10 Najlepszych Seriali Minionej Dekady

Oto moja subiektywna lista 10 najlepszych produkcji telewizyjnych z lat 2011-2020. W grę nie wchodzą seriale, które zaczęły być transmitowane w latach wcześniejszych jak chociażby „Breaking Bad„, który powstał w 2008 roku czy też „The Walking Dead„, który został transmitowany w 2010 roku.

Artyści (2016, tw. Monika Strzępka, Paweł Demirski). Na początek jedyna polska produkcja na mojej liście. Co prawda w ostatnich latach było kilka ciekawych rodzimych pozycji serialowych jak np. „Wataha„, „Belfer„, „Kruk. Szepty słychać po zmroku” czy też „Ślepnąc od świateł„. Ja jednak chciałbym wyróżnić produkcję Telewizji Polskiej, które stworzyło dzieło unikatowe. „Artyści” to historia Marcina Koniecznego, który zostaje nowym dyrektorem Teatru Popularnego w Warszawie. Postaci odgrywanej przez Marcina Czarnika przyjdzie przejść przez wiele trudności w pracy w nowym miejscu. Zaczynając od trudnych osobowości aktorów, poprzez urzędników, recenzentów, pracowników teatru a kończąc na duchach mieszkających w teatrze. „Artyści” to przede wszystkim ciekawa i dobrze opowiedziana historia, ukazana w nietuzinkowy i klimatyczny sposób. Aktorzy dają radę odgrywając zróżnicowany wachlarz ludzkich osobowości a specyficzny klimat starego teatru odczujemy na własnej skórze tuż przed telewizorem.

Czarnobyl / Chernobyl (2019, tw. Craig Mazin). Całkiem możliwe, że to najlepszy serial z wymienionych na liście. Produkcja HBO ponownie zabiera widza w lata 80. Z tym, że w te mniej kolorowe i sentymentalne. Mamy w końcu 1986 rok w bloku wschodnim, gdzie przez zaniedbania dochodzi do prawdopodobnie największej katastrofy ekologicznej wywołanej przez człowieka. „Czarnobyl” nie bawi się tutaj w superbohaterskie kino czy też w katastroficzne widowisko w stylu Emmericha. Bardziej przypomina dokument, który z dystansem przedstawia kolejne kulisy tej tragedii. Każdy z 6 odcinków skupia się na innej stronie awarii w elektrowni atomowej. Ukazuje on dramatyczne następstwa wybuchu, pracę strażaków i efekt przebywania w napromieniowanym miejscu, heroiczną pracę wykonaną przez górników, smutny wątek odstrzału napromieniowanych zwierząt oraz kulisy procesu skazującego winnych dramatu. To zdecydowanie najlepsza produkcja omawiająca temat Czernobyla.

Czarne Lustro / Black Mirror (2011, reż. Charlie Brooker). Dzieło stworzone przez brytyjskie BBC, jest już niemal legendą. „Czarne Lustro” to serial w którym każdy odcinek opowiada odmienną historię. Mianownikiem łączącym każdy z epizodów jest fakt, że ukazuje on człowieka w przyszłości, gdzie będą towarzyszyć różnego rodzaju nowinki techniczne czy też społeczne. Co tu dużo mówić? Większość z odcinków „Czarnego Lustra” to arcydzieła małego ekranu. Wciągające, szokujące, wstrząsające a czasami rozczulające i bawiące historię to żywy komentarza na to jak zmiany technologiczne wpływają na nasze życie. Najlepszy odcinek? Nie jestem w stanie wymienić. W tym serialu zawarto tyle ciekawych pomysłów na przyszłość, że strach myśleć, który z nich stanie się wpierw rzeczywistością. Ba, niektóre elementy już zaczęły się dziać. Zwłaszcza miniony rok pokazał, że żyjemy w czarnym lustrze…

