The XX – Coexist

Dobrze znane nam trio z Londynu, które w 2009 zauroczyło wszystkich albumem „XX” wraca z nowym materiałem.

Doskonale pamiętam tamte wrześniowo-październikowe dni. To był dobry czas. Rok 2009 był wyjątkowo dobrym rokiem również pod względem muzyki. The XX także do tego się przyczynili dorzucając od siebie swoją własną cegiełkę. Ba, potężną cegłę. Do tej pory mam pewnego rodzaju sentyment do tej płyty. Była ona taka… słodko-gorzka. Z jednej strony fajna, melodyjna a z drugiej smutna i depresyjna. Lubię do niej wracać.

Jednak ostatnio trochę mniej bo Londyńczycy wypuścili nową płytę zatytułowaną „Coexist”. Pierwsze co zauważyłem słuchając tego albumu to fakt, że grupa nie odeszła zbyt daleko od tego co zaprezentowała na debiucie. Po raz kolejny zastosowała sprawdzone wcześniej motywy. Wciąż jest depresyjnie, wciąż jest o miłości, ale tej nieszczęśliwej. Bo jak inaczej interpretować takie fragmenty tekstów piosenek jak: „and now there’s no hope for you and me” czy też „Why would you just leave us alone/ when we have been close, close”? Poza tym dalej uroku ich piosenkom dodaje wokal damsko-męski w wykonaniu Romy Madley Croft i Olivera Sima. Może brakuje tutaj typowych singli i „przebojów” na miarę „Islands” bądź „Crystalised”, ale „Coexist” nadrabia tym, że jest bardziej równym albumem. Wydaje się także być lepszy na płaszczyźnie podkładów, które momentami wędrują w taneczne rejony.

Słuchając utworów z tej płyty czuć pewnego rodzaju smutek, wrażliwość. To bardzo osobiste kompozycje. The XX wciąż potrafią wpłynąć na odbiorcę.  Dlatego warto sprawdzić ich najnowszą płytę. Mimo, że album ten nie odbiega zbytnio od debiutanckiego to jest to dobra pozycja na najbliższe jesienne wieczory. Ocena: 7/10.

Yeasayer – Fragrant World

Wakacyjna propozycja od Yeasayer.

Yeasayer to jedna z tych grup, której każde nowe wydawnictwo budzi wiele sprzecznych odczuć. Wszystko za sprawą genialnego, debiutanckiego albumu „All Hour Cymbals” do którego siłą rzeczy porównuje się każdą nową płytę nowojorskiego bandu. Amerykanie nie lubią stać w miejscu i często eksperymentują ze swoją muzyką. Dla ortodoksyjnych fanów debiutu Yeasayer często te eksperymenty są gorzką pigułką do przełknięcia.

Na najnowszym albumie „Fregrant World” nie jest inaczej. W porównaniu do swoich poprzedniczek płyta ta wydaje się być dojrzalsza. Utwory na niej są bardziej odważne przy jednoczesnym nie odchodzeniu od typowo popowego brzmienia. W zasadzie pop, który serwuje na zespół z Brooklynu śmiało można nazwać „plemiennym popem”. To muzyka miejskiej dżungli jakim jest Nowy Jork. Całkowicie inny punkt widzenia. Podziwiam ich za to. Yeasayer na trzech swoich dotychczasowych krążkach wypracował swój, własny niepodrabialny styl. A trzeba przyznać, że obecnie jest to nie lada sztuka przy zalewie całej masy przeciętnych melodii i wtórnych pomysłów.

Mocną stroną grupy jest umiejętność nagrywania świetnych singli. Słuchając „Fregrant World” od razu słychać, które utwory będą tymi promującymi płytę. Jednak nie oznacza to, że reszta piosenek jest gorsza. Wręcz przeciwnie. Reszta jest po prostu taj jakby „mniej radiowa”. Jednak  czego bym nie napisał o tej płycie to i tak znajdzie się spora część czytelników, która będzie kręcić nosem. Dlatego odsyłam każdego do przesłuchania „Fregrant World” i wypracowania swojej własnej opinii. Od siebie dodam tylko tyle, że jak dla mnie ta płyta jest na prawdę dobra i z całkowitą pewnością będzie mi towarzyszyć aż do coraz szybciej nadchodzącej jesieni. Ocena: 8/10.

 

Perfume Genius – Put Your Back N 2 It

Powiada się: „Do trzech razy sztuka”. Mike’owi Hadreas’owi wystarczyła ta druga szansa.

Perfume Genius to projekt za którym kryje się Mike Hadreas. W 2010 roku zadebiutował płytą „Learning”, jednak to nie był dobry debiut (Już nazwa wskazuje, że był to dopiero etap nauki). Słuchając jego drugiego, najnowszego krążka ma się wrażenie, że ten genius w nazwie już nie jest taki nad wyrost.

„Put Your Back N 2 It” to bardzo smutna a zarazem dobra płyta. Utwory są krótkie, rzadko kiedy dociągają do 3 minut jednak w tak krótkim czasie przeważnie udaje się uchwycić sedno. Pisze „przeważnie” bo chwilami czułem pewnego rodzaju niedosyt. Niektóre momenty można było pociągnąć jeszcze troszkę dłużej, można je było rozwinąć dalej. Taki właśnie muzyczny niedostatek występuje w utworze „Hood”, który jest single na płycie z dość dziwnym teledyskiem (z gwiazdą filmów porno w roli głównej).

Nie chciałbym przesadzać z zachwytami jednak część kompozycji z „Put Your Back N 2 It” spokojnie można określić mianem epickich. Hadreas wydaje się być mistrzem oraz wirtuozem na małej, ciasnej powierzchni (w tym przypadku jest to krótka i zwięzła płyta). To płyta uboga w dźwięki, perkusja pojawia się spontanicznie, gitara troszkę więcej. Wszystko oparte jest przeważnie na klawiszu i wokalu z tym, że jego głos gra tutaj raczej drugoplanową rolę bo na pierwszym miejscu z pewnością są melodie i brzmienie klawiszów. Na „Put Your Back N 2 It” Jest akustycznie, nastrojowo, melodyjnie, schludnie i po prostu ładnie. Polecam każdemu, czasu nie zmarnujecie. Ocena: 8/10.