Tauron Nowa Muzyka Katowice 2019 – Zapowiedź

Tradycyjnie już na terenie Muzeum Śląskiego w Katowicach odbędzie się kolejna edycja festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice. W tym roku ponownie będę miał uprzejmość gościć na tej imprezie. Mam nadzieję, że i Wy zawitacie do stolicy Śląska. Oto kilka przydatnych informacji na temat tegorocznego Taurona.

Gdzie i kiedy?

Niby w centrum, a trochę z boku. Dobry dojazd, sąsiedztwo NOSPRU z wspaniałymi widokami na Spodek i nowe biurowce. To właśnie teren Muzeum Śląskiego, gdzie wcześniej znajdowała się Kopalnia Węgla Kamiennego Katowice. To właśnie tam po raz XIV odbędzie Tauron Nowa Muzyka Katowice. Termin? Tym razem jest to ponownie konie czerwca, a dokładnie 20-23 czerwca 2019.

Jakie gwiazdy wystąpią?

W tym roku największą gwiazdą imprezy jest bez wątpienia grupa Kraftwerk. Niemiecka legenda muzyki elektronicznej zaprezentuje występ 3-D. Z całą pewnością usłyszymy ich największe hity w tym „The Robots” czy też „The Model” bądź „Trans-Europe Express„. Drugim headlinerem festiwalu jest Skepta. Brytyjski DJ i producent ma na koncie utwory m.in. z A$AP Rocky’m, Blood Orange czy też Dizzee Rascal’em. Artysta jest na scenie od 2004 roku i w tym czasie zdążył nagrał całkiem sporo dobrego materiału by zapełnić pełen festiwalowy występ.

Kto jeszcze zagra?

Z całą pewnością warto posłuchać hip-hopowego The Mouse Outfit. Z piątkowych koncertów warto jeszcze sprawdzić dj set od Kornela Kovacsa, który zaprezentuje najnowszy album „Stockholm Marathon„. Natomiast w sobotę warto udać się na występ Apparat, czyli solowego projektu Saschy Ringa z grupy Moderat. Poza tym tego dnia wystąpi gitarowa formacja Gus Gus, zawsze wciągający Laurel Halo oraz Matthew Dear. Z polskich artystów warto sprawdzić jak brzmi na żywo najnowszy album KAMP!, co słychać u Króla oraz ponownie posłuchać Smolika z Kev Foxem oraz Fisz Emade Tworzywo.

Ile kosztują bilety?

Na tą chwilę można zakupić karnety dwudniowe w cenie 329 zł oraz trzydniowe (20-22.06) za 389 zł. Dostępne są również bilety jednodniowe w cenie 199 zł za sztukę. Bilety można zakupić TUTAJ.

Więcej informacji na temat wydarzenia pod linkami:

Strona główna

https://www.facebook.com/NowaMuzyka/

https://www.instagram.com/nowa_muzyka/

 

 

Kamp! po raz trzeci – recenzja „Dare”

Niedawno wydany trzeci album grupy Kamp! zachowuje status quo i nie jest ani krokiem w przód, ani w tył. Co prawda pierwsze utwory zdradzają ich aspiracje by zaczepić się o listy przebojów i chęć do poszerzenia odbiorców, jednak niestety, żaden z łódzkiego tria nie jest Calvinem Harrisem. Zarówno „F.O.M.O.” jak i „Don’t Clap Hands” nie są na tyle nośnymi kawałkami by przebić się do mainstreamu. Prędzej postawiłbym na „My Love„, które brzmi jak jeden z tych nowych, mdłych utworów Coldplay.

A co z resztą płyty? Czuć starania, chęci, romansy z popem i powroty do lat 80. Nie jest to złe. Ba, gdy porównam to sobie do innych tego typu polskich płyt ostatnich lat to pewnie byłaby to czołówka. Jest tylko jeden problem – „Dare” totalnie nie angażuje, nie wciąga i nie intryguje. Wiem, że po napisaniu tej recenzji pewnie już nie wrócę do tego krążka. Nie wiem, może to kwestia tego, że w ostatnim czasie słuchałem zupełnie innych rzeczy i synth-pop mi po prostu nie wchodzi? A może po prostu na „Dare” zabrakło oryginalności i polotu?