Detektyw / True Detective (2014, tw. Nick Pizzolatto). Na początku zaznaczę, że nominacja dotyczy wyłącznie pierwszego sezonu serialu. Detektyw opowiada historię policyjnego śledztwa w sprawie morderstwa dokonanego na kobiecie. Co więcej historia toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, gdyż detektyw Rust Cohle (genialna kreacja Matthew McConaughey’a) w przesłuchaniu policyjnym odwołuje się do wydarzeń z przeszłości. Główne atut tej produkcji to fenomenalny klimat Luizjany z lat 90. Jest mrocznie, tajemniczo i możemy się spodziewać całej gammy symboli zawartych w tym serialu. Historia wciąga a dwójka głównych bohaterów to przykład bezbłędnej interpretacji swoich bohaterów. Szkoda, że drugi sezon całkowicie zawiódł a trzeci nie wskoczył na genialny poziom jedynki…

Gra o Tron / Games of Throne (2011-2019, tw. David Benioff / D.B. Weiss). „Gra o Tron” to prawdopodobnie najgłośniejsza i najpopularniejsza produkcja ostatnich lat. Dlatego też ciężko było nie umieścić jej na mojej liście (aczkolwiek pierwotnie jej tutaj nie było :3). Jeżeli jakimś cudem nie słyszeliście o ów serialu to pokrótce kilka słów co to jest. Serial Benioffa i Weissa to adaptacja książki Georgea R.R. Martina „Pieśn Lodu i Ognia„. Akcja toczy się w krainie Westeros, gdzie kilka rodów walczy o tytułowy żelazny tron. Pierwsze sezony ów dzieła to idealny przykład jak trzymać w niepewności widza. Główni bohaterowie giną gęsto, często i niespodziewanie! Co więcej akcja jest wartka, sporo tutaj cliffhangerów, intryg oraz fabularnych zwrotów. Przy tym serialu nie można się nudzić… niestety tylko do czasu. Serial miał jeden poważny problem – czasowo przegonił wydarzenia z książki, którą Martin dopiero tworzył. Z powodu braku materiału źródłowego końcówka została pośpiesznie zakończona, i to w fatalnym stylu… Jednak do okolic 4-5 sezonu jest to dzieło wybitne.

Kalifat (2020, tw. Wilhelm Behrman). Szwedzki serial z minionego roku to głośny thriller/dramat, który opowiada o problemie terroryzmu ISIS ukazanym przez pryzmat dwóch światów. Pierwszy z nich to Szwecja – nowoczesne, europejskie państwo gościnne dla cudzoziemców zmaga się z problemem wywożeniem z kraju młodych kobiet do Syrii oraz przenikaniu terrorystów do umysłów młodych ludzi. W tym miejscu poznajemy Sulle, jej młodszą siostrę Lishę oraz koleżankę Kerimę. Młode dziewczyny podatne na wpływ Ibbe pragną walczyć za muzułmańską wiarę i wyjechać do Syrii. Z drugiej strony widzimy opętane wojną Syrię, gdzie mieszka młode małżeństwo Pervin i Husama. Ona pragnie za wszelką cenę wrócić do Szwecji, gdzie kiedyś mieszkała. On natomiast siedzi po uszy w jednostce planującej akcje terrorystyczne. Główną zaletą serialu jest fakt, że trzyma cały czas w napięciu. Obie historie wciągają nas na tyle, że chcemy koniecznie zobaczyć następny odcinek. Poza tym czy jakaś inna produkcja ukazywała problem terroryzmu przez pryzmat zwykłych ludzkich problemów?

Ostatni Taniec / The Last Dance (2020, reż. Jason Hehir). Są trzy powody by zobaczyć ten serial. Po pierwsze Michael Jordan. Po drugie Scottie Pippen. A po trzecie Denis Rodman. Któż z nas w młodości nie chciałby być jednym z nich na placu? Ewentualnie kimś z ekipy Los Angeles Lakers. Lata 90 to przede wszystkim koszykówka w wykonaniu Chicago Bulls! Żaden inny serial nie pokaże wam tak dobrze ducha tamtych czasów i powodów dla których MJ stał się legendą sportu. „Ostatni Taniec” to przede wszystkim historia ostatniego mistrzowskiego sezonu byków, a także droga na szczyt Jordana i Chicago Bulls. To 10 odcinków po których zapragniecie znowu założyć swoją koszykarską czapkę z daszkiem i porzucać do kosza.

