Słabą porę wybrałem na napisanie tej recenzji. Koniec wakacji. Jutro dzieci idą do szkoły, trzeba wracać z urlopów bo od jutra do pracy. No, ale jeszcze dziś są w sumie wakacje czyli nie tak najgorzej.
A dlaczego wspominam o wakacjach? No bo muzyka Coldplay to takie wakacyjne granie, raczej nic poważnego. Muzyka oczywiście z najnowszej płyty. Nie mam zamiaru obrażać Parachutes. No właśnie, Parachutes. Coldplay to wydał. Niewiarygodne, że słuchając Violent Hill myśli się: „Moment, moment oni nagrali Parachutes. Don’t Panic to ich! Jak oni to zrobili? „. A teraz? Teraz Coldplay to częsty gość na antenie RMF FM, Viva Polska, Popcorn itd. To poważny problem dla zespołu, który kiedyś nagrywał ambitne utwory a teraz tylko 3 minutowe brzdąkanie o którym się zapomina wraz z przyjściem jesieni. Chris Martin nie dostrzega raczej tego problemu. W jednym z wywiadów na MTV mówił, że obecnie ich jedyny problem to fakt, że nie są już tak sexy jak kiedyś… [*]. Poza tym mają się dobrze. Płyta się sprzedaje, nie muszą jej rozdawać na necie za darmo. Martin nagrywa sobie z Kenye Westem. Wszyscy są szczęśliwi.
Viva La Vida or Death And All His Friends w sumie miała być inna, mówiono o jakiś eksperymentach. Czy tym eksperymentem jest używanie dzwona zamiast perkusji? To w jednym z singli. Zabawny ten utwór. Nawiązuje do bogatej twórczości Alizee, która kiedyś zabrała swoją młodszą siostrę na dyskotekę. Czy ich naprawdę nie stać już na coś ambitnego? W niektórych utworach można usłyszeć fragmenty dobrej, naprawdę dobrej muzyki. Jednak po czasie coś się wali. Martin wymyśla coś tak absolutnie słabego co rujnuje cały utwór. Przykład? 42 chociażby: „zaczyna się mistrzowsko, rozkręca się mistrzowsko, a potem w 2:45 piosenka przechodzi w coś, co sprawia że aż mi łezka się w oku kręci… bynajmniej nie ze wzruszenia.” – Podpisuje się z powyższym stwierdzeniem. Jednak te fragmenty, dobre fragmenty dają do myślenia. Oni mają możliwości by nagrać dobrą płytę. Mogą tworzyć ambitne piosenki. Tylko coś stoi na drodze. Pieniądze? Jak nie wiadomo o co chodzi do chodzi o hajs. A może już teraz chcą być drugim U2? Nagrywać piosenki z Green Day o świętych? Nie wiem co siedzi w głowie Martina. Mam nadzieję, że słucha czasami Parachutes i zastanawia się: „a może by tak znowu…”. Tym czasem 4\10 dla Viva La Vida or Death And All His Friends.
P.S. Mogli by w sumie zmienić nazwę z Coldplay na Goldplay bo ich granie już nie jest takie cold jak kiedyś.