Fede Alvarez odrobił lekcję na piątkę z plusem – recenzja filmu „Alien: Romulus”

Każdy nowy film z serii o Obcym jest przeze mnie wyjątkowo wyczekiwany. Nawet na wyjątkowo słabe filmy z serii AvP wyczekiwałem z wypiekami na twarzy. Później wielkie nadzieje wiązałem z powrotem do tematu przez samego Ridleya Scotta, który przecież wyreżyserował pierwszego Obcego. Niestety z perspektywy czasu żaden z tych obrazów nie nawiązał poziomem do pierwszych trzech (a może nawet czterech?) części. Tutaj znajdziecie moje opinie na temat wszystkich filmów z serii. Dlatego też news, że to Fede Alvarez postanowił reaktywować ksenomorfa wywołała dość pozytywne reakcję. W końcu reżyser ma na koncie całkiem udany remake „Evil Dead” oraz trzymający w napięciu „Nie oddychaj„. Teraz do swojego konta może zaliczyć kolejny udany film, jakim jest „Alien: Romulus„. Wspomniany obraz już okazał się sukcesem komercyjnym, ale także artystycznym, gdyż zbiera pozytywne recenzję. To także będzie pochlebna recenzja, ale więcej poniżej. Mogą pojawić się spoilery.

Zacznijmy od fabuły, która w odróżnieniu od poprzednich dzieł jest jasnym punktem filmu. Rzecz się dzieje parę lat po wydarzeniach z „Obcego” z 1979 roku. Na odległej kolonii górniczej grupa młodych ludzi wraz z androidem Andym marzy by udać się do odległej, słonecznej planety. By spełnić marzenia udadzą się na opuszczony statek kosmiczny by przejąć kapsuły hibernacyjne potrzebne do dalekiej podróży. Na miejscu okazuje się, że statek nie bez powodu jest opuszczony, gdyż służył on do zbadania szczątek z Nostromo… W ten sposób trafił tam Obcy, który ponownie zabił całą załogę i planuje zrobić to ponownie…

Zacznijmy od tego, że główną zaletą filmu Alvareza jest fakt, że reżyser odrobił lekcję i zachował klimat klasycznego Obcego. Wiadomo, nie jest to powolny gotycki horror jak w przypadku filmu „Obcy: Ósmy Pasażer Nostromo„, ale dzięki muzyce, rekwizytom, dialogom, scenografii znajdziemy tutaj mnóstwo odniesień do pierwszych czterech części serii, „Prometeusza” i „Obcy: Przymierze” a także gry Obcy: Izolacja. Dlatego też obraz tak bardzo podobał się Ridleyowi Scottowi. Romulus to wręcz laurka, która czerpie garściami z najlepszych pomysłów z filmów o Obcym, ale także wiele dodaje od siebie. Przykładowo jest to pierwszy film, który tak mocno wykorzystuje grozę związaną z samymi facehaggerami oraz kwasową krwią obcych.

Najmocniejszym jednak dla mnie pozytywem jest nie głupia fabuła oraz ciekawe postacie. Po ostatnich filmach, gdzie dominowała głupota i naiwność postaci otrzymujemy zestaw sześciu młodych aktorów, których motywacje są jasno określone. I tak mamy następczyni Ripley w postaci Rain Carradine (W tej roli Cailee Spaeny), która wraz z przyszywanym bratem-androidem Andym (W tej roli genialny David Jonsson) marzy o opuszczeniu kolonii górniczej. Niestety staje się niewolnikiem firmy Weyland-Yutani i by spełnić marzenia będzie musiała wziąć los we własne ręce wraz z resztą znajomych. Świat przedstawiony jest mroczny, dołujący, dystopiczny dlatego rozumiemy w pełni motywacje bohaterów. Oczywiście na miejscu będą musieli popełnić kilka niezrozumiałych i złych decyzji, by przecież mógł pojawić się sam ksenomorf… Ale w tym przypadku można na to przymknąć oko, jak i na wiele mniej zrozumiałych scen. To w końcu science-fiction. Ogromne wrażenie robi David Jonsson, który wciela się w androida Andy’ego. Nieco wadliwy, wręcz autystyczny android ma za zadanie bronić Rain. Z czasem przechodzi jednak ciekawą metamorfozę i jest najbardziej przejmującą postacią w całym filmie. Generalnie seria już nas przyzwyczaiła, że aktorzy wchodzący w rolę syntetyków robią najlepszą robotę. Wystarczy wspomnieć Iana Holma jako Asha, Lance’a Henriksena jako Bishopa czy też Davida/Waltera granego przez Michaela Fassbendera.

