10 Najlepszych piosenek The Rolling Stones

The Rolling Stones obchodzi w tym roku 50-lecie istnienie. Takiego jubileuszu nie można zignorować i przejść obok obojętnie. Z tej okazji postanowiłem stworzyć własną, subiektywną listę 10 najlepszych piosenek Jaggera i spółki. Oczywiście zadanie nie było proste bo Stonesi nagrali mnóstwo piosenek. Poniżej ów lista, kolejność całkowicie przypadkowa.

Sympathy for The Devil. To jedna z tych piosenek, która posiada własne hasło na Wikipedii. Inspiracją dla piosenki była CHYBA dobrze znana wszystkim powieść „Mistrz i Małgorzata”. Jednak nie za to wyróżniłem ten kawałek. Najważniejszą kwestią było po pierwsze bogactwo brzmienia, nietypowe dla Stonesów. Ten utwór wybija się poza pewien standard utworów, które nagrali The Rolling Stones. Pod względem brzmienia bardziej przypominali Beatlesów, zabrakło rozbudowanych, topornych gitarowych solówek. Mamy za to fajny klawisz w tle, charakterystyczne chórki a zamiast tradycyjnej perkusji – grzechotki i bongosy. Drugą sprawą była ciekawa narracja prowadzona przez Jaggera, który wchodzi w skórę diabła.

Angie. Do tej pory nie wiadomo o kim ta piosenka tak na prawdę jest. Mówiono o pierwszej żonie Davida Bowie, aktorce Angie Dickinson oraz córce Richardsa – Dandelion Angela. Później się okazało, że nie chodziło o osobę a o heroinę, której pseudonimem było określenie Angie. Pomijając te wszystkie spekulacje i tak dochodzimy do prostej konkluzji, którą jest teza mówiąca, że najlepsze piosenki są o kobietach i narkotykach. Angie spełnia tutaj podwójną rolę, gdyż jest to piosenka , którą można rozpatrywać w dwojaki sposób. Poza tym to najpiękniejsza ballada zespołu i nawet specyficzny głos Jaggera nie drażni tylko wzrusza.

Gimme Shelter. Dużą popularność ta piosenka zawdzięcza częstemu wykorzystywaniu w różnorakich filmach, zwłaszcza tych z moim ulubionym aktorem Roberto De Niro. Poza tym jest to jeden z najbardziej charakterystycznych utworów dla okresu wojny w Wietnamie. Nie pozostawia on żadnych złudzeń co do oceny interwencji zbrojnej USA w Wietnamie. Warto także zwrócic uwagę na brzmienie duetu wokalnego Jagger – Merry Clayton.

Brown Sugar. To chyba najlepsza piosenka Stonesów z okresu łączenia rocka z bluesem. Nie jest to jakiś skomplikowany utwór, wszystko brzmi prosto, ale ma to swój urok. Wybierając się w regiony Alabamy musimy pamiętać, że tam za najlepszą płytę Stonesów uważa się „Sticky Fingers”.

(I Can’t Get No) Satisfaction. To bodajże najbardziej rozpoznawalny utwór Stonesów. Charakterystyczny riff, jednostajna perkusja, prosta melodia, łatwa do zanucenia. Jednak nie dlatego ten utwór stał się taki sławny. Chodzi o przesłanie, bunt, przeciwstawienie się. Początkowo chodziło o typowe problemy krajów rozwiniętych takie jak konsumpcjonizm czy też konformizm. Z czasem utwór przerodził się w hymn ludzi skreślonych, prześladowanych, walczących i wykluczonych. Brzmi znajomo, co nie?

posłuchaj

Get Off Of My Cloud. Dlaczego akurat ta piosenka? Bo to najlepszy przykład różnicy Stonesów od Beatlesów. Ci pierwsi zawsze byli tymi złymi, niegrzecznymi, niekulturalnymi chłopakami. Mimo, że Beatlesi również mieli swoje jazdy to Stonesi zostali zapamiętanie jaki Ci niebezpieczni rebelianci. Ów ocenę zawdzięczają między innymi tej piosence, gdzie Jagger i spółka pokazują swoją nonkonformistyczną postawę.

Start Me Up. Ta piosenka zapisała się w historii muzyki. Z resztą jak wiele innych hitów od Rolling Stones. W czym tkwiła moc tego utworu? We wszystkim po troszku. Piosenkę otwiera jeden z najlepszych riffów gitarowych W OGÓLE. Jagger wydaje się być już tutaj taki troszkę bardziej dojrzalszy wokalnie, jednak dalej pozostaje w skórze energicznego 17-latka (W zasadzie dalej się tak zachowuje jakby miał 17 lat). Klasyka jednym słowem.

