Wugazi – 13 Chambers

Lata 90 dały muzyce całkiem spory kawałek świetnej muzyki i rewelacyjnych artystów. Jednak co się stanie gdy połączymy niektórych z nich?

Album „13 Chambers” jest odpowiedzią na te pytanie. Cecil Otter oraz Swiss Andy postanowili stworzyć mash-up dwóch legendarnych bandów: Fugazi (jeden z najistotniejszych zespołów gitarowych wczesnych lat 90) oraz Wu-Tang Clan (zachwycałem się nimi przy okazji tworzenia listy 10 najlepszych płyt hip-hopowych). W ten sposób powstał Wugazi. Mix tych dwóch artystów dał rewelacyjne efekty. Album „13 Chambers„, którego nazwa jest grą słów (Połączenie dwóch najważniejszych płyt obu ekip „13 Songs „plus „36 Chambers„) jest nie lada gratką dla każdego fana muzyki.

Po pierwsze łączenie rockowych podkładów do hip-hopowej nawijki najlepiej się sprawdza przy tworzeniu mash-up’ów. A wymieszanie świetnych rockowych brzmień gitary i perkusji Fugazi do rapu takich hip-hopowych tuzów jak Reakwon, Ghostface Killah, RZA, GZA czy też Ol’ Dirty Bastard dało nadspodziewane efekty. Czuć w tym energię oraz klimat lat ’90. Oczywiście piosenki te idealnie się sprawdzają teraz i nie są tylko pokarmem dla entuzjastów dekady Nirvany itp.

Po drugie sprawny montaż samych mash-up’ów. Duże brawa za pomysłowość i twórczość w wykonaniu. Same melodie Fugazi i Wu-Tang Clan nie obroniłyby się gdyby nie właściwe połączenie tych dwóch zespołów. Dzięki temu otrzymaliśmy hicior w postaci „Sleep Rules Everything Around Me”, który wyraźnie wybija się ponad resztę utworów. Jednak nie oznacza to, że reszta pozycji to zwyczajne zapchajdziury. Całość zasługuję na solidną siódemkę i żałować można tylko, że raczej nie zobaczymy takiej kombinacji na żywo. Ocena: 7/10.

posłuchaj

Girl Talk – All Day

Muzyka na wesoło. W ten sposób rozpatruje zabawę w łączenie różnych utworów w jedną całość. Takim albumem jest właśnie trzeci longplay Girl Talk.

Na youtube można posłuchać wielu mash-upów, zupełnej amatorszczyzny. Wśród niektórych jesteśmy w stanie wyłowić całkiem fajne perełki typu Do Something Supermassive, które bardziej jednak wynikają z podobności brzmień obu utworów aniżeli z zgrabnego połączenia, zmiksowania . Girl Talk czyli Gregg Michael Gillis robi to bardzo profesjonalnie. I z pewnością ma wiele przy tym zabawy, jednocześnie wie co w muzyce jest obecnie na topie. To w zależności od tego co ostatnio się gra tworzy on muze do swoich płyt.

Nie traktuje tego raczej na poważnie. Bo trzeba zauważyć, że taki album długo nie sprawia radości. Z każdym dalszym odsłuchaniem mniej bawi. Najlepsze są pierwsze odsłuchy kiedy odgaduje się utwory  niczym jak u Roberta Janowskiego. Taka domowa zabawa w Jaka to Melodia. Można też to potraktować jako świetną płytę imprezową. Na sylwestra, który zbliża się dużymi krokami w sam raz pasuje. Każdy będzie miał ubaw po pachy. No i można przy takiej mieszaninie potańczyć bo pan Gillis wymieszał mnóstwo tutaj muzy rozrywkowej.

Nie chce psuć nikomu zabawy odgadywania utworów, ale wspomnę, że znalazły się tutaj i takie komercyjne sławy jak Lady Gaga, Kylie Minouge, Christina Aguilera, Beyonce Knowles czy też Rihanna. Mnóstwo rapu spod znaku klasyki Wu Tang Cla czy też N.W.A. jak i tego nowszego typu Ludacris (Move Bitch i Black Sabbath, hehe), Jay-Z czy Drake, nowe indie (Mgmt, Phoenix) jak i klasyka popu w wykonaniu Michaela Jacksona, U2, John Lennon itd. Można by wymieniać i wymieniać. Jest tego mnóstwo i spoko to brzmi. Koleś umie lajtowo wymieszać kawałki. I mimo, że przeważnie jest to łączenie podkładu popowego czy też rockowego do rapowanego wokalu to zarąbiście to brzmi. I nawet Creep z Ol’ Dirty Bastard na wokalu brzmi rewelacyjnie. Ocena: 8/10.

Posłuchaj Oh No