Ten Typ Mes – Trzeba Było Zostać Dresiarzem

Ten Typ Mes 2 fot. Gosia WywrotCzasem także myślę, że bycie dresiarzem byłoby łatwiejsze. Któż z nas nie chciałby mieć wyłącznie rozterek typu: Reebok czy Nike? Beztroskie życie, praca przy chodniku i liczne przerwy na browara. Piotr Szmidt znany jako Ten Typ Mes postanowił o tym zaśpiewać. Muszę was zaskoczyć, bo nie jest to typowa, pseudointelektualna napinka w stylu Mister D. i tych wszystkich niby śmiesznych kawałów. Mes zrobił to fajnie i z humorem.

Otwierający całość: „Trze’a Było” oparty na „dresiarskim bicie” bawi nas ciekawymi spostrzeżeniami typu: „Wątpliwości? Od razu bym skreślił / One biorą się z ciszy, ja bym ciągle szeleścił„, „Hajs płynie od państwa, ja cały dzień łażę w klapkach” czy też „Włożę dres, a kobieta sama zamknie się w kuchni„. No i nie należy zapominać o tym legendarnym refrenie z żoną Dagmarą i synem Sebkiem. W schemat dress-songów wpisuje się również „Janusz Andrzej Nowak” w którym Mes naśmiewa się z naszego folkloru, który wyraża się przez sandały i wędkarskie kamizelki. Więcej spostrzeżeń na ten temat znajdziemy również w „Ochroniarz Patryk” oraz „Głupia Spięta Dresiara„. Jednak Mes nie zamyka się wyłącznie w temacie dresiarstwa. Warszawski raper na płycie staje się inteligentym obserwatorem, który podrzuca nam ciekawe historie. „Ikarusałka” to hołd dla legendarnego węgierskiego autobusu marki Ikar,  „W Autobusie z Cmentarza” zawiera sporo wspomnień z młodości połączonych z oceną Polski a „Będę Na Działce” opowiada o zamiłowaniu do spędzania czasu na działce.

ten-typ-mes-trzeba-było-zostac-dresiarzemSzczerze powiedziawszy o tekstach z „Trzeba Było Zostać Dresiarzem” można by pisać magisterkę. Jest tu tyle perełek, że pisanie o wszystkich w jednej krótkiej recenzji nie ma sensu. Za każdym razem gdy odpalałem najnowszy longplay Mesa znajdywałem coś nowego, co mnie bawiło tak samo mocno jak przy pierwszych odsłuchach płyty. Teksty są przemyślane, zgrabne, z poczuciem humoru, inteligentne i co najważniejsze nie zachodzące w banał. Czuć w nich dojrzałość autora, który staje się niczym wino. Z każdą następną płytą jest coraz lepszym ulicznym poetą.

Pozostała jeszcze kwestia podkładów. Beaty są na dobrym poziomie, nie emanują modnym w ostatnim czasie swagiem, który na polskie realia próbował w tamtym roku przenieść Sokół. Wszystko zostało zachowane z umiarem i smakiem. Mamy na przykład nowoczesne, elektroniczne podkłady w „LOVEYOURLIVE” czy też „Nuda” oraz klasyczne beaty jak jazzowy „Nie Skumasz Jak To Jest” czy też „As„. Co najważniejsze wszystkie produkcje, stroją na wysokim, równym poziomie.

