Arctic Monkeys – AM

arcticmonkeysTo niewiarygodne jak ten czas szybko leci. W tym roku grupa Arctic Monkeys obchodzi 10-lecie działalności. Wydając pierwsze płyty byli pryszczatymi gówniarzami grającymi indje rocka. Teraz są facetami kręcącymi teledysk w samochodzie a nie jak kiedyś…na chodniku. Zabłysnęli dzięki internetowi i świeżości jaką dali muzyce gitarowej. Do tej pory ich debiutanckie „Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” jest dla mnie rewelacyjnym albumem do którego często wracam. Z kolejnymi płytami bywało różnie. Na „Favourite Worst Nightmare” są dobre single, jednak czuć tam syndrom drugiej płyty. Natomiast wydany w 2009 roku „Humbug” razi nudą i brakiem pomysłu. Sytuacja zmienia się w 2011 roki, kiedy grupa wydaje „Suck It and See”. Płyta ta jest pewną kreską w ich działalności, która odcina ich od wcześniejszej twórczości. Zmieniają image, stają się bardziej amerykańscy, kombinują z psychodelią i klasycznym rockiem. Efekt jest dość dobry, ale to wciąż tylko zalążek.

Dopiero wydany w tym roku „AM” można nazwać strzałem w dziesiątkę. Jak dla mnie tegoroczny longplay jest porównywalnie dobry do debiutu. Jednak są to zupełnie dwie różne płyty. Rozpoczynający całość „Do I Wanna Know?” to współczesny, rockowy hymn stadionowy, który bije na głowę wszystkie piosenki Kings of Leon. „R U Mine”, które śmiga w internecie już od jakiegoś czasu to prawdopodobnie najlepsza piosenka w całej twórczości zespołu Alexa Turnera. Na szczególną uwagę zasługują grające pierwsze skrzypce gitarowe riffy, które przywołują na myśl skojarzenia z Black Sabbath. Nie mniej ważna jest tutaj rola perkusisty oraz wysokich chórków. W podobnym klimacie amerykańskiego rocka są jeszcze utwory: „Arabella” oraz „I Want It All”. „One for the Road” przypomina jeden z utworów Queens of The Stone Age co akurat nie jest przypadkowe bo w procesie tworzenia płyty palce swoje maczał Josh Homme. Wokalista QOTSA miał ogromny wpływ na obrany przez anglików kierunek i chwała mu za to.

amNa płycie oprócz rockowych odniesień do słonecznej Kalifornii znajdziemy sporo brytyjskich, deszczowych melodii. I to właśnie te smutne ballady pokroju „No. 1 Party Anthem” czy też „I Wanna Be Yours” tworzą w dużym stopniu klimat tego albumu. Poza tym mamy beatlesowskie „Mad Sounds” czy też transowe „Knee Socks”. Pisząc o „AM” warto podkreślić także spory progres w warstwie lirycznej. Poetyczne teksty Alexa Turnera są na wysokim poziomie jak nigdy dotąd a na przykład rzucę teksty „Why’d you only call me when you’re high?” oraz wspomnianego wcześniej „I Wanna Be Yours”, które zaczyna się od „I wanna be your vacuum cleaner / breathing in your dust / I wanna be your Ford Cortina / I will never rust”.

Podsumowując najnowszy album Arctic Monkeys to obok debiutu najlepsza płyta w dorobku grupy z Sheffield. Połączenie tradycyjnego rocka z elementami typowymi dla brytyjskiej muzyki dały dobry efekt. „AM” obok „…Like Clockwork” QOTSA to najlepsza rockowa płyta tego roku. A już myślałem, że w 2013 będę tylko rapsów słuchał. Ocena: 9/10.

Arctic Monkeys – Suck It And See

Kolejna płyta wyprodukowana pod okiem Jamesa Forda, tym razem obyło się bez pomocy Josha Homme’a.

Jednak trudno nie oprzeć się wrażeniowi, że Alexowi Turnerowi i  reszcie arktycznych małpek spodobał się kurs na jaki wrzucił ich dwa lata temu lider Queens of The Stone Age. Album z 2009 roku „Humbug” był zupełnie czymś innym niż poprzednie płyty zespołu. Jednak dopiero tegoroczny krążek pokazuje, że to był dobry krok. Zespół całkowicie pasuje w klimacie zakurzonej, pustynnej ameryki ze striptizerką na masce samochodu gdzieś w tle. Już nie są angielskim narybkiem, zapryszczonymi gówniarzami, którzy grają indie-demomniczne szlagiery. Ten etap, mimo, że obfitował w dobre utwory, mają już za sobą. Teraz są już jakby bardziej dojrzali, ich target z 16-latek przesunął się już na troszkę innego odbiorcę.

Słychać to po utworach, tak na prawdę ciężko tutaj znaleźć typowe „hity a la Arctic Monkeys”. Wszystkie utwory raczej stoją na równym, dobrym poziomie i ciężko wyróżniać tutaj poszczególne kawałki. Wybór singli mógł paść całkowicie na inne utwory i także by się sprzedały.

Dla mnie osobiście ta płyta jest dużym krokiem w przód dla zespołu, po raczej średnim Humbugu. „Suck It and See” jest dowodem na to, że Pan Turner i reszta nie chcą już być kojarzeni z falą indie rewolucji z poprzedniej dekady. Alex Turner poza tym jakby lepiej brzmiał, bardziej dojrzale. Perkusja mniej energiczna, ale jakby bardziej przemyślana i z głową. Ogromny plus za brzmienie gitar (bas!). Takie Arctic Monkeys mi się podoba. Ten zespół chyba dorasta razem ze mną i moimi gustami. Polecam tym, którzy lubią amerykańskie westerny i gorąc pustynnego powietrza. Ocena: 7/10.

posłuchaj

Arctic Monkeys – Humbug

humbugOk. Koncert Radiohead za nami. Czas wrócić do szarej rzeczywistości pełnej muzycznych mielizn i nowej płyty Arctic Monkeys.

Im szybciej tym lepiej. Chcę mieć to za sobą. Na wstępie powiem, że nie jestem rozczarowany słabą płytą arktycznych pawianów. Od dawna było wiadomo, że to tylko napompowana bańka przez brytyjskie media. Druga płyta wiele zdradziła o tym zespole. Niektórzy wspominali o syndromie drugiej płyty. To raczej syndrom słabego zespołu. Rok 2009. Singiel „Crying Lightning” pokazuje, że moje domysły nie są omylne. Posłuchajcie sobie takiego A Certain Romance czy I Bet You Look Good On The Dancefloor. Potem najnowszego singla. Słyszycie? Równia pochyła. Różnica klas tak wielka, że trudno to opisać. Błyskotliwy debiut będzie raczej mile wspominany przeze mnie, ale kolejne wydawnictwa nie nadają się do słuchania.

A czemuż to? No słucham, słucham płyty. Nudy, nudy, nudy <ziew>, nudy, nudy. Nic ciekawego. Zmanierowany wokal Alexa Turnera, słabe melodie, zero oryginalności i ogólny zaduch i smród klimatami Ery Vulgaris. Sam Josh Homme nie był w stanie uratować niczego z tej beznadziejnej płyty. Nie wiem jaki był koncept tego albumu. Muzyka dla teksańskich rolników do picia tequili? No sorry, ja tego nie ogarniam. I sumie nie chce mi się już za bardzo pisać o tej słabiźnie. Arctic Monkeys nie ma. Nie polecam. Ocena: 2/10.

Rolniku z Teksasu. Enjoy!