The Field – Lopping State of Mind

Axel Willner po dwóch latach wraca z nowym materiałem.

Premiera ma odbyć się dopiero w październiku, ale magia internatu pozwala poznać ten album wcześniej i przekonać się samemu czy warto będzie wydać parę banknotów na ten krążek.

Oczywiście, że warto. Axel Willner, który ukrywa się pod prostym szyldem The Field po raz kolejny daje do zrozumienia, że w kategorii alternatywne techno nie ma sobie jeszcze równych. Szwedzki kompozytor w siedmiu, długich transowych kawałkach uchwycił sedno sprawy. Jest psychodelicznie, rytmicznie, minimalistycznie chwilami i co najważniejsze tanecznie (o czym miałem okazję się przekonać na niedawnym koncercie, gdzie odegrał część nowego materiału). Jednak nie jest tak doskonale jakby mogło się wydawać. Od początku daje się usłyszeć, że jest to już kolejna kontynuacja From Here We Go Sublime. Jednak to tak samo jakby być rozczarowanym z trzeciego tytułu mistrzowskiego zdobytego z rzędu przez waszą ulubioną drużyną.

Lopping State of Mind zaczyna się wręcz rewelacyjnie. Is This Power oraz It’s Up There stanowią mocny, energiczny opener albumu. Dalej Axel trochę zwalnia tempa by dopiero tytułowy track uświadomił nam, że będzie walczył w zestawieniach singlowych na koniec roku na wszystkich ważnych portalach muzycznych. Myślę, że ten album jest fajną częścią całej trylogii (From Here We Go Sublime + Yesterday and Today + Lopping State of Mind) wydanej przez The Field. Ogromne zasługi w tym partie gitary basowej, które są na wysokim poziomie. Dają kopa. Jesień tego roku będzie mocno taneczna. Ocena: 6/10.

posłuchaj

The Field – Yesterday and Today

thefielsyatDo The Field przyczepiono kartkę z apisem „techno”. Czasem „minimal techno”. Nie zaprzeczam. Jednak gdyby tak się zastanowić to zwykły dresiarz, fanatyk monotonnego łupania nie ogarnął by tego materiału za nic w świecie. Zagadka techno w tym wypadku to kolejna sprawa dla agentów Muldera i Scully.

Niby wszystko pasuje by wpisać projekt Axela Willnera w definicje techno. Gatunek się rozwinął odkąd był niszowym wyrazem buntu w podzielonych Niemczech. Jednak nie potrafię sobie wyobrazić tego stereotypowego dresika ze swoją niunią w kozaczkach lansujących się na ławce a z telefonu wydobywające się dźwięki Leave It czy Sequenced. Tutaj totalnie brakuje tego plastikowego bitu, rozpieprzoneo basu czy zmiksowanego wokalu kobiety mówiącej o sobie jako wokalistka.

Jest trans. Kawałki w liczbie sześciu, ale trwające nawet do piętnastu minut. Od razu widać, że nie jest to radiowa muzyka. Monotonnie, ale nie nużąco. Wszystko dobrane w odpowiedniej ilości by nie przedawkować. Nie jest hałaśliwie. Wręcz melodyjnie. Jeżeli chodzi o koncert na Offie to raczej spodziewałbym się widowiska a la Kraftwerk. Koleś z laptopem czaruje tłumem, który popada w trans. Nie jest tu tanecznie, także nie spodziewałbym się fikuśnych baunsów. Nie spodziewałbym się także krzyków a la Scooter.

Po co tutaj ten dresik się w ogóle w kółko przewija? The Field to nie muza na imprezę, nie napijesz się przy tym, nic nie wyrwiesz. Tu jest ciut zbyt ambitnie by polemizować z dejotem Remo. Na spokojnie w domu, podczas jazdy samochodem, autobusem. Serio. Poza tym sam fakt, że koleś jest ze Szwecji powinien dużo w tej materii mówić.

Kończąc naciąganą zbędnie tą notkę chciałbym wyrazić nadzieję, że się mimo wszystko spotkamy pod sceną namiotową trójki na The Field. Godzina koncertu z jednej strony beznadziejna a z drugiej dość magiczna. Jednak nocnej magii może trochę zabraknąć w namiotowych dusznościach. Obyśmy wytrwali bo warto. Ocena: 7/10

Sprawdź to dzieciak.