SnowFest 2026 – Relacja

W miniony weekend miałem okazję wziąć udział po raz czwarty z rzędu w festiwalu SnowFest. Małą tradycją stał się fakt, że impreza organizowana w Szczyrku rozpoczyna u mnie sezon festiwalowy. Jak było podczas tegorocznej edycji? O tym poniżej.

Festiwal rozpocząłem klasycznie od wizyty sceny głównej w Amfiteatrze, gdzie występował hip-hopowy duet BSK. Muszę przyznać, że wrocławianie wywarli na mnie pozytywne wrażenie. W ostatnim czasie nie jestem wielkim entuzjastą polskiego rapu, zwłaszcza tego nowego. Nie mniej chłopaki potrafili się odnaleźć w trudnych warunkach otwierania imprezy. No i muzycznie także się obronili, bo parę kawałków wpadło mi w ucho na tyle, że postanowiłem sprawdzić ich na spokojnie w domu. W tym czasie zrobiłem klasyczny tour de pozostałe sceny. Parę rzeczy się zmieniło, Scena Jelenia (która rozkręcała najlepsze imprezy) została pomniejszona i wyrzucona pod strefę gastro. Sama zaś strefa gastronomiczna nie była już otwarta jak dotąd dla wszystkich, a jedynie dla festiwalowiczów.

Grający na scenie sponsorowanej przez Jagermeister duet Naro i Grek potrafił rozruszać do tańca ludzi. Sporym rozczarowanie okazał się dla mnie grający w Snowtent DJ 600V. Ukrywający się pod tym pseudonimem Sebastian Imbierowicz to legenda polskiego rapu. Poza licznymi własnymi albumami ma w dorobku produkcję dla takich ekip jak Molesta, WWO, Ten Typ Mes, Płomień 81, Wzgórze Ya-Pa 3 czy też DonGuralEsko. Ogólnie set składał się z kawałków hip-hopowych, i była to ciekawa kompilacja klasyków spod znaku Snoop Dogga po te nowsze produkcje. Fajnie, że przypomniał mi 600V o tym, że niegdyś A$AP Rocky nagrywał ze Skrillexem. Ogólnie był to dobry moment by sobie posiedzieć i się napić, jednak ludzie przyszli się bawić. I brakowało trochę tej energii. Taneczne bangery pojawiały się rzadko, a w przerwie między nimi mieliśmy mocne luzowanie nastrojów. A sam DJ 600 V wpatrzony w swój laptop, chyba nie ogarniał, gdzie dokładnie jest.

@paweuu.alternativ

Relacja z tegorocznego SnowFest Festival 2026 #snowfest #2026 #winter #mountains

♬ Afterglow – Wilkinson

Ponowna wizyta w Amfiteatrze i ponownie góralski zespół jako zapowiedź gwiazdy jaką był Fisz Emade Tworzywo. I cóż by tu rzec o braciach Waglewskich? Może zacznę od pozytywów. Przede wszystkim Fisz ma cholernie dobry wokal, widać a w zasadzie słychać, że jego ojcem jest Wojciech Waglewski. Repertuar także mają dobry, bo to już nie jest hip-hop a mieszanka alternatywnego rocka z jazzem i funkiem. Tyle, że widziałem ten zespół na żywo już tyle razy, że w zasadzie znam to wszystko na pamięć. Ich ostatnia płyta „Ballada i Protesty” ukazała się w 2021 roku i ciężko wzbudzić moje zaciekawienie, jeżeli wciąż gra się ten sam materiał. Nie zrobił na mnie także większego wrażenia LAZY1, a był dobrym pretekstem by nabrać siły na kanapie. Występ dnia to koncert islandzkiego tria GusGus. Wokalnie i muzycznie ich koncert zawsze robi robotę. Zawsze przygotowani, zawsze w formie i zawsze jest show. Miałem okazję widzieć ich podczas Carbon Silesia Festiwal, dlatego też nie był dla mnie priorytetem zobaczenie ich ponownie. Zwłaszcza, że dość często grają w naszym kraju podczas różnorakich festiwali. Tym też występem zakończyłem piątkowy dzień SnowFestu. W sobotnim niestety nie mogłem wziąć udziału, jednak z opinii znajomych dowiedziałem się, że nie wiele mnie ominęło.

