Kanye West – Geniusz czy idiota?

rtr_kanye_west_jc_150407_16x9_992Tytuł tej recenzji zaczerpnąłem z pewnej okładki Giga Sportu (Jest jeszcze ta gazeta?), gdzie widniało nazwisko Andrija Szewczenki. Do piłkarza Milanu to pytanie raczej nie pasowało, gdyż geniuszem futbolu był nie kwestionowanym. Inaczej wygląda sprawa z Panem Westem. No właśnie, co z tym Kanye? Artysta geniusz? Czy narcystyczny celebryta? Na to pytanie stara się odpowiedzieć każdy recenzent płyt rapera.

Niestety jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie ma. Dla jednych będzie świetnym muzykiem, z zmysłem tworzenia kapitalnych kompozycji z pogranicza hip-hopu, r’n’b i popu. Dla pozostałych będzie zdziwaczałym celebrytą o wybujałym ego. Tak samo wygląda sprawa z najnowszym albumem Kanye Westa „The Life of Pablo„. Jedni dostrzegają w nim świetny materiał, inni muzyczną zabawkę w rękach wariatach.

the-life-of-pablo-kanye-west-pandora-release-date-streamDla mnie sprawa jest raczej jasna. „The Life Of Pablo” to dobry album. Lepszy niż „Yeezus„, jednak zdecydowanie gorszy od „My Beautiful Dark Twisted Fantasy” czy też „Graduation„. Pomimo tego, że czuć momentami na płycie pewne niedociągnięcia, ze względu na ciągłe zmiany zachodzące w tych kompozycjach, to jest to krążek zdecydowanie wciągający. Takie utwory jak „No More Parties in L.A.„, gdzie świetną rolę odgrywa Kendrick Lamar czy też „Famous” bądź „Highlights” udowadniają, że Pan West ma jednak nosa do dobrej muzyki.

Sam West raczej nie porywa swoim rapowaniem. Jednak bądźmy szczerzy, nigdy nie porywał. Od zawsze polegał na licznych gościach, a czołowych nazwisk i tym razem nie brakuje. Na płycie usłyszymy poza wspomnianym wcześniej Kendrickiem Lamarem m.in: Chrisa Browna, Rihannę, The-Weeknd czy też Franka Oceana. Jednak pod względem podkładów West jednak rządzi. Klasyczne hip-hopowe beaty (30 hours, Real Friends) łączą się tutaj z mrocznymi dźwiękami „Facts” oraz „Freestyle 4„, odjazdami w stylu electro muzyki z lat 90 w „Fade” czy też gospelem „Ultragiht Beam„.

A co z tymi wszystkimi dziwactwami? Okładką płyty zrobioną w Paintcie, zmianami nazwy albumu, daty premiery i w końcu zawartości krążka już po premierze! No cóż, West jest już na tyle znanym muzykiem o ugruntowanej pozycji, że może sobie na to pozwolić. Poza tym każdy ceniący się artysta musi mieć w sobie trochę z dziwaka i egocentryka. Tak jest i tym razem, a czy muzyka Kanye Westa przetrwa – czas pokaże. Ocena: 7/10.

20 najlepszych okładek płyt

Background_PurpleCzym byłaby muzyka bez tej fizycznej części? Jestem staroświecki, lubię mieć płytę na półce. Lubię podczas słuchania oglądać okładkę, czytać zawartość książeczki, śledzić teksty. To jest pewnego rodzaju rytuał słuchania płyty. Dlatego nie jarają mnie w ogóle wersje elektroniczne. Dzień w którym nie będzie można kupić płyty, filmu, książki i gazety w formie fizycznej będzie najsmutniejszym dniem w dziejach świata. Dzisiejszą notkę chcę poświęcić okładkom, które nie ukrywajmy są równie ważne co zawartość płyty. W historii muzyki było wiele kapitalnych płyt z słabymi okładkami i na odwrót. Dzisiaj chcę zaprezentować 20 moich ulubionych okładek.

arctic-monkeys-whatever-people-say-i-am-thats-what-i-am-notArctic Monkeys – Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not (2005). Z powodu fajki było sporo kontrowersji, jednak trzeba przyznać, że zdjęcie Chrisa McClure’a jest na swój sposób urzekające. Zawiera ono pewnego rodzaju prostotę. Nie jest może jakieś wybitne, ale idealnie pasuje do zwartości płyty.

