Jak nagrywać albumy, a nie zbiory piosenek – radzi Kendrick Lamar

kendrick lamarKendrick Lamar przebił wszystkich. W dniu przedwczesnej premiery prawie 10 milionów ludzi przesłuchało jego najnowszy album, który pojawił się w serwisie Spotify. Przebił tym samym samego Drake’a, który uturlał 7 milionów odsłuchań w dniu premiery „If You’re Read This, It’s To Late”. Informacja ta idealnie obrazuje na jakim obecnie etapie znajduje się raper.

A wszystko zaczęło się w 2012 roku, kiedy pojawił się jego drugi longplay „Good Kid, M.A.A.D City”. Mroczny koncept-album opowiadał historie życia w Compton i przybierał formę filmową. Świetne produkcje łączyły się tutaj z niezwykłą nawijką rapera. Co więcej przebojowość singlowa tej płyty nie kolidowała z wysokim standardem jakościowym samej muzyki. Stąd też dobre oceny i czołowe miejsca w podsumowaniach całorocznych.

kendrick-lamar-to-pimp-a-butterfly-1024x576Gdy w 2014 roku usłyszałem zapowiedź nowej płyty w postaci singla „I”, wiedziałem, że nowy materiał będzie inny. I faktycznie taki jest. „To Pimp a Butterfly” to album całkowicie różny od swojego poprzednika. Kendrick Lamar zainspirowany twórczością Jamesa Browna i Marvina Gaye’a nagrał album naszpikowany brzmieniem soulowo-funkowo-hiphopowym z licznymi elementami jazzu. A wszystko to nakryte jest hip-hopem prosto z zachodniego wybrzeża. W zaczynającym całość „Wesley Theory” usłyszymy sampel utworu Borisa Gardinera „Every Nigger Is A Star”. W Kolejnych „For Free?”, „King Kuta” a także „For Sale?” znajdują się wpływy jazzowe. Reszta utworów w kapitalny sposób nawiązuje do soulu przywołując na myśl twórczość Eryki Badu, Commona czy też grupy The Roots. Jedyny track, który śmiało mógłby się znaleźć na wydawnictwie z 2012 roku to „The Blacker the Berry”. Reszta albumu pod względem brzmieniowym to absolutnie coś innego w porównaniu do wcześniejszej twórczości artysty.

Jednak nie sama warstwa muzyczna się zmieniła. Kendrick Lamar zmienił także temat swoich rozważań. Od tematów lokalnych przeszedł do globalnych. Opowiadania na temat życia na ulicy zamienił na kwestie rasizmu, polityki oraz problemów społecznych. Przeważnie na upolitycznioną muzykę patrzę z przymrożeniem oka, jednak w tym przypadku kupuje to. K-Dot to inteligenty obserwator, który wyciąga właściwe wnioski i potrafi wygarnąć rasizm czarnoskórym.

Wpierw lokalnie, teraz głobalnie

Wpierw lokalnie, teraz globalnie

W otwierającym całość „Wesley Theory” Kendrick Lamar porusza temat wykorzystywania czarnoskórych artystów przez przemysł rozrywkowy. Zwrot „Married to the game, made a bad bitch yours” oraz inne użyte w tekście idealnie naświetlają zasady maszyny szołbiznesu. Dlatego też początkowe „Every nigger is a star” brzmi w kontekście całości dość ironicznie. Natomiast tytuł utworu nawiązuje do wyroku aktora Wesley’a Snipesa, który spędził w więzieniu 3 lata za niepłacenie podatków. Kolejny w zestawieniu utwór „King Kunta” zagłębia trudy życia czarnoskórych obywateli Stanów, którzy mają do wyboru śmierć lub więzienie. K-Dot używa zgrabnych porównań w stylu „Life ain’t shit but a fat vagina” by naświetlić słuchaczom, że życie pomimo brzydoty ma wielką wartość. A tytuł? To gra słów. King, czyli król – symbol wyższych sfer. Natomiast wyraz Kunta odnosi się do Kunta Kinte, postaci z powieści „Korzenie – Saga amerykańskiej rodziny”. Niewolnik z stanu Virginia, któremu ucięto stopę za próbę ucieczki jest metaforą najniższych sfer społeczeństwa i symbolem walki z uciskiem.

