10 najlepszych horrorów minionej dekady

Rok nieubłaganie dobija końca, a razem z nim kończy się kolejna dekada. W związku z tym rozpoczynam na blogu pasmo podsumowań. Na pierwszy rzut mój ulubiony gatunek filmowy – horror. Przed wami lista 10 najlepszych filmów grozy z lat 2011-2020. Każda pozycja obowiązkowa do nadrobienia! Udanej lektury.

Babadook / The Babadook (2014, reż. Jennifer Kent). O tym jak owocna w dobre filmy grozy była miniona dekada udowadnia już pierwszy tytuł na mojej liście. Australijsko-Kanadyjska produkcja opowiada historię matki samotnie wychowującej syna. Trud wychowywania, praca, tęsknota za zmarłym w wypadku mężem wykańcza główną bohaterkę. Jednak jakby tego było mało jej 7-letni syn uważa, że w szafie czai się potwór. I coś jest na rzeczy, bo Amelia grana przez Essie Davis też zaczyna „coś” widzieć. Pytanie tylko czy zmora jest rzeczywista? Czy może to i tak już wykończona psychika płata figle? Film Jennifer Kent budowany jest na niedopowiedzeniach. Można go interpretować na dwojaki sposób i w tym tkwi w nim jego siła. Poza tym czy was też postać babadooka przyprawia o ciarki?

Coś za mną chodzi / It Follows (2014, reż. David Robert Mitchell). 19-letnia Joy poznaje nowego chłopaka. Niestety wraz z pierwszym zbliżeniem nastolatka otrzymuje oprócz rozkoszy pewnego rodzaju klątwę, która chce ją zabić. Jedynym sposobem by się jej pozbyć to odbycie stosunku z inną osobą i przekazanie „morderczej pałeczki” dalej. Film Mitchella mocno dosadnie używa metafory nastoletniego seksu jako niebezpieczeństwa. Pomysł by widmo śmierci przybierało różne formy i do skutku podążało za ofiarą jest ciekawym rozwiązaniem. Film czerpie sporo z podobnym sobie horrorów jak chociażby „The Ring” i pokaże próbę przerwania nieszczęsnej klątwy. „It Follows” trzyma w napięciu, potrafi przestraszyć i w oryginalny sposób buduję napięcie. Już pierwsza scena filmu ukazująca śmierć nastolatki wzbudza nasze zainteresowanie i pokazuje, że będziemy mieć do czynienia z dobrym horrorem. Niestety finał filmu jest nieco rozczarowujący, ale nie zmienia to faktu, że pierwsza dziesiątka zestawienia należy się dziełu z 2014 roku.

Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii / The VVitch: A New-England Folktale (2015, reż. Robert Eggers). Akcja filmu toczy się w Nowej Anglii w 1630 roku. 5-osobowa rodzina jest zmuszona do opuszczenia osady i osiedlenia się na odległym terenach z trudną do uprawy ziemią. Na domiar złego znika najmłodszy, nie dawno urodzony członek rodziny. Kryzys pogłębia również zniszczony plon. Eggers w swoim filmie z 2015 roku nieśpiesznie ukazuje horror i grozę. Nie zobaczymy tutaj hektolitrów krwi, jumpscare’ów ani też tytułowej wiedźmy zabijającej dzieci. Eggers buduje grozę na niedopowiedzeniach oraz mrocznym klimacie tamtych czasów. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam horrory osadzone w starych czasach (I nie chodzi mi o XIX wiek, ale czasy dawniejsze). Tytułowa wiedźma może być odpowiedzią na wszystkie nieszczęścia, ale nie musi i to jest w tym filmie wspaniałe. Filmowy debiut Any Taylor-Joy to jako ciekawostka.