Rick i Morty / Rick and Morty (2013, tw. Dan Harmon). Jedyna animacja na liście pokazuje, że tego typu produkcje wciąż mają sens. „Rick i Morty” to historia przygód dziadka-szalonego naukowcy Ricka wraz ze swoim nieco niezdarnym wnukiem Mortym. Dwójka głównych bohaterów wędruje głównie po rożnych galaktykach w celu przeżywania przygód. Dan Harmon jedzie tutaj po bandzie pokazując bohaterów od najgorszej strony. Nie zabraknie wulgaryzmów, seksu, przemocy, gore oraz nieziemsko szalonych przygód. Legendarny stał się zwłaszcza odcinek z ogórkiem. Odnajdziemy tutaj wiele nawiązań do kultury i kinematografii, a serial potrafi dać w kość swoimi nieszablonowymi rozwiązaniami.

Stranger Things (2016, tw. Matt Duffer). Stranger Things opowiada historię grupy przyjaciół z małego miasteczka Hawkins, którzy poszukują zaginionego kolegi. Co więcej w miasteczku nie dzieje się najlepiej, gdyż coraz więcej ludzi ginie bez śladu a wszystko wskazuje, że ma to związek z eksperymentami dokonywanymi w pobliskiej elektrowni. „Stranger Things” to genialny serial (pierwszy sezon!) z kilku powodów. Po pierwsze idealnie łączy kino familijno-przygodowe z horrorem. Przygody młodocianych bohaterów świetnie się przecinają z grozą i tajemnicą zawartą w serialu. Po drugie Matt Duffer idealnie rozczula widza przypominając mu dzieciństwo. Akcja toczy się w latach 80, dlatego też nie zabraknie wielu sentymentalnych momentów przypominających tamta epokę. Co więcej twórca serialu czerpie pełnymi garściami z produkcji z lat 80, takich jak „Stand By Me” czy też „Goonies„. Kolejny powód dla którego powinniśmy się zdecydować na seans „Stranger Things” (Jeżeli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście tego serialu) to klimatyczna muzyka oraz świetny dobór aktorów. Pomijając świetnie odegrane role główne przez aktorski narybek warto zwrócić uwagę na Davida Harboura odgrywającego rolę lokalnego szeryfa, Dacrego Mongomery’ego wcielającego się w Billy’ego czy też Winonę Ryder, która przypomniała o sobie w godny sposób. Czy są mankamenty tego widowiska? Standardowe. Każdy kolejny sezon jest niestety coraz słabszy…

Zadzwoń do Saula / Better Call Saul (2015, tw. Vince Gilligan). Zacznę od niezbyt mile widzianej, ale zyskującej na popularności opinii, że ten serial jest lepszy od ‚Breaking Bad„. Zwłaszcza po ostatnim sezonie akcje serialu poszybowały w górę. Dlaczego wspominam o BB? Otóż „Better Call Saul” to prequel wydarzeń znanych z serialu o przygodach Waltera White’a. Skupia się on głównie na prawniku Jimmy McGillu, który w BB znany jest jako Saul Goodman. Początkowe odcinki opowiadają o jego trudnej relacji z starszym bratem – Chuck’em, który jest szanowanym i niemalże legendarnym prawnikiem. W dalszej części serial skupia się na przemianie Jimmy’ego w Saula i jego relacji z Kim Wexler. Ponadto pojawiają się tutaj wątki mafijne, gdzie ponownie prym wiedzie charakterystyczny właściciel restauracji serwującej kurczaki – Gustavo Fring a także poznajemy historię Mike’a Ehrmantrauta. Dla fana „Breaking Bad” będzie to ponowne wrócenie do tamtego nieco surrealistycznego świata stworzonego przez Vince’a Gilligana i zobaczenie tych samych twarzy. Natomiast jeżeli ktoś wcześniej nie widział BB, to równie będzie zadowolony, gdyż to wciągająca historia, która momentami wzrusza a momentami śmieszy.