Trochę rozczarowała mnie tegoroczna edycja SnowFest. Generalnie sporo się tutaj dzieje i widzę zmiany jakie zachodzą podczas Festiwalu. Doceniam, jak rozwinęła się cała ta otoczka wokół festiwalu. Jednak mam wrażenie, że zbyt powtarzalna jest ta impreza. No bo przecież ile razy można słuchać takich zespołów Łąki Łan, Fisz Emade Tworzywo czy też Ros Addiction? DJ-e, którzy grają w Szczyrku także się powtarzają. No i brakuje jednak takich głośnych nazw. Przecież nie tak dawno temu występował tutaj Rudimental, a troszkę dawniej Ghostface Killah czy też Raekwon. Nie wiem czy to kwestia budżetu, czy po prostu tego, że ciężko ściągnąć kogoś znanego w marcu do Szczyrku. Miałem także wrażenie, że poziom Snowfest Games, czyli konkurs tricków na snowboardzie był zdecydowanie niższy niż w poprzednich latach. Co prawda, ten poziom także nie był jakoś wybitnie wysoki, jednak w tym roku duża część zjazdów kończyła się upadkiem albo po prostu samym zjazdem na desce. Co prawda można mieć wrażenie, że to poziom światowy bo pojawia się tutaj wiele zagranicznych nazwisk. Jednak te nazwiska nie przekładały się w żaden sposób na poziom tej rywalizacji, która była najzwyczajniej w świecie nudna. Szkoda, bo na prawdę cenię pomysł na organizowanie tego konkursu. No cóż, generalnie i tak polecam tego typu wydarzenie. Zwłaszcza, jeżeli nigdy nie byliście. Wtedy na pewno Snowfest zrobi na was rażenie. Tak jak na mnie w 2023 roku. Mam nadzieję, że w przyszłym roku organizatorzy postarają się trochę mocniej, a będą także zadowoleni ci, co jeżdżą na ten festiwal co roku.

SnowFest 2026 – Zapowiedź

Już za trzy tygodnie rusza kolejna, trzynasta edycja SnowFest! Najgorętszy zimowy festiwal w Polsce przyciąga od lat tłumy ludzi spragnionych dobrej muzyki i zabawy. W tym poście znajdziecie wszelkie niezbędne informacje na temat tegorocznej edycji SnowFest. Mam nadzieję, że zobaczymy się ponownie w Szczyrku!

Gdzie i kiedy?

Standardowo festiwal odbędzie się w sercu Beskidu Śląskiego – Szczyrku. Jak na imprezę zimową, lepszego miejsca nie można było wybrać. Teren skoczni Skalite ponownie będzie gościć muzyczne gwiazdy, sportowców oraz ludzi żądnych niesamowitych wrażeń. Termin? 6-7 marzec.

Kto Wystąpi?