Dom w głębi lasu / Cabin In The Woods (2011, reż. Drew Goddard). Grupa znajomych wyjeżdża na weekend do tytułowego domku w głębi lasu. Nie wiedzą jednak, że są pionkami w krwawym rytuale. Film Goddarda to ciekawe połączenie horroru z elementami komediowymi, które świadomie naśmiewa się z utartych schematów wprowadzonych przez filmy grozy. Być może nie każdemu przypadnie do gustu tego typu seans, ale jeżeli ktoś jest maniakiem gatunku (JAK JA) to z przyjemnością będzie punktował kolejne nawiązania pojawiające się w „Domu w głębie lasu„. Co prawda film zaczyna się jak milion podobnych mu slasherów. Grupka nastolatków jedzie na weekend w dzicz, jeden jest mięśniakiem, jeden jara, jest i wyzwolona laska… itd. NUDY! To już przecież było! Ciekawie zaczyna się robić dopiero od momentu, gdy dowiadujemy się, że jest to część makabrycznego rytuału prowadzonego przez korporacje, która ratuje świat. Od tej chwili zaczyna się jazda bez trzymanki i prawdziwa uczta dla każdego fana horroru.

Dziedzictwo. Hereditary / Hereditary (2018, reż. Ari Aster). Wraz z śmiercią seniorki w rodzinie Annie i Steve’a zaczynają się dziać niepokojące rzeczy. To być może najlepszy film na liście, a na pewno najlepszy film podejmujące tematykę satanizmu i opętania ostatnich lat. Siła obrazu Ari Aster tkwi w szczegółach i by móc w pełni czerpać z jego seansu, należy go zobaczyć przynajmniej dwa razy (Ja tak zrobiłem). Historia tutaj opowiedziana może być interpretowana wielorako, jednak reżyser co chwilę podrzuca nam drobne wskazówki by zrozumieć całość. Poza cudownymi zdjęciami mamy tutaj dobrą robotę aktorską. Poza popisem aktorskim grającej matkę rodziny Toni Collette jesteśmy pod wrażeniem Milly Shapiro, która nietypową urodą i swoim zachowaniem budzi w nas niepokój od początku filmu. Na prawdę mocna rzecz.

Lament / Gok-seong (2016, reż. Hong-jin Na). W odległej koreańskiej wiosce dochodzi do szeregu makabrycznych zgonów. Dodatkowo część mieszkańców popada w obłęd. Lokalny, leniwy stróż prawa Jong-goo pomimo braku wiedzy i doświadczenia w tego typu sprawach próbuje rozwikłać zagadkę. O tym, że w Korei Południowej robi się dobre horrory wiadomo nie od dziś. Dlatego też nie dziwi, że znalazło się tutaj miejsce dla jednego reprezentanta z Dalekiego Wschodu. „Lament” to idealny przykład jak należy zaskakiwać widza. Film rozpoczyna się dość niepozornie, by nie używać słowa „nudno”. Jednak finał rekompensuje nam to idealnie i jest to zupełnie odwrotna sytuacja jak w przypadku 95 % obecnie produkowanych filmów grozy, gdzie emocje kończą się wraz z końcem zwiastuna. Dodatkowo, jak to w azjatyckim kinie otrzymujemy gatunkowy miszmasz. Sporo tutaj kryminału, który przeplata w sobie elementy horroru, dramatu rodzinnego jak i komedii. Świetnie oddany klimat deszczowej, koreańskiej prowincji wprawia zachwyt równie tak samo jak udane kreacje aktorskie.

Lighthouse / The Lighthouse (2019, reż. Robert Eggers). W odległej od cywilizacji latarni prace rozpoczyna dwójka mężczyzn. Jeden starszy i doświadczony, drugi młodszy z tajemnicą. Przed nimi cztery trudne tygodnie odosobnienia, które będą próbą charakteru i zdrowia psychicznego. Piękny, czarno-biały film Eggersa to surrealistyczna opowieść o samotności i demonach przeszłości. „Lighthouse” ma cudowny, surowy klimat i swoimi dziwnymi wizjami ładnie nawiązuje do najważniejszych filmów Davida Lyncha. Jednak to co najważniejsze w tym filmie to gra aktorska. To co tutaj wyrabia dueta Willem Dafoe – Robert Pattinson przechodzi ludzkie pojęcie. O ile starszy z duetu pokazał już nie raz swoje zdolności to młodszy kompan dopiero od nie dawna udowadnia, że istnieje życie po „Zaćmieniu„. Ciężko nazwać ten film czystym horrorem, gdyż cała groza skupia się na tym co siedzi w głowach głównych bohaterów. Tylko w sumie, czy nie jest to straszniejsze od całej gromady wilkołaków, wampirów i ufoludków?

