Normalnie pisząc recenzję tej płyty nie rozpisywałbym się za bardzo. Wiem, że zespoły chciałyby pisano o ich muzyce dużo i dobrze. Jednak mało komu chce się czytać długie elaboraty na temat co artysta miał na myśli i dlaczego zrobił to tak, a nie inaczej. Druga sprawa to kwestia, którą kiedyś poruszał Krzysiek Kwiatkowski z Trzech Szóstek. Mianowicie internetowi recenzenci/blogerzy zwyczajnie nie mają aż tyle czasu by poświęcić go na wielokrotne słuchanie płyty i jej analizowanie. Nikt nam za to niestety nie płaci, i robimy to tylko z zamiłowania do muzyki. Czego czasem niektórzy twórcy nie potrafią zrozumieć. Żyjemy w czasach szybkiego przepływu informacji,a forma recenzji muzycznej coraz bliżej schodzi do poziomu łapki w górę lub łapki w dół. Trochę to smutne, ale coś za coś. Internet daje więcej możliwości do wybicia się i udostępnienia swojej muzyki większej ilości słuchaczy, także nie wszystko jest złe w tej sytuacji.
Przejdźmy jednak do sedna, bo tekst, który właśnie czytacie miał być zupełnie o czymś innym. Dzisiejsza recenzja z pewnością byłaby krótsza, jednak sprawa HONORU nie pozwala mi potraktować tej sprawy ulgowo. Mianowicie słuchając płyty „Zawody” grupy Wczasy (oczywiście z zamiarem późniejszego zrecenzowania) zostałem wyśmiany przez swoją własną żonę (Kolejny negatywny aspekt pisania o muzyce niezależnej). „Co to za głupie teksty?”, „Podoba Ci się to?!?”, „Co za badziew” – to oczywiście tylko część wypowiedzi na temat drugiej płyty duetu z Gorzowa Wielkopolskiego. Żona oczywiście obiecała mi, że wypowie się na ten temat na facebookowym fanpeju Paweuu i zdradzi moją „WIELKĄ TAJEMNICĘ”, że Paweuu się nie zna na muzyce a płyty, które recenzuje wcale nie przesłuchuje tylko sugeruje się opiniami z internetu.
Otóż nie. Oczywiście przesłuchuje płyty, i to do końca. Z internetowymi opiniami na temat muzyki również zapoznaje się, jednak nie po to by je przepisywać na bloga, tylko po to by wyłapywać współczesne trendy. Album „Zawody” poznałem stosunkowo nie dawno, za sprawą komiksu Melona (Podobna sytuacja miała miejsce z twórczością Kwiatów). Z miejsca jednak spodobał mi się debiutancki longplay Wczasów i zdążyłem już go przesłuchać paręnaście razy. Duet Bartłomiej Maczaluk – Jakub Żwirreło porusza się całkiem zgrabnie w rejonach elektroniki żywcem wyjętej z lat 80 i podrasowanej nutą gitarowego grania. Niektórzy widzą w nich polskiego odpowiednika Maca DeMarco i trudno się z tym nie zgodzić, gdy słyszymy „1000 problemów” sprzed dwóch lat. Na zeszłorocznym krążku grupa postawiła w większym stopniu na elektronikę, która momentami zahacza o elektro-punk („Ryszard„) a chwilami zwalnia tempo („Weź mnie„). Pojawiające się na „Zawodach” kiczowate synthy nawiązują do lat 80. Natomiast automat perkusyjny i lekkie, indie rockowe wstawki gitarowe ładnie komponują się z najważniejszym atutem tej płyty – TEKSTAMI.
O czym Wczasy Śpiewają na „Zawodach„? Ładnie to porównał Rafał Krause, przytaczając w swojej recenzji facebookowy profil „Magazyn Porażka„. To muzyka o życiu współczesnego dwudziesto-trzydziestoparolatka, któremu nie wszystko w życiu się udało. Okazuje się, że otrzymujemy w ten sposób bardzo ciekawy koncept-album. Już z okładki bije w nas obraz porażki, a w zasadzie oddania walkowera. Muzycy leżący bezczynie na torze wyścigowym, dają jasno do zrozumienia, że nie będą brać udziału w wyścigu szczurów. Teksty na „Zawodach” przesiąknięte są ogromną ilością ironii (ta zawsze jest u mnie w cenie) jak i dość prawdziwymi i smutnymi spostrzeżeniami o współczesnym świecie.
