Młodzi, zdolni, gniewni

W ostatnim czasie dostałem sporo muzyki do przesłuchania od polskich, młodych kapel. Dlatego też postanowiłem stworzyć jeden, zbiorowy wpis z przemyśleniami nad otrzymanym materiałem. Mam nadzieje, że spośród wymienionych płyt znajdziecie coś dla siebie. Miłej lektury!

soundqSoundQ – Xanadu. O krakowskiej formacji stworzonej przez Kubę Kubicę na łamach bloga pisałem już nie raz. Dwa lata temu wspominałem o płycie „Barbarians„, a rok temu recenzowałem „EP2„. Nie upłynęło dużo wody w Wiśle a SoundQ wydało kolejną ep-kę zatytułowaną „Xanadu„. Co mogę powiedzieć o tym wydawnictwie? Przede wszystkim warto podkreślić, że Kuba Kubica konsekwentnie się rozwija, czego dowodem jest omawiany materiał. Zbiór czterech piosenek świadczy o kolejnym kroku do przodu wykonanym przez krakowskiego artystę. Całość zaczyna spokojne, ambientowe „Xanadu„. Dalej otrzymujemy taneczne „Out of Phase” oraz synth-popowe „The Flight„. Ep-kę kończy transowe „Appetite„. Płyta ta z jednej strony jest bardzo mroczna, z drugiej natomiast taneczna. SoundQ wciąż obraca się wokół elektronicznych klimatów, porzucając jednak typowe piosenki z wokalem na pierwszym miejscu na rzecz psychodelicznych, instrumentalnych szaleństw. Oby tak dalej Kuba. Rozwijaj się dalej, słuchaj dobrej muzyki, graj koncerty, przybywaj na dobre festiwale (Widziałem Cię na zeszłorocznym Tauronie) i bądź sobą. Czekam na kolejny longplay, myślę, że będzie dobrze. Ocena: 7/10.

Posłuchaj

So flow 2, fot_B_FrymorgenSo Flow – Live Session EP. Pozostając dalej przy krakowskiej scenie muzycznej, warto wspomnieć o grupie So Flow. W opisie wyczytałem coś o samplach starych płyt, Melbourne, żywych instrumentach i neo soulu. Zaciekawiło mnie to. W końcu jestem fanem starych, popowych brzmień i muzycznych eksperymentów. Faktycznie, materiał na „Live Session EP” jest ciężki do zaszufladkowania. Już otwierający całość „Boom Boom” porywa soulowym wokalem Karoliny Teernstra oraz świetnymi gitarowymi riffami. Kolejny na liście „Limbo” raczy uszy spokojnymi partiami klawiszami a także pulsującą linią basu. Trzeci utwór na EP-ce – „Origin” to instrumentalna podróż w lata 70. Najlepsze czeka nas jednak na sam koniec. „River” to świetny, melodyjny utwór, który łączy w sobie jazzową maestrię z zimnym, indie rockowym klimatem. Generalnie jestem na tak. „Live Session EP” to dobrze zagrany i zaśpiewany materiał, gdzie sporą robotę robi partia perkusji i wspaniały, mocny głos Pani Teernstra. Jednakże jest to tylko ep-ka i brakuje mi tu trochę więcej spontaniczności. Jak na materiał okraszony w nazwie słowem „live” za dużo tu schematyczności. Nie mniej jednak z chęcią zobaczyłbym So Flow na żywo w akcji. Ocena: 6/10.