Niewidzialny człowiek / The Invisible Man (2020, reż. Leigh Whannell). Cecilia Kass (Elisabeth Moss) ucieka pewnej nocy od swojego męża-tyrana. Wkrótce potem dowiaduje się, że były mąż popełnia samobójstwo. W tym samym czasie zaczynają się dziać trudne do wytłumaczenia rzeczy… Film Leigh Whannell idealnie ukazuje metaforę przemocy domowej. Szanowany, inteligentny, przystojny mąż katuje swoją żonę. Tej jednak nikt nie wierzy, bo on przecież…. nie żyje. Elisabeth Moss, która idealnie się sprawdza w rolach ciemiężonych kobiet (legendarna rola w „Opowieści Podręcznej„) gra tutaj pierwsze skrzypce. Universal od jakiegoś czasu odświeża swoje legendarne horrory z lat 30, ale dopiero teraz udało się zrobić to dobrze. „Niewidzialny człowieka” z 2020 roku powinien stanowić podręcznikowy przykład jak należy robić remake filmowy. Zaletą omawianego obrazu jest fakt, można rozpatrywać go jako horror o niewidzialnym tyranie z nożem, ale również jako dramat z elementami thrillera o przemocy domowej.

Suspiria / Suspiria (2018, reż. Luca Guadagnino). Kolejny kapitalny remake na mojej liście. Szerzej o tym filmie pisałem już tutaj, ale pokrótce przypomnijmy dzieło włoskiego reżysera. Do prestiżowej niemieckiej szkoły baletu przybywa z Stanów Zjednoczonych Susie Bannion (Dakota Johnsons). Na miejscu odkrywa, że miejsce tym rządzą złowrogie siły. Film Guadagnino wyróżnia niesamowity, mroczny klimat zarówno rządzonej przez twardą rękę Madame Blanc (Tilda Swinton) szkoły baletowej jak i samego podzielonego przez mur Berlina. Piękne zdjęcia uzupełnione są przez hipnotyczną muzykę Thoma Yorke’a z Radiohead. Film cieszy oko, ucho oraz serce. Na osobne zdanie zasługuje gra aktorska. Tilda Swinton wcieliła się w tym filmie w podwójną rolę: mężczyzny i kobiety! Oczywiście w obu wyszła fenomenalnie. Najbardziej jednak urzekła mnie Dakota Johnson, którą jak się okazuje wspaniale wypada w filmach grozy! Wciąż jestem fanem oryginału Dario Argento, ale wersję Guadagnino uważam za jeden z najlepszych remake’ów jaki powstał.

Uciekaj! / Get Out (2017, reż. Jordan Peele). Rose Armitage (Allison Williams) zabiera swojego czarnoskórego chłopaka Chrisa Washingtona (Daniel Kaluuya) na weekend do rodzinnego domu w celu zapoznania z rodzicami. Pozorne miłe nastawienie i uprzejmość nie daje spokoju Chrisowi, który coraz częściej czuje, że chodzi tutaj o „coś” więcej. Moja żona po seansie stwierdziła, że nie powiedziała by: „Idźcie se do kina na Uciekaj„. Ja wam powiem zupełnie coś odwrotnego – Zobaczcie koniecznie film „Uciekaj„! Reżyserski debiut Jordana Peele’a to idealna kombinacja horroru, thrilleru i komedii. która świetnie odnajdująca się w tematyce współczesnego rasizmu. Od początku seansu film trzyma nas w napięciu i niepewności, prowadząc do ciekawego i momentami zabawnego finału całości. Nie ma tutaj miejsca na oklepane schematy, gdyż reżyser od początku stawia na swoją, własną drogę. Dowodem na to jest jego kolejny, równie udany film „To My„. Dla mnie jednak „Uciekaj” jest pewnego rodzaju kamieniem milowym w gatunku i pewnego rodzaju powiewem świeżości dla horroru.

