Memoryhouse – The Slideshow

Długo nic się tu nie działo. Remonty domowe i niekończąca się sesja zebrały swoje żniwo. Pora jednak wrócić do tego co warto posłuchać.

I mam dla was rekomendacje godną polecenia. Za parę dni ukaże się debiutancka płyta grupy Memoryhouse, która wydaje z ramienia Sub Pop album o prostym, aczkolwiek szeroko rozumianym tytule „The Slideshow”. Ja najczęściej swoje płyty zdobywam w sposób przedpremierowy i dlatego już z tego miejsca mogę wam powiedzieć: Warto kupić, warto mieć przy sobie „The Slideshow”. Już sam fakt, że nagrywają w Sub Pop to spora rekomendacja.

Memoryhouse to projekt składający się z Evan Abeele oraz Denise Nouvion. Duet ten pochodzi z Toronto i reprezentuje tak zwany dream pop, co wyraźnie słychać w kompozycjach na płycie. Dla mnie osobiście krążek ten stanowi ciekawszą, barwniejszą kontynuacje „Teen Dream” grupy Beach House. Momentami jest sennie, ale nie nudno. Jest też energicznie i kolorowo. Ciekawie zaaranżowane utwory wzbogacone są o fajny, ciepły głos Denise Nouvion. Udało im się uchwycić wiele fajnych emocji. Jakieś pewne wspomnienia zostały przywrócone. Jednak z każdą sentymentalną podróżą w przeszłość należy uważać by nie pochłonęła teraźniejszości. Jednak tak postępowemu gościowi jak ja w zupełności odpowiada przerwa na przemyślenia zaproponowana przez tą miłą dwójkę.

Zima jeszcze trochę nas potrzyma w domach. Będzie zatem jeszcze sporo czasu na spokojną analizę dotychczasowych osiągnięć przy nutkach Memoryhouse. Ocena: 7/10

 

Beach House – Teen Dream

Duet Victorii Legrand oraz Alexa Scally już rok temu był wymieniany jako ci co w 2010 roku będą rządzić i dzielić. A materiał z nadchodzącej płyty zarzucać na muzycznych festiwalach. Rojek ich na Offa jednak nie zaprosił a polskie media określiły strasznymi nudziarzami przyznając mimo wszystko dobre oceny.

Z tą nudą to nie wiem. To znaczy wiem, że po wyczynach Fleet Foxes, Bon Iver czy też Grizzly Bear ciężko coś nowego wcisnąć w folk, ale duet za oceanu całkiem fajnie sobie ciupie w tej estetyce dopisując do tego Dream Pop. I w moim przekonaniu jest przyjemnie i milutko na tej płycie. Teen Dream może nie tworzy historii, kawałki nie zmieniają ludzi na lepszych, ale mają w sobie ten magnez przyciągający słuchacza. Płyta mi towarzyszyła przy opadających opuszkach śniegu w styczniu i później równie dobrze sprawdzała się przy obserwacji opadających liści. Mimo, że cudów nie ma to w mojej głowie tkwi przekonanie, że to jedna z lepszych rzeczy jaka wyszła w tym „oryginalnym” 2010 roku.

Poza tym wydanie płyty w Sub Pop to mimo wszystko jest „coś”. Mam zaufanie do ludzi  z tej wytwórni. Wykreowali wielu moich mistrzów melodii. Nad produkcją czuwał człowiek od Grizzly Bear, Yeah Yeah Yeahs czy TV on The Radio. Na tym poziomie jest bardzo dobrze. Chwaląc jednak produkcje płyty nie oznacza to, że jest to jedyne co mogę powiedzieć miłego o tej płycie. Bo w gruncie rzeczy każdy fragment tego albumu jest fajny. Taki Lover of Mine zachwyca mnie udanym klawiszem. Norway natomiast porusza swoją delikatnością. Utwory są na wyrównanym poziomie i tworzą zgrabną kompozycje dziesięciu marzycielskich piosenek. Jest ładnie i nie zmienia to fakt, że czasem przy tym sobie ktoś ziewnie. Ocena:7/10

Posłuchaj Norway