Animal-Collective-Strawberry-JamAnimal Collective – Strawberry Jam (2007). Tak jak w przypadku wcześniejszej okładki to zdjęcie również pasuje do albumu. Płyta się nazywa truskawkowy dżem to i na zdjęciu mamy rozkwaszone truskawki. So ironic.

The Beatles - Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club BandThe Beatles – Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (1967). Legendarna okładka kultowego zespołu. Znaleźli się na niej oprócz muzyków zespołu z Liverpoolu  i ich woskowych figur kartonowe wizerunki wielu znanych osób sztuki, muzyki, filmu, polityki, sportu, nauki i innych dziedzin. Współczesnemu, nieobeznanemu w historii człowiekowi wiele tych nazwisk nic nie mów. Te najbardziej znane to: Marlon Brandon, Edgar Allan Poe, Bob Dylan, Flip i Flap, Marylin Monroe, Karol Marks, Oscar Wilde i Albert Einstein. Monumentalne dzieło.

Blondie PLBlondie – Plastic Letters (1978). Sam zamysł robienia zdjęcia przy radiowozie brzmi infantylnie. Jednak to zdjęcie ma to „coś”, taki luz, który powoduje, że to moja ulubiona okładka Blondie. I pomimo tego, że zawartość płyty dupy nie urywa to kupiłem tą płytę ze względu właśnie na okładkę.

bob-dylan-freewheelinBob Dylan – The Freewheelin’ (1963). Mimo, że to zimowy Nowy Jork to ta okładka promienieje i wzbudza we mnie pozytywne odczucia. Nie wiem czy to sprawka Suze Rotolo, która wróciła z słonecznej Italii czy też tego hipisowskiego Volkswagena z tyłu?

born in the usaBruce Springsteen – Born In The U.S.A. (1984). Chyba najbardziej amerykańska okładka wszech czasów. Przetarte jeansy, kowbojski pasek, czapka z daszkiem i tyłek Springsteena. A to wszystko na tle flagi Stanów Zjednoczonych.

london-callingThe Clash – London Calling (1979). Źródeł  popularności okładki punkowej płyty należy upatrywać w nawiązaniu do grafiki ozdabiającej debiut Elvisa Presleya oraz fenomenalnym zdjęciu przedstawiającym Paula Simonona rozwalającego swoją gitarę podczas koncertu w Nowym Jorku. Połączenie ironii (muzycy zawsze podkreślali, że teksty takich muzyków jak Presley czy Rolling Stones są do dupy) i anarchii, którą symbolizuje roztrzaskana gitara.

clinic 1999 epClinic – Clinic EP (1999). Ta okładka przez długi okres czasu ozdabiała mój folder z muzyką na kompie. W jakiś sposób to samo się ustawiło. Jednak nie zamierzałem tego zmieniać, bo genialnie pasowała. Nie jest ona jakaś wybitna, jednakże przedstawia mój ulubiony instrument muzyczny – perkusję. A jeżeli ktoś jeszcze nie wie to bębny od zawsze był moją niespełnioną do końca pasją.

kanyewestlateregistration2005Kanye West – Late Registration (2005). Dropout Bear w szkolnym uniformie był chwytem marketingowym Kanye Westa w czasach zanim okładką jego płyty był brak okładki. A tak serio, gdy patrze na ten obrazek to mam mieszane uczucia. Sam West także budzi mieszane uczucia. Z jednej strony chętnie nakopał bym mu do tyłka, z drugiej cenię jego za kapitalną muzykę. Stąd wyróżnienie.

good-kid-maad-cityKendrick Lamar – Good Kid, M.A.D. City (2012). To zdjęcie wygląda trochę jak ten mem z tymi czterema śmiesznymi typkami przy jednym stole. Z drugiej strony, gdyby przejrzeć rodzinne albumy to możemy znaleźć dziesiątki podobnych fotek u siebie. Siła tkwi w prostocie i słoiku z żółtym „czymś”. Klimatu z pewnością dodają też cenzurki na twarzach. Świetna płyta, z świetną okładką.

