążenia do sławy. Grupa przyjaciół Sary, wciąż opowiada o wielkim projekcie – o filmie, który chcą razem nakręcić. Jednak jedyna rzecz, którą obserwujemy w ich zachowaniu to imprezowanie. Wspomniana tematyka została przedstawiona w konwencji horroru, gdyż główna bohaterka by zostać gwiazdą filmową podpisuje pakt z wyznawcami szatana. By zyskać sukces musi się przekształcić i zerwać z przeszłością. Szczerze powiedziawszy – podobają mi się tego typu filmy, które pod przykrywką obrazu grozy mają ciekawe przesłanie.

Starry_Eyes_Still__1.2.3Dużym atutem „Starry Eyes” jest forma w jaki ten film został zrealizowany. Odniesienia do kina z lat 80 są widoczne gołym okiem. Długie ujęcia z dalszej perspektywy, całkowity brak efektów CGI a także elektroniczna muzyka w tle w pełni oddają duch kina grozy lat 80. Nie jest to pierwszy obraz tego typu, który oglądam w ostatnim czasie. Podobne nawiązania były zauważalne w „The Guest” oraz „Let Us Prey„. Jeżeli już mowa o muzyce, to jest ona kapitalna i dodatkowo potęguje poczucie niepewności. Wystarczy się wsłuchać w TEN utwór by zrozumieć.

Na koniec warto wspomnieć o odtwórczyni głównej roli, czyli Alex Essoe. Aktorka urodzona w Arabii Saudyjskiej nie ma bogatego filmowego CV, gdyż do tej pory grała głównie epizody. Jednak rolę opętanej Sary odegrała wprost kapitalnie. Sceny szału podczas przesłuchań czy też końcowa sekwencja przeobrażenia to majstersztyk w jej wykonaniu. Myślę, że po tym obrazie nie będzie narzekać na brak propozycji. Reszta aktorów nie wyróżniła się szczególnie, aczkolwiek odegrała dobre tło do popisu Pani Essoe.

Podsumowując „Starry Eyes” to kapitalny obraz, który łączy w sobie dramat oraz horror. Co więcej porusza ważne problemy dotyczące współcześnie żyjących młodych ludzi oraz kwestie dążenia do sławy za wszelką cenę. Obraz został zrealizowany na wzór kina lat 80, co stanowi ogromy plus. Jeżeli ktoś poszukuje horroru, który daje do myślenia oraz dodatkowo cieszy oko i ucho – powinien obejrzeć obraz duetu reżyserskiego Kolsch – Widmyer. Ocena: 8/10.

Będzie trochę śmiesznie, trochę strasznie – czyli Co robimy w ukryciu?

What We Do in the ShadowsWidziałem ostatnio dobrą i uwaga… śmieszną komedie! A to zjawisko bardzo rzadkie w ostatnim czasie. Mowa o filmie „Co robimy w ukryciu„. Obraz wyreżyserowany przez duet Jameine Clement – Taika Waititi opowiada historię czwórki wampirów mieszkających pod jednym dachem w jednym z nowozelandzkich miast. Wkrótce do ich grona dołącza kolejny krwiopijca – Nick wraz z swoim kolegą Stu. Ponad 100 letnia równowaga zostanie zachwiana.

Obraz wampira został wyeksploatowany przez kino niemalże do granic możliwości. Wydawałoby się, że nie może powstać nic nowego w tej tematyce. Nic bardziej mylnego. „Co Robimy w Ukryciu” udowadnia, że można wnieść jeszcze wiele nowego do uniwersum krwiopijców. Film ten jest kreowany na dokument, dzięki czemu możemy poznać przemyślenia głównych bohaterów. A jest wiele perełek, które potrafią nas rozśmieszyć! Jesteśmy świadkami życia codziennego głównych bohaterów, co zdaje się być najmocniejszym punktem filmu. W śmieszny sposób są ukazane problemy z jakimi napotykają się wampiry. I uwaga nie są to kwestie walki dobra ze złem, a problemy szarej rzeczywistości.

what-we-do-in-the-shadows-jemaine-clement-gif

No bo jak zobaczyć swój ubiór przed wyjściem na miasto, gdy się nie ma odbicia lustrzanego? Jak pogodzić sprzątanie, pranie i zmywanie z piciem krwi? Jak pójść na imprezę do klubu bez zaproszenia? Jak żyć bez frytek? No i najważniejsze. Jak się dogadać z tak specyficznymi współlokatorami? Film ten pokazuje życie wampira od drugiej strony, dlatego też jest tak bardzo ciekawy.

Mocną stroną nowozelandzkiego filmu są jej postacie. Mamy na początku czterech, ekscentrycznych wampirów:  Viagio (379 l.) – XVIII wieczny dendys, Vladislav (862 l.) – miłośnik tortur, Deacon (183 l.) – buntownik, zawadiaka oraz najstarszego Petyr’a (8000 l.). Z czasem dołącza do nich Nick, typowy ziomek z osiedla wraz ze swoim kolegą Stu. Stu jest flegmatycznym pracownikiem IT, i z jakiegoś niewyjaśnionego powodu wszyscy go uwielbiają. Co przekłada się również na odczucia widza. Mimo, że nie ma dużo do powiedzenia to staje się również i naszym ulubieńcem. Jest swoistym mistrzem drugiego planu.

what-we-do-in-the-shadows-new-zealand-2014-hd-mkv_snapshot_00-14-00_2015-01-14_13-47-23Klimatu dodają odniesienia do klasyki grozy. Vladislav to obraz Hrabi Draculi, wygląd Petyra nawiązuje do „Nosferatu. Symfonia Grozy” a w postaci Viagio widzimy nawiązania do „Wywiadu z Wampirem„. Nick natomiast chce być wampirem jak z filmu „Zmierzch„. Ponadto obraz krwiopijcy w omawianym dziele zawiera wszelkie detale, które pokazywały się we wcześniejszych filmach o wysysaczach krwi. Bohaterowie potrafią latać, zamieniać się w nietoperze, mają swoich sługów, hipnotyzują, śpią w ciemnych miejscach. Co więcej w filmie zobaczymy także inne stwory takie jak wilkołaki, zombie oraz wiedźmy.

Podsumowując, film twórców „Orzeł kontra Rekin” to świetna komedia z małymi elementami horroru. Jest to obraz zabawny, lekki i co najważniejsze dodający świeżości do wampirycznej tematyki. Bezpretensjonalne kino zrobione na luzie w sam raz na piątkowy seans. Ocena: 8/10.