Is it me you’re looking for Panie władzo?

1985rasmentalism-700x352Trzeci oficjalny longplay lubelskiej grupy Rasmentalism to zbiór opowieści i obserwacji współczesnego 30 latka mieszkającego w dużym mieście. Historie te są doskonalone znane ludziom z mojego rocznika (również lata 80, piątka!). Chyba każdy z nas ma znajomych, żyjących jak nastolatkowie. Imprezy, snapy, szpany, new balansy, brak własnej kasy i tego typu klimaty. Oczywiście wszystko odpowiednio zareklamowane w social media, przecież obecnie każdy jest fejsbukowym PR-owcem własnego życia.

Od dawna chciałem o tym wspomnieć. Przeglądanie fejsbukowego walla wzbudza we mnie wiele skrajnych emocji. Niestety nie prowadzę już na blogu kącika tematycznego „Paweuu o…”. Dlatego cieszę się niezmiernie, że pojawia się taka okazja przy recenzji albumu „1985„. Przybijam chłopakom piątkę w tym temacie, jednak nie dramatyzowałbym aż tak mocno. Gdyż po przesłuchaniu tego materiału można mieć wrażenie, że faktycznie jest bardzo źle. Przykład? Zwrotka z „Jak z nut„, gdzie Ras rzuca „Chłopaki mówią jest, co ruchać, ale nie ma z kim wyjść. To zabawne, bo dziewczyny mówią dokładnie to samo” lub fragment z „1985„, gdzie pada fatalistyczne stwierdzenie: „Ludzie na przystankach tacy smutni / Jadą sobie naciułać na trumny”.

rasmentalismOgólnie na albumie znajdziemy sporo krytycznych uwag na temat współczesnej internetowej młodzieży. Idealnie to oddaje ta zwrotka: „Tym dziewczynom imponują kurwy / Małolaci przy nich inicjują burdy / Ich rodzice wychowują durni„. Ten Typ Mes dolewa oliwy do ognia w utworze „Ale zdejmij buty” dorzucając – „Ty płaczesz, że mało lajków i coś nie gra? / Bitch, żegnam”. Pięknie problem ilustruje „Jeszcze jeden kieliszek”, gdzie Ras opisuje współczesną imprezę. „Tu blogger, model, raper – jeden chuj” – genialne! Dostaje się także współczesnym raperom – „Mam dość tego, jak muzyka jest pozbawiana treści / Wkurwiają mnie raperzy, którzy brzmią jak Brian Tracy”. Poza tym na płycie jest sporo innych problemów współczesnego 20-paru-latka

Przejdźmy jednak do muzyki. Za tą stronę jest odpowiedzialny producent Ment XXL, który wykonał swoją robotę doskonale. Płyty słucha się dobrze, przyjemnie i lekko. Pomimo, że teksty są dość poważne i mogą wprowadzać w negatywny nastrój to muzyka działa zupełnie odwrotnie. W ten oto sposób dostajemy album, który pomimo, że porusza ważne problemy to słucha się całkiem przyjemnie. Zdecydowanie polecam! Ocena: 7/10.

Kanye West – Geniusz czy idiota?

rtr_kanye_west_jc_150407_16x9_992Tytuł tej recenzji zaczerpnąłem z pewnej okładki Giga Sportu (Jest jeszcze ta gazeta?), gdzie widniało nazwisko Andrija Szewczenki. Do piłkarza Milanu to pytanie raczej nie pasowało, gdyż geniuszem futbolu był nie kwestionowanym. Inaczej wygląda sprawa z Panem Westem. No właśnie, co z tym Kanye? Artysta geniusz? Czy narcystyczny celebryta? Na to pytanie stara się odpowiedzieć każdy recenzent płyt rapera.

Niestety jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie ma. Dla jednych będzie świetnym muzykiem, z zmysłem tworzenia kapitalnych kompozycji z pogranicza hip-hopu, r’n’b i popu. Dla pozostałych będzie zdziwaczałym celebrytą o wybujałym ego. Tak samo wygląda sprawa z najnowszym albumem Kanye Westa „The Life of Pablo„. Jedni dostrzegają w nim świetny materiał, inni muzyczną zabawkę w rękach wariatach.

the-life-of-pablo-kanye-west-pandora-release-date-streamDla mnie sprawa jest raczej jasna. „The Life Of Pablo” to dobry album. Lepszy niż „Yeezus„, jednak zdecydowanie gorszy od „My Beautiful Dark Twisted Fantasy” czy też „Graduation„. Pomimo tego, że czuć momentami na płycie pewne niedociągnięcia, ze względu na ciągłe zmiany zachodzące w tych kompozycjach, to jest to krążek zdecydowanie wciągający. Takie utwory jak „No More Parties in L.A.„, gdzie świetną rolę odgrywa Kendrick Lamar czy też „Famous” bądź „Highlights” udowadniają, że Pan West ma jednak nosa do dobrej muzyki.

