W dzisiejszej playliście trzy kawałki zasłyszane przeze mnie w ostatnim czasie o których chciałbym wspomnieć i wyrazić swoją opinię. Przeważnie przychylną.
Shy Child – Disconnected. Angielski duet perkusisty z panem trzymającym key-tarę rzucił new-rave i obrał drogę bardziej popową, ale nadal mocno Klaxonsową. Tym razem zamieniając agresywny klawisz na łagodny, chórkowy wokal. Bo słuchając tej piosenki ciężko o nie skojarzenie z triem odpowiedzialnym za Myths of the Near Future. Na początku kawałek mi się nawet podobał, jednak jest to utwór z kategorii piosenek, które się słucha fajnie, ale po jakimś czasie nawet nie potrafimy jej zanucić. I tak w sumie jeżeli pojawi się płyta to nie wiem czy warto będzie po nią sięgnąć. Wszak teraz najistotniejsze są single.
Chiddy Bang – Opposite of Adults. No tak, przeciwieństwo dorosłych – dzieci. Kids. Przeróbka najlepszego utworu MGMT, odkrycia z 2008 roku to próba zabłyśnięcia. Bo nie oszukujmy się, duet, który w jakiś sposób coverował MGMT jest teraz na fleszach MTV2. Czemu w jakiś sposób? A no podkład wyrwany z Kids i przerobiony w rytm pozwalający do tego zarapować. Jednak trzeba przyznać, że jest to kawałek dający radę. Flow kolesia trzyma poziom, widać, że znany mu jest NERD i twórczość Pharella Williamsa, ale i nie tylko. Jednak najmocniejszym punktem jest podkład i duża w tym zasługa klawisza stworzonego przez Nowojorczyków z MGMT, chodź to nie jedyny pozytyw. Estetyka hiphopowa pasuje do tej piosenki. Warto puścić na imprezie spod znaku „jołjoł”.
The Smiths – Please, Please, Plesase Let Me Get What i Want. This Time. Od jakiegoś czasu nadrabiam ten brak w edukacji muzycznej, od nich przecież wiele się zaczęło. Mocno do gustu przypadło mi te 112 sekund nie banalnej muzyki w wykonaniu Morrisseya. Nie ma tutaj niczego zbędnego i aż żal, że to tylko nie całe dwie minuty. Ostatnio utwór użyty do soundtracku 500 days of Summer, aczkolwiek warto zwrócić uwagę na ten zespół nie tylko, że była o nim wzmianka w filmie. Przyznam, że na początku odrzucał mnie wokal, ale z czasem odkryłem drugie dno i nawet sobie pod nosem podśpiewuję. W sumie to klasyka, wypadałoby wiedzieć o co chodzi. Poza tym dużo coverów powstało, w czym jeden dość hardkorowy od Muse. Można posłuchać dla porównania, oryginału jednak nie przebito.