Utwór „Institutionalized” to potępienie przemocy, zazdrości, korupcji oraz wszelkich złych wartości, które powstają w wyniku dążenia do wzbogacenia. W kawałku pojawia się również Snoop Dogg, jednak jego występ nie zaćmiewa Kendricka a wzbogaca utwór. W „These Walls” z gościnnym występem Bilala, Thundercata i Anny Wise raper zamienia się w Barry’ego White’a. Kendrick używając wielu metafor odnosi się do kobiecej seksualności.  „Momma” oraz „Hood Politics” to piosenki stojący w opozycji do siebie. W pierwszym z nich raper zapomina jak to było na „dzielnicy”, natomiast w kolejnym cofa się do czasu kiedy ulica była wszystkim czym znał. „Hood Politics” jak nazwa wskazuje to utwór nawiązujący do polityki. Lamar w kapitalny sposób bawi się słowem nazywając dwie główne amerykańskie partie określeniami: „DemoCrips and ReBloodlicans„. Co więcej w utworze tym wykorzystany jest sampel utworu „All for Myself” Sufjana Stevensa.

sorry Drake, Kendrick wins

sorry Drake, Kendrick wins

Ciekawą historię Amerykanin przedstawia w „How Much a Dollar Cost„. Na stacji benzynowej spotyka bezdomnego, który prosi go o pieniądze. Lamar krytykuje tego człowieka i karze mu spadać, jednak ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Wniosek z tej smutnej historii jest taki, że jeden dolar jest tak na prawdę więcej wart niż w rzeczywistości. W następnym „Complexion” porusza kwestie segregacji rasowej. Dużą niespodzianką jest singiel „I„, który na płycie brzmi tak jakby był odgrywany na żywo. Co więcej piosenkę przerywają zamieszki ludzi słuchających rapera oraz przemowa Kendricka Lamara. Tak jak wspomniał ktoś w jednej z recenzji – tak się nagrywa płyty, a nie zbiory piosenek. Lamar zrezygnował z przebojowego brzmienia piosenki by wpasowała się w ogólne przesłanie płyty. Niebywałe. Co więcej w kończącym całość „Mortal Man” urządza sobie wywiad z legendarnym 2 Pac’iem. Brzmi to dość naiwnie, ale uwierzcie, że takie nie jest. Pojawia się pewnego rodzaju dramaturgia, kiedy Lamar czyta swój wiersz, ale Pac już się nie odzywa. Dla mnie bomba.

Chyba wcześniej nie rozpisałem się w takim stopniu na temat jednej płyty. W tym przypadku było to niezbędne. Mimo tego wciąż czuję się nie usatysfakcjonowany tą recenzją. Wciąż wydaje mi się nie pełna. „Pimp To a Butterfly” to jedna z tych płyt na temat, której powinny powstawać książki. Trzeci longplay amerykańskiego rapera z Compton to płyta kompletna o wspaniałym brzmieniu nawiązującym do klasyki oraz ważnym przesłaniu. Ważne w tym wszystkim jest to, że Lamarowi udało się uniknąć niepotrzebnego patosu, megalomani oraz kiczu. Wielkie brawa na stojąco. Takie krążki przechodzą do historii. Ocena: 10/10.

Posłuchaj

PRO8L3M – Art Brut

PROBLEMPRO8L3M to duet, który tworzy raper Oskar oraz odpowiedzialny za produkcję STEEZ83, który powinien być kojarzony z projektu Niewidzialna Nerka czy też występów z Sokołem i Marysią Starostą. Debiutowali rok temu EP-ką „C30-C39„, która zapowiadała, że w polskim rapie pojawił się arcy ciekawy projekt muzyczny. W tym roku postanowili nagrać mixtape, który jest albumem z konceptem. Plan był taki: STEEZ83 spędził wiele dni na słuchaniu polskiej muzyki z lat 70 i 80, Oskar natomiast skupił się na ciekawych historiach o których chce opowiedzieć. Efekt? O tym poniżej.

„Art Brut” moi drodzy to według mnie najlepsza polska płyta tego roku. Ba, być może najlepsza na przełomie kilku lat. Retro beaty połączone z świetnymi tekstami Oskara dało zdumiewający efekt. Okazuje się, że Polska jako kraj ma sporo dobrej muzy. Udowadniał to jakiś czas temu Screenagers. DJ STEEZ83 jako sample użył między innymi utwory Krystyny Prońko, Zdzisławy Sośnickiej, Rezerwatu, Haliny Frąckowiak czy też Dwa Plus Jeden. Niektórzy się spodziewali jakiś zapomnianych synth-popowych utworów, producent jednak postawił na THE BEST OF muzyki z okresu PRL-u. Ponadto retro klimat został podkreślony poprzez fragmenty dialogów z filmów „Wielki Szu” oraz „Sztos”.

pro8l3m-art-brutJednak sama warstwa muzyczna nie miałaby tego efektu gdyby nie wciągające historie Oskara. Typ rapuje jak standardowy osiedlowy dres z lekką chrypą. Historie są brudne, narkotyczne, szczere i co najważniejsze ciekawe. Tego właśnie szukałem o czym wspominałem przy okazji recenzji najnowszej płyty Ricka Rossa. Teksty rapera są z jednej strony mocno poetyckie, z drugiej szorstkie i zaskakujące. Trafiają w sedno i nie zahaczają o banał jak to często się zdarza przy rozmyśleniach o życiu typowego osiedlowego poety. Podoba mi się wyliczanka z „Pan Bóg Twój„, gangsterski sen z „Mallory Knox” oraz rozkminy z „Ritz-Carlton„. A to nie wszystko, bo każdy track ma w sobie sporo atutów.