108315_kombajn-do-zbierania-kur-po-wioskach_osme_pietroKombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach – 8 Piętro (2005). Mechaniczny kurczak na fajnym odcieniu zieleni przez długi czas stanowił moją tapetę na telefonie. Moja słabość do tej płyty tkwi nie tylko w muzyce, ale i w tej grafice.

Fucked Up - The Chemistry of Common LifeFucked Up – The Chemistry of Common Life (2008). Kolejna okładka prezentująca uroki Nowego Jorku. Tyle, że tym razem w cieplejszy dzień przy zachodzie słońca. Metafora życiowego pośpiechu i cywilizacyjnego postępu. Być może zdjęcie jakich wiele, ale na swój sposób ujmujące i wciągające.

Menomena - Friend And FoeMenomena – Friend And Foe (2007). Zdecydowanie jedna z moich ulubionych okładek. Na te drobne elemenciki tworzące w kunsztowny sposób grafikę płyty Menomeny mogę patrzeć godzinami. Czuć duch Radiohead i ich stworka z „Amnesiac„.

N.W.A. - Straight Outta ComptonN.W.A. – Straight Outta Compton (1988). Te zdjęcie pokazuje tylko jedno. Trzymajcie się z dala od Compton, najniebezpieczniejszego miejsca na planecie. W naszym wydaniu brzmiałoby to tak „miasto jest nasze”. Gangsterska płyta z mocnymi tekstami wymaga równie mocnego artworku.

Nirvana - NevermindNirvana – Nevermind (1991). O tej okładce pisano już książki, dlatego też nie dodam nic oryginalnego. Musiała się znaleźć na liście.

of Montreal – The Sunlandic Twinsof Montreal – The Sunlandic Twins (2005). Zespół Kevina Barnesa przyzwyczaił nas, że muzykę of Montreal można interpretować na wieloraki sposób. Jednakże okładka albumu z 2005 roku symbolizować może tylko – Małżeństwo Kevina z Niną. Muzyka of Montreal zawsze szła w parze z uczuciami sercowymi wokalisty. Na tym etapie Kevin czuł się bliźniakiem Niny. Stąd taka a nie inna nazwa płyty i okładka. Co było dalej, poszukajcie sami.

Rage Against The Machine - Rage Against The MachineRage Against The Machine – Rage Against The Machine (1992). Chyba pierwsze zdjęcie na liście o zabarwieniu politycznym. Rage Against The Machine często poruszali kwestie polityczne dlatego nie dziwi fakt,że użyli legendarnego zdjęcia z okresu wojny w Wietnamie przedstawiającego wietnamskiego mnicha dokonującego aktu samospalenia.

The Rolling Stones - Beggars BanquetThe Rolling Stones – Beggars Banquet (1968). Nie ma nic bardziej rockowego niż obleśny kibel z zamazaną ścianą. Wczytajcie się w te napisy i te obrazki.

the_velvet_underground-the_velvet_underground_y_nico-frontalThe Velvet Underground and Nico – The Velvet Underground and Nico (1967). W tym przypadku recepta na sukces była prosta – użycie grafiki Andy’ego Warhola.

Ścianka - Pan Planeta (2006)Ścianka – Pan Planeta (2006). Ta okładka jest jak cała zawartość tej płyty. Nie tylko ze względu na tytułowego Pana Planetę. Ale formę jaką on przyjął i jego minę. Uwielbiam takie ironiczne żarciki i heheszki.

Muzyczne podsumowanie roku: Płyty

albumyiPoniższe zestawienie 15 najlepszych płyt 2013 roku nie było dla mnie najprostsze do ułożenia. Pominąłem sporo bardzo dobrych płyt, które chciałem wyróżnić. Wynika to głównie z faktu, że w poprzednich 12 miesiącach pojawiło się wiele dobrych, równych albumów. O ile w poprzednim roku byłem pewien miejsca numer jeden o tyle w tym roku nie miałem już takiej pewności. Mimo to uklepałem top 15 a pozostałe miejsca wklejam w komentarzu. Czekam też na Wasze zestawienia.

