Ścianka – Katowice, 9.10.2020

Sopockiego zespołu Ścianka nie trzeba zbytnio przedstawiać. Pamiętna formacja Macieja Cieślaka to legenda polskiej muzyki alternatywnej. Takie płyty jak: „Statek Kosmiczny„, Białe Wakacje” czy też „Dni Wiatru” to już klasyki gatunku, które miały ogromny wpływ na polski niezal. Poza tym sam lider grupy to ikona w świecie rodzimej alternatywy. Jego label My Shit In Your Coffee wydało kilka interesujących płyt a sam Cieślak czuwał przy produkcji płyt (m.in. Materac – „Andersen, Dobranoc„).

Trochę wstyd się przyznać, ale nigdy nie miałem okazji widzieć sopockiego bandu na żywo. Co prawda w moim mieście (Mikołów) podobno kiedyś wystąpili w lokalnym barze, ale byłem wtedy zajęty inną muzyką by odnotować takie wydarzenie. Później już nie było zbytnio okazji, gdyż sam zespół nie pojawiał się za wiele na scenie w pobliżu. Pana Cieślaka jednak widziałem na Offie podczas koncertu Cieślak i księżniczki. Pamięta ktoś jeszcze taki projekt?

Dlatego też mocno się ucieszyłem na wieść, że grupa w tym roku wraca z trasą koncertową. Już w kwietniu byłem gotowy na podróż do Krakowa by ich zobaczyć live. Plany pokrzyżował koronaświrus. Jednak nie na długo bo już jesienią pojawiła się poszerzona oferta koronatrasy. Tym razem nie musiałem daleko jechać, gdyż zespół zapowiedział się w katowickim Królestwie.

Niestety półtoragodzinny występ Ścianki w Katowicach okazał się nie tym czego oczekiwałem. Zacznijmy może od tego, że z dawnej Ścianki została już tylko nazwa i sam Cieślak. Sopocki zespół jest w nowym składzie, gdzie poza Cieślakiem znajdziemy: Carlosa Roberto Peña Montoye grającego na harfie!, Maje Laure Jaryczewską na klawiszach i Tomasza Kopera na garach. Wybierając się na koncert nowej Ścianki możemy zapomnieć, że usłyszymy coś z starego repertuaru. „The Iris Sleeps Under The Snow„, „Harfa Traw„, „Boję się zasnąć, boję się wrócić do domu„, „miasta i nieba” – nie usłyszałem, żadnego z tych wspaniałych utworów. Grupa gra wyłącznie nowy materiał plus covery. Momentami nie brzmiało to źle, jednak większość nowych utworów w ogóle mnie nie poruszyła. Zwłaszcza, że były to głównie nieco przekombinowane i niemiłosiernie rozciągnięte w czasie muzyczne improwizacje.

Możliwe, że miałbym nieco lepsze wrażenia gdyby koncert nie odbywał się przez ponad godzinę w totalnej ciemności. Co więcej sama Ścianka bardzo powoli się rozkręcała i mogła wcześniej zachęcić ludzi do podejścia pod scenę. No i gdyby na bis jednak zagrano coś z starego repertuaru… Do końca miałem nadzieje, która została zdruzgotana słowami lider o braku możliwości zagrania na bis. Generalnie jednak jestem zadowolony, że byłem na tym występie. Znając siebie żałowałbym, że przegapiłem okazję by zobaczyć Ścinankę. Dziękuje mojej żonie, że wyciągnęła mnie na ten koncert kupując bilety! Teraz jednak wiem, że na następny występ się wybiorę, gdy Cieślak obieca zagrać parę starych piosenek. W końcu to dzięki nim mam taki szacunek do zespołu i jego samego.