Muzyczne podsumowanie roku 2007

Dużymi krokami zbliżamy się do wstąpienia w nowy rok, roku 2008. Można w tym momencie już z dystansem zastanowić się jaki ten rok był. Dzisiaj podsumuję rok 2007 pod względem muzycznych wydarzeń.

Zagraniczna płyta roku 2007:

1. Radiohead – In Rainbows. Radiohead wrócił po długim czasie nie obecności i to w jakim stylu! Wspaniała płyta In Rainbows, która stoi na równym i wysokim poziomie. Wspaniałe piosenki, wspaniała muzyka i te emocje towarzyszące tej płycie!

2. Arcade Fire – Neon Bible. Druga płyta Arcade potwierdza, że zespół z Kanady jest genialny w tym co robi.

3. Bloc Party – A Weekend in the City. Zespół po wspaniałym debiucie po raz kolejny pokazał klasę wydając bardzo dobrą płytę.

Polska płyta roku 2007:

1. Muchy – Terroromans. Nie mogło być inaczej. Rok ubogi w nowe wydania. Jednak płyta Much na wysokim poziomie.

2. Nosowska – UniSexBlues. Jak już mówiłem bieda w tym roku i trzeba wyróżnić to co jest. Jednakże, jeżeli chodzi o polski pop to płyta na dobrym poziomie.

3. OSTR – HollyŁódź. Właśnie dzięki takim płytom raper z Łodzi uznawany jest za jednego z najlepszych w tym kraju.

Singiel roku 2007:

1. Cold War Kids – Hang Me Up To Dry. Nathan Willett i spółka potrafili stworzyć przebój, który podbił wyspy i Stany Zjednoczone. Powstały dwa teledyski, wspaniałe do tego. A piosenka jeszcze mi się nie znudziła.

2. Arctic Monkeys – Brianstorm. Razem z Teddym Picekrem najbardziej odznaczająca się piosenka z nowej płyty Arctic Monkeys.

3. Foo Fighters – The Pretender. Kurde, to był jeden z tych hitów tego lata, który podbił Świat.

Najgorsza zagraniczna płyta roku 2007:

1. Kaiser Chiefs – Your Truly, Angry Mob. Nie chce mi się słuchać tej płyty, tak jest beznadziejna. Po wspaniałym debiucie wspaniale beznadziejna druga płyta.

2. The Killers – Sawdust. Póki co to The Killers wyznaczają sobie droge na samo dno. Wydają płytę z słabymi b-side’ami ponadto na siłę chcą z siebie robić Queen.

3. Queens of The Stone Age – Era Vulgaris. Płyta ze 2-3 dobrymi utworami.

Najgorsza polska płyta roku 2007:

1. Doda – Diamond Bitch. Już sama nazwa wskazuje, że coś jest nie tak.

2. Mietall Waluś – Mietall Waluś Magazine. To, że solo nagrywa Thom Yorke i Artur Rojek nie oznacza, że Mietall może nagrywać solo.

3. Agnieszka Włodarczyk – Nie dla oka. Dla ucha też. Media by pomogły młodym i zdolnym artystom…

Najlepszy zagraniczny wykonawca live roku 2007:

1. Muse. Każdy koncert tej grupy to wielkie wydarzenie. Wspaniała oprawa graficzna i mnóstwo porywających piosenek. Warto zobaczyć koncert Muse.

2. Arcade Fire. Ich koncerty to ogromne show. I te rotacje między członkami zespołu.

3. Bloc Party. Potrafią porwać tłumy. Dobry kontakt z publiką.

Najlepszy polski wykonawca Live roku 2007:

1. Kombajn do zbierania kur po wioskach. Marcin Zagański potrafi rozgrzać publikę. Wspaniały kontakt z publicznością, wspaniała muzyka. Zawsze chcą jak najlepiej wypaść. Mnóstwo niespodzianek oraz nieoczekiwane covery.

2. Myslovitz. Dużo koncertów w tym roku było. Nie zawsze ilość przekłada się na jakość.

3. Mitch&Mitch. Na żywo można jeszcze ich posłuchać. Robią fajne show.

Najlepszy teledysk roku 2007:

1. Justice – D.A.N.C.E. Mogę oglądać ten teledysk w kólko i jeszcze mi się nie znudził. Bardzo dobry pomysł na videoclip. Brawo.

