Muchy kończą trasę Xerroromans – relacja z koncertu w Mysłowicach

Długo musiałem czekać aż poznańska formacja Muchy ponownie zawita na Śląsk z koncertem klubowym. Okazja ta w końcu się nadarzyła i to nie bez byle powodu. Zespół świętuje jubileusz 10-lecia debiutu i z tej okazji wybrał się w tzw. Xerroromans Tour. Występ w Mysłowickim Centrum Kultury był zwieńczeniem trasy, a o tym jak było dowiecie się poniżej.

Nim na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, publiczność rozgrzać miała grupa Drekoty. Niestety ciężko jest stwierdzić czy im się to udało, gdyż znaczna część zgromadzonej publiki wydawała się mocno znudzona występem pań. Widać, że damskiemu trio brakuje jeszcze wprawy w występach na żywo, gdyż wszelakie próby nawiązania kontaktu z widownią kończyły się fiaskiem. Drugą sprawą jest repertuar, którą serwuje Ola Rzepka z koleżankami. Nie wszystkim przypadł do gustu zestaw mocno eksperymentalnych utworów, gdyż w porównaniu do twórczości Much jest to znacznie cięższa muzyka i mniej melodyjna (a w zasadzie nie było w tym żadnej melodyjności) stawiająca na poetyckość i eksperymenty łączenia perkusji z klawiszami.

Następnie na scenę wkroczyli wyczekiwani poznańczycy w oryginalnym składzie, który nagrywał „Terroromans” w 2007 roku. Widziałem kilka koncertów Much w różnych składach, ze Tomaszem Skórką czy też Zalewskim (Pamięta ktoś, że to Muchy odświeżyły tego gościa?), jednak występy w pierwotnym składzie wydają mi się najlepsze. Grupa odegrała w całości swój debiutancki materiał w niezmienionej kolejności. Opener „Wyścigi” widownia wysłuchała jeszcze z poziomu foteli, jednak przy „Fototapecie” spora część fanów Much nie wytrzymała i pobiegła pod scenę.

Pomimo tego, że wokalista grupy Michał Wiraszko miał lekkie problemy z głosem (zimna krakowska hala dała o sobie znać) to i tak występ był pełen energii. W ogóle wokalista zasługuje na osobny akapit w tej relacji. Michał Wiraszko to istny wulkan pozytywnych emocji, to gość z którym aż chce się iść na piwo. Każdy by chciał mieć takiego kumpla, także z tego miejsca pozdrawiamy! Świetny kontakt z publiką, poczucie humoru a także serwowanie różnorakich anegdot to dodatkowe smaczki koncertu Much.

Materiał „Terrormansu” dalej przywołuje ciary. Takie utwory jak „Miasto Doznań„, „Najważniejszy Dzień” czy też „Galanteria” to przecież już klasyki polskiego indie rocka. Dobrze było sobie znowu przypomnieć ten zestaw na żywo, zwłaszcza, że ta muzyka wciąż ma tą samą moc. Co prawda człowiek jest już starszy i teraz przed koncertem martwi się o zakupy na niedzielny obiad, jednak gdy stoi pod sceną (ja akurat siedziałem) to budzi się znowu w nim to dziecko.

Oczywiście samo odegranie „Terroromansu” było nie wystarczające dla śląskiej publiki. Grupa wyszła ponownie na scenę i wykonała jeszcze parę dodatkowych utworów takich jak: „Nie przeszkadzaj mi bo tańczę„, „Kołobrzeg-Świnoujście” oraz „Przyzwoitość” z odśpiewanym przez Michała Wiraszkę fragmentem utworu Joy Division „Love Will Tear Us Apart„. Na koniec grupa wykonała swoje dwa najnowsze utwory, czyli „Miłość” a także „Obok Ulic i Miejsc„.

Koncert Much w Mysłowicach był świetnym zwieńczeniem całej trasy „Xerroromans Tour„. Z niecierpliwością czekam teraz na nową płytę poznańskiej formacji, która ma się pojawić w przyszłym roku, no i na kolejną wizytę na Śląsku!