Mimo, że brak między nami chemii to polecam ten album. Jest to dobrej jakości produkt, który powinien zadowolić przeciętnego słuchacza tego typu grania. Może i nie ma fajerwerków, ale kto wie? Może coś tu odkryjecie, czego ja nie potrafiłem? Poza tym album ten świetnie się sprawdza jako tło do konwersacji czy też spotkań towarzyskich, a że sezon barowy się rozpoczyna to może być dobry okres dla tej płyty.

Wygląda na to, że Kamp! nie będzie polskim Cut Copy, ale nie ma co się martwić. Australijczycy też ostatnio nie zachwycali. Na „Dare” zabrakło polotu i fantazji. Jest zbyt zachowawczo, ostrożnie i po prostu nudno. Doceniam produkcję i pomysł na siebie, jednak od tego typu zespołów wymagam znacznie więcej. Ocena: 5/10.

Muzyczne podsumowanie roku 2012: Single

singleTo był mocny rok. Sporo dobrego hip-hopu, melodyjnego popu i wciągającego indie. Było w czym wybierać. Oto lista 20 najlepszych singli poprzednich dwunastu miesięcy.

20. Beach House – Myth. Opener płyty „Bloom” to jedyny moment kiedy otwierałem gębę z podziwu a nie dlatego, że musiałem ziewnąć. Ten chopsky wokal Victori Legrand nawet tak nie drażni a moment kiedy wchodzą bębny – palce lizać.

Posłuchaj

19. Solange – Losing You. Dzięki tej piosence wakacje trwają 12 miesięcy w roku. Nie ma co się dziwić to w końcu siostra samej Beyonce. Po tym fajnym utworze zaczynam się zastanawiać ile jeszcze utalentowanych sióstr ma żona Jay-Z?

Posłuchaj

18. Cloud Nothings – Stay Usless. Wystarczy wsłuchać się w brzmienie hi-hata by pojąć zajebistość tego kawałka. Poza tym tekst! Taki prosty, a taki wymowny. Kapitalna piosenka.

Posłuchaj

17. Kendrick Lamar – Backseat Freestyle. Ej no ta piosenka ma rewelacyjny podkład. Ten beat wprawia w ruchy najtłustsze murzyńskie tyłki. Co do nawijki Kendricka Lamara, to koleś zadziwia na każdym utworze „good kid, m.A.A.D. city” i nie inaczej jest tym razem. Biyaaaaaaaaaaatch, go play.

Posłuchaj

16. Chromatics – Lady. „Kill For Love” w zasadzie jest pełne takich rozciągniętych, elektronicznych utworów. Dlaczego właśnie ten? Jego niepowtarzalny klimat i nastrój zapadł mi najbardziej w pamięci, poza tym nie wyobrażam sobie obecnie jazdy nocą autem bez tej piosenki.

Posłuchaj

15. Japandroids – The House That Heaven Built. Najlepszy i najenergiczniejszy utwór na „Celebration Rock”. Kapitalna gitara buduje cały ten utwór od początku do końca. Dobry rock z kopnięciem, najlepiej spożywa się w upalne dni.

Posłuchaj

14. Memoryhouse – Little Expressionless Animals. Opener z najlepszej dream-popowej płyty zeszłego roku. Ładny wokal Denise Nouvion, ładne chórki, ładna linia melodyczna i sporo patosu. I co najważniejsze wcale nie nudzi. Idealna propozycja na deszczowe popołudnia.

Posłuchaj

13. Danny Brown – Grown Up. Danny Brown to oryginalny typek z Detroit. Nie jest jak większość raperów ze Stanów (ogarnijcie jego fryzurę), ale i też nie jest jakimś dziwadłem. Jego singiel z poprzedniego roku „Grown Up” to fajna i momentami zabawna podróż przez okres dojrzewania/dorastania. Co prawda krótka bo trwa troszkę ponad dwie minuty, ale jest w niej wszystko. Fajny hook, beat no i efektowna nawijka samego Danny’ego Browna plus kapitalny teledysk.

Posłuchaj

12. AlunaGeorge – Your Drums, Your Love. Londyński duet Aluny Francis i George’a Reida działa już od 2009 roku, jednak dopiero teraz udało im się zaistnieć na większą skalę. Wszystko dzięki fajnemu, radiowemu singlowi „Your Drums, Your Love”. Piosenka jest przyjemna w odbiorze i czuć w niej ogromny powiew świeżości. Zdecydowanie czekam na debiutancki album, który ma ukazać się w tym roku. Prognozy są dobre, mają sprzyjające wiatry.