Dlaczego nowy Detektyw mnie rozczarował?

3044889-poster-p-1-true-detective-season-2-970x545Jestem po seansie drugiego sezonu Detektywa. Jestem totalnie rozczarowany nową odsłoną produkcji HBO. Pierwsze oznaki goryczy pojawiły się już po 3 odcinkach. Akcja  toczyła się żółwim tempem, denerwował natłok bohaterów i pojawiła się tęsknota za filozoficznymi wywodami Rustina Cohle’a. Oczywiście nie liczyłem, że drugi sezon przebije historię śledztwa prowadzonego przez duet Matthew McConaughey – Woody Harrelson. Jednak spodziewałem się równie ciekawej historii, nie doczekałem się… A to dlaczego:

Za dużo głównych bohaterów. W pierwszym sezonie mieliśmy do czynienia z dwoma głównymi bohaterami. Tutaj mamy ich aż czterech. Pojawia się Ray Velcoro grany przez Collina Farrella – policjant z ciemną przeszłością i ojciec nieudacznik w jednym. Jego postać jest najciekawszą i zarazem najlepiej zagraną w całym serialu. Farrell tą rolą w końcu przekonał mnie, że jest spoko aktorem. Druga postać to gangster tracący wpływy w mieście Frank Semyon, w którego rolę wcielił się znany głównie z komedii Vince Vaughn. Była to chyba najbardziej sztywno zagrana postać w całym serialu. Ponadto pojawia się policjantka z jajami Ani Bezzerides (Rachel McAdams) oraz weteran wojenny, ukryty gej Paul Woodrugh (Taylor Kitsch). Niestety postacie był słabo napisane i tak na prawdę nie trzymałem za nikogo mocno kciuków. Obserwowałem jedynie to co robią na ekranie, nic więcej.

vinciNie ten klimat. W pierwszym sezonie mogliśmy podziwiać piękną, dziką i tajemniczą Luizjanę. Oczywiście industrialne oblicze Los Angeles też ma swój urok, ale to już nie było to…

Nudy. Akcja tego sezonu toczyła się żółwim tempem. Ponadto dość późno wyklarował się wątek, który miał być wątkiem przewodnim. W sumie, momentami myślałem, że takiego w tym sezonie nie ma. Dobijały również słabe i nic nie wnoszące dialogi. Ogólnie mocno przegadany był ten sezon. Poszczególne sceny wydawały się przypadkowe i nie wynikające jedna z drugiej. Miałem odczucie, że twórca serialu, Nic Pizzolatto nie miał zbytnio pomysłu na ten drugi sezon.

Brak zapadających w pamięć scen. W pierwszym sezonie było takich wiele, jak chociażby ta nakręcona jednym ujęciem. Z drugiego sezonu nie zapamiętamy żadnej.

TD.hangarI najważniejszy powód. Nowy Detektyw nie wciąga. Przy seansie pierwszego sezonu, nie mogłem się doczekać kolejnych odcinków. Byłem bardzo ciekawy dalszych wydarzeń detektywów Rusta i Cohle’a. Tutaj tak nie miałem. Po połowie sezonu zrobiłem sobie dość długą przerwę a powrót do kolejnych epizodów nie był dla mnie czymś szczególnym. Po prostu dokończyłem coś, co zacząłem wcześniej. Tak z poczucia obowiązku.

Na pocieszenie dodam, że drugi sezon nie jest też totalną klapą. Jest to całkiem niezłe widowisko, z kapitalnymi zdjęciami i świetną muzyką. Mimo wszystko warto zobaczyć ten serial. Jego główny problem to wysoko zawieszona poprzeczka przez pierwowzór. Pojawiły się ogromne oczekiwania, które niestety nie zostały spełnione. Szkoda.