Muzycznie SnowFest od lat bazuje na taneczności, przebojowości doprawiając tą mieszankę rytmami hip-hopowymi. Tym razem nie będzie inaczej. Główni headlinerzy to Wilkinson, Hybrid Mindds oraz A-Trak. Pierwszy to londyńska gwiazda muzyki elektronicznej z takimi hitami jak „Afterglow” czy też „Used To This„. Z kolei Hybrid Minds to Brytyjski duet, który tworzą Josh White i Matt Lowe. Debiutowali w 2011 roku i od tamtej pory nagrali takie albumy jak: „Mountains” (2013), „Elements” (2017) i „Tides” (2024). A-Trak to tak naprawdę Alain Macklovitch, czyli połowa popularnego duetu Duck Sauce, odpowiedzialnego za hit: „Barbra Streisand”. Kanadyjczyk jest na scenie muzycznej od 1997 roku i od tamtej pory nagrał wiele mix-tape’ów, dj mixów, singli i brał udział w wielu muzycznych projektach. Nie zabraknie także wielu ciekawych rodzimych reprezentantów. Scenę hip-hopową uzupełnia mieszanka młodości z doświadczeniem. Z jednej strony Miły ATZ i BSK, którzy odpowiadają za powiew świeżości na polskiej rapscenie. Z drugiej scenie legendarny już Fisz Emade Tworzywo, którego zawsze dobrze ponownie usłyszeć. Nie zabraknie stałych bywalców tej imprezy jak: Łąki Łan, Rysy, Catz N Dogz, Last Robots czy też Ros Addiction (Tym razem w duecie z MC FOX). Warto wspomnieć, że wiele wrażeń muzyczno-widowiskowych na pewno dostarczą islandczycy z GusGus. Poza tym należy pamiętać, że SnowFest to nie tylko koncerty, ale także spektakularne zawody sportowe w jeździe na snowboardzie i nartach.

Koszt biletu?

Obecnie karnet dwudniowy kosztuje 452,99 zł, bilety jednodniowe to wydatek rzędu 264 zł. Warto nabyć je wcześniej, gdyż rozchodzą się jak świeże bułeczki.

Pozostałe informacje?

Wszystko znajdziecie na stronie http://www.snowfest.pl

https://www.tiktok.com/@paweuu.alternativ/photo/7605705776597962006

Epicka zabawa pod kominem – relacja z CARBON Silesia Festival 2024

W miniony weekend zakończyła się czwarta edycja CARBON Silesia Festival. Impreza ponownie odbyła się w industrialnej scenerii Sztolni Luiza w Zabrzu. Był to mój trzeci raz z tym muzycznym wydarzeniem, i tak jak w poprzednich latach ponownie potwierdzam, że jest to jedna z najlepszych tego typu imprez w Polsce. Jak dokładnie było i kto wystąpił w Zabrzu? O tym dowiecie się poniżej.

Dzień I

Dzień pierwszy imprezy rozpocząłem od dokładnego sprawdzenia całej miejscówki przy dźwiękach Mniam Collective, który puszczał swój set na Carnall Stage. Pojawiło się parę nowości. Studio tatuażu, koszy do koszykówki czy też scena Fresh Faces. Widać, że organizatorzy cały czas starają się rozwijać i nie stoją w miejscu. Pierwszy koncert, który udało mi się zobaczyć to występ duetu Jeszcze na Scenie Głównej Lipton. Rodzinny kolektyw pochodzący z mazurskiej wsi to połączenie delikatnego wokalu oraz energicznej muzyki elektronicznej. Jeszcze powstali w 2021 roku i było to widać. Skromni, nieco zawstydzeni młodzi ludzi dali ogólnie ciekawy występ i zachęcili mnie do powrotu do ich muzyki. Chwilę później na tej samej scenie, przy większej frekwencji pojawił się inny duet. Mowa o Ikarvs, w skład którego wchodzą: Aleksandra i Przemek. Twórcy piosenki „Akacje” równie nie posiadają długiej historii, jednak w tym przypadku nie można było mówić o onieśmieleniu na scenie. Fikuśne stroje, dziwne pozycje, zmiany instrumentów, kolorowe wizualizacje były dopełnieniem dzikiej muzyki. Być może na scenie działo się więcej, jednak nie doszukałem się tutaj podobieństw do zespołu Arca czy też Caroline Polachek.