Push-The-Sky-Away15. Nick Cave and The Bad Seeds – Push The Sky Away. Nick Cave z grupą The Bad Seeds zaliczył udany powrót. O jego „Push The Sky Away” nie napisano nigdzie złego zdania a album wylądował w większości podsumowań całorocznych. Nie inaczej jest u mnie. Australijczyk nagrał płytę epicką, poetycką i klimatyczną w której rzadko śpiewa a częściej melorecytuje. „Push The Sky Away” to porcja dobrej muzyki zarówno dla starych fanów twórczości Cave’a jak i słuchaczy mniej wyrobionych. Przy surowych, melancholijnych melodiach tej płyty pierwsze skrzypce grają wspaniałe, literackie teksty Austrlijczyka. To kolejna świetna pozycja w jego dyskografii.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Wavves-Afraid-of-Heights14. Wavves – Afraid of Heights. Nathan Williams po raz kolejny potwierdza, że potrafi pisać fajne gitarowe piosenki. Na „Afraids of Heights” mamy sporo dobrych gitarowych riffów i energetycznego lo-fi. Jednakże nie są już to tak słoneczne utwory jak na „King of The Beach” a bardziej depresyjne nuty z tekstami w stylu „I’m ugly, You Boring” lub „I’ll Be Alaway Be On My Own„. Myślę, że to po prostu kolejny krok kalifornijczyka w jego artystycznym życiu. Nie jestem jednak pewien czy do przodu, czy do tyłu? Generalnie płyta na tyle przypadła mi do gustu, że słuchałem jej większą część wiosny.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

jon hopkins_immunity13. Jon Hopkins – Immunity. Młody Anglik to specjalista od muzyki elektronicznej. Jego „Immunity” to majstersztyk pod względem detali. Od strony technicznej płytę można chwalić w nieskończoność. Zawartość również zachwyca, jednak nie na tyle by płyta mogła się znaleźć w pierwszej dziesiątce. Jest specyficzny klimat, momenty wprowadzające w trans oraz ciekawe brzmienie. Krążek ten szczególnie dopasował mi do podróży samochodowych o czym pisałem już w recenzji. Generalnie mało słucham elektroniki i nie mam porównania, ale najnowszy longplay od Jona Hopkinsa doceniam i szczerze polecam.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

JANELLE-MONAE-ELECTRIC-LADY12. Janelle Monae – The Electric Lady. Chyba najlepsza płyta mainstreamowego r’n’b zeszłego roku. Kapitalne single: „The Electric Lady„, „Primetime„, „Q.U.E.E.N.„. Idealnie dopasowane występy gościnne, które łączą rutynę (Prince! Erykah Badu) z świeżością (Miguel, Solange). Monae stworzyła fajny koncept-album opowiadający o kobietach. Są tutaj takie postaci jak: Dorothy Dandridge i astronautka Sally Ride. Poza tym pojawia się alter ego artystki – android Cindi Mayweather, z którym mieliśmy już do czynienia na płycie „The ArchAndroid„. Pomimo tego, że płyta jest lekko nierówna (mocny początek, słaby koniec) to mocno mi umilał ten materiał jesienne wieczory.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

arctic-monkeys-am11. Arctic Monkeys – AM. Zespół z Shieffield dzięki nie małej pomocy Josha Homme’a znalazł na siebie właściwy sposób. Brytyjczycy porzucili image rozczochranych, pryszczatych chłopców z okładki NME i w końcu dojrzeli. Dojrzeli do tego by nagrać album na którym jest i pustynia i deszcz, Black Sabbath i The Beatles, melodia i chaos. Album, który zachwyca i porywa. Warto nadmienić, że duża w tym zasługa lidera Arctic Monkeys – Alexa Turnera. Jego teksty nigdy nie był tak dobre jak na „AM„, rozwinął się również wokalnie. Nie jest już skrzeczącym dzieciakiem z gitarą, jest gwiazdą rocka, która hipnotyzuje słuchacza. Mainstremowy rock dzięki takim krążkom ma się bardzo dobrze. Mam nadzieje, że nie był to jednorazowy wyskok i zespół jeszcze raz nas mile zaskoczy.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