Sam West raczej nie porywa swoim rapowaniem. Jednak bądźmy szczerzy, nigdy nie porywał. Od zawsze polegał na licznych gościach, a czołowych nazwisk i tym razem nie brakuje. Na płycie usłyszymy poza wspomnianym wcześniej Kendrickiem Lamarem m.in: Chrisa Browna, Rihannę, The-Weeknd czy też Franka Oceana. Jednak pod względem podkładów West jednak rządzi. Klasyczne hip-hopowe beaty (30 hours, Real Friends) łączą się tutaj z mrocznymi dźwiękami „Facts” oraz „Freestyle 4„, odjazdami w stylu electro muzyki z lat 90 w „Fade” czy też gospelem „Ultragiht Beam„.

A co z tymi wszystkimi dziwactwami? Okładką płyty zrobioną w Paintcie, zmianami nazwy albumu, daty premiery i w końcu zawartości krążka już po premierze! No cóż, West jest już na tyle znanym muzykiem o ugruntowanej pozycji, że może sobie na to pozwolić. Poza tym każdy ceniący się artysta musi mieć w sobie trochę z dziwaka i egocentryka. Tak jest i tym razem, a czy muzyka Kanye Westa przetrwa – czas pokaże. Ocena: 7/10.

Wiśniowe bomby Tylera

TylerNie chciało mi się słuchać tej płyty. Znając wcześniejsze albumy Tylera, kreatora – hip-hopowego świra, nie spodziewałem się żadnych nowości. W dodatku słyszałem opinie, że nowy album to materiał ciężki. W końcu jednak odpaliłem „Cherry Bomb„. I okazało się, że to bardzo przyjemna płyta. Powiedziałbym, że najbardziej przystępna dla słuchacza.

Poprzedni „Wolf” oraz debiutancki „Goblin” bazował na ponurych, niemelodyjnych beatach. Na „Cherry Bomb” sprawa wygląda inaczej. Brzmienie albumu jest zróżnicowane. Usłyszymy tutaj zarówno elementy jazzowe („Find Your Wings„), elektroniczne („Pilot„), gitarowe („Deathcamp„), r’n’b („Blowmyload„) czy też soulowe („Fucking Young„). Brudny, hałaśliwy i agresywny beat tytułowego „Cherry Bomb” brzmi jak jeden z utworów Kanye Westa na „Yeezusie„. Natomiast „The Brownstains” za sprawą klawiszowego motywu do złudzenia przypomina „Energy” Drake’a. To nie koniec nawiązań. Otwierający „Deathcamp” przy którym maczał palce Cole Alexander z Black Lips brzmi jak N.E.R.D. w swoim najlepszym okresie a zamykające „Okaga, Ca” przywołuje mi na myśl Franka Oceana.

tyler-the-creator-cherry-bombRóżnorodność brzmienia to jedno. Drugą kwestią, która sprawiła, że album jest bardziej przystępny jest czas utworów. Na ostatnim LP Taylera mieliśmy do czynienia z ponad 5-minutowymi, monotonnymi utworami. Na wiśniowej bombie czas ten się skrócił i tylko dwa utwory dobijają do 6 minut. Poza tym mamy tutaj sporo gościnnych występów. Pojawia się m.in Kanye West, SchoolBoy Q, Chaz Bundick, Lil Wayne, Pharrell, Syd Bennett czy też Charlie Wilson.

Tyler, The Creator performs at the Coachella music & arts festival in California earlier this month.To ta słodka część wiśni, kwaśną są teksty. Tutaj w sumie nie wiele się zmieniło. Tyler wciąż jest kreatywnym obserwatorem oraz krytykiem. Nie oszczędza nikogo, nawet siebie. Który współczesny raper ma na tyle dystansu do siebie by rzucić hasło „I’m a liar, I’m a faggot„? W openerze Pan Okonma wspomina o zmęczeniu sławą, w „Run” porusza kwestie zgubnej drogi gangstera murzyna a w „Find Your Wings” radzi by wziąć swoje życie we własne ręce.

Podsumowując, Tyler nagrał udany album. „Cherry Bomb” to krążek zróżnicowany brzmieniowo wzbogacony o coraz to bardziej trafiającego w punkt kreatora. Jeżeli do tej pory nie mieliście okazji przesłuchać tego rapera, to jest to właściwa pora. Ocena: 8/10.

Posłuchaj