2. Arctic Monkeys – Brianstrom. Chyba najlepszy teledysk Arktycznych Małp jak dotąd. Podoba mi się sposób pokazania zespołu (od tyłu) i pomysł z tymi rożnymi czarno białymi ujęciami. Fajnie.

3. Klaxons – It’s Not Over Yet. Fajny teledysk. Taki New Rave.

Najgorszy teledysk roku 2007:

1. 30 seconds to Mars – From Yesterday. Kolesie z tej emo bandy głupów mają na prawdę posrane pomysły. Z każdego teledysku robią jakieś filmidła, że aż się robi przykro i nie chce się na to patrzeć. Na widok 30 seconds to Mars od razu przełączam kanał.

2. Maroon 5 – Wake Up Call. Najbardziej posrany teledysk jaki widziałem w tym roku i ten żal utknął mi w głowie na długo. Jakieś helikoptery, ktoś biegnie, padają strzały, psy szczekaj, sylikonowa panienka z flagą USA, wybuch samochodu… ała. Rozumiem jakby zrobiliby to dla żartu, ale ich każdy teledysk wygląda w ten sposób.

3. Grupa Operacyjna – Mordo ty moja. Kolo siedzi i ogląda TVN a potem robi na podstawie tego co zobaczy beznadziejny hałas zwany muzyką hiphopową. Kolejny idiota w tym kraju.

Polskie odkrycie roku 2007:

Muchy. Terroromans to potwierdzenie ich talentu, który można usłyszeć na Galanterii. Z pewnością na scenie muzycznej zostaną dłużej niż Feel.

Zagraniczne odkrycie roku 2007:

The Fratellis. Wcześniej widniał tutaj The Pigeon Detectives, ale doszedłem do wniosku, że nie warto ich wyrózniać za cztery single i lepiej podciągnąć Fratellis pod roku 2007 i im przyznać to wyróżnienie. Za co? Za Costello Music. Przebojowa płyta. Chelsea Dagger grane było chyba wszędzie nawet podczas dekoracji Pucharu UEFA.

W zasadzie to wszystkie wyróżnienia z mojej strony. Jeżeli Paweuu Alternativ Blog będzie funkcjonował dalej to będzie można się spodziewać takiego podsumowania już w grudniu 2008! Zdrowych i Wesołych Świąt oraz szczęśliwego nowego roku!

Kombajn do zbierania kur po wioskach – Lewa Strona Literki M

Długa przerwa. Tak się zasłuchałem nowym Radiohead. Nadal mam w głowie In Rainbows dlatego postanowiłem napisać tym razem coś o płycie polskiego Radiohead.

Polski Radiohead to nie Myslovitz. Niektórzy porównują te dwa zespoły, ale moim zdaniem Myslovitz jest bliżej raczej do Oasis. Kombajn do zbierania kur po wioskach to polski Radiohead. Mimo, że ten młody, polski i genialny zespół wydał do tej pory tylko dwie płyty i nie jest znany zbytnio to jak najbardziej można go porównać do Radiogłowych.

Ich atutem jest przede wszystkim muzyka i sposób bycia na scenie podczas koncertu. Te dwie rzeczy łączą oba zespoły, te dwie rzeczy są raczej najważniejsze niż ten cały medialny szum od którego zawsze uciekała angielska kapela.

Zacznijmy od tego, że muzyka tych dwóch zespołów nie jest dla wszystkich. Nie jest to muzyka wesoła, nie będzie jej słuchał zwykły puszczacz sygnałków. To dla niego zbyt ambitna sprawa. Pisze o tym byś się zastanowił czy przypadkiem nie spędzasz za dużo czasu przy telefonie, bo jeśli tak to nie opłaca ci się dalej czytać.

Lewa Strona Literki M mogła by być jak najbardziej jedną z płyt Radiohead. Wystarczy posłuchać Zerojedynki. Pomyłkowo można pomyśleć, że to jedna z piosenek bandy Thoma Yorka. W porównaniu z 8 piętrem to na nowym albumie mamy więcej utworów, więcej muzyki a mniej tekstów. Nie oznacza, że teksty na tym tracą bo są równie genialne jak z debiutu. „Alarmy chronią nas lecz nikt nie słucha ich” czy też „musimy kochać bo ktoś zapisał to w DNA” – nie mam pytań. Marcin Zagański ma dar.

