20 najlepszych okładek płyt

Background_PurpleCzym byłaby muzyka bez tej fizycznej części? Jestem staroświecki, lubię mieć płytę na półce. Lubię podczas słuchania oglądać okładkę, czytać zawartość książeczki, śledzić teksty. To jest pewnego rodzaju rytuał słuchania płyty. Dlatego nie jarają mnie w ogóle wersje elektroniczne. Dzień w którym nie będzie można kupić płyty, filmu, książki i gazety w formie fizycznej będzie najsmutniejszym dniem w dziejach świata. Dzisiejszą notkę chcę poświęcić okładkom, które nie ukrywajmy są równie ważne co zawartość płyty. W historii muzyki było wiele kapitalnych płyt z słabymi okładkami i na odwrót. Dzisiaj chcę zaprezentować 20 moich ulubionych okładek.

arctic-monkeys-whatever-people-say-i-am-thats-what-i-am-notArctic Monkeys – Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not (2005). Z powodu fajki było sporo kontrowersji, jednak trzeba przyznać, że zdjęcie Chrisa McClure’a jest na swój sposób urzekające. Zawiera ono pewnego rodzaju prostotę. Nie jest może jakieś wybitne, ale idealnie pasuje do zwartości płyty.

Animal-Collective-Strawberry-JamAnimal Collective – Strawberry Jam (2007). Tak jak w przypadku wcześniejszej okładki to zdjęcie również pasuje do albumu. Płyta się nazywa truskawkowy dżem to i na zdjęciu mamy rozkwaszone truskawki. So ironic.

The Beatles - Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club BandThe Beatles – Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (1967). Legendarna okładka kultowego zespołu. Znaleźli się na niej oprócz muzyków zespołu z Liverpoolu  i ich woskowych figur kartonowe wizerunki wielu znanych osób sztuki, muzyki, filmu, polityki, sportu, nauki i innych dziedzin. Współczesnemu, nieobeznanemu w historii człowiekowi wiele tych nazwisk nic nie mów. Te najbardziej znane to: Marlon Brandon, Edgar Allan Poe, Bob Dylan, Flip i Flap, Marylin Monroe, Karol Marks, Oscar Wilde i Albert Einstein. Monumentalne dzieło.

Blondie PLBlondie – Plastic Letters (1978). Sam zamysł robienia zdjęcia przy radiowozie brzmi infantylnie. Jednak to zdjęcie ma to „coś”, taki luz, który powoduje, że to moja ulubiona okładka Blondie. I pomimo tego, że zawartość płyty dupy nie urywa to kupiłem tą płytę ze względu właśnie na okładkę.

bob-dylan-freewheelinBob Dylan – The Freewheelin’ (1963). Mimo, że to zimowy Nowy Jork to ta okładka promienieje i wzbudza we mnie pozytywne odczucia. Nie wiem czy to sprawka Suze Rotolo, która wróciła z słonecznej Italii czy też tego hipisowskiego Volkswagena z tyłu?

born in the usaBruce Springsteen – Born In The U.S.A. (1984). Chyba najbardziej amerykańska okładka wszech czasów. Przetarte jeansy, kowbojski pasek, czapka z daszkiem i tyłek Springsteena. A to wszystko na tle flagi Stanów Zjednoczonych.

london-callingThe Clash – London Calling (1979). Źródeł  popularności okładki punkowej płyty należy upatrywać w nawiązaniu do grafiki ozdabiającej debiut Elvisa Presleya oraz fenomenalnym zdjęciu przedstawiającym Paula Simonona rozwalającego swoją gitarę podczas koncertu w Nowym Jorku. Połączenie ironii (muzycy zawsze podkreślali, że teksty takich muzyków jak Presley czy Rolling Stones są do dupy) i anarchii, którą symbolizuje roztrzaskana gitara.

clinic 1999 epClinic – Clinic EP (1999). Ta okładka przez długi okres czasu ozdabiała mój folder z muzyką na kompie. W jakiś sposób to samo się ustawiło. Jednak nie zamierzałem tego zmieniać, bo genialnie pasowała. Nie jest ona jakaś wybitna, jednakże przedstawia mój ulubiony instrument muzyczny – perkusję. A jeżeli ktoś jeszcze nie wie to bębny od zawsze był moją niespełnioną do końca pasją.