Najlepszym tego przykładem jest zamykający płytę „Nowy Świat„, w którym muzycy z nostalgią wspominają czasy dzieciństwa śpiewając o bazach z kumplami. Jednak przez nowoczesne technologie więzi społeczne zanikły. Pojawia się także troska o przyszłość i poczucie niepewności „Czy będzie lepiej w tym nowym świecie? / Czy nowoczesność zupełnie nas przygniecie?„. W utworze „Dzisiaj Jeszcze Tańczę” pojawiają się przemyślenia na temat bólu związanego z codziennością i chodzeniem do pracy. Nic nie oddaje tak mocno niechęci do swojej pracy jak zwrotka:
„Rano będzie trzeba wstać
Będzie trzeba iść do pracy
I robić rzeczy, których nie chcę
Rozmawiać z ludźmi, z którymi nie chcę”
W następnym „Zawody” ponownie wracamy do tematu przewodniego płyty – ludzi przegranych. Pada tutaj lista zawodów z stwierdzeniem, że nie każdy może je wykonywać. Dosadnie to ilustruje m.in. ta zwrotka:
„Nie każdy może być inżynierem
Zaprojektować kanalizację
Systemy odprowadzania wody z gównem
Z bloków„
Na płycie pojawiają się także tematy frapujące współczesnego artysty niezalowego z Polski. W utworze „Ryszard” wokalista z przekąsem śpiewa: „Nie musieć już nigdy pracować, być jak Jacek Cygan / Albo jak Ryszard Rynkowski w pociągu pełnym złota„. Jednocześnie wyśmiewa jarmarkowość polskiego rynku muzycznego. W otwierającym całość „Prince i Bowie” otrzymujemy relację na linii artysta-fan. Podmiot liryczny wspomina o tym, że chce grać tak jak Prince i Bowie. Wyrzuca jednak, że fan woli nieżyjących idoli od muzyka, który jest TU i TERAZ. Prosi jedynie by dać mu szansę – „Zabrałbym cię tam, gdzie oni – / Prince i Bowie, tam, gdzie oni„.
W jednym z najlepszych utworów na płycie – „Smutne Disco” wokalista zwraca uwagę na aspekt samotności w klubie z muzyką. Gdy większości ludzi dyskoteka kojarzy się z zabawą i tańcem (generalnie rzeczami pozytywnymi), to wtedy przychodzą Wczasy i uświadamiają swoim odbiorcom, że: „Bo dyskoteki to nie tylko bijatyki i śmiech / To też smutek, że nie kochasz mnie„. Temat samotności i wyobcowania pojawia się także w „Ciągle Sam„.
Generalnie Wczasy śpiewają o ludziach nienawidzących swojej pracy, swoich obowiązków, które minęły się z ich marzeniami. O ludziach, którzy nie osiągnęli sukcesu, a nawet nigdy o niego się nie otarli. O ludziach odrzuconych, przegranych i takich, o których nie mówi się na co dzień. O artystach, którzy tworzą muzykę z pasji jednak nigdy nie osiągną sukcesu na miarę Ryszarda Rynkowskiego. O ludziach wracających z dyskoteki w smutku. Myślę, że nie będąc totalnym przegrywem to każdy mógłby coś znaleźć dla siebie w tym worze niepowodzeń. W końcu nawet Messiemu zdarzają się słabe mecze, prawda?
Osobiście widzę w tej płycie nową wersję debiutu Cool Kids of Death. Płyta z 2002 roku, również stanowiła pewnego rodzaju manifest i poczucie niezadowolenia związanego z sytuacją życiową współczesnych dwudziestoparolatków. Głos wokalisty, a przede wszystkim sposób śpiewania może budzić skojarzenia z Michałem Wiraszko z Much, stylistycznie jednak płyta przywołuje na myśl Supergirl & Romantic Boys. Oczywiście możemy się tutaj doszukać pełnej palety inspiracji z lat 80 zaczynając od The Cure a kończąc na Papa Dance i Kombi?!? Generalnie warto sprawdzić debiutancki album Wczasów. Takie płyty nie zdarzają się często. Zespół świetnie operuje kiczem i ironią, muzycznie obraca się w modnej ostatnio retromanii lat 80, a tekstowo zjada większość polskich płyt z ostatnich paru lat. Ocena: 8/10.