Czy „Trzeba Było Zostać Dresiarzem” to najlepsza tegoroczna płyta hip-hopowa? Nie wiem. Do końca roku jeszcze trochę, a ja w 2014 nie słuchałem tyle rapsów co chociażby rok temu. Jednak warto przesłuchać najnowszy krążek od Ten Typ Mes ze względu na świetne teksty oraz poruszane tutaj tematy. Fani dobrych podkładów nie powinni być również rozczarowani. „Trzeba Było Zostać Dresiarzem” to z całą pewnością najciekawsza,  najbardziej dojrzała i równa płyta w dorobku rapera. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

Curren$y – The Drive In Theatre

currensyCurren$y czyli Shante Scott Franklin to raper reprezentujący Nowoorleańską scenę hip-hopową. Przygodę z muzyką rozpoczął w 2002 roku kiedy to będąc członkiem grupy 504 Boyz wydał swój pierwszy album. Dwa lata później dostał się pod skrzydła Lil Wayne’a. Wystąpił na dwóch albumach u Cartera: „Dedication 2” oraz „The Carter II„. W tym czasie również zajął się produkcją ubrań wraz z Terrym Kennedym. W 2009 roku podpisał kontrakt z Amalgam Digital i wydał debiutancki mixtape „This Ain’t No Mixtape„. Niedługo po premierze mixtape’u pojawił się pierwszy longplay zatytułowany „Jet Files„. Kolejny rok dla artysty był równie płodny, gdyż pojawiły się dwa krążki: „Pilot Talk” i „Pilot Talk II„. W 2011 zmienił wytwórnię na Warner Music i wydał kolejny mixtape „Weekend at Burnie’s„. Rok później na światło dzienne wyszedł krążek „The Stoned Immaculate”, na którym gościnnie wystąpili m.in. Wale, Pharrell oraz Wiz Khalifa.

Jak widać Panowi Franklinowi weny nie brakuje. Raper w ciągu dalszym nie zwalnia tempa gdyż wydał na początku tego roku najnowszy mixtape „The Drive In Theatre„, który pragnę omówić w poniższej recenzji. Krążek zaczyna się od 3 minutowego Intro, które wprowadza nas w mroczny, brudny, uliczny klimat płyty. W „Introduction” usłyszymy m.in. dialogi z pierwszej i drugiej części „Ojca Chrzestnego” oraz fragment reklamy kina samochodowego. W ten sposób Curren$y pragnie stworzyć koncept album z filmową historią, który będziemy poznawać z perspektywy kina samochodowego z lat 50. Track numer dwa „Godfather 4” z gościnnym występem Action Bronsona to hołd dla ulubionego filmu rapera. Beat luźno nawiązuje do głównego motywy z filmu Francisa Forda Coppoli natomiast Franklin lirycznie pisze scenariusz do kolejnej części popularnego filmu. W kolejnym „Stove Top” opartym na mrocznym, jazzowym podkładzie Curren$y porównuje swoją muzykę do narkotyku.

Curreny_The_Drive_In_TheatreWiększość podkładów na płycie ma filmowy, mroczny, klimatyczny charakter. Do tego zestawienia nie pasuje tylko „10 G’S„, które jest osadzone na grubym, swagowym bicie. Generalnie na „The Drive In Theatre” czuć wpływy nowojorską sceną hip-hopową. „El Camino” brzmi jak jeden z utworów Doom’a natomiast w pozostałych trackach czuć ducha solowego Reakwona. Sam Curren$y próbuje tutaj stworzyć historię filmową początkowo nawiązując do kinematografii kina gangsterskiego by później przejść do historii z dzielnicy. Nie zabraknie także wersów dotyczących jego dziewczyny, nagrywania muzyki, skrętów i luksusowych samochodów.

Podsumowując „The Drive In Theatre” to dobry album, acz nie porywający. Podoba mi się pomysł koncept albumu z filmem w kinie samochodowym oraz fragmenty „Ojce Chrzestnego” jednakże poruszane historie nie zaciekawiły mnie na tyle bym chciał o tym obejrzeć film. Podkłady mają klimat, jednakże momentami płyta strasznie mi się dłużyła. Natomiast sam Shante Scott Franklin to utalentowany raper, który dobrze składa pojedyncze słowa w całość. Na pochwałę zasługują dobrze dobrane występy gościnne, zwłaszcza Smoke DZA oraz Action Bronsona. Pozycja godna uwagi dla każdego fana hip-hopu, zwłaszcza tego ze wschodniego wybrzeża. Ocena: 7/10.