By nie było tak lukrowo w tej laurce warto wspomnieć parę minusów. A nóż, któryś twórca kiedyś wpadnie na tą recenzję i weźmie słowa wiernego fana serii do serca. Przede wszystkim niektóre nawiązania były nieco łopatologiczne. Wymówione „Get Away From Her, You Bitch!” było jak uderzenie młotkiem. Rozumiem, że wielu widzów mogło nie widzieć filmu „Obcy: Decydujące Starcie„, ale dla fanów serii wybrzmiało to jak wywarzanie otwartych drzwi. Ponownie akcja dzieje się zbyt szybko. Co jest dla mnie problemem każdego nowego filmu o Obcym. Bo jak to jest, że Ripley w trzeciej części biega cały film z Obcym w klatce piersiowej a w nowych filmach obcy pojawia się sekundę po odpadnięciu facehaggera? Sam też Obcy dojrzewa w ekspresowym tempie. Nie rozumiem po co tak zapierdalać z tą akcją? Czy zawsze musi być minuta do wybuchu itd? Nie można trochę zwolnić akcji na moment, by bohaterowie ochłoneli i przegadali to co właśnie się odwaliło w kosmosie? Mam także mieszane uczucia co do pojawienia się na końcu mutacji człowieka i obcego. Nigdy nie byłem fanem czarnej mazi z późniejszych filmów Scotta, dlatego też wolałbym pozostać przy starym schemacie jajo->facehagger->mały obcy->duży obcy->królowa->jajo. Ostatni minusik za efekty specjalne przy odtworzeniu Iana Holma jako Rooka. Nie wyglądało to efektownie, ale fajnie, że Pan Ian Holm wrócił do życia za sprawą komputerów.

Podsumowując, „Alien: Romulus” to bardzo dobry horror z klimatem Obcego. Film świetnie nawiązuje do klasyki, ale także daje wiele nowego od siebie. Fede Alvarez może nie wrzucił serii na nowy tor, ale stworzył porządny film, który spodoba się zarówno fanom Obcego jak i widzom, dla których będzie to pierwsze spotkanie z ksenomorfem. Ode mnie: 8/10. Mam nadzieję, że z biegiem czasu nie zmniejszę tej oceny jak w przypadku osatnich filmów w reżyserii Ridleya Scotta…

Ocena: 4 na 5.

Przegląd filmowy #1

Kolejna zmiana cyklu filmowego wynika z faktu, że nie wiem jak się za nie zabrać. Wcześniejsze miesięczne propozycje nie wypaliły ze względu na moją niekonsekwencję. Mam nadzieję, że ten pomysł zostanie na dłużej. Generalnie będę pisał o filmach ostatnio przeze mnie obejrzanych, z różnego okresu i różnych gatunkowo i co najważniejsze nie zawsze godnych polecenia (okazja do negatywnej recenzji). Na początek trzy filmy grozy: The Purge, Byzantium oraz nowa wersja Evil Dead.

The-PurgeThe Purge / Noc Oczyszczenia (2013). Co byście powiedzieli na to by raz w roku można przez całą noc robić co się żywnie chce bez żadnych przykrych konsekwencji? Podpalilibyście sąsiadowi auto? Zabili szefa z pracy wraz z jego całą rodziną? Brzmi to groźnie. „Noc oczyszczenia” przedstawia nam taką sytuację. Niedaleka przyszłość, Świat żyje w idealnym ładzie. Bezrobocie wynosi 0%, wszyscy żyją w dostatku i dobrobycie. W czym tkwi tajemnica tego sukcesu dotąd nie osiągalnego dla żadnego państwa? Raz w roku odbywa się 12 godzinna noc oczyszczenia. Policja, straż pożarna oraz pogotowie w tym czasie nie działają, natomiast każdy obywatel ma prawo popełnić legalne zabójstwo za które nie zostanie ukarany. Jedynym ograniczeniem jest wybór broni. W ten sposób sami obywatele decydują się kogo pozbyć, a ich najczęstszym celem padają bezdomni, narkomanii, pijacy oraz nielegalni imigranci.

Fabuła filmu skupia się na jednej rodzinie Sandinów mieszkającej na typowym amerykańskim przedmieściu. Głowa rodziny James dorobił się na sprzedaży urządzeń ochronnych dla domostw popiera politykę oczyszczenia jednak sam z rodziną postanawia spędzić bezpiecznie noc w domu. Niestety noc nie będzie dla nich spokojna. Syn Charlie, który nie akceptuje legalnych morderstw postanawia pomóc bezdomnemu, którego goni grupa młodych ludzi z bronią. Niestety wpuszczając go pod swój dach naraził całą rodzinę na atak psychopatycznej młodzieży z bronią. Stawiają oni warunek: Oddajcie nam tego człowieka, albo zabijemy Was wszystkich. James Sandin początkowo wie co ma zrobić, jednak z czasem traci pewność siebie. Postanawia walczyć. Po wyłamaniu ścian ochronnych dochodzi do konfrontacji. Pozostaje pytanie czy grupka młodych ludzi z bronią to ich największy wróg? Oczywiście nie odpowiem na nie, sprawdźcie sami.