longliveasap10. A$AP Rocky – Long.Live.A$AP. Najbardziej imprezowa płyta roku. Rakim Mayers opóźniał premierę, gdyż dopracowywał materiał do najmniejszego, najdrobniejszego szczegółu. Po debiutanckim „Live.Love.A$AP” oczekiwania był duże, raper z Harlemu zdecydowanie dał radę. A$AP Rocky na „Long.Live.A$AP” zachwyca przede wszystkim kapitalnymi, nowoczesnymi podkładami oraz bogatą listą gości ( m. in.Kendrick Lamar, Drake, Skrillex!?!). Całość jest oczywiście przesiąknięta swagiem a ilość użytych sampli wywołuje ból głowy. Generalnie wszystko zostało tutaj odpicowane na bogato a sam A$AP Rocky w umiejętny sposób potrafi sprzedać się by załapać się do mojego TOP 10 płyt a.d. 2013 roku.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

incnoworld-608x6089. inc. – No World. Z inc. flirtowałem już w 2012 roku. „The Place” propsowałem przy okazji sylwestrowej playlisty. Polecałbym inne single na minionego sylwestra, ale nie udało się skleić playlisty. Wracając jednak do inc. Debiutancki longplay braci Andrew i Daniela Aged trochę niesłusznie pozostał w cieniu „Overgrown” Jamesa Blake’a i „Shrines” Purity Ring. „No World” to zdecydowanie najlepsza rzecz z pogranicza r’n’b i alternatywy, która ukazała się w zeszłym roku. Odnajdziemy tutaj sporo odniesień do muzyki lat 90. Pomimo tego, że inc. w kapitalny sposób jest jednocześnie retro i innowacyjne to „No World” niestety nie wydaje się być albumem przełomowym. Jednak bracia Aged wciąż się rozwijają, dlatego przeczuwa mi się, że to dopiero początek i jeszcze o nich usłyszymy nie raz.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

James-Blake-Overgrown-608x6078. James Blake – Overgrown. James Blake był już chwalony przy okazji debiutu „James Blake” z 2011 roku. Przyznaje, że nie spodziewałem się po nim TAKIEJ płyty. Młody Anglik w doskonałych proporcjach połączył muzykę modną z muzyką ambitną. Dlatego „Overgrown” powinno przypaść do gustu każdemu. Znajdziemy tutaj elementy popowe, hip-hopowe, gospelowe oraz muzyki r’n’b. Nie wiem czy to sprawka tego, że zakochał się czy tego, że ma głowę na karku i talent? Jednak na pewno wiele mu dały lekcje od amerykańskich mentorów Drake’a i Kanye Westa. Nagroda Mercury Prize jak najbardziej zasłużona.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

danny-brown-old7. Danny Brown – Old.Old” był krążkiem wyczekiwanym przez wielu fanów hip-hopu. Dla oryginalnego rapera z Detroit jest to już trzeci album w karierze, jednak dopiero pierwszy tak głośno komentowany. Danny Brown zasłynął głównie dzięki współpracy z A$AP Rocky’m a także kapitalnemu „Grown Up„. Jego tegoroczny longplay to album koncept, który można podzielić na dwie części. Pierwsza oparta na klasycznych beatach (choć nie do końca) to powrót do młodości. Druga część to utwory bardziej nowoczesne i „swagowe” opowiadające o starym już Brownie. Chociaż niektórzy mówią, że Danny Brown nie porywa na „Old” to uważam, że ta płyta na stałe wpisze się w historię hip-hopu.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Kanye-Yeezus6. Kanye West – Yeezus. Z „Yeezusem” mam problem. Gdy recenzowałem ten album dałem mu zaledwie 7, czyli ocenę wykluczającą ją z wpisanie w TOP 15. Jednak Kanye Westa należy wyróżnić. Po pierwsze za jego cholerną ambicję, a po drugie za innowacyjność jaką wprowadza w hip-hop? No właśnie, czy to jeszcze hip-hop czy już noise? Poza tym czy on nadal potrafi rozróżnić co na tej płycie było zagrane na poważnie, a co dla żartu? Pytań jest wiele a sam West nie mówi nic na ten temat tylko zgrywa buca i strasznie irytuje. Mam również wątpliwości czy też za parę lat nie odkryjemy, że daliśmy się nabrać a „Yeezus” okaże się nie tak ważnym dziełem jak je opisywano.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