10 najlepszych seriali

Serial to forma przed którą raczej się bronię. Bronię się przed wciągnięciem w wir maniakalnego oglądania kolejnych odcinków. Poniżej lista seriali, którym uległem.

american-dad-50a7a9e432004

American Dad / Amerykański Tata (2005-obecnie)

Dlaczego warto?: To jeden z tych seriali, które potrafią rozśmieszyć do bólu (autentycznie!). Tytułowy Amerykański Tata to typowy amerykański twardziel pracujący w CIA, głosujący na republikan, jeżdżący wielkim SUVem i chodzący w każdą niedziele do kościoła. Poza tym bohaterami są: nie grzesząca rozumem żona Francine  , ciotowaty syn Steve, córka hipiska, kosmita Roger oraz Niemiec Klaus zamieniony w rybę. Twórcy serialu jadą po bandzie naśmiewając się dosłownie z wszystkiego i to jest zdecydowanie największy plus tego serialu.

Minusy?: Sporo czerstwych żartów, zwłaszcza w wykonaniu łysego szefa CIA i ryby Klausa. Poza tym nie wiele ciekawego do całości wnosi Hayley.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Zdecydowanie kosmita Roger! Głównie przez tą postać umieściłem Amerykańskiego Tatę w moim zestawieniu. W każdym odcinku ma inne wcielenie, różnej płci. I za każdym razem jest wybitnie komiczny. Między innymi wciela się w grubą sekretarkę, której zadaniem jest być molestowaną seksualnie przez szefa, homoseksualnego partnera Ricky’ego Martina czy też producenta muzyki Disco.

fargoFargo (2014-obecnie)

Dlaczego warto?: Tegoroczna produkcja FX to wciągająca historia, która stanowi kontynuacje wydarzeń z filmu braci Coen z 1996 roku o tym samym tytule. „Fargo” to obraz przemiany Lester Nyygarda, który z frajerowatego sprzedawcy polis ubezpieczeniowych zamienia się w zimnego, bezdusznego, cwanego człowieka sukcesu. Serial ma klimat, idealnie obrazuje zimową scenerie małej amerykańskiej miejscowości. Postacie są świetnie napisane. W żadnym serialu nie widziałem tylu ludzko, głupich postaci.

Minusy?: Wątek Stavrosa Milosa, właściciela lokalnej sieci sklepów był nieco naciągany.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Lorne Malvo, czyli zabójca idealny. Mocno charyzmatyczna postać. Malvo to przebiegły drań, jednak ma w sobie to coś co sprawia, że mu kibicujemy.

married-with-childrenMarried with Children / Świat Według Bundych (1987-1997)

Dlaczego warto? Bo to najlepszy sitcom jaki powstał kiedykolwiek. Historia Bundych w pewnym sensie jest ikoną gatunku seriali komediowych. Główną postacią serialu jest sprzedawca butów Al Bundy, który nienawidzi swojego życia. Męczy go żona zakupoholiczka Peggy, syn Bad (kujon prawiczek), córka Kelly (blondynka idiotka) oraz sąsiedzi Marcy i Steve. Z biegiem odcinków Steve’a zastępuje Jefferson, który będzie stanowił pewnego rodzaju sojusznika Ala. W każdym odcinku głowa rodziny Bundych przeżywa wzloty i upadki z naciskiem na to drugie. A jakieś 70% odcinków śmiało można nazwać legendarnymi. W pamięci szczególnie zapadł mi epizod w którym Al z uporem maniaka próbował znaleźć tytuł starej piosenki, którą usłyszał w radiu.