W tym roku najmniej czasu spędziłem pod sceną Jungle. Być może dlatego, że najciekawsze występy rozpoczynają się tutaj najpóźniej. W piątkowy dzień sprawdziłem występujących tam Sarapata oraz Edvvina, jednak żaden z nich nie zmusił mnie do pozostania dłużej niż 5 minut. Inaczej wyglądała sprawa pod sceną Carnall. Tam trwała cały czas impreza, zwłaszcza jak występowała pochodząca z Krakowa Charlie czy też Radio Slave. Wróćmy jednak pod scenę główną, gdyż tam grał pochodzący z Francji NTO. Anthony’ego Faviera pierwszy raz widziałem live właśnie na CARBONIE 2022. Wtedy grał na mniejszej scenie i to był błąd, gdyż duża scena bardziej do niego pasuje. Założyciel wytwórni „Hungry Music” wypracował już własny, rozpoznawalny styl, ma na koncie wiele kapitalnych utworów jak chociażby „La clé des champs” i potrafi porwać tłumy do tańca. Jeżeli będziecie mieli kiedykolwiek okazję sprawdzić NTO na żywo, to zdecydowanie POLECAM! Gwiazdą wieczoru jak i całego festiwalu był norweski Röyksopp. Był to mój trzeci koncert tej grupy i ten zdecydowanie był najlepszy. Pełen energii i tanecznej muzyki set porwał ludzi do tańca i był to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów festiwalu.

Dzień II

Drugiego dnia nieco się spóźniłem, dlatego też zdążyłem zobaczyć tylko ostatni utwór grany przez Ptakova. Jednak to co zdążyłem zobaczyć brzmiało obiecująco. Sporo dobrej muzyki można było usłyszeć spod namiotu Carnall Stage, gdzie imprezę rozkręcał Nuarrrr. Ja jednak najbardziej oczekiwałem występu We Draw A. Duet Radek Krzyżanowski (Kamp!) oraz Piotrek Lewandowski (Indigo Tree) pomimo długiego scenicznego stażu widziałem po raz pierwszy. I był to strzał w dziesiątkę, gdyż muzycznie jak wizualnie koncert ten spełnił moje oczekiwania. Grupa grała zarówno starsze kawałki jak i utwory z najnowszego „New Mornings” z kapitalnym „Breeze” na koniec koncertu. Rok wcześniej równie dobrze bawiłem się podczas występu grupy Kamp! We Draw A stanowi całkowicie ciekawą jego kontynuacje.

GusGus to kolejny zespół, który widziałem już wcześniej. I nie chodzi mi o to, że przed nosem pomykał mi Birgir Þórarinsson w scenicznym stroju z lampką wina. Byłem na ich koncercie podczas jednej z edycji Tauron Nowa Muzyka. Swoją drogą Islandczycy lubią koncertować w naszym kraju i było to czuć także podczas tegorocznego Carbona. Świetny koncert. Udało mi się sprawdzić za to po raz pierwszy na żywo Goldiego, którego wspomagał Medic MC ( Z resztą tak samo jak Zero-T). Klasyka Drum’n’bassu. Oczywiście bez Pana Medica, którego już widziałem wcześniej i cały czas się zastanawiam, jak się mają te jego okrzyki do mikrofonu do muzyki w tle? Strasznie psuł mi odbiór całości… Gwiazdą wieczoru był francuski dj Vitalic, o którym słyszałem wiele dobrego. Co prawda nie ujął mnie tak jak wieczór wcześniej NTO, ale był to bardzo mocny set. Myślę, że łysy francuz spełnił całkowicie oczekiwania widowni. Z pewnością wybrał bym się ponownie na jego występ.

Podsumowując, czwarta edycja CARBON Silesia Festival ponownie dała radę. Zaproszeni artyści w większości spełnili oczekiwania a organizatorzy dołożyli wszelkich starań by zadowolić fanów. Poczułem także ponownie kapitalny, industrialny klimat Sztolni Luiza w Zabrzu. Mam nadzieję, że ta impreza pozostanie z nami jak najdłużej w niezmienionej formule i do zobaczenia za rok!