Posłuchaj.

a0299940807_10

Pan Trup – Pan Trup EP. Kolejny krakowski band w moim zestawieniu. „Zespół Pan Trup – jedna kobieta i czterech mężczyzn. Mariaż New Order, Blondie i 19 Wiosen, bękart Johnny’ego Marra” – tak brzmi fragment opisu, który otrzymałem od krakowskiego kwartetu. Nazwy poważne, zwłaszcza dla mnie, wielkiego fana twórczości Debbie Harry. Po przesłuchaniu EP-ki szybko jednak zweryfikowałem te informacje. Niestety Panu Trupowi daleko do powyższych zespołów. Bliżej im za to do innej polskiej formacji, znanej jako Cool Kids of Death. Dykcja wokalisty oraz punkowe brzmienie sprawiają, że nie jeden doświadczony recenzent mógłby ich pomylić z łódzką ekipą z debiutanckiego okresu. Szczerze powiedziawszy to na obecnym etapie swojego życia średnio mi się chce tego typu muzyki. Rok 2002 minął dawno temu. Doceniam jednak dobry warsztat oraz naprawdę dobre teksty. Nie jest to materiał zły, ma swoje momenty. Przykładowo partie gitarowe w „Rybołóstwie” robią fajną robotę, zwłaszcza pod koniec utworu a ostatni „Squash” to bardzo ładnie napisany i zagrany kawałek. Fajnie też, że teksty są po polsku. Śpiewanie po angielsku to takie trochę pójście na łatwiznę pod pretekstem zdobycia fanów za granicą. Na EP od Pana Trupa czuje spory potencjał, jednakże wolałbym więcej Blondie i New Order od CKOD. No, ale w sumie Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach na swoich demach brzmiał momentami jak Dżem i jakoś z tego wyszedł. Jest nadzieja. Aha i piątką za „w dzieciństwie nie miałem pegasusa” Ocena: 5/10

Posłuchaj

Chcesz bym zrecenzował także i Twoją muzykę? Więcej informacji znajdziesz w zakładce KONTAKT

ZAMILSKA – Untune

1zamilskaHype na ZAMILSKĄ rozpoczął singiel „Quarrel„. Piosenka szturmem wdarła się do świadomości wielu słuchaczy i mediów, które temat techno traktowały po macoszemu albo w stopniu zerowym. Utwór ten co prawda nie wprowadził niczego nowego do gatunku, jednakże połączył w sobie modną w ostatnim czasie dla techno stylistkę w takim stopniu, że końcowy efekt brzmi świeżo. Duża w tym wszystkim także zasługa teledysku, który wykorzystuje zlepki zdjęć wykorzystywanych w świecie mody. Udany singiel sprawił, że droga do sukcesu debiutu znacznie się skróciła.

Płyta „Untune” tak jak singiel „Quarrel” nie jest materiałem odkrywczym. ZAMILSKA na tyle dobrze operuje ogranymi schematami, że całość brzmi nadzwyczaj dobrze. Autorka płyty, z którą miałem okazję rozmawiać wydaje się być osobą entuzjastycznie zapatrującą na muzykę. Czuć to na tym longplayu. Utwory Natalii Zamilskiej łączą w sobie pewną surowość i chropowatość brzmienia z pewnego rodzaju tanecznością. Basy przypominają mi ostatnie dwa albumy grupy Liars. Poza tym panujący na płycie mroczny klimat przypomina mi ten z nagrań Laurel Halo. To nie jedyne inspiracje wyczuwalne na tym wydawnictwie, gdyż znajdziemy tutaj także odniesienia do Andy’ego Stotta czy też Perca.

untune zamilskaPłyta toczy się tempem jednostajnym. Na „Untune” słychać sporo klawiszowych zgrzytów, które powodują, że przed oczami staje mi industrialny widok Śląska. Być może to pozostałość po minionym Tauron Festiwal Nowa Muzyka, lub efekt zamierzony, gdyż Natalia Zamilska z pochodzenia jest Ślązaczką. Podobają mi się na płycie warstwy wokalne, które łagodzą ciężkość oraz duszność kompozycji. Ponadto na plus płyty należy zapisać produkcję, która powoduje, że płyta nie brzmi jednostajnie, nie nuży i jest całkiem przejrzysta.