Minusy?: Pierwszy sezon jest kinem familijnym, ostatni sezon to brak pomysłów i autoparodia.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Al Bundy oczywiście. To wokół niego kręci się cały serial. Bundy to nieudacznik życiowy. Żyje czasami liceum, kiedy to jako zawodnik lokalnej drużyny zdobył 3 przyłożenia w jednym meczu. Pracuje w sklepie obuwniczym, nienawidzi grubych kobiet, śmierdzą mu stopy i jeździ starym Dodgem. Najlepszy w nim jest jednak ten jego wymowny wyraz twarzy.

bundy

simpsons_961x421The Simpsons / Simpsonowie (1989-obecnie)

Dlaczego warto? Matt Groening stworzył najzabawniejszy serial animowany w dziejach. Simpsonowie są nadawani w stacji FOX od 1989 roku! Wiem, że są seriale dłużej emitowane jednak Simpsonowie trzymają poziom od pierwszej emisji. Co więcej odcinki zaczynają się za każdym razem różniącym się od siebie intro. Ponadto w każdym sezonie wyświetlane są specjalne wydania na halloween. Na plus należy także odznaczyć bogatą ilość znanych gości (David Duchovny, Metallica, wszyscy Beatlesi, Ronaldo itd.) Największą zaletą serialu jest jednak mnogość postaci, które tworzą szerokie spectrum osobowości.

Minusy? Ciężko czegokolwiek się doczepić. Może jedynie tego, że to bardzo dużo materiału do obejrzenia dla kogoś chcącego zobaczyć ten serial.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Poza Homerem oczywiście to będzie to zdecydowanie Barney Gumble. Kolega Homera, który wiecznie przesiaduje w barze u Moe i wiecznie ma w ręku kufel piwa. Ciągle beka, ciągle zalany, ciągle śmieszny!

sopranosThe Sopranos / Rodzina Soprano (1999-2007)

Dlaczego warto? Wyobraźcie sobie, że wszystkie najlepsze filmy gangsterskie takie jak „Ojciec Chrzestny„, „Chłopaki z Ferajny” czy „Gotti” zostały rozciągnięte do formatu serialu. Tym właśnie jest Rodzina Soprano. Brzmi to banalnie, ale uwierzcie, że takie nie jest. Przygody mafii Tony’ego Soprano to jak przystało na produkcję HBO rozciągnięta, wielowątkowa historia. Obok typowych gangsterskich elementów, pojawiają się problemy natury rodzinnej. Do historii przeszły tajemnicze sny Tony’ego, które zostały zainspirowane serialem „Twin Peaks„. Jeżeli nie macie czasu na cały serial, to polecam zobaczyć odcinki w których pokazane są sceny z sennych marzeń Pana Soprano w którego wcielił się fenomenalny, nieżyjący już James Gandolfini.

Minusy? kilka nieciekawych wątków, mało interesujących postaci i tocząca się w tempie ślimaka akcja z pierwszego sezonu.

Najlepsza scena: https://www.youtube.com/watch?v=f7vBbEG0zH0

Ulubiona postać: Tony Soprano. Jest to najbardziej rozbudowana postać całego serialu, wokół, którego kręci się cały ciąg wydarzeń. Tony to fan drogich cygar, kolorowych koszul, alkoholu, hazardu i pięknych kobiet. Jest człowiekiem, który bierze wszystko to co chce. Jednak pod maską twardego gangstera, kryje się człowiek, który ma problemy. Dużą rolę w serialu pełnią jego rozmowy z psychologiem dr Melfi.

true detectiveTrue Detective / Detektyw (2014-obecnie)

Dlaczego warto?Detektyw” obok „Fargo” to najlepsza serialowa produkcja zeszłego roku, jak nie kilku ostatnich lat. Co w nim jest wyjątkowego? Przede wszystkim znakomita kreacja Matthew McConaughey’a, który wcielił się w postać detektywa-filozofa. Oczywiście na nie mniejsze brawa zasługuje Woody Harrelson za rolę partnera Harta. W „Detektywie” poczujemy kapitalny klimat Luizjany lat 90 oraz doświadczymy wciągającej, mrocznej historii. Akcja toczy się szybko, dzięki czemu serial sam się ogląda. Co więcej? Sporo tu symboliki, która pozytywnie wpływa na odbiór całości.

