Playlist: 10 piosenek na urodzinową imprezę

larry-fillmer-birthday-1955W dniu dzisiejszym Paweuu Alternativ Blog obchodzi swoje 8 urodziny! Gdyby blog ten był dzieckiem to za parę tygodni szedłby do Pierwszej Komunii. Przez te 8 lat wiele się wydarzyło. Zarówno na blogu, jak i moim życiu. Zapraszałem artystów do tworzenia podsumowań całorocznych, brałem udział w konkursie Blog Roku organizowanym przez Onet, relacjonowałem najważniejsze polskie festiwale a także współpracowałem z Canal Plus Film. Gdy zaczynałem tworzyć ten blog byłem licealistą, dziś już jestem po studiach i pracuję. Czuć tą zmianę w tworzonych przeze mnie tekstach. Wydaje mi się, że z każdym rokiem tworzenie tego miejsca szło mi coraz sprawniej. Przyznaję, że w ostatnim czasie trochę zaniedbałem blog. Mam jednak nadzieję, że jeszcze będziecie odwiedzać Paweuu Alternativ a ja będę tworzył ciekawe teksty. A na dziś mam specjalną playlistę urodzinową. Posłuchajcie i świętujcie 8 gyburstag Paweuu.

 

Spring is Here Playlist

spring is hereWiosna zawsze była moim faworytem. Po męczącej, dołującej, ciemnej, mroźnej zimie można w końcu ściągnąć ciężkie ciuchy i poczuć luz. Co prawda w tym roku prawdziwej zimy nie było toteż niedawno przybyła primavera nie cieszy tak jak zwykle. Mimo to postanowiłem stworzyć okolicznościową playlistę, którą publikuje w nowej (nowoczesnej) formule. Nie będę się rozpisywał na temat poszczególnych tracków, postaram się odpowiednio scharakteryzować całość by zachęcić do odsłuchu. Na „Spring is Here” znajdziemy 20 tracków. Ilość odpowiednia by odpalić całość na cd i słuchać w samochodzie itd. Znajdziemy na niej tegoroczne nowości jak i kawałki starsze. Ciepłe, energetyczne gitary reprezentują Cloud Nothings i Wavves. Co ciekawe obie grupy nagrały wspólny album, który ma się pojawić w tym roku. Dylan Baldi mówił, że to będzie brakujące ogniwo w relacji obu zespołów – brzmi fajnie, nie?

Dalej znajdziemy sporo modnego w ostatnim czasie r’nb w wykonaniu LIZ, Tinashe czy też Jhene Aiko. Nie zabraknie oczywiście hip-hop, którym jaram się od dłuższego czasu. Poza wszędobylskim Kendrickiem Lamarem, hype’owanym SchoolBoyem i YG będzie też Drake, A$AP Rocky i Juicy J. Fani szeroko pojętej alternatywy nie powinni być zawiedzeni, gdyż na wiosennej playliście usłyszymy Niemców z Moderat, Banks, Le Youth, MØ oraz Metronomy. Z Popu też wydusiłem to co najlepsze. „Superlove” Charli XCX dla zakochanych oraz Sama Smitha. Jedyny polski akcent to uczestnik tegorocznego X Factora – grupa Crab Invasion. Miłego słuchania i cieszenia się wiosną!

Klaxons – Surfing The Void

Jeszcze nie tak dawno, kiedy wydawali swój debiutancki album słuchałem ich z wypiekami na twarzy. Można jeszcze znaleźć w archiwum recenzje w której po wymienieniu wszystkich fajnych piosenek z Myths of The Near Future dałem ósemkę. Obecnie miałem ogromne problemy by przebrnąć przez ich drugi krążek.

Każdy kto odniósł jakiś sukces w życiu wie jak trudno go powtórzyć. Do tej pory nikomu nie udało się wygrać po raz drugi z rzędu Ligi Mistrzów (chociaż ja i tak wierzę, że zrobi to kiedyś ekipa Rossonerich). Wiele kapel po obiecującym i fajnym pierwszym albumie nie nagrało później już niczego choć trochę dobrego. Zawsze była mowa o tak zwanym syndromie drugiej płyty, potem trzeciej może czwartej, dalej już tylko hardkory nagrywają. A Klaxons pomimo, że zostali wyróżnieni nagrodą Mercury Prize to są efektem wytrysku new indie shit disco revoultion bandów, które po całkiem fajnej pierwszej płycie kiedy był boom na tego typu muzę nigdy nie nagrały niczego w miarę już fajnego. Aczkolwiek nie można nikogo przekreślać. Taki Kasabian po katastrofalnym Empire wydał zbierający dobre recenzje West Ryder Pauper Lunatic Asylum.

Klaxons by odróżnić od reszty rozczochranych kolegów próbowano zakrywać tytułem odkrywcy new rave’u, którego jak wiadomo nigdy nie było. Debiutancki album był fajny, fluorescencyjny, żywy i dobrze się tego słuchało.  O nowej płycie mało można powiedzieć dobrego. Słychać, że próbują jakoś nawiązać do hitów pokroju Atlantis to Interzone, ale nie wyszło. Ten pierwszy singiel Echoes jeszcze ujdzie od biedy, ale reszta płyty przynudza i słucha się tego ciężko. Po pierwszym odsłuchu długo odkładałem dalsze słuchanie by ją zrecenzować, aż w końcu zacisnąłem zęby i posłuchałem. Głównie na słuchawkach idąc do roboty. Nigdy tak szybko nie szedłem do roboty, bynajmniej nie z zimna. W sumie jest jedna nawet fajna piosenka Flashover, którą można posłuchać. Całość ciężko ogarnąć a szkoda bo troszkę te moje ostatnie nadzieje pokładałem właśnie w nich. Czar prysł jednak już dawno a teraz kibicuje Toro y Moi. Ocena: 3/10

posłuchaj