kanyewestlateregistration2005Kanye West – Late Registration (2005). Dropout Bear w szkolnym uniformie był chwytem marketingowym Kanye Westa w czasach zanim okładką jego płyty był brak okładki. A tak serio, gdy patrze na ten obrazek to mam mieszane uczucia. Sam West także budzi mieszane uczucia. Z jednej strony chętnie nakopał bym mu do tyłka, z drugiej cenię jego za kapitalną muzykę. Stąd wyróżnienie.

good-kid-maad-cityKendrick Lamar – Good Kid, M.A.D. City (2012). To zdjęcie wygląda trochę jak ten mem z tymi czterema śmiesznymi typkami przy jednym stole. Z drugiej strony, gdyby przejrzeć rodzinne albumy to możemy znaleźć dziesiątki podobnych fotek u siebie. Siła tkwi w prostocie i słoiku z żółtym „czymś”. Klimatu z pewnością dodają też cenzurki na twarzach. Świetna płyta, z świetną okładką.

108315_kombajn-do-zbierania-kur-po-wioskach_osme_pietroKombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach – 8 Piętro (2005). Mechaniczny kurczak na fajnym odcieniu zieleni przez długi czas stanowił moją tapetę na telefonie. Moja słabość do tej płyty tkwi nie tylko w muzyce, ale i w tej grafice.

Fucked Up - The Chemistry of Common LifeFucked Up – The Chemistry of Common Life (2008). Kolejna okładka prezentująca uroki Nowego Jorku. Tyle, że tym razem w cieplejszy dzień przy zachodzie słońca. Metafora życiowego pośpiechu i cywilizacyjnego postępu. Być może zdjęcie jakich wiele, ale na swój sposób ujmujące i wciągające.

Menomena - Friend And FoeMenomena – Friend And Foe (2007). Zdecydowanie jedna z moich ulubionych okładek. Na te drobne elemenciki tworzące w kunsztowny sposób grafikę płyty Menomeny mogę patrzeć godzinami. Czuć duch Radiohead i ich stworka z „Amnesiac„.

N.W.A. - Straight Outta ComptonN.W.A. – Straight Outta Compton (1988). Te zdjęcie pokazuje tylko jedno. Trzymajcie się z dala od Compton, najniebezpieczniejszego miejsca na planecie. W naszym wydaniu brzmiałoby to tak „miasto jest nasze”. Gangsterska płyta z mocnymi tekstami wymaga równie mocnego artworku.

Nirvana - NevermindNirvana – Nevermind (1991). O tej okładce pisano już książki, dlatego też nie dodam nic oryginalnego. Musiała się znaleźć na liście.

of Montreal – The Sunlandic Twinsof Montreal – The Sunlandic Twins (2005). Zespół Kevina Barnesa przyzwyczaił nas, że muzykę of Montreal można interpretować na wieloraki sposób. Jednakże okładka albumu z 2005 roku symbolizować może tylko – Małżeństwo Kevina z Niną. Muzyka of Montreal zawsze szła w parze z uczuciami sercowymi wokalisty. Na tym etapie Kevin czuł się bliźniakiem Niny. Stąd taka a nie inna nazwa płyty i okładka. Co było dalej, poszukajcie sami.

Rage Against The Machine - Rage Against The MachineRage Against The Machine – Rage Against The Machine (1992). Chyba pierwsze zdjęcie na liście o zabarwieniu politycznym. Rage Against The Machine często poruszali kwestie polityczne dlatego nie dziwi fakt,że użyli legendarnego zdjęcia z okresu wojny w Wietnamie przedstawiającego wietnamskiego mnicha dokonującego aktu samospalenia.

The Rolling Stones - Beggars BanquetThe Rolling Stones – Beggars Banquet (1968). Nie ma nic bardziej rockowego niż obleśny kibel z zamazaną ścianą. Wczytajcie się w te napisy i te obrazki.

the_velvet_underground-the_velvet_underground_y_nico-frontalThe Velvet Underground and Nico – The Velvet Underground and Nico (1967). W tym przypadku recepta na sukces była prosta – użycie grafiki Andy’ego Warhola.

Ścianka - Pan Planeta (2006)Ścianka – Pan Planeta (2006). Ta okładka jest jak cała zawartość tej płyty. Nie tylko ze względu na tytułowego Pana Planetę. Ale formę jaką on przyjął i jego minę. Uwielbiam takie ironiczne żarciki i heheszki.

Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach – 8 Piętro

8pietroPewien mój znajomy zapytany przeze mnie czym tak na prawdę jest prawdziwa muzyka odpowiedział mi zadając pytanie czy wiem co to podwójna stopa. Odpowiedziałem, że wiem, ale co to ma do znaczenia? Dla niego utwór bez podwójnej stopy to nie muzyka.

Dla mnie niekoniecznie. Taki Kombajn Do zbierania Ku Po Wioskach nie ma w sobie nic z „podwójnej stopy” a jest to muzyka pełna gębą. Muzyka najlepsza. Muzyka plądrująca moje uczucia. Pomijając dokonania takich grup jak Lenny Valentino, Myslovitz czy Cool Kids of Death można stwierdzić, że wydali oni najlepszą płytę tego dziesięciolecia (w tym kraju). Płyta oczywiście bez pomocy mediów w niszowych kręgach zyskała status kultowej wręcz. W moim osobistym rankingu ścisła czołówka. Walcząca gdzieś tam z dokonaniami Radiohead czy Arcade Fire.  I nie zmienia się to odkąd usłyszałem tą muzykę wracając samochodem z Rybnika do Mikołowa.

Dla mnie ta płyta to jakieś pierdolone sacrum, Alfa i Omega polskiej muzyki rockowej. Zdaję sobie sprawę, że wielu narzeka, że to nazwa długa i mało zrozumiała, teksty jakieś zbyt wymyślne. Jednak takie argumenty nie przeszkadzają w ubóstwianiu Trail of Dead czy też liryki tworzonej przez Thoma Yorke’a. Czemu polskie nawiązanie miałoby być gorsze? I nie jest to kwestia wiary jak w przypadku Comy. Gdyby zestawić te zespoły obok siebie to Coma byłaby zwykłą dżdżownicą a Zagański i reszta penisem Płetwala Błękitnego. Więc teza postawiona przez pewnego recenzenta mówiąca o tym, że Kombajniści to alternatywa dla Comy świadczy nie najlepiej o tejże osobie.

Wracając do płyty. Nuty, które nam serwuje KDZKPW to lekko depresyjne melodie dobre na jesień i… na wiosnę! Tak, tak. Mimo wszystko jest jakaś pozytywna strona, która nie dołuje a rozwesela. „Idzie wiosna”.Nawiązania są widoczne a raczej słyszalne od pierwszych sekund 8 Piętra. Brytyjska scena niezależna lat 90. Jednak nie taka jak w wykonaniu Mysłowickich grup, które z lekksza się powtarzają na każdej płycie. Paweł Koprowski świetnie zgrywa gitarę z resztą przez co mamy zajebistą melodyjność na płycie. Brak tu jakiś brudnych, hardkorowych szarpanin. Wszystko na lajcie, spokojnie, łagodnie. Marcin Zagański pieści ucho swoim lekko zachrypniętym głosem, porównywanym do wokalisty Cooper Temple Clause.

Teksty. Najlepsza rzecz z całości. Skumajcie te linijki: „straszę żeby zapomnieć jak bardzo sie was boję”, „Znowu wydaje mi się, że jestem Batmanem mam ogonek” albo „I, że na zewnątrz Bolek i Lolek piją czaj”. Niby głupie a takie fajne. Idealnie wkomponowane w muzykę. Połączenia to ogólnie mistrzostwo pod względem muzyki jak i tekstu. Każda linijka porywa a szalejąca gitara niszczy umysły. Warszawa jest w ciul klimatyczna. Niektórzy mówią, że przydługa. Je polecam założyć słuchawki na uszy i przebujać się w nocy przez miasto z tym utworem w tle. Doznacie. Waniliowe Niebo ma zbyt niebezpieczną końcówkę. W ogóle trzeba zauważyć, że utwory na płycie im dłużej trwają tym się bardziej rozkręcają. Prezent, Waniliowe Niebo, Połączenia czy też Białe Kwity. Na koniec KDZKPW zapodaje nam akustyczna Śnieżkę. Tak jak na koniec sms-a dodaje się emotionka 😉

Reasumując, 8 Piętro to klasyka polskiej alternatywy, znajomość wręcz obowiązkowa. Ocena: 10\10.

P.S. Dziś mijają już dwa lata istnienia tego wspaniałego blogaska. Dzięki za miłe słowa. Ja mam także zajebistą informacje. Radiohead w sierpniu w Polsce! Także do zobaczenia w Poznaniu.