„Art Brut” to zdecydowanie najlepsza rapowa rzecz jaką usłyszałem w tym roku. DJ STEEZ83 odświeżył kawał dobrej polskiej muzyki. Natomiast Oskar dał mi to czego szukałem w ostatnich rapowych albumach – dobrze opowiedziane, ciekawe historie. Płyta krótko po premierze została okrzyknięta legendarną. Całkiem słusznie. Ocena: 9/10.

Rick Ross – Mastermind

Rick RossWilliam Leonard Roberts II znany szerzej jako Rick Ross to żywy przykład, że dobre pomysły nie kończą się na debiucie. W zasadzie każdy nowy album rapera jest lepszy od poprzedniego. Debiutancki „Port of Miami” oraz następny „Trilla” sprzedały się bardzo dobrze, jednak sukces komercyjny nie szedł w parze z artystycznym, gdyż płyty te są najniżej ocenionymi. Przełom nastąpił w 2009 roku, kiedy Amerykanin wypuścił „Deeper Than Rap„. Od tego czasu krążki Rossa stoją na wysokim poziomie, tak jakby raper znalazł sposób na słuchacza.

Podczas recenzowania płyt Rick Rossa, nie sposób go porównać do ś.p. Notoriousa B.I.G.a. Nie chodzi wyłącznie o sam wygląd, ale i technikę rapowania. Gdy słucham sposób wypowiadania słów w „Nobody” czy też „Supreme” to od razu pojawia mi się przed oczami legendarny twórca „Ready To Die„. Zresztą ten pierwszy utwór jest oparty na samplu „You’re Nobody (Till Somebody Kills You” a wyprodukowany został przez Diddy’ego, który wcześniej współpracował z BIG’em. Ponadto Ross przemyca do „Mastermind” skit informujący o jego postrzeleniu (Szpanowanie, że doświadczył tego samego co jego mentor). Nie jest to zwyczajna zbieżność, Pan Roberts drugi mocno inspiruje się twórczością Biggy’ego. I zdecydowanie wychodzi mu to na dobrze, aczkolwiek mogą pojawić się zarzuty o brak własnego stylu.

mastermindCo oczywiście nie jest prawdą, bo Rick Ross ma swój styl. Nie jest on może unikatowy, gdyż mocno zainspirowany Notoriousem, ale nie można powiedzieć, że Ross zżyna z zmarłego rapera. Wróćmy jednak do samego „Mastermind„. Czuć na tym albumie sporo lat 90. Beaty odwołują się raczej do starej szkoły, co wyróżnia ten longplay od reszty swagowej stawki. Jednak nie brak i tutaj podkładów w nowocześniejszym stylu jak w „War Ready” czy też „Drug Dealer Dream„.  Dobrze dobrane są featuringi. Poza Kanye Westem i Lil’ Waynem brak tutaj głośnych nazwisk. Jest nasz imprezowy koleżka z The Weeknd, dwukrotnie pojawia się French Montana, jest też Jeezy oraz Sizzla & Movado. Każdy z nich wnosi coś ciekawego.

Rick Ross porusza się w tematyce pieniędzy, narkotyków, sławy i jeszcze raz pieniędzy. Pod względem lirycznym jest dobrze, aczkolwiek ciągle czekam na ciekawsze historie aniżeli stwierdzenie: „Cocaine worth much more than gold, nigga„. Ciekawostką jest fakt, że w utworze „What a Shame” Ross rapuje zwrotki z „Shame On A Nigga” Wu-Tang Clan.  Mocnym punktem twórcy „Mastermind” jest jego flow, które jak wcześniej wspomniałem mocno przypomina Notoriousa BIG’a.

Najnowszy longplay Rica Rossa to materiał dobry, aczkolwiek nie rewelacyjny. Inspiracje latami 90 i twórczością The Notoriousa BIG’a wyszły temu materiałowi na dobre. Jednak słyszałem w tym roku znacznie lepsze i bardziej innowacyjne rapowe płyty. Ocena: 7/10.

Posłuchaj