Posłuchaj

11. Guilletmots – Up On the Ride. Najmocniejszy i jedyny jasny punkt na płycie „Hello Land!”. Co tak mnie zachwyciło w „Up On The Ride”? Skumajcie, że słuchanie tego utworu przypadło na okres kiedy wiosna wkroczyła z buta na moją dzielnię. Ptaszki śpiewały, słońce grzało, ludzie jakby bardziej radośni. Ta piosenka taka jest – radosna. I nawet kiedy teraz jej słucham (za oknem minus 10) to jakby troszkę cieplej się robi. Poza tym lubię taką prostotę, ten utwór pod żadnym względem nie jest przekombinowany. Dobry indie-pop.

Posłuchaj

10. Miguel – Don’t Look Back. Nieoczekiwany zwrot akcji następuje na „Kaleidoscope Dream”, gdy do ataku następuje drugi track z płyty „Don’t Look Back”. Hook goni hook, dobre zwrotki Miguela i mocno wyeksponowana perkusja. Jest tu sporo polotu i aspiracji na radiowe listy przebojów. Atrakcyjność tego utworu tkwi w genialnym głosie Miguela i luzackich synthach. Poza tym taką samą nazwę ma pewien zajebisty horror z lat 70. Ogarnijcie i film, i piosenkę. Yo.

Posłuchaj

9. Sky Ferreira – Everything is Emberassing. To być może najlepsza piosenka Sky. Młoda piosenkarka póki co nie wydała jeszcze pełnego albumu, ale co jakiś czas raczy nas fajnymi EP-kami. „Ghost-EP” było całkiem wporzo, ale tylko „Everything is Emberassing” był tym CZYMŚ. Czuje, że Sky Ferreira tą piosenką w końcu znalazła dla siebie sposób i swoje miejsce. Trzymam kciuki i czekam na debiutancki longplej pełen tak świetnych piosenek jak ta!

Posłuchaj

8. Brodka – Dancing Schoes (Kamp! remix). Po pierwsza to nie jest zwykły remix jakie znamy z internetu czy też dyskotekowych zabaw z kiepskimi dejotami. Chłopaki z Kamp! sprawili, że to zupełnie inna, LEPSZA od oryginału piosenka. Żadne tępe łupanie, co to, to NIE! „Dancing Schoes” jest parkietowym napierdelaczem, ale również fajną radiową piosenką, której mogę słuchać bez końca. Jakiś czas temu z resztą pisałem o niej w mojej liście wakacyjnych utworów. Jeżeli nie pojawi się żaden nowy remix od Kamp! to z pewnością i kolejne wakacje spędzę przy tym utworze.

Posłuchaj

7. Cloud Nothings – Wasted Days. Piosenka chłopaków z Cleveland to istna miazga. Prawie 9 (słownie: dziewięć!) minut rocka totalnego. Ja wiem, że indie rock jest faux pas i wszyscy teraz zasłuchują się elektroniką, popem, r’n’b a najlepiej wszystkim w jednym. Jednak słuchając „Wasted Days” przypominam sobie stare, dobre czasy kiedy miało się tylko pół mózgu i nie zastanawiało się nad tym co dzisiaj wieczorem poleci w tv. Nie myślało się też wtedy czy te skarpetki pasują do tych spodni i o tym, że cholera jasna jutro trzeba o 5:15 rano wstać. W zasadzie to nie wiele się myślało a sporo robiło. Przy tej piosence odmładzam się o kilka lat. Natomiast co do kwestii technicznych to „Wasted Days” jest jak 3 aktowa sztuka teatralna. Początek dość mocny, z fajnym riffem. Dalej psychodeliczne przejście, zabawa z dźwiękiem i kapitalna improwizacja. A końcówka to już totalny wybuch, godzina 12:00 w sylwestrową noc a nawet lepiej.

