To już trzecia edycja „list gości” na łamach bloga. Po raz kolejny poprosiłem ciekawych artystów by stworzyli własne listy podsumowujące. W poprzednich latach mogliście przeczytać podsumowania od m. in. Izy Lach, Michała Wiraszki, Pawła Szupiluka czy też od zespołów Gówno, The Kurws, Turnip Farm i Plum. W tym roku zestaw artystów jest równie atrakcyjny. Miłej lektury!
Kinki – zespół szczególnie popularny w Meksyku. Wydali w tym roku EP-kę „El Museo Del Las Momias„, która jest dobrym prognostykiem na przyszłość.
Polska muzyka:
2. HERA with Hamid Drake
3. Power Of The Horns
4. Wovoka – Trees Against The Sky
5. Mełech_Lichota
6. Obara International
7. Gorzycki Pater – Therapy
8. Wacław Zimpel Quartet
9. Mikołaj Trzaska Gra Różę
10. Nucleon – Galofalot
Kixnare – czyli Łukasz Maszczyński, dj i producent muzyczny z Częstochowy. W ostatnim roku było o nim głośno za sprawą dobrze przyjętego albumu „Red„.Axel Boman – Family Vacation (Studio Barnhus)
Jesse Lanza – Pull My Hair Back (Hyperdub)
DJ Koze – Amygdala (Pampa)
Steven Tang – Disconnect To Connect (Smallville)
Beautiful Swimmers – Son (Future Times)
Space Dimension Controller – Welcome To Microsector-50 (R&S)
Bibio – Silver Wilkinson (Warp)
Four Tet – Beautiful Rewind (Text)
Darkstar – News From Nowhere (Warp)
The Flaming Lips – The Terror (Warner Bros)
Nick Cave & The Bad Seeds – Push The Sky Away (Bad Seed Ltd)
Vakula – Bandura002 (Bandura)
Les Sins – Grind (Jiaolong)
Leo Gunn – Sea Change (Deep Explorer)
Teengirl Fantasy – Nun (This Is Music)
Axel Boman – Black Magic Boman EP (Studio Barnhus)
Orson Wells – Never Lonely No More (Live At Robert Johnson)
Kuba Kubica – Lider i wokalista zespołu Sound Q, który wydał w tym roku album „Barbarians„. Krakowski zespół można śmiało nazwać jednym z odkryć poprzedniego roku.2. Moderat „II”
3. James Blake „Overgrown”
4. Baths „Obsidian”
5. Machinedrum „Vapor City”
6. Oszibarack „12”
7. Deafheaven „Sunbather”
8. FKA Twigs „EP2”
9. The Field „Cupid’s Head”
10. Rudimental „Home”
Patrick The Pan – czyli Piotr Madej z Krakowa. Jego „Something of an End” było jednym z lepszych rodzimych albumów wpisujących się w szeroko pojętą muzykę alternatywną.Świat (kolejność przypadkowa)
1. These New Puritans – Fields of Reed
Ktoś gdzieś trafnie napisał, że tak by brzmiało nowe Radiohead, gdyby Yorke nie poszedł w elektronikę. Specyficzną dla radiogłowych tendencję do kombinowania w kompozycji (szczególnie z okresu Kid A) TNP biorą tu na wyższy level i z mrokiem we tle, demonstrują jak zespół grający kiedyś post-punk odnajduje się na płaszczyźnie zahaczającej mocno o muzykę poważną. Wielu z dużym grymasem nazwało to przerostem formy nad treścią lub przekombinowaniem ja z czystym sumieniem nazywam to najpiękniejszym chaosem jaki w tym roku usłyszałem.
2. Justin Timberlake – 20/20 Experience CD.1
Płyta – hymn moich wszystkich wyjazdów na koncerty i pierwsza myśl gdy w stanie spożycia dobieram się na imprezach do YouTube’a. Pamiętam, gdy trzy lata temu na Facebooku była moda na grupy o śmiesznych lecz stosunkowo trafnych w opisywaniu życia nazwach . Jedną z nich była grupa: ”przech*j jako uniwersalne słowo określające czyjś geniusz”. I właśnie to słowo pcha mi się pod wąs gdy myślę o Justinie – Księżnej Dianie światowego show biznesu – zasłużenie kolekcjonującym uznanie na wszelkich płaszczyznach sztuki, na których by się nie pojawił. Teraz, po 7 latach nieobecności na rynku muzycznym mógłby nagrać cokolwiek – ludzie i tak by to pokochali. Więc co zrobił? Stanął na głowie i nagrał płytę tak kapitalną pod każdym względem, że czapki z głów ściągają wszyscy – od jazzowych muzyków z którymi koncertuję po niezależnych artystów folkowych. 20/20 z niemałą odwagą wykracza poza pop z którym do tej pory Justina wszyscy utożsamialiśmy, pstrykając tym samym w nos wszystkim szefom stacji radiowych z całego świata, którzy zapewne mocno skonfundowani drapali się głowach zastawiając się, jakby tu popieścić czas antenowy, żeby zmieścić w nim 8 minutowy singiel artysty, którego nie mogą nie puścić. Nie znoszę przekleństw w publicznych wypowiedziach, ale muszę to powiedzieć – przechuj.
3. Wreckmeister Harmonies – You’ve Always Ment so much to me
Po prostu się połóżcie i przeżyjcie tę opowieść.
4. Julianna Barwick – Nepenthe
Julianna robi to ustami. Tylko ustami i robi to jak nikt inny. Pamiętam, że niejeden magiczny wieczór z nią spędziłem po tym jak ukazał się jej debiutancki album „ The Magic Place” w 2011. Teraz Julianna wraca i choć dalej jej specjalizacją są popisy oralne, to na nową płytę wzięła ze sobą jeszcze parę innych zabawek – subtelne pianino, organy, smyczki. Efekt finalny jest powalający – to najśliczniejsze mgiełki jakie słyszałem od czasów „Riceboy Sleeps” czy „Effective Disconnect” Briana McBride’a.
