
W miniony weekend zakończyła się czwarta edycja CARBON Silesia Festival. Impreza ponownie odbyła się w industrialnej scenerii Sztolni Luiza w Zabrzu. Był to mój trzeci raz z tym muzycznym wydarzeniem, i tak jak w poprzednich latach ponownie potwierdzam, że jest to jedna z najlepszych tego typu imprez w Polsce. Jak dokładnie było i kto wystąpił w Zabrzu? O tym dowiecie się poniżej.
Dzień I
Dzień pierwszy imprezy rozpocząłem od dokładnego sprawdzenia całej miejscówki przy dźwiękach Mniam Collective, który puszczał swój set na Carnall Stage. Pojawiło się parę nowości. Studio tatuażu, koszy do koszykówki czy też scena Fresh Faces. Widać, że organizatorzy cały czas starają się rozwijać i nie stoją w miejscu. Pierwszy koncert, który udało mi się zobaczyć to występ duetu Jeszcze na Scenie Głównej Lipton. Rodzinny kolektyw pochodzący z mazurskiej wsi to połączenie delikatnego wokalu oraz energicznej muzyki elektronicznej. Jeszcze powstali w 2021 roku i było to widać. Skromni, nieco zawstydzeni młodzi ludzi dali ogólnie ciekawy występ i zachęcili mnie do powrotu do ich muzyki. Chwilę później na tej samej scenie, przy większej frekwencji pojawił się inny duet. Mowa o Ikarvs, w skład którego wchodzą: Aleksandra i Przemek. Twórcy piosenki „Akacje” równie nie posiadają długiej historii, jednak w tym przypadku nie można było mówić o onieśmieleniu na scenie. Fikuśne stroje, dziwne pozycje, zmiany instrumentów, kolorowe wizualizacje były dopełnieniem dzikiej muzyki. Być może na scenie działo się więcej, jednak nie doszukałem się tutaj podobieństw do zespołu Arca czy też Caroline Polachek.
W tym roku najmniej czasu spędziłem pod sceną Jungle. Być może dlatego, że najciekawsze występy rozpoczynają się tutaj najpóźniej. W piątkowy dzień sprawdziłem występujących tam Sarapata oraz Edvvina, jednak żaden z nich nie zmusił mnie do pozostania dłużej niż 5 minut. Inaczej wyglądała sprawa pod sceną Carnall. Tam trwała cały czas impreza, zwłaszcza jak występowała pochodząca z Krakowa Charlie czy też Radio Slave. Wróćmy jednak pod scenę główną, gdyż tam grał pochodzący z Francji NTO. Anthony’ego Faviera pierwszy raz widziałem live właśnie na CARBONIE 2022. Wtedy grał na mniejszej scenie i to był błąd, gdyż duża scena bardziej do niego pasuje. Założyciel wytwórni „Hungry Music” wypracował już własny, rozpoznawalny styl, ma na koncie wiele kapitalnych utworów jak chociażby „La clé des champs” i potrafi porwać tłumy do tańca. Jeżeli będziecie mieli kiedykolwiek okazję sprawdzić NTO na żywo, to zdecydowanie POLECAM! Gwiazdą wieczoru jak i całego festiwalu był norweski Röyksopp. Był to mój trzeci koncert tej grupy i ten zdecydowanie był najlepszy. Pełen energii i tanecznej muzyki set porwał ludzi do tańca i był to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów festiwalu.
Dzień II
Drugiego dnia nieco się spóźniłem, dlatego też zdążyłem zobaczyć tylko ostatni utwór grany przez Ptakova. Jednak to co zdążyłem zobaczyć brzmiało obiecująco. Sporo dobrej muzyki można było usłyszeć spod namiotu Carnall Stage, gdzie imprezę rozkręcał Nuarrrr. Ja jednak najbardziej oczekiwałem występu We Draw A. Duet Radek Krzyżanowski (Kamp!) oraz Piotrek Lewandowski (Indigo Tree) pomimo długiego scenicznego stażu widziałem po raz pierwszy. I był to strzał w dziesiątkę, gdyż muzycznie jak wizualnie koncert ten spełnił moje oczekiwania. Grupa grała zarówno starsze kawałki jak i utwory z najnowszego „New Mornings” z kapitalnym „Breeze” na koniec koncertu. Rok wcześniej równie dobrze bawiłem się podczas występu grupy Kamp! We Draw A stanowi całkowicie ciekawą jego kontynuacje.
GusGus to kolejny zespół, który widziałem już wcześniej. I nie chodzi mi o to, że przed nosem pomykał mi Birgir Þórarinsson w scenicznym stroju z lampką wina. Byłem na ich koncercie podczas jednej z edycji Tauron Nowa Muzyka. Swoją drogą Islandczycy lubią koncertować w naszym kraju i było to czuć także podczas tegorocznego Carbona. Świetny koncert. Udało mi się sprawdzić za to po raz pierwszy na żywo Goldiego, którego wspomagał Medic MC ( Z resztą tak samo jak Zero-T). Klasyka Drum’n’bassu. Oczywiście bez Pana Medica, którego już widziałem wcześniej i cały czas się zastanawiam, jak się mają te jego okrzyki do mikrofonu do muzyki w tle? Strasznie psuł mi odbiór całości… Gwiazdą wieczoru był francuski dj Vitalic, o którym słyszałem wiele dobrego. Co prawda nie ujął mnie tak jak wieczór wcześniej NTO, ale był to bardzo mocny set. Myślę, że łysy francuz spełnił całkowicie oczekiwania widowni. Z pewnością wybrał bym się ponownie na jego występ.
Podsumowując, czwarta edycja CARBON Silesia Festival ponownie dała radę. Zaproszeni artyści w większości spełnili oczekiwania a organizatorzy dołożyli wszelkich starań by zadowolić fanów. Poczułem także ponownie kapitalny, industrialny klimat Sztolni Luiza w Zabrzu. Mam nadzieję, że ta impreza pozostanie z nami jak najdłużej w niezmienionej formule i do zobaczenia za rok!