Na koniec garść wyróżnień, czyli filmy, które otarły się o listę top 10:

The Woman (2011, reż. Lucky McKee), The Lords of Salem (2012, reż. Rob Zombie), V/H/S 2 (2013, reż. Simon Barrett, Gwiazdy w oczach / Starry Eyes (2014, reż. Kevin Kolsch), Co Robimy W Ukryciu / What We Do In Shadows (2014, reż. Taika Waititi / Jemaine Clement), mother! (2017, reż. Darren Aronofsky), Shelley (2016, reż. Ali Abbasi). To przychodzi po zmroku / It comes at night (2017, reż. Trey Edward Shults), Ciche Miejsce / A Quiet Place (2018, reż. John Krasinski), Domek w górach / The Lodge (2019, reż. Severin Fiala), Ekstaza / Bliss (2019, reż. Joe Begos)

Listopadowe propozycje filmowe

Drive (2011). Zacznę od kliku zdań dotyczących fabuły, później będą same cukierki. Bezimienny mężczyzna z Los Angeles prowadzi podwójne życie. Za dnia pracuje w warsztacie samochodowym i od czasu do czasu bierze udział w produkcjach filmowych jako kaskader. W nocy natomiast jest kierowcą na usługach przestępców. Ma swoje jasno określone zasady, których nie łamie. Pewnego dnia poznaje Irene, swoją nową sąsiadkę.  Irene i jej mały synek Benicio stają się dla niego bliscy. Rodzi się uczucie, jednak sprawa się gmatwa gdy na wolność wychodzi mąż Irene – Standard. Standard ma problem z miejscową mafią, nasz główny bohater postanawia mu pomóc. Tyle o samej fabule. Zacznę od tego, że jest to najlepszy film akcji, który powstał na przestrzeni 5-10 lat? Mi jako wymagającemu widzowi zaserwowano dokładnie to czego oczekuje od kina. Ciekawą fabułe, świetny scenariusz, idealnie dobraną muzykę, perfekcyjną pracę kamer i genialną kreacje aktorską Goslinga. Ten film ma to wszystko. Ryan Gosling swoją kreacją przypominał najlepsze role Clinta Eastwooda, człowieka, który nie mówi, ale działa! Natomiast Ron Perlman w końcu przekonał mnie, że potrafi grać gangstera.  Mimo, że film wydaje się być tak zwanym kinem samochodowym to tak na prawdę czterokołowce nie odgrywają  tutaj najważniejszej roli. Nigdy nie byłem też fanem scen pościgów, nudziły mnie już rozbijane warzywne stragany i wieczne dachowanie. Ten film wykrzesał wiele nowego w tej materii, wystarczy obejrzeć pierwszą scenę w której nie ma jakiegoś bezsensownego szarżowania samochodem bo małych uliczkach. Jest za to mocno emocjonująca ucieczka z miejsca kradzieży i jakikolwiek brak emocjo na twarzy Goslinga. Teraz kwestia muzyki. Została ona idealnie wmontowana w film i nadaje ona pewien kiczowaty klimat lat 80. Synth-popowe brzmienia Chromatics czy też duetu Kavinsky i Lovefoxxx idealnie się tutaj sprawdzają. W pamięć zapada scena w której Standard wraca do domu i dziękuje za serdeczne powitanie a w tle dogrywa mu utwór Desire. Pisząc na temat „Drive” warto także zwrócić uwagę na krwistość scen, nie zabraknie tutaj pękniętych czaszek i rozbryzganych mózgów. Krwawe sceny robią wrażenie. Cały czas myślę, że o czymś zapomniałem napisać… Może napiszę jeszcze tylko to:  Zobaczcie ten film, naprawdę warto. Ocena: 9/10.

Film ten będziecie mieli okazję zobaczyć już 17 listopada o godzinie 20:00 na antenie Canal Plus.