5. Darkside – Psychic
Mimo bardzo tolerancyjnych czasów, dziwnie patrzymy gdy widzimy starszego, siwego pana idącego za rączkę z młodą, atrakcyjną, dziewczyną, która ewidentnie nie jest jego wnuczką. „Na pewno leci na jego portfel”. A co jeśli jedno na dziesięć takich zejść to prawdziwa miłość, bez grosza wyzysku i materializmu w tle? Co jeśli dziewczę to tak umie podejść do sprawy, że dziadzia przeżywa drugą młodość? Co jeśli dziewczyna znakomicie odnajduje się w jego zakurzonym, niemal jeszcze czarno-białym świecie i ma z tego nie lada przyjemność? Co jeśli są tak znakomicie dobrani, zgrani i zżyci, że osobom trzecim nie przeszkadza różnica pokoleń? Piękne to. A teraz w tej opowieści w miejsce starszego pana podłóżcie gitary a’la Knopfler / Gilmour a w miejsce dziewczyny nowoczesną minimalistyczną elektronikę o mrocznym klimacie. Ja jestem zakochany w tej miłości.
Polska
1. Hokei – Don’t Go – najciekawszy z miliona projektów(zasłużenie) modnego Kuby Ziółka. Brudno, matematycznie, świetnie. I te dwie perkusje tak strasznie „mi robią”. Ahh…
2. Zalef – Zelig – dojrzała demonstracja eklektyzmu z przytupem w tle i z wyczuwalnym za szybką i myszką Marcinem Borcem, który celująco zadbał o odpowiednie naostrzenie tej produkcji. Podwójna piątka dla Krzysia też za to, że definitywnie dołącza do grona artystów, których z czystym sumieniem można wymieniać jako tych, którzy po polsku śpiewać umieją.
3. Inqubator – The Spin EP – To tylko epka, jednak daje do myślenia i budzi niemałe nadzieje. Śmiem twierdzić, że nie Fismoll, nie Kari czy inne Bokki a Inqbator będzie (jak nagra całą płytę) najlepszym polskim szmuglerem zimnej, islandzko-skandynawskiej melancholii.
Stefan Nowakowski – założyciel i basista grupy Jazzpospolita oraz kontrabasista w zespole Niechęć.
Marcin Ciupidro – TALKING TREE
Solowy album wibrafonisty z Wrocławia, kiedyś grającego w cenionym przeze mnie Robotobiboku. Ciekawa muzyka, transowa, trochę psychodeliczna, przy tym raczej łagodna i kojąca, zwłaszcza barwami wibrafonu i marimby. Dużo nakładających się, nieparzystych, połamanych metrów i wpadających w ucho melodii. Polecam wielbicielom Steve’a Reicha i Tortoise, do których sam się zaliczam. Wychodzi na to, że to moja ulubiona polska płyta z 2013. Z podobnych rzeczy Stara Rzeka też mi się podoba, ale aż tak mnie nie wciągnęła.
Bombino – NOMAD
Pod nazwą Bombino kryje się tuareg Omara Moctar, a płyta została wyprodukowana (co od razu słychać) przez Dana Auerbacha. Teoretycznie połączenie world music z rockiem z Ohio może budzić skojarzenia cokolwiek przyczerstwe, ale ja na szczęście włączyłem ją bez żadnej wiedzy kto gra. Granie naprawdę oryginalne, inne.
The Necks – OPEN
Właściwie to znajdują się wśród moich zeszłorocznych faworytów bardziej za wspaniały, hipnotyzujący koncert. Płyta bardzo dobra, ale nie oddaje magii występu na żywo. Jest taki polski film z lat siedemdziesiątych ,,Ostatnie takie trio” o kapeli weselnej grającej po wsiach. The Necks na wesele raczej nie koniecznie (choć ja na swoim chętnie bym ich posłuchał), ale tytuł filmu pasuje jak ulał: nie wiem, czy ktoś dzisiaj ma pomysł na tak nietypowe, nie dające się nazwać granie. Trans, jazz, ambient, szmery, hałas, cudowna komunikacja i odlot, nawet bez używek. Dla fanów nietypowego jazzu pozycja obowiązkowa.
Nick Cave & The Bad Seeds – LIVE FROM KCRW
Wspaniały koncert. W tym roku dzięki mojej żonie wróciłem nieco do słuchania gitarowego grania (patrz poniżej), a ten album bardzo mi się spodobał. Miejscami jest brudnawo, skrzypce i wokal trochę nie stroją, ale to tylko dodaje uroku, zwłaszcza, że to przecież nagranie z koncertu. Wspaniała energia z tego płynie, wciąga. Ponoć świetny występ na zeszłorocznym Open’erze – wypada mi żałować, że nie widziałem.
Queens of the Stone Age – „… LIKE CLOCKWORK”
Czad! Przyznać mi trzeba, że nigdy się nimi specjalnie nie interesowałem, ale ten album bardzo mi podchodzi. Przeczytałem gdzieś ostatnio, że taki Josh Homme czy Jack White nie trafiają ze swoją muzyką w dzisiejsze czasy i myślę, że jest w tym trochę prawdy, że formuła typowo rock’n’rollowa jednak się mocno zużyła. Queens of the Stone Age dają nadzieję, że to, co najlepsze w hardrocku (ok, to się „stoner” nazywa) nie skończyło się w latach siedemdziesiątych.
Michał Kaczorek – perkusista w grupie Niechęć.