Mamy tutaj także dużo melancholijnych nutek. Myślę tutaj o utworze „Dziecina” czy też „Chłopcy z Dynamitu„. Właściwie nie ma na tym krążku większych eksperymentów muzycznych oprócz wspomnianej Zerojedynki. Jest z pewnością więcej klawisz, elektroniki itd, lecz nie wpływa to na utwór popowo. Wszystko łączy się zgrabnie ze sobą.

Lewa Strona Literki M to na pewno dobra pozycja na długie jesienne wieczory. I na koniec ocena: 9/10. Czekam z wytchnieniem na trzecią płytę KDZKPW.

Heineken Open’er Festival ’07

Już jest za nami kolejna edycja najlepszego obecnie Polskiego festiwalu muzycznego jakim jest Heineken Open’er Festival. W tym roku byłem naocznym świadkiem całego tego muzycznego zamieszania. Oto sprawozdanie z najważniejszego muzycznego wydarzenia w tym roku w Polsce.

28 lipca o godzinie 12:00 zostało otwarte pole namiotowe dla ludzi, którzy wcześniej sobie zarezerwowali miejsce na polu. Na początku zakupiony bilety trzeba było zamienić na dwie opaski. Jedna zielona – dająca prawo wejść na koncert, druga żółta umożliwiająca wejście na pole namiotowe. Należy przyznać, że wszystko było dosyć dobrze przygotowane. Duża liczba ochroniarzy pomagała utrzymać porządek. Można się tylko przyczepić do odprawy na pole namiotowe bo kolejka przez dwa dni ciągnęła się w nieskończoność. Ludzie napływali z całego kraju oraz Europy. Czasami się wydawało, że się nie jest w Polsce słysząc wszędzie obce języki. A można było spotkać: Anglików, Niemców, Francuzów, Czechów, Norwegów, Ukraińców, Białorusinów, Rosjan oraz Czechów.

Na miejscu można było zamienić pieniądze na specjalne bony, które stanowiły środki płatnościowe na terenie festiwalu. Na polu znajdował się sklep z artykułami spożywczymi oraz namiot Tele Pizzy, jednak cenny były mocno wysokie toteż większość zapatrywała się w pobliskich sklepach spożywczych. Obszar festiwalowy to: Scena główna, scena mała, namiot oraz miasteczko festiwalowe. W miasteczku można było kupić coś ciepłego do jedzenia i przede wszystkim wypić lanego Heinekena. Był tam także tak zwany Chillout, dla nie wtajemniczonych to takie miejsce gdzie leci na około psychodeliczna techniawka.

29 czerwca miały już odbywać się pierwsze koncerty. Jako pierwsi zagrali: Bruno Schulz na małej scenie oraz Afro kolektyw w namiocie. Jednak pierwszy koncert, który zobaczyłem osobiście to występ zespołu The Car is On Fire na scenie głównej o godzinie 19:00. Występ ciekawy, muzycy zagrali w ciągu 90 minut największe swoje przeboje takie jak: Neyorkewr czy też Oh Joe. Warto dodać, że wraz z zespołem wystąpił… Kaczor Donald! Jeden z anonimowych muzyków wystąpił ze zespołem w masce znanej postaci Walta Disneya. Następnie na scenie pojawili sie muzycy z Sonic Youth. Zespół istniejący grubo pond 20 lat zagrał swoje największe hity dzięki czemu oczarował publikę. W jednym z utworów została wykorzystana audycja Polskiego radia. O godzinie 23:00 wystąpił zespół The Roots, jedna z legend Hip-Hopu. Także ciekawy występ. Natomiast o 1:00 na scenie głównej pojawił się Larurent Garnier, którego występu nie obejrzałem z powodu dość prostego. Nie interesował mnie ten koncert. Największe rozczarowanie tego dnia to występ Dizzee’go Rascala, który wcale się nie odbył o godzinie podanej w przewodniku!