The Prestige / Prestiż (2006). Christopher Nolan. Głośne nazwisko za sprawą trylogii Batmana i filmu „Incepcja”. Jednak gdyby przyjrzeć się jego twórczości to czaruje on w kinie już od dawna. Najlepszą cechą Nolana jest to, że potrafi on połączyć kino ambitne z tym mainstreamowy. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że ówczesne filmy hollywoodzkie zawierające jakąkolwiek zagadkę na koniec filmu podają nam jak na tacy wszystkie wytłumaczenia i serwują happy end. Ambitne, offowe kino natomiast pokazuje serię zdjęć nie tłumacząc nic, licząc na widza. Niestety większość ludzi nie zrozumie takiego filmu. Nolan znalazł złoty środek. Tworzy ciekawe, ambitne dzieła, które masowo się sprzedają. Takim filmem jest Prestiż. Opowiada on historię rywalizacji dwóch brytyjskich iluzjonistów Angiera i Bordena. Podzieliła ich niefortunna śmierć żony Angiera, która zginęła podczas jednej z sztuczek topiąc się w zbiorniku z wodą. Angier obwinił o śmierć Bordena. Obydwu iluzjonistów pochłonęła praca a w szczególności trik z tak zwanym przeniesieniem. Rywalizacja między nimi nie będzie miała żadnych granic. Filmowa zagadka jaką jest śmierć Angiera jest przez Nolana misternie skonstruowana. Reżyser po raz kolejny zastosował nie typową narracje. Sceny przed śmiercią Angiera mieszają się z tymi, które pokazują całą historię dalej. Wydaje się to skomplikowane, ale uwierzcie, że nie będziecie mieli problemu z zrozumieniem tej historii a zabieg ten jedynie bardziej przykuje waszą uwagę. Na oklaski zasługuje nietuzinkowa gra głównych aktorów. Christian Bale lepiej się prezentuje jako zawadiaka i mistrz ceremonii aniżeli cicha pięść sprawiedliwości (pije do Batmana). Natomiast kreacja Hugh’a Jackmana była najlepszą w jego całej karierze. W rolę Tesli wcielił się  znakomity jak zawsze David Bowie, który jak już gra, to gra w filmach dobrych (Hunger, Twin Peaks). Podoba mi się ten film pod względem wizualnym. Wszystkie szczegóły są pokazany w sposób mocno realistyczny i jedynie końcowe rozwiązania tak zwanej maszyny Tesli troszkę rozczarowują. Ocena: 8/10.

The Cabin In The Woods / Dom w Głębi Lasu (2012). Gdy zobaczyłem zwiastun tego filmu w kinie to pomyślałem sobie: „o rany, kolejny badziewaty gniot”. Pozytywna ocena filmu na horror.com.pl jednak mnie zachęciła do obejrzenia. Oglądam, po pierwszych piętnastu minutach myślę: „o rany, kolejny badziewaty gniot”. Początkowa fabuła nie ujawnia niczego nowego w tymi filmie. Mamy do czynienia z piątką studencików, którzy jadą do domku w lesie. Oczywiście od razu wiadomo, że sportowiec, szkolna lafirynda, inteligentny murzyn i palacz zioła zginą na początku a przy życiu pozostanie jedynie prawe dziewczę. I gdy tak już prawie wszyscy zostali wybici przez zombie i przy życiu została tylko „dziewica” nagle stało się coś niewiarygodnego. Film wskoczył na całkiem inny tor, od tej pory zrobiło się ciekawie i do samego końca zastanawiałem się: „o rany, co dalej? co teraz będzie?”. Nie chcę spoilerować i pisać dokładnie o co chodziło, polecam każdemu zobaczyć ten film i dać się zaskoczyć. Przejdźmy do kwestii technicznych. Pod względem efektów specjalnych film ten nie wyróżnia się od innych horrorów. Nic nowego, jednakże „Dom w Głębi Lasu” łączy w sobie wiele typów filmu grozy i traktuje je z przymrużeniem oka. Początek filmu, piątka młodych ludzi i domek w lesie. Czy komuś to się skojarzyło z „Evil Dead”? Dalej postacie zombie tworzące rodzinę. Mamy tutaj połączenie motywu żywych trupów oraz rodziny odludków, czy ktoś to skojarzył z takimi filmami jak „Wzgórza mają oczy” albo „Wrong Turn”? Laboratorium obserwatorów tych wydarzeń przywołuje na myśl wszystkie filmy z serii „Cube” natomiast tajemnicza kulka i postać Trytona to jawna zrzynka z Hellraisera. Ktoś by mógł powiedzieć, co za nonsens. Otóż nie, to przemyślany zabieg, który daje ciekawy i momentami zabawny efekt. Każdy miłośnik horrorów doceni ten efektowny miszmasz filmów grozy. Ocena: 8/10.