Tego typu filmy przedstawiające przyszłość, która zawsze jest pełna mordu i gwałtu zawsze mnie wciągały. W tym przypadku nie było inaczej. Film Jamesa DeMonaco jest sprawnie zrealizowany, a oglądanie go nie wywołuje nudy. Sam pomysł „nocy oczyszczenia” jest ciekawy, pomijając oczywiście jego nierealność (nie chce zanudzać moimi społeczno-polityczno spostrzeżeniami). Akcja jest nieco przewidywalna jednak film nadrabia mrocznym klimatem, dobrą obsadą i ciekawym zakończeniem. Szkoda, że fabułą została zawężona do jednej rodziny bo potencjał fabularny aż się prosił by odnieść się szerzej. Jednak spełnia on swoją rolę pokazując zło tego typu rozwiązań i pojawia się w dobrym czasie, gdyż debata na temat dostępności do broni ciągle jest świeżym tematem. Ocena: 6/10.

byzantium-gemma-arterton-480x245Byzantium (2012). Wydawać by się mogło, że konwencja filmów o wampirach wyczerpała się. I nie mam w tym miejscu na myśli wyłącznie arcybeznadziejnej sagi „Zmierzch” bo w ostatnich latach mieliśmy do czynienia z wieloma obrazami rujnującymi obraz mrocznych wsysaczy krwi (Dracula 2000, Blade, Fright Night). Zeszłoroczny „Byzantium” jest dowodem, że można pokazać ciekawą historię z wampirami w tle. W końcu reżyserem tego obrazu jest Neil Jordan – twórca „Wywiadu z wampirem” jednego z najlepszych filmów o krwiopijcach.

Najnowszy film Jordana pokazuje historię dwóch wampirzyc  Eleanor i Clary. Reprezentują one dwie odmienne osobowości. Pierwsza z nich to nastolatka żyjąca wspomnieniami, druga to natomiast wyuzdana, acz opiekuńcza prostytutka. Ich śladem podąża dwójka wampirów-łowców pilnujących przestrzegania wampirycznego  kodeksu. Wpływa to tryb życia głównych bohaterek, które ciągle zmieniają miejsce zamieszkania. Wampirzyce trafiają do kolejnej miejscowości, które Eleanor wydaje się znane. Postanawiają zamieszkać w hotelu „Byzantium” w którym Clara otwiera luksusowy burdel. Z czasem okazuje się, że miejsce to jest początkiem ich historii.

Jest to film dobry i ciekawy, acz niestety nie pozbawiony błędów w logice. Sama historia jest ciekawa  i wciągająca przez co do końca seansu nie towarzyszy nam nuda. Jednak oczy razi wiele filmowych głupot. Ciężko logicznie wytłumaczyć dlaczego bohaterki, które za wszelką cenę chcą być niezauważone otwierają w centrum miasta burdel oraz za każdym razem zostawiają za sobą sporą ilość trupów. Poza tym niektóre wampirze szczegóły wydają się zbytnio nie przemyślane. Przykładowo „pazur”, który zastępuje kły, tajemnicza wyspa w której człowiek zamienia się w wampira (ugryzienie już tego nie gwarantuje) czy też brak strachu przed słońcem. Jeżeli przymknie się na to oko to można przy „Byzantium” na prawdę miło spędzić czas. Zwłaszcza, że film ten nadrabia częstymi retrospekcjami, krwawymi scenami i erotyzmem. Ocena 7/10.

evildead2013Evil Dead / Martwe Zło (2013). Jestem ogromnym fanem „Martwego Zła” Sama Raimiego. Reżyser ten w idealny sposób połączył elementy grozy, humoru i kiczu. Kultowy film z 1981 roku do tej pory jest w ścisłej czołówce listy moich ulubionych horrorów. Gdy dowiedziałem się, że powstaje remake miałem mieszane uczucia. Z jednej strony wiedziałem jak wygląda sprawa współcześnie, taśmowo produkowanych remake’ów z drugiej strony  liczyłem na wyjątek od reguły. Przeliczyłem się.

Fabuła nie wprowadza zbyt wielu nowości. Tak jak w oryginale mamy do czynienia z grupką młodych ludzi wyjeżdżających do domku umieszczonym w środku lasu by spędzić miło czas. Po odnalezieniu dziwnej księgi przypadkowo wywołują tkwiące w niej zło, które zaczyna opętywać po kolei każdą z postaci. Zacznę może od pozytywów nowszej wersji Martwego Zła. Dopatrzyłem się aż dwóch. Po pierwsze są to efekt specjalne, które biją o lata świetlne te z niskobudżetowej wersji Raimiego. Po drugie skupienie się się na elemencie opętania. I to by było na tyle. Ten film to typowy amerykański remake nastawiony na zysk. Niemiłosiernie się wynudziłem podczas seansu. Postacie nie wzbudzają w nas żadnych emocji, ich dialogi załamują sztucznością a sceny, które miały straszyć śmieszą (i nie był to celowy zabieg). Po obejrzeniu czegoś takiego człowiek żałuje, że nie urodził się jakieś 40-50 lat wcześniej. To co hollywood serwuje nam obecnie to śmiech na sali. Odradzam szczerze. Ocena: 3/10.