Minusy? No trochę zakończenie rozczarowuje, poza tym serial jest bezbłędny. Zresztą zobaczcie poniższą scenę nakręconą JEDNYM ujęciem. Majstersztyk.

Najlepsza scena: https://www.youtube.com/watch?v=s_HuFuKiq8U

Ulubiona postać: No oczywiście, że Rust Cohle. Postać ta ukazana jest dwutorowo. Jako inteligenty, dociekliwy detektyw rozpracowujący sprawę morderstwa oraz jako zapuszczony barman zeznający w sprawie powiązanej z tą, nad którą miał przyjemność pracować. Cohle miał dość ciekawe spostrzeżenia filozoficzne, które nie podobały się jego partnerowi. Jest to postać dość skomplikowana, o ciekawej historii, która w gruncie rzeczy chce dobrze. Grający go Matthew McConaughey wzniósł się tutaj na wyżyny aktorskiego rzemiosła.

twin-peaks-e1391374613948Twin Peaks / Miasteczko Twin Peaks (1990-1991)

Dlaczego wato? Twin Peaks to idealne połączenie mainstreamu z kulturą alternatywną. Pokręcone pomysły Davida Lyncha łączą się tutaj z serialową formą. W serialu tym znajdziemy specyficzny, mroczny klimat, ciekawa zagadkę morderstwa Laury Palmer, którą swego czasu żyła Ameryka, świetną muzykę Badalamentiego oraz szeroki zakres dobrze napisanych postaci. Wielu ludzi nie zrozumiało geniuszu tego serialu, jednak do tej pory Twin Peaks uznawany jest za klasyk. Dlatego też wiele emocji wywołała wiadomość o powstaniu nowego sezonu Miasteczka Twin Peaks.

Minusy? Drugi sezon momentami nie wiedział w którą stronę ma podążać. Chwilami miałem wrażenie, że starano się już go dokręcić do końca i zakończyć.

Najlepsza scena: https://www.youtube.com/watch?v=ww-88rwt4ms

Ulubiona postać: Agent FBI Albert Rosenfield. Jego złośliwe, aczkolwiek celne uwagi rozbrajały na łopatki. Każde jego pojawienie się na ekranie wzbudzało u mnie uśmiech od ucha do ucha. Ogólnie cały zestaw agentów Federalnego Biura Śledczego to niezła ekipa. Specyficzny agent Cooper, niedosłyszący Gordon Cole (w tej roli David Lynch!) oraz Denise Bryson (David Duchnovny grający kobietę!) to mocna strona serialu.

the-walking-dead-sezon-5-the-walking-deadThe Walking Dead / Żywe Trupy (2010-obecnie)

Dlaczego warto? Bo The Walking Dead to kapitalna pozycja dla wszystkich fanów horrorów oraz filmów post apokaliptycznych. Jest sporo emocji, napięcia, krwi oraz efektów gore. Jednak to nie wszystko, twórcy serialu starają się pokazać wydarzenia przez pewien pryzmat filozoficzno-psychologiczny. Dlatego napotkamy tutaj sporo dylematów natury moralnej oraz rozmów typu „jak żyć?”. Największym jednak plusem serialu jest wiarygodne przedstawienie świata opanowanego przez plagę zombie. Nie ma tutaj superbohaterów, Rick oraz jego wierna kompania zmaga się z podstawowym problemem poszukiwania pożywienia, wody oraz schronienia. The Walking Dead jest obrazem poszukiwania swojego miejsca a zarazem dostarczycielem wielu emocji. To serial drogi w którym znajdziemy zarówno wartką akcję (bohaterowie walczą nie tylko z „walkersami”) jak i czas na pewne przemyślenia.

Minusy? Niestety nie da się ukryć, że każdy kolejny sezon staje się coraz bardziej nudniejszy. Odcinki nie są sobie równie, a akcja toczy się przemiennym tempem. Dla kogoś, kto lubi jazdę bez trzymanki nie jest to dobra opcja.

Najlepsza scena: W sumie to nie ma takiej jednej sceny. Było sporo mocnych obrazków i ciekawych przemówień, jednak bez faworyta.