Posłuchaj

YG – My Krazy Life

ygCompton – najniebezpieczniejsze miasto świata można równie śmiało nazwać kolebką gangsta rapu. W latach 90 było N.W.A, Compton’s Most Wanted i Coolio, następna dekada poza The Game nie przyniosła za wielu zdolnych raperów. Sytuacja zmienia się teraz, gdyż do mikrofonów doszło nowe pokolenie. Kendrick Lamar wraz z Black Hippy, Tyga, 2nd II None i YG to tylko część tego co te kalifornijskie miasto może nam zaoferować. O Kendricku pisałem już wielokrotnie, dziś zajmę się ostatnim z wyżej wymienionych ulicznych poetów.

YG to skrót od Young Gangster. Pod tym pseudo ukrywa się nijaki Keenon Jackson (rocznik 90). Młody raper od 2008 roku wydaje regularnie mixtape’y oraz wielokrotnie pojawiał się na płytach innych raperów takich jak: Jay Rock, Freddie Gibs czy też Wale. W 2012 roku zagrał też epizodyczne role w 3 raperskich filmach. Warto również nadmienić, że godnie reprezentuje gangsta raperów, gdyż zaliczył więzienną odsiadkę. Recenzowany przeze mnie „My Krazy Life” to debiutancki album młodego artysty, który póki co zdobywa dobre noty.

yg-my-krazy-life-deluxeKeenon Jackson od początku przyznawał, że nagrywając swój debiut inspirował się klasycznym albumem Snoop Dogga „Doggystyle„. I to słychać na tej płycie. Mamy przecież proste hooki, beaty nawiązujące do gangsta rapu lat 90 oraz ten cały klimat Compton. Poza Snoopem wyczuwa się na tym albumie inspiracje… 50 Centem i to nie jest żart.  Oczywiście nie jest to krążek w całości oldschoolowy, gdyż powiew świeżości nadaje bogata lista gości na której znajduje się między innymi wspomniany wcześniej Kendrick Lamar, Schholboy Q, Drake, Jeezy i paru innych. DJ Mustard, który zajął się produkcją w odpowiedni sposób połączył nowe trendy z tymi wypracowanymi przez takich artystó jak N.W.A. „My Krazy Life” nie jest także w całości gangsterskie, ale o tym poniżej.

Pod względem lirycznym YG skupia się przez większość czasu na gangsterskich historiach. W otwierającym album „BPT” (skrót od Bompton – czyli połączenie Blood + Compton) raper zabiera nas w podróż po najgroźniejszych dzielnicach. W „Bicken Back Being Bool” mówi wprost „Pieprz policję, lepiej dzwoń po SWAT”. Jednak to nie wszystko co znajdziemy na tej płycie. Sporo czasu poświęcił kobietom, które traktuje raczej przedmiotowo. W „Me and My Bitch” skupia się na relacjach seksualnych, w „Do It To Ya” chwali się, że potrafi traktować odpowiednio kobiety, gdyż nauczyła go tego mama. Na samym końcu YG mięknie i w „Sorry Momma” przeprasza swoją rodzicielkę za wszelkie problemy, które jej sprawił.

Reasumując „My Krazy Life” to udany album, który wnosi wiele świeżego powietrza do tematu gangsta rapu. Podobają mi się nawiązania do lat 90 przeplatane ze nowoczesnymi trendami. YG okazuje się zdolnym raperem, który potrafi sensownie składać linijki i wykazuje dobre flow. Z podkładami bywa różnie. Momentami wydają mi się zbyt toporne, jednak generalnie jest ok. Natomiast sam Keenon Jackson pod tą całą otoczką seksistowskiego gangstera zdradza nam momentami takie rzeczy do których nie przyznałbym się Tony Soprano. Ocena: 7/10.