Posłuchaj

6. Grimes – Oblivion. Kosmiczna piosenka, kosmicznej artystki. Zaczyna się dość niepozornie, brzmiąc jak jakieś podrzędne amatorskie electronic-disco. Jednak im dalej to tym ciekawiej. Robi się na prawdę psychodelicznie. No i te nieśmiałe „lalala”. Ktoś napisał, że ta piosenka jest taka jak teledysk do niej. Sporo w tym prawdy a sam „Oblivion” to kapitalny utwór do posłuchania i potańczenia. Sama Kanadyjka ma w sobie sporo sprzeczności, jednak ma też to „coś” co sprawia, że chcemy ją wysłuchać. No i słuchamy.

Posłuchaj

5. Jessie Ware – Wildest Moments. Jessie Ware to jedno z odkryć brytyjskiego popu. Jej „Wildest Moment” pogodziło fanów alternatywy z zwykłymi radiowymi słuchaczami. Prosta melodia klawiszowa z wyeksponowanymi bębnami dała dobre tło do charakterystycznego głosu Panny Ware. Taki pop jest w cenie. Dokonała rzeczy raczej rzadko spotykanej. Połączyła niezależność twórczą z sukcesem komercyjnym. Dla mnie to ogromny plus, gdyż troszkę mniej cierpię gdy słyszę RMF FM w pracy.

Posłuchaj

4. Kendrick Lamar – Swimming Pools (Drank). Kapitalny utwór o problemie z alkoholem. Przemawiające sumienie, odniesienia do wiary, wspomnienia, basen pełen alkoholu i dziewczyny bawiące się w słoneczny patrol.  To wszystko w jednej piosence. Kendrick przyznaje się, że był w ciemnym pokoju. „Swimming Pools (Drank)” to oczywiście tylko część historii zawartej na „Good kid m.A.A.D. city”, jednak zasługujący na wyróżnienie ze względu na brzmienie i to jak Kendrick Lamar rapuje. To jak ten Koleś układa poszczególne zwrotki to coś niesamowitego. Takiego hip-hopu trzeba ludziom.

Posłuchaj

3. Miguel – Adorn. Opener „Kaleidoscope Dream” stanowi esencję współczesnego r’n’b. Miguel ma kapitalny głos i feeling. Słychać tutaj sporo odniesień do starszych kolegów po fachu jak i sporo nowego spojrzenia na r’n’b. Co prawda MJ nie żyje, ale pozostała jakaś jego część w tej piosence. Poza tym podczas recenzji jego płyty pisałem o tym, że o to narodził się nowy Prince. Trudno się nie zakochać, gdy Miguel śpiewa: „You just gotta let my love”. Podkład też niczego sobie, ale to Miguel tutaj jest najważniejszy.

Posłuchaj

2. Frank Ocean – Pyramids. „Pyramids” to ponad 9 minutowy majstersztyk. Utwór ten składa się jakby z dwóch mniejszych. Pierwsza część zachwyca nas kapitalnymi synthami i wejściem z okolic 3:52. W drugiej dźwięki mniej nas atakują, robi się bardziej przejrzyście. Mamy tutaj brzdąkającą trąbkę gdzieś w tle a pod koniec pojawiają się nam rozciągnięte gitarowe wstawki. Tworzy to ciekawy klimat utworu. To jest tak jakby byśmy słyszeli echo pierwszych pięciu minut „Pyramids”. Całość brzmi kapitalnie i jest najmocniejszym punktem „channel ORANGE”. Singiel ten bije na głowę wszystko co do tej pory nagrał Kanye West. Serio.

Posłuchaj

1. Iza Lach feat. Snoop Dogg – Lost in Translation. Rok 2012 należał do niej. Na wyjątkowości i talencie młodej łodzianki poznał się sam Snoop Dogg, który nagrał z nią tyle materiału, że przez kilka następnych wakacji będziemy mieli się do czego bujać. Na szczęście sława nie uderzyła jej do głowy, pozostała wciąż tą samą skromną i uroczą osobą. To słychać w tej piosence. „OFF THE WIRE” miał różne momenty, najlepszym z pewnością jest ten utwór, gdzie Iza śpiewa w dwóch językach. Przy pierwszej zwrotce są ciary. Snoop też daje radę. Ze psinką jest ten problem, że zdarza mu się przynudzać. W tym wypadku jest dobrym dopełnieniem Izy. Tak, to on dopełnia Izę a nie na odwrót. Ogarnijcie to.

Posłuchaj