Ulubiona postać: Daryl Dixon jest typem kolesia przy którym chciałbym być w przypadku końca świata. Koleś jest ogarnięty, zapewnia pożywienie polując, strzela z kuszy (niewyczerpalna broń), mistrz survivalu a w dodatku poczciwy z niego przyjaciel. Podejrzewam, że serial zakończy się wraz z jego śmiercią.

the wireThe Wire / Prawo Ulicy (2002-2008).

Dlaczego warto? Prawo Ulicy to trudny serial. Unika mainstremowych chwytów, przerysowanych bohaterów i ciągłej, wartkiej akcji. Ten serial to obraz życia miasta Baltimore, prawdziwego życia. W każdym z 5 sezonów pokazany z nieco odmiennej perspektywy. Ukazując prawdziwe problemy, historie, które się zdarzyły. Postacie są ciekawe, dobrze napisane. Ponadto całość została okraszona dobrą muzyką. To chyba jedyny serial, który został porównany do dokonań Dostojewskiego i Dickensa, i nie jest to porównanie na wyrost.

Minusy? No cóż, akcja czasami ciągnie się bardzo pooooowoli. Poza tym, serial momentami wydawał się przegadany. No i szczerze powiedziawszy w pierwszych sezonach mocno mnie irytowała główna postać grana przez Dominica Westa.

Najlepsza scena:

Ulubiona postać: Mam dwa typy reprezentujące dwa przeciwległe światy. Wśród reprezentantów policji będzie to Bunky Bunk. Detektyw William Moreland to postać komiczna, nie stroniąca od żartów i alkoholu. Jednak często pokazywał swój profesjonalizm do pracy oraz ludzkie podejście do problemów. Trudno go nie lubić. Jeżeli chodzi o gangsterów to Omar, czyli człowiek legenda. Boją się go inni dilerzy, uchodzi za niezniszczalnego i ma dość ciekawą filozofię. Do tej pory mam przed oczami scenę podczas, której zeznawał w kapitalny sposób w sądzie.

mulder-scullyThe X Files / Z Archwium X (1993-2002)

Dlaczego warto? Z dzieciństwa pamiętam, że serial ten budził poczucie lęku głównie z powodu mrocznego motywu muzycznego Marka Snowa. Jednak nie chodzi o sentyment. Przygody Muldera i Scully to fenomenalny serial, który do około siódmego sezon trzymał mocno poziom. Co więcej, do pewnego momentu z sezonu na sezon był coraz lepszy. Część odcinków to oddzielne historie w których pojawiały się zagadki nawiązujące do klasyki kina grozy. Spoglądając na serial znajdziemy tutaj odniesienia do takich tytułów jak „Frankenstein„, „Coś„, „Ludzie-koty„, „Golem„, „Dziwolągi” oraz wielu, wielu innych klasyków. Pozostałe epizody poruszają główny wątek serialu dotyczący teorii spiskowych. Odcinki mają świetny klimat, przez co nie raz można poczuć gęsią skórkę oraz nie jednokrotnie potrafią rozbawić hasłami agenta Foxa Muldera.

Minusy? Ostatni sezon bez Muldera i Scully to jednak, nie to. Ogólnie, gdy zabrakło Davida Duchovnego serial stracił sens.

Najlepsza scena: https://www.youtube.com/watch?v=s0jHlOQVP8Q&feature=player_detailpage#t=101

Ulubiona postać: Oczywista, oczywistość. Agent Fox Mulder. Już wtedy pewne elementy znane z „Californication” David Duchovny przekradał do postaci Muldera. Z jednej strony fanatyk teorii spiskowych, pracoholik i rozżalony stratą siostry człowiek. Z drugiej natomiast wyluzowany gość, fan sportu, entuzjasta dobrej muzyki, kobiecy amant (nie pokazał tego w pełni), który obejrzał 42 razy najgorszy film w dziejach „Plan 9 z kosmosu”.