Kombajn do zbierania kur po wioskach.

Machina taka nie istnieje, ale zespół muzyczny jak najbardziej. Jest to jeden z najlepszych zespołów grających alternatywnego rocka w Polsce!

Rok 2001. W Ośrodku dla Osób Uzależnionych w Nowym Dworku spotkają się: Tomasz Brażewicz-Dosiółko, Marcin Zagański, Artur Mazur oraz Leszek Łątkowski. W ten sposób zrodziła się idea powstania zespołu: Kombajn do zbierania kur po wioskach.

Rok później dochodzi Paweł Koprowski i zespół pełną parą rozpoczyna koncertowanie po pobliskich miasteczkach. Początkowo zespół grał muzykę inspirowaną starymi legendami rocka w Polsce (takimi jak Dżem), jednak w późniejszym okresie swojej działalności ich twórczość się diametralnie zmieniła. Wygranie kilku festiwali muzycznych w Gorzowie i pobliskich miastach zaowocowało powstanie dema zatytułowanego „Ćwa„. Ponad to zespołowi udaje się wygrać festiwal rockowy we Węgorzewie. Wszystko wskazywało na to, że za niedługo zespół wkroczy na muzyczne salony…

Jednak zespół w 2004 roku przeżywa kryzys. Śmierć perkusisty Leszka Łątkowskiego oraz odejście z zespołu basisty Artura Mazura powoduje, że zespół przerywa działalność. Po kilku miesiącach KDZKPW ostatecznie postanawia się zmobilizować i zacząć wszystko od nowa. Chłopcy wyjeżdżają do Sopotu i w tamtejszym studio im. Adama Mickiewicza rejestrują materiał na debiutancką płytę zatytułowaną „8 piętro„. Już w styczniu 2005 roku, płyta ląduje na pułkach w sklepach muzycznych. Tak na prawdę genialność płyty „8 piętro” pozwoliło zespołowi zaistnieć. Krążek zebrał pozytywne opinie u większości recenzentów i krytyków. Kombajniści wyruszyli w trasę koncertową oraz wystąpili podczas Festiwalu Top Trendy.

Rok później zespół wydaje swoją druga i ostatnią jak na razie płytę zatytułowaną: „Lewa strona literki M„. Niestety ta fenomenalna płyta przeszła bez większego echa w mediach. Zespół już od dłuższego czasu jeździ po Polsce i promuje swoje najnowsze dzieło. Wystąpili między innymi w Hard Rock Cafe w Warszawie oraz mieli kilka koncertów na Śląsku (Mysłowice, Chorzów) a także zagrali podczas Heineken Open’er Festival w Gdyni.

Większość ludzi zastanawia się nad genezą nazwy zespołu Kombajn do zbierania kur po wioskach. Nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale trzeba przyznać, że nazwa jest mocno oryginalna: „Nazwa się wzięła z głowy po prostu, mojej głowy” – wyjaśnia gitarzysta oraz lider zespołu Tomasz Brażewicz-Dosiółko. „Nazwa powstała zupełnie spontanicznie” – dodaje.

Kombajn do zbierania kur po wioskach to zespół, który mocno rożni się od innych, przez co jest mniej zauważalny i pozostaje w cieniu takich formacji jak Myslovitz czy też Cool Kids of Death. Charyzmatyczny wokalista Marcin Zagański, nietypowe teksty, nazwa zespołu oraz sama muzyka z jednej strony są plusami z drugiej strony są wadami. Media skrupulatnie pomijają Zagańskiego i paczkę, zespół często za psie pieniądze gra w najróżniejszych dziurach w Polsce. Moim zdaniem jednak, KDZKPW stoi na poziomie Myslovitz a nawet go przewyższa. Dużym atutem zespołu, są wspaniałe koncerty. Marcin Zagański ma świetny kontakt z publiką, który rośnie wraz z wypitymi piwami…

Muzycznie Kombajn brzmi jak angielskie kapele indie rockowe. Jest to zupełny alternatywny rock oparty na uczuciach, jak podkreśla Marcin Zagański: „My nie jesteśmy raczej zespołem, który opowiada jak to było i jak to tworzyli… wszystko opiera się o emocje”. Z pewnością przed tym zespołem jest świetlana przyszłość, zespół ma w całej Polsce rzesze wiernych fanów a i przez niektórych jest nazywany polskim Radiohead.