Lily Allen – Sheezus

lily allen 2Przyznam się szczerze, że gdyby nie genialna nazwa to nie zainteresowałbym się najnowszym albumem Lily Allen. Przez ostatnie 5 lat Brytyjka zrobiła sobie przerwę na życie rodzinne, dlatego też zdążyłem o niej zapomnieć. Teraz jednak wraca z nową płytą o której  zrobiło się głośno za sprawą widocznego nawiązania do zeszłorocznego LP Kanye Westa „Yeezus„.

Po przesłuchaniu „Sheezusa” szybko odkryłem, że jest to wyłącznie tani chwyt marketingowy na który się złapałem. Materiał nagrany nijak koresponduje do płyty Westa. Oczywiście nie było dla mnie rozczarowaniem, że Lily nie nagrała albumu osadzonego w rytmach noise’owego hip-hopu tak jak zrobił to w tamtym roku wspominany raper. Jednakże liczyłem na znacznie ciekawsze i lepsze kompozycje. Jedynie otwierający całość „Sheezus” mnie porwał.  Lily Allen z pazurem śpiewa „Give me that crown, bitch /I wanna be Sheezus” a w tle słyszymy fajny beat od gościa, który tworzył podkłady dla Drake’a i Kendricka Lamara. Jest w tym moc.

lily_allen_sheezusDalsza część płyty nie jest zła, jednakże wychwytujemy zmianę realiów. Lily Allen nie jest już tą samą wokalistką, którą mogliśmy usłyszeć na „Alright, Still” oraz „It’s Not Me, It’s You„. Nie mamy już do czynienia z wulgarną uczennicą, która chciała dogryźć każdemu a z 29-letnią matką dwojga dzieci. Większość utworów to synth-owe ballady, które nie są złe, ale są niestety gorsze niż te chociażby z 2009 roku. Pojawiają się dobre momenty jak chociażby „URL Badman” z dubstepowymi wstawkami oraz gospelowe „Close Your Eyes„. Materiał jednak ten jest co najwyżej solidny i nie zachwyca nas na tyle by powrócić do niego po czasie. Brakuje także dobrych singli, gdyż „Hard Out Here”, które pomimo tego, że jest zabawne to niestety nie zapada w pamięci. Natomiast „Air Balloon” zwyczajnie nudzi.

Szkoda, że cała płyta nie brzmi jak opener „Sheezus„. Wtedy moglibyśmy mówić o zjawiskowym koncept albumie i wspaniałym powrocie Lily Allen. Prawda jest jednak taka, że płyta poza jedną piosenką nie porywa a jest wyłącznie solidną dawką popu o którym szybko się zapomina. Ocena: 5/10.

Muzyczne podsumowanie roku 2009: Single

Wybrałem zestawienie dwudziestu najciekawszych singli moim zdaniem, generalnie w tym roku pochłaniałem muzykę płytami a nie singlami, ale udało mi się utworzyć listę 20 najbardziej przebojowych dla mnie kawałków mijającego roku. Nie oczekujcie nic odkrywczego, utwory te powielają się albo nie na wielu listach podsumowujących. Oto one:

20. Lady GaGa – Paparazzi. Jej nie trzeba przedstawiać, niby Bad Romance najlepsze, ale mi jakoś w pamięci najbardziej utkwił właśnie ten kawałek, no cóż dobry jest widocznie. Jest w tym moc.

Posłuchaj

19. Handsome Furs – I’m Confused. Kanadyjskie małżeństwo, które wyjątkowo lubi nasze regiony potrafi także nagrać coś tanecznego bo I’m Confused takim utworem jest.Grubo ponad 4 minuty czystego szaleństwa.

Posłuchaj

18. The Pains Of Being Pure At Heart – Young Adult Friction. Podbili nasze serca właśnie dzięki takim utworom. I mimo, że są debiutantami to widać w tym potencjał. Poza tym, słyszycie w tym radość? Ja taaaak.

Posłuchaj

17. Cool Kids of Death feat Hallow Dog – Got 2 Kill This Dog. Zachwalałem ostatnio w playliście. Nowa twarz CKOD mi pasuje. Kuba dajesz!

Posłuchaj

16. Lily Allen – The Fear. Nie lubię jej gadania o trzecim sutku, przygodach z liceum i jej słabych coverów (Heart of Glass!), nowa płyta mnie nie zachwyciła, ale ta piosenka jest na prawdę dobra. Brzmi to jak podkład do snu, że aż nie chce się budzić.