qotsa-likeclockwork5. Queens of The Stone Age – …Like Clockwork. Chyba najlepsza gitarowa płyta poprzedniego roku. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się po QOTSA niczego specjalnego a tu takie zaskoczenie. Momentami myślałem już nawet, że nie ma zespołów, które potrafią poza debiutem nagrać jeszcze jedną wybitną płytę. Tak się składa, że Josh Homme z swoim zespołem debiutu nie miał udanego jednak od czasów „Songs for The Deaf” nie zachwycał. Na najnowszej płycie zespół prezentuje swoją melodyjną stroną, aczkolwiek nie brakuje tego charakterystycznego pazura. Josh Homme zadziwia, nie dość, że robi płytę Arctic Monkeys to sam ze swoim bandem nagrywa perełkę.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Run-The-Jewels-Cover4. El-P & Killer Mike – Run The Jewels. W większości recenzji raperski duet EL-P i Killer Mike’a porównywany był do kolaboracji Kanye Westa i Jay-Z. Prawda jest jednak taka, że to Watch The Throne mogłoby czyścić buty Run The Jewels. El Producto stworzył kapitalne podkłady używając sporo elektronicznych dźwięków z lat 80. Killer Mike natomiast jest jeszcze lepszy w swojej nawijce niż na zeszłorocznym „RAP Music„. Ponadto obaj panowie świetnie się dopełniają przywołując na myśl rzucanie słów w stylu RUN/DMC czy też Beastie Boys. Zdecydowanie najlepsza hip-hopowa płyta zeszłego roku, którą kończy fenomenalne „A Fucking Christmas Miracle„.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

mbv3. My Bloody Valentine – m b v. Na tą płytę czekali wszyscy. „Loveless” to krążek legenda, jedno z najlepszych dokonań w muzyce w ogóle. A czy „m b v” jest kontynuacją na miarę poprzedniczki? Zdecydowanie tak. Kevin Shields z ekipą po ponad 20 latach przerwy zachwycił ponownie. Kompozycje zawarte na „m b v” są idealnym rozwinięciem tego z czym mieliśmy do czynienia na krążku z 1991 roku. Płyta jest perfekcyjna pod każdym względem i brzmi tak jakby te 22 lat przerwy był zaledwie 22 miesiącami. Pisanie o tej płycie jako o piosenkach mija się z celem. O tym albumie zawsze będzie się pisało jako o wydarzeniu, części życia społecznego, jego aspektach dla całej muzyki. Kiedyś ktoś powiedział, że obecnie nie czeka się na wielkie albumy. „m b v” pokazuje, że to twierdzenie było błędne.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

These-New-Puritans-Field-of-Reeds12. These New Puritans – Field of Reeds. Pamiętam, że za pierwszym razem ta płyta mnie okropnie znudziła. To zadziwiające jaką drogę przeszła by znaleźć się właśnie tutaj. W tych nutach zakochałem się dopiero gdy usłyszałem je na żywo (stream z Openera). Towarzyszyła mi przez całe późne lato i pierwsze jesienne dni. To strasznie smutna, aczkolwiek piękna i klimatyczna muzyka. These New Puritans od początku dawali znaki, że nie są kolejnym brytyjskim indie zespolikiem a dowodem na to jest właśnie „Field of Reeds„. Ich opus-magnum do którego doszli starannie dopracowaną drogą i które będzie cholernie trudno powtórzyć. Szkoda, że Thome Yorke z Radiohead nie poszli tą drogą.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Nothing_Was_the_Same_cover_11. Drake – Nothing Was The Same. Drake zasłużył na jedynkę zdecydowanie. Być może „Nothing Was The Same” nie jest tak kapitalnym albumem jak zeszłoroczne „good kid, M.A.D. city” Kednricka Lamara i być może nie jest tak innowacyjne jak „Yeezus” Kanye Westa, ALE jest to materiał świetny, równy oraz zróżnicowany. Dla Kanadyjskiego rapera był to wyjątkowo pracowity rok. Oprócz tego wyśmienitego albumu wypuścił on również szereg świetnych singli, które wydawało się, że zasilał tracklistę tegorocznego LP. W tym przypadku ilość w żaden sposób nie wpływa negatywnie na jakość. Najchętniej przeze mnie wałkowana płyta w domu i samochodzie. Poza tym Drake’a nawet śpiewa Wojciech Szczęsny w Aucie.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje