Uffie – Sex Dreams and Denim Jeans

Najjaśniejsza gwiazda tegorocznego Selector Festival o której słyszeliśmy już w 2006 roku w końcu wydaje długogrający album, długo wyczekiwany w porcysowych środowiskach.

Osobiście nigdy nie rozumiałem jarania się Uffie. Po przesłuchaniu Pop The Glock nie ogarniałem fenomenu wokalistki. Jakoś mi nie leżał ten kawałek do następnych nawet się nie garnąłem. Nie rozkminiłem także zachwytów nad dzikimi sesjami zdjęciowymi, ale to akurat każdy ma inną definicje piękna. Ja mam swoją i jest dla mnie wyjątkowa. Wiadomo o gustach się nie dyskutuje. Na plus można odznaczyć udział w The Party na debiucie Justice.

Jakoś ciężko mi było sięgnąć po tą płytę. Hype otaczający pannę Hartley wydawał się nie związany z muzyką co z samą otoczką, która gdzieś cały czas się unosiła nad jej głową. Jak to gdzieś napisali:

a) jest ładna
b) jest nastoletnia
c) nawija o imprezowaniu, chlaniu i seksie
d) jest nastoletnia

A ja chciałem tylko czegoś fajnego posłuchać. I posłuchałem. Muszę przyznać, że pozytywnie się zaskoczyłem. Płyta jest na bardzo dobrym poziomie i w zasadzie mocno daje radę. Chodź zaczyna się sennie i mało przebojowo od Pop The Glock i Art Of Uff to im dalej to już tylko lepiej by w okolicach tytułowego kawałka osiągnąć apogeum. Add Suv z gościnnym występem Pharella Williamsa jest jednym z lepszych utworów na płycie. Razem z Brand New Car oraz MC Can Kiss obrazują tą bardziej imprezową część płyty. Sama Uffie stara kreować się na człowieka imprezkę. „Sometimes I wake up in my bed And I don’t know where I’ve been”. Nabrała także typowo murzyńskich przechwałek typu „I’ve got 12 milions fans”. A kolega Pharell nawija o Memento (widzieliście?), ale pasuje w tych klimatach. Bardziej mi się podobał niż w kolaboracji z Snoopem.

Z drugiej znowu strony jest dużo lekkich przyjemnych dla ucha kawałków a Uffie w swojej nawijce w First Love słyszymy opowieść o pierwszej miłości oraz zwierzenia typu: „I love it when you whisper in my ear/ You say the (sweetest) things that I wanted to hear” natomiast Hong-Kong Garden to powrót do wspomnień z miejsca gdzie dorastała. Aczkolwiek zapożyczone od zespołu Siouxsie and the Banshees. Poza tym jest jeszcze Our Song czy Illusion of Love.

Generalnie jest dość melodyjnie. Podkłady stoją na bardzo dobrym poziomie. Można się doczepić momentami do nawijki Uffie, jednak oceniając całość to wzbudziła we mnie pozytywne odczucia. Dużo dobrych hooków. Muzycznie jest na prawdę bogato. Skumajcie taki Nauneu, no może saksofon w MC Can Kiss niedorozwinięty, ale to specjalnie. Generalnie dobra muza na letnie imprezy. Joł. Ocena: 8/10

Posłuchajcie First Love

Hot Chip – One Life Stand

W sumie zgodnie z oczekiwaniami Hot Chip nie załamuje, ale również nie szokuje. Solidny chleb razowy.

Zaznaczę na wstępie, że nie jest to płyta zła ani tak mega wypasiona jak by można sądzić po ocenie przyznanej przez portal Pitchfork Media. Z całym szacunkiem, ale na tej płycie nie ma ani jednego kawałka, który chociażby troszkę nawiązał do największych hitów z The Warning bądź Made in The Dark. Płyta wydaje się bardziej wyrównana, spójna, ale no kurcze brakuje tutaj tego killera w stylu Over and Over albo Ready for The Floor (Najlepszy kawałek grupy). Nie wiem, jak słucham choćby takiego openera jakim jest Thieves In the Night albo I Feel Better to nie jest tak zabawowo prawdę mówiąc. Lepiej jest już przy odsłuchaniu pierwszego singla o tym samym tytule co album.

Przy pojawieniu się Brothers odczuwam pewnego rodzaju patos. Jest jakoś smętnie przez większą część płyty. Duża  w tym zasługa barwy głosu Alexisa Taylora. We Have Love znowu dodaje troszkę ożywienia. Taki Hot Chip mi się podoba, przebojowy. Granie Electropopu zobowiązuje w pewnym stopniu. Całość zamyka Take It In, z lekksza dla mnie bezbarwny.

No cóż, wiele niby nawiązań, ale widoczna równia pochyła. Płyta w kategorii przesłuchać i zapomnieć, wątpię czy jest sens do niej wracać i się nią ekscytować, jeżeli tak na prawdę jest czym się ekscytować. Pojawią się w tym roku w Gdynii, ale ich czas chyba minął. Już nikt nie jara się nimi tak jak jeszcze jakieś cztery lata temu, kiedy każdy chciał by Ci chłopcy zremiksowali jakiś kawałek. Brakuje już chyba takiego uśmiechu jaki pojawił się pewnej babci poszukującej zielonej sagi. Chyba nie ma co zbytnio się nad tym rozwodzić, sprawa jest jasna.

Ocena:5/10

Do i Feel Better nagrali nawet fajny teledysk, ale okładka płyty za to paskudna.