Póki co nie dostrzegłem jeszcze następców ZAMILSKIEJ. Jednak to nie koniec, gdyż sama autorka już zrobiła następny krok wydając klika dni temu „Quarrel 2”. Z pewnością będzie ciekawie, gdyż za sprawą zachodnich wykonawców i od teraz ZAMILSKIEJ gatunek techno przeżywa drugą młodość. Warto sprawdzić „Untune” ze względu na detale, przejrzystą produkcję oraz łączenie parkietowości z dusznym klimatem. Jeżeli nie jesteście przekonani do techno to ta płyta wam powinna w tym pomóc, tak jak było to w moim przypadku. Ocena: 7/10.

SOHN – Tremors

SOHNWydawać by się mogło, że w intymnym r’n’b powiedziano już wszystko za sprawą wydawnictw Jamesa Blake’a. Nic bardziej mylnego. Nijaki Christopher Taylor – anglik zamieszkujący w Wiedniu jako SOHN dołożył własną cegiełkę do gatunku jakim jest jego debiutancki album „Tremors„.

Być może ta płyta nie wnosi nic odkrywczego, nie zmienia to faktu, że niezwykle dobrze się jej słucha. Za sprawą świetnych, klimatycznych podkładów elektronicznych i urzekającego wokalu Pana Taylora. Już otwierający całość „Tempest” zachwyca pięknie wyśpiewanym” Oh Love/ Let Me Do Right / Do Wrong„. Natomiast brzmienie muzyczne rozwija się wraz z każda sekundą by pod koniec uraczyć nas fajnymi synthami. Kolejne w zestawieniu „The Wheel” po raz kolejny porusza za sprawą wyznania: „I died a week ago / There’s nothing left / It’s caught on video / The very last breath” i idealnie wkomponowanymi w synthowe beaty wstawkami gitarowymi.

Osobny rozdział na płycie to utwór „Artifice„, który znacznie wyróżnia się od reszty. Jest to najbardziej energiczny i przebojowy fragment całego materiału. Z jednej strony jest to majstersztyk, z drugiej wprowadza on pewnego rodzaju dysonans, gdyż ten utwór słabo się komponuje z spokojnym i intymnym krążkiem. Następny w kolejności „Bloodflows” powraca do spokojnego klimatu całości. Jednym z moich ulubionych utworów na albumie jest „Paralysed„. Jest to typowa ballada, którą za sprawą motywu granego na pianinie mógłbym porównać do utworów Radiohead. Sam SOHN bardzo przekonywająco śpiewa o uczuciu zakochania. Całość kończy tytułowe „Tremors„, które zachwyca linią basu.

Sohn-tremorsNa „Tremors” czuć sporo melancholii i przestrzeni. Płyta ta odzwierciedla w pełni to jaką osobą jest sam autor. Urodzony w Londynie artysta znienawidził to miasto ze względu na jego ogrom i hałas. Uciekł w spokojniejsze miejsce jakim jest Wiedeń. Byłem tam nie dawno i uwierzcie, że to najspokojniejsze miasto jakiekolwiek widziałem. Taylor znalazł w Austrii znalazł sporo przestrzeni dla siebie a także uwielbiany przez niego spokój. To słychać na płycie, gdyż większość kompozycji to piękne, melancholijne synthowe ballady. Przykładowo takie utwory jak „Veto” czy „Ransom Notes” toczą się wolnym, spokojnym tempem. Są jednak na płycie fragmenty bardziej energiczne, przebojowe takie jak „Artifice„. To z pewnością pozostałość jaka w nim pozostała po życiu w Londynie.

Podsumowując „Tremors” to ciekawa propozycja dla fanów spokojnej, melancholijnej elektronicznej muzyki z elementami r’n’b. Znajdziemy tutaj ciekawe teksty, usłyszymy piękny głos Chrithopera Taylora a także poczujemy odrobinę spokoju. Kilka linijek wcześniej wspomniałem o zespole Thome Yorke’a. Nie jest to jedyne skojarzenie z tym wydawnictwem. Słychać tutaj sporo nawiązań do Bon Iver, How To Dress Well czy też Junior Boys. Poza tym nie bez znaczenia będzie też działalność The Weeknnd i Jamesa Blake’a. Posłuchajcie SOHN i przekonajcie się sami. Warto. Ocena: 7/10.