Arctic Monkeys – Suck It And See

Kolejna płyta wyprodukowana pod okiem Jamesa Forda, tym razem obyło się bez pomocy Josha Homme’a.

Jednak trudno nie oprzeć się wrażeniowi, że Alexowi Turnerowi i  reszcie arktycznych małpek spodobał się kurs na jaki wrzucił ich dwa lata temu lider Queens of The Stone Age. Album z 2009 roku „Humbug” był zupełnie czymś innym niż poprzednie płyty zespołu. Jednak dopiero tegoroczny krążek pokazuje, że to był dobry krok. Zespół całkowicie pasuje w klimacie zakurzonej, pustynnej ameryki ze striptizerką na masce samochodu gdzieś w tle. Już nie są angielskim narybkiem, zapryszczonymi gówniarzami, którzy grają indie-demomniczne szlagiery. Ten etap, mimo, że obfitował w dobre utwory, mają już za sobą. Teraz są już jakby bardziej dojrzali, ich target z 16-latek przesunął się już na troszkę innego odbiorcę.

Słychać to po utworach, tak na prawdę ciężko tutaj znaleźć typowe „hity a la Arctic Monkeys”. Wszystkie utwory raczej stoją na równym, dobrym poziomie i ciężko wyróżniać tutaj poszczególne kawałki. Wybór singli mógł paść całkowicie na inne utwory i także by się sprzedały.

Dla mnie osobiście ta płyta jest dużym krokiem w przód dla zespołu, po raczej średnim Humbugu. „Suck It and See” jest dowodem na to, że Pan Turner i reszta nie chcą już być kojarzeni z falą indie rewolucji z poprzedniej dekady. Alex Turner poza tym jakby lepiej brzmiał, bardziej dojrzale. Perkusja mniej energiczna, ale jakby bardziej przemyślana i z głową. Ogromny plus za brzmienie gitar (bas!). Takie Arctic Monkeys mi się podoba. Ten zespół chyba dorasta razem ze mną i moimi gustami. Polecam tym, którzy lubią amerykańskie westerny i gorąc pustynnego powietrza. Ocena: 7/10.

posłuchaj

Arctic Monkeys – Humbug

humbugOk. Koncert Radiohead za nami. Czas wrócić do szarej rzeczywistości pełnej muzycznych mielizn i nowej płyty Arctic Monkeys.

Im szybciej tym lepiej. Chcę mieć to za sobą. Na wstępie powiem, że nie jestem rozczarowany słabą płytą arktycznych pawianów. Od dawna było wiadomo, że to tylko napompowana bańka przez brytyjskie media. Druga płyta wiele zdradziła o tym zespole. Niektórzy wspominali o syndromie drugiej płyty. To raczej syndrom słabego zespołu. Rok 2009. Singiel „Crying Lightning” pokazuje, że moje domysły nie są omylne. Posłuchajcie sobie takiego A Certain Romance czy I Bet You Look Good On The Dancefloor. Potem najnowszego singla. Słyszycie? Równia pochyła. Różnica klas tak wielka, że trudno to opisać. Błyskotliwy debiut będzie raczej mile wspominany przeze mnie, ale kolejne wydawnictwa nie nadają się do słuchania.

A czemuż to? No słucham, słucham płyty. Nudy, nudy, nudy <ziew>, nudy, nudy. Nic ciekawego. Zmanierowany wokal Alexa Turnera, słabe melodie, zero oryginalności i ogólny zaduch i smród klimatami Ery Vulgaris. Sam Josh Homme nie był w stanie uratować niczego z tej beznadziejnej płyty. Nie wiem jaki był koncept tego albumu. Muzyka dla teksańskich rolników do picia tequili? No sorry, ja tego nie ogarniam. I sumie nie chce mi się już za bardzo pisać o tej słabiźnie. Arctic Monkeys nie ma. Nie polecam. Ocena: 2/10.

Rolniku z Teksasu. Enjoy!

Arctic Monkeys – Favourite Worst Nightmare.

18 lipca 2007 roku pojawiła się nowa a zarazem druga już płyta zespołu Arctic Monkeys zatytułowana: „Favourite Worst Nightmare”.

Zespół z Sheffield zapowiadał, że druga płyta będzie mniej przebojowa niż ich debiutancki krązek „Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” i tak jest. Pierwszym singlem promujący płyte jest piosenka: „Brianstorm”, która jest energiczna i wpada w ucho od razu. Słychać, że płyta jest bardziej dojrzalsza. Zespól nadal zachowuje swoją energiczność oraz dobrej treści teksty opowiadające o Anglii jednak płyta nie zawiera wielkich przebojów, które mógłby się zapisać w dziejach muzyki przez co odnosi się wrażenie, że zespołu nie ominął dobrze znany w Anglii „Syndrom drugiej płyty”.

Czyżby Arktyczne Małpy były sezonowym zespołem? Osobiście uważam, że nie. Widać, że dojrzali i chcą się rozwijać. Mimo, że Favourite Worst Nightmare nie jest przebojowym albumem warto go posłuchać. Płyta zaczyna się od wspomnianego wcześniej hałaśliwego „Brianstorm”. Pojawia się piosenka w stylu wszystkim dobrze znanego „When The Sun Goes Down” zatytułowana: „Fluorescent Adolescent”. Na płycie są także melancholijne nutki: „505”. Godne uwagi jest także: „If You Were There, Beware” oraz „Teddy Picker”.

Płyta jest mocniejsza od poprzedniej. Mocno energiczna jednak bez większych przebojów. Myślę, że fani Arctic Monkeys nie powinni być mocno zawiedzeni. Ocena: 6