30 czerwiec to dzień w którym zobaczyłem tylko dwa koncerty, ale jakże wspaniałe. Przez połowę dnia padał deszcz, nawet w jednym momencie grad. Pole namiotowe zamieniło się w bagno i trzeba było ratować co poniektóre namioty. Obszar koncertu także został zalany tworząc jedną wielka kupę błota w której o dziwo ludzie dobrze sie bawili. O 19:00 wystąpił O.S.T.R. a dwie godzony później Groove Armada, jednak nie obejrzałem tych występów z powodu upiornego deszczu. Gdy w końcu przestało padać, rozpoczął się długo wyczekiwany występ grupy Beastie Boys. Grupa zachwyciła publiczność żywiołową muzyką (połączenie rapu, punku oraz rocka) oraz dowcipnymi hasłami typu: „Freshhhh Finger”. Występ trochę się przedłużył co spowodowało, że największa gwiazda festiwalu zespół Muse zagrał 20 minut później. I co tu powiedzieć o tym występie? Genialny! Dopracowany w każdym szczególe. Zespół zagrał największe hity porywając tłum do skakania. Większość piosenek tłum razem śpiewał z wokalistą Mattem Bellamym. Najlepszy moment koncertu to piosenka Time is Running Out, kiedy każdy skakał i krzyczał słowa refrenu. Koncert miał wspaniałą oprawę techniczną. Mnóstwo świateł, wizualizacje, wjeżdżający na scenę szklany fortepian, balony wypełnione konfetti. Po występie odczuwałem niedosyt. Dlaczego? Półtora godziny to zdecydowanie za krótko jak na taki zespól jakim jest Muse! To był mój pierwszy koncert tej grupy i na pewno długo będę go wspominał. To samo mogą chyba powiedzieć muzycy Muse, którzy co jakiś czas wrzucali łamane „dziękuje” a perkusista Dom Howard na samym początku powiedział: „czeszcz, finally in Poland!” Rozczarowanie tego dnia? Były dwa. Po pierwsze okropna pogoda po drugie występ Kombajna do zbierania Kur po Wioskach, który nałożył sie na występ Muse! Bardzo chciałem zobaczyć także KDZKPW na żywo, myślę, że jeszcze uda mi się obejrzeć ich występ.

No i ostatni dzień Festiwalu. W tym dniu mogliśmy zobaczyć trzy wspaniałe występy na scenie głównej. O 19:00 wystąpił zespół Indios Bravos. Myślę, że to tyle co można powiedzieć na temat występu tego zespołu na scenie głównej. O 21:00 na scenę weszli młodzi muzycy z Bloc Party i zaczarowali publikę. Ich występ był jednym z najlepszych na całym festiwalu. Zespół zagrał swoje największe hity. Wokalista Kele Okereke zaprosił do jednej piosenki polskiego rapera O.S.T.R.’a i podczas kiedy ten rapował, Kele zszedł na dół i mało co nie został rozszarpany przez tłum. Po występie Bloc Party nastąpił najbardziej oczekiwany przez wszystkich występ Bjork. Przyznam, że wokalistka ta nie przemawia do mnie, ale występ był ciekawy pod względem technicznym a sama wokalistka cudownie śpiewała na żywo. I ostatni koncert na scenie głównej to występ grupy LCD Soundsystem, który zagrzał całą widownię do tańca. W ten dzień pod namiotem można było kolejny raz obejrzeć grupę Beastie Boys, która grała koncert instrumentalny. Ciekawy był także występ grupy Gentleman!. Rozczarowanie? Występ Smolika dopiero o 2:00. Nie dość, że było zimno to doszło zmęczenie co zaowocowało, że nie obejrzałem występu polskiego producenta muzycznego.

W poniedziałek nastąpił zamknięcie pola namiotowego i każdy poszedł w swoją stronę. Pozostała tylko sterta śmieci, kupa błota, mnóstwo jedzenia oraz nawet jeden namiot, którego pewien anglik postanowił nie zabierać już z powrotem do domu.

Ogólnie Festiwal stał na wysokim poziomie pod względem muzycznym oraz organizacyjnym. Wystąpiły na prawdę wielkie gwiazd i ciekawe polskie zespoły. Nie dopisała tylko pogoda.Miejmy nadzieje, że za rok będzie świeciło słońce i będzie jeszcze lepiej!