Nowi ludzie, stare pomysły – recenzja „New People”

New People to powstały w zeszłym roku kolektyw zrzeszający muzyków z dobrze znanych indie rockowych zespołów, ale nie tylko. W skład tej już okrzykniętej przez niektórych polskiej supergrupy wchodzą: Jakub Sikora (Crab Invasion), Jakub Czubak, Piotr Piechota ( obaj The Car Is On Fire), Hubert Woźniakowski (Eric Shoves Them In His Pockets), Aleksander Orłowski (Magnificent Muttley) oraz panie Ala Boratyn (kiedyś Blog 27, teraz duet AlaZaStary) i Natalia Pikuła (Drekoty). Jak widać śmietanka towarzyska polskiego niezalu, stąd też oczekiwania spore, gdyż jak to określił „dziennikarz muzyczny” Paweł Gzyl takie „indie freaki” jak ja, czekali na kolejną odsłonę polskiej muzyki indie.

Debiutancki krążek New People, nazwany po prostu „New People” to mieszanka muzyki lat 80 z brzmieniami bardziej nowoczesnymi. Nie zabraknie tutaj zarówno mocnych indie rockowych gitar jak i przyjemniejszych popowych, elektronicznych czy nawet jazzowych wstawek. Wokale są zmienne, a zespół nie popada w rutynę. Może prochu tym krążkiem nie wymyślili, ale słucha go się całkiem przyjemnie. To prawda, że ta muzyka nie podbije mainstreamowych radiostacji, ale to chyba nie o to chodziło? Zwłaszcza, że płyta zbiera same pochlebne recenzje, a w nadchodzące lato będzie można ich z całą pewnością zobaczyć na najważniejszych polskich festiwalach.

Wśród zarzutów, jakie powinny się znaleźć przy tym materiale należy zaznaczyć na zbyt dużą jednolitość brzmieniową. Po pierwszym odsłuchu płyta zlewa się w jedną całość, jednak z czasem jest znacznie lepiej. Myślę, że gdyby utwory były bardziej wyraziste to słuchałoby się go jeszcze przyjemniej. Jak to mówi Tomasz Hajto: „To są te detale”, które na szczęście nie mają większego wpływy na pozytywną ocenę.

Podsumowując, New People wydali lekki, prawie wakacyjny i przyjemny w odbiorze album. Utwory te może nie zapadną w pamięć na lata jak chociażby piosenki z „Terroromansu” Much czy też „Lake & Flames” The Car Is On Fire, ale w chwili obecnej spełniają swoją rolę doskonale. Przygotowują mnie mentalnie na rychły powrót lata! Ocena 7/10.

10 najbardziej pamiętnych wpisów na Paweuu Alternativ

2Cóż, brzmi to dość mało skromnie i zalatuje sporą dawką megalomani. Jednak podejdźmy do tematu trochę z przymrożeniem oka. You know me! Megalomania i ironia to podwaliny tego bloga. Powróćmy jeszcze raz do tego typu rzeczy i przyjrzyjmy się, które moje wypociny najwięcej wzbudzają u mnie dumy.

Recenzja filmu „Lśnienie” (publikacja 23.11.2008). Film „Lśnienie” Stanleya Kubricka to arcydzieło największej rangi. To prawdopodobnie najlepsza ekranizacja książki i najlepszy horror zarazem. Jak z takim dziełem ma się zmierzyć recenzent? Wpadłem na ten pomysł 9 lat temu i do tej pory nieskromnie uważam, że był on ciekawy. Nie ukrywam, że inspiracją były recenzje na serwisie Porcys.

Zobacz Wpis

Recenzja „Merriweather Post Pavilion” Animal Collective (publikacja 02.02.2009). Serwis Musicspot.pl próbował swego czasu wyselekcjonować najlepsze teksty o muzyce w polskiej części internetu. Udało mi się tam załapać z moją dość interesującą i jak to nazwano „konkretną recenzją” albumu Animal Collective. P.S. Zwróćcie uwagę na komentarze. Można znaleźć tam wpisy od Szadiego, który dzisiaj jest lepiej znany jako Patrick The Pan.

Zobacz Wpis

Poradnik „Jak zostać Hipsterem? czyli kilka dobrych rad dla początkujących” (publikacja 11.08.2011).  W 2011 roku odkryłem, że zwykłymi recenzjami internetu nie podbiję. Swoją drogą lata 2011-2012 to moment kulminacyjnymi mojego bloga (Mam nadzieję, że jeszcze doczekam powtórki z tego okresu). Wpisem tym rozbiłem bank, gdyż jest to najpopularniejszy tekst na moim blogu. Ponad 80 tysięcy kliknięć to jak na moją miarę wynik całkiem niezły. Jednak nie o liczby chodzi, gdyż wciąż uważam, że ten naszpikowany ironią tekst jest na prawdę SPOKO.

Zobacz Wpis

Wpis ‚EMO” (publikacja 24.04.2007). Tym wpisem wypłynąłem na szerokie wody. Podjęcie popularnego tematu (na tamte czasy) pozwoliła mi zwiększyć grono odbiorców. Był to najczęściej komentowany wpis na blogu (78 komentarzy). Sam tekst nie stoi na wysokim poziomie, gdyż ma styl czysto „wikipedyjny”. Jednak przez sentyment wrzucam go do tego zacnego grona.

Zobacz Wpis

Muzyczne Podsumowanie Roku 2011: Listy Gości (publikacja 02.02.2012). Początek roku 2012 to gorący okres na blogu. Wpierw walczyłem o tytuł Bloga Roku 2011 w konkursie organizowanym przez Onet. Udało mi się załapać do finałowej 10 w kategorii Kultura, jednak do wygranej zabrakło mi uznania w oczach jurora – Michała Żebrowskiego. Michał, wstydź się! Jednak nie gniewam się, gdyż laureat z tamtego roku stał na dość wysokim poziomie. Druga sprawa to projekt do którego przymierzałem się od dłuższego czasu – podsumowanie roczne w oczach polskich muzyków. Do przemówienia udało mi się nakłonić Izę Lach, Microexpressions oraz The Kurws. Podsumowanie te realizowałem sukcesywnie do roku 2013. Kto wie, może jeszcze do tego wrócę?

Zobacz Wpis

Skuteczne strachaki, czyli 15 horrorów, które trzeba zobaczyć. (publikacja 30-31.05.2011). Pierwszy raz musiałem podzielić mój wpis na dwie części! Nie mniej od dawna kusiło mnie na stworzenie takiej listy, w końcu horror to mój ulubiony filmowy gatunek. Widziałem chyba wszystko. Swoją drogą, od jakiegoś czasu kusi mnie by zrobić taką listę, tylko, że TOP100!

Zobacz Wpis 1 / Zobacz Wpis 2

Zestawienie „10 najlepszych piosenek The Rolling Stones” (publikacja 22.12.2012). Z okazji 50-lecia istnienia Stonesów postanowiłem stworzyć ów zestawienie. Przyznam się szczerze, że nie przyłożyłem się do niego odpowiednio. Nie przesłuchałem całej dyskografii Jaggera i spółki. Obecnie ów lista wyglądała by inaczej, jednak jakimś dziwnym trafem to najpopularniejsza taka lista TOP10 na moim blogu.

Zobacz Wpis

Strona „O Autorze” (publikacja 11.04.2007). Niestety, ta publikacja już nie istnieje. Przynajmniej w takiej formie jak wtedy. Moje licealne przemyślenia na różne tematy cieszyły się ogromną popularnością ze względu na sporą dawkę ironii i humoru, który stał na dość fajnym poziomie. Trochę szkoda, ale w pewnym momencie chciałem by ten blog miał charakter stricte kulturalny i był bardziej poważny.

Zestawienie „50 Najlepszych utworów hip-hopowych lat 90” (publikacja 18-20.09.2014). Mocno napracowałem się przy tym zestawieniu. Swoją drogą to chyba ostatni raz kiedy przyłożyłem się tak mocno do wpisu na blogu. Poznałem wtedy wiele dobrej muzyki i jestem dumny, że udało mi się wyselekcjonować tak solidną 50-tkę.

Zobacz Wpis 1 / Zobacz Wpis 2

Wpis „Video Killed the Radio Star?” (publikacja 17.09.2012). Nie chodzi o sam tekst czy też wpis. Chodzi o inicjatywę! Próbowałem wtedy stworzyć własną audycję radiową, która jest moim niespełnionym marzeniem od dawna. Co prawda pomysł był fajny, jednak zawiodło wykonanie. Zbyt skomplikowana procedura uruchomienia radia nie pozwoliła mi na zbyt dużą szerzę słuchaczy. Oprócz brata, który słuchał w pokoju obok i żony, która chyba nie słuchała na 100% to w porywach było jeszcze dwóch słuchaczy. No cóż…. Szkoda. P.S. Podczas mojej audycji swoją premierę miała piosenka „Za” zespołu Drekoty.

Zobacz Wpis

A jakie moje wpisy najbardziej wpadły Wam do pamięci? Czekam na komentarze.