Posłuchaj

15. Yeah Yeah Yeahs – Zero. Trzy razy Yeah. Mocno imprezowo i tanecznie. Dużo syntezatorów, ta przemiana na dobre im wyszła. Zastąpienie gitary klawiszem. Takie rzeczy to tylko w NYC.

Posłuchaj

14. Bat for Lashes – Glass. Lubię. Ten wokal uwielbiam. Nie przejmuję się tym, że niby naśladuje Kate Bush itd. Mi się podoba a ten utwór ma swój urok i ten wybuch wokalny, ona miażdży.

Posłuchaj

13. The Flaming Lips – See The Leaves. Ten utwór najbardziej mnie zachwycił z najnowszej płyty już niemal legendy jaką są flamingi. Generalnie płyta wzbudza mieszane uczucia, ale każdy docenia. Ja także doceniłem.

Posłuchaj

12. The Car is On Fire – Ombarrops! Musiał się znaleźć jakiś przedstawiciel rodzimej sceny. Warszawiacy najbardziej na to zasłużyli. Pomimo braku Borysa Dejnarowicza uważam ich za mocny punkt naszej muzyki, nadal potrafią wzbudzić zainteresowanie. Niby podobne do Taxman Beatlesów, ale pamiętacie jakie było zdziwienie jak wrzucili to na myspace?

Posłuchaj

11. Phoenix – Rome. Phoenix poraz pierwszy ale nie ostatni. Rzym trochę pominięty przez media, zasłonięty przez hity 1901 czy Lisztomania, ale moim zdaniem warto zwrócić uwagę także i na ten kawałek bo zasługuje na to w pełni.

Posłuchaj

10. The XX – Crystalised. Najspokojniejszy utwór na mojej liście. Generalnie wszystkie piosenki debiutantów z Anglii nie pałają żywiołowością tylko zaprawiają w zadumę. W dobie zalewania nas przez media krociami słabizny z wysp to XX mocno wystaje z tego grona i najbardziej trafia w gusta ludzi pragnących trochę więcej od muzyki. Brawo

Posłuchaj

9. Pheonix – Lisztomania. I znowu Francuzi, którzy potrafią po angielsku. I nie dość, że potrafią to w jaki sposób! Chwała im za to. Nie będę się z tym krył jestem fanem ich nowej płyty a single z niej cieszą uszy. Lisztomania daje mocno radę, zachwyca za każdym razem tak samo.

Posłuchaj

8. Franz Ferdinand – Ulysses. Przy tej nucie zaliczałem sesje, takie moje skojarzenie co do tej piosenki. Najlepszy kawałek z ich płyty, udowodnili nim, że potencjał nie wyczerpał się na pierwszym albumie i Take Me Out.

Posłuchaj

7. Neon Indian – 6669 (I Don’t Know If You Know). Może niezbyt odkrywczo, ale podobają mi się utwory z ich płyty a najbardziej przypadł mi do gustu ten z czterema cyframi w tytule, cokolwiek one nie oznaczają…

Posłuchaj

6. La Roux – Bulletproof. Może nie grzeszy urodą, ale jej single w tym roku dominowały na parkietach. Czerpie garściami z lat 80 i wychodzi na tym bardzo dobrze. Czuć w tym trochę plastiku, ale jest pozytywnie. „Oh, baby You’re time is running out…

Posłuchaj

5. Animal Collective – My Girls. Fenomen Animal Collective polega na tym, że jak oni już coś nagrają to szczęka opada. Czasami myślę, że oni wyprzedzili muzykę. I jest to plusem ale też i w pewnym sensie minusem, dlatego nie jest to numer jeden jak na innych serwisach.

Posłuchaj

4. Jay-Z feat Alicia Keys – Empire State Of Mind. Nie mogło zabraknąć i czegoś do pobujania się. Jay-Z to pewnego rodzaju fenomen, potrafi ze wszystkiego wykrzesać 100% potencjału i czego się nie dotknie zamienia się w hit. Alicia Keys jak najbardziej na miejscu. Jego kryzys nie dotknął w tym roku.

Posłuchaj

3. Phoenix – 1901. Francuzi zdominowali listę. Znani są z tego, że ich single powalają. W moim zestawieniu po raz trzeci. Przy 1901 jest o tyle fajnie, że ten kawałek świetnie brzmi. Syntezator na początku, gitara. Człowiek się zastanawia wtedy skąd oni biorą pomysły na to? Oni wiedzą jak zabrzmieć popowo i nie stracić jednocześnie swojej wiarygodności w tym co się robi.

Posłuchaj

2. Muse – I Belong to You/Mon Coeur S’ouvre A Ta Voix – Najlepsza piosenka na Resistance, najlepszy cover nagrany przez Muse (obok Feeling Good). Świetny tekst „I can’t find the words to say…”, klaskanie, klarnet, klawisz, Bellamy śpiewający po francusku, „You’re my muuuse”. Nic dodać nic ująć. wiele wspaniałych wspomnień z tą piosenką. Można nie lubić Muse albo ich uwielbiać, ale potrafią nagrać coś co cieszy. Pomijając dziwne zapędy Bellamy’ego to trzeba mu przybić mocną piątkę za ten kawałek.Poza tym utwór ten ma znaleźć się w najnowszej części filmu Zmierzch.

Posłuchaj

1. Grizzly Bear – Two Weeks. Tak to niedźwiadki wypuścili według mnie najlepszy singiel. Two weeks w swojej prostocie (klawisz!) jest strasznie przyjemnym utworem do słuchania. Świetne chórki, do których już nas przyzwyczaili ponadto to Edward Droste dodaje klimatu swoim wokalem. Nie zapominajmy o niezbyt systematycznej perkusji, która jest ogromnym plusem tego utworu, nie idzie wyczuć czy on teraz uderzy w werbel czy talerz czy co on zrobi…

Posłuchaj

Lily Allen – It’s Not Me, It’s You

lily-allenDobra. Porcys już był i Screenagers też. Bo w sumie to takie super new indie pisać o tego typu wykonawcach w swoich recenzjach. Żeby pokazać, że się słucha wszystkiego. Nie tylko Modest Mouse. Dobra. Ja też tego słucham. Indie.

Piszę też o tej płycie bo jak na razie nie mam zbyt dużego wyboru wśród nowych wydawnictw. Moje postanowienie noworoczne: WIĘCEJ PISAĆ! Jak widać dupsko z tego jest. Wy też pewnie postanowiliście sobie więcej komci skrobać. I też nic z tego nie wynika! Wiecie, że za każdy komć dostaje 5 centów? Wspomóżcie biednego studenta. Prima Aprilis. Nic nie dostaje, ja się tutaj spełniam w sensie, że się lansuje bo to takie indie.

Lily to też takie indie. W ogóle pop jest indie. Shit. Wszystko jest indie, więc napiszmy indie recenzję. W chuju mam, że Lily Allen robiła gały w ogólniaku. Po jej twarzy od razu było to widać, ale nie mówiłem tego głośno, żeby nie zepsuć efektu indie. Mam gdzieś teksty o ćpaniu, rozpuście, ulicy. Tekst z przekazem czy bez. Teksty z podtekstami politycznymi. Nie bulwersuje mnie jej postać. Tu głównie chodziło o melodyjność piosenek i ten słodziutki głosik w ciele tandetnie ubranej lodziary. Jeżeli chodzi o ubiór to wiele się zmieniło. Na plus.  Jak zobaczyłem w tv teledysk do The Fear to nie poznałem jej i w zasadzie wyglądała zachęcająco. Melodyjność i głosik pozostaje. Supcio.

Płyta ogólnie, jak na pop bez zobowiązań daje radę. Da się to puścić mamie w drodze do kościoła i dziewczynie, i starszej siostrze, i indie bratu, i babci (zakładając, że nie zna angielskiego). No kumplom na osiedlu z komórki tego nie puścimy. Mówiąc prościej, da się tego słuchać. Momentami jest kolorowo, momentami troszkę płyta przynudza. Dlatego nie może być lepiej niż 5. Klawisze wyrwane z zabawek dodają dodatkowego smaczku do i tak słodkiego głosiku Lily. Never Gonna Happen jest świetne. Tu tak bardziej urozmaicono melodię. Singiel The Fear daje radę i dobrze, że to on promuje płytę. Ocena: 5\10

P.S. Wiecie, że będzie na Openerze? Jak macie lasta to wiecie.