Paint It Black. To chyba moja ulubiona piosenka Stonesów. Temat psychodelicznego rocka, który w tamtym okresie był modny nie był dla Jaggera zagadką. Ten utwór to świetne zestawienie fajnej melodii z jednym z najlepszych tekstów jakie wyszły spod ręki Jaggera. „Paint It Black” to esencja krwawych i zarazem ciemnych lat ’60.

posłuchaj

Wild Horses. Kolejna propozycja z albumu „Sticky Fingers”. Stonesi udowodnili po raz kolejny, że potrafią zagrać również piękną, wzruszającą piosenkę. To zdecydowanie najbardziej emocjonalny utwór The Rolling Stones. Sam Richards powiedział, że to piosenka o tęsknocie za miejscem oddalonym setkami kilometrów, miejscem gdzie w danej chwili chcemy być. Długie trasy koncertowe chyba dały im w kość, ale przynajmniej w zamian powstał genialny wyciskacz łez.

posłuchaj

Miss You. „Some Girls” z 1978 wielu uważa za ostatni genialny album The Rolling Stones. Coś jest na rzeczy bo wiele świetnych zespołów i artystów z lat 60 i 70 zagubiło się w dekadzie elektroniki i Michaela Jacksona. „Miss You” to rewelacyjny opener z tamtej genialnej płyty. Nie ma tutaj starego, dobrego rocka. Jest pop i to w połączeniu z elementami disco i funku. Mamy tutaj do czynienia z fajnym basem i trąbeczką w tle. Jagger natomiast zamiast skandowania haseł i krzyczenia, śpiewa niczym Marvin Gray. Słuchając tej płyty mam sporo skojarzeń z muzyką jaką reprezentowało Blondie w tamtym czasie.

Wiem, że pominąłem wiele klasycznych piosenek Stonesów. No, ale nie można mieć wszystkiego prawda? Dlatego wrzucajcie swoje propozycje w komentarzach.

Muzyczne podsumowanie roku 2011: Wydarzenia

Pora na najciekawsze wydarzenia mijającego roku. Przyjrzyjmy się jakie historie, koncerty i zachowania najbardziej nas w poprzednim roku wzruszyły, poruszyły, zadowoliły lub zasmuciły.

Zacznijmy od koncertów, które w 2011 roku zbudziły najwięcej emocji i zaciekawienia. Oczywiście mowa będzie tylko o gigach mających miejsce w Polsce( Póki co na Primaverę do Hiszpanii się jeszcze nie wybieram).

Po pierwsze wiosenny występ Sufjana Stevensa w Warszawie. Niestety nie byłem uczestnikiem tego wydarzenia, jednak po tym co zobaczyłem w internecie jest czego żałować. Show na miarę Flaming Lips (kolorowa oprawa, konfetti itd.) z taneczną muzyką a la Sufjan. „Do You wanna Dance”? Czekam na następny występ w Polsce, tym razem nie odpuszczę. Duża część koncertu do obejrzenia tutaj. Po drugie Prince na Openerze. Z przykrością muszę stwierdzić, że Open’er 2011 > OFF Festival 2011. Prince jako headliner przebija wszystko co Rojek skołował na Katowicki festiwal muzyki alternatywnej. Kto by nie chciał posłuchać epickiego „Purple Rain” na żywo w wykonaniu legendarnego Prince’a? Po trzecie OFF Festival 2011. Mimo, że wydaje się jakby było gorzej niż w poprzednim roku to w sumie wciąż ten festiwal jest ogromnym wydarzeniem na którym trzeba być. A w tym roku nie zabrakło ciekawych zespołów takich jak Neon Indian, Junior Boys, Destroyer czy też Deerhoof oraz wyjadaczy pokroju Primal Scream i Gang of Four. Po czwarte Ringo Starr w Warszawie. Beatlesi nigdy nie pojawili się w Polsce, ani razem, ani osobno. Do tej pory. Pomijając ogromne ceny biletów i fakt, że Ringo grał głównie swoje łagodnie mówiąc „średnie” piosenki to warto było być w Warszawie i usłyszeć „Act Naturally”, „I wanna By Your Man” oraz „With A Little Help From My Friends”.

Pod koniec roku 2011 mieliśmy okazję zobaczyć koncertowy powrót legendarnej grupy Lenny Valentino. Rojek i reszta spółki wróciła na scenę ze względu na reedycje płyty „Uwaga! Jedzie Tramwaj”. Szkoda tylko, że swoją obecnością nie zaszczycili Ślązaków. Swoich fanów zasmucili za to R.E.M., LCD Soundsystem oraz The White Stripes. Tych zespołów nie usłyszymy prędko a być może już nigdy. Natomiast fani Rolling Stones zostali zaszokowani decyzją Micka Jaggera, który w wieku 68 lat założył nowy zespół. Twór nazwany został SuperHeavy a w składzie znaleźli się oprócz Jaggera: Joss Stone, David A. Stewart, A.R. Rahman oraz Damian Marley. We wrześniu można było już kupić efekt tej współpracy zatytułowany tak samo jak zespół „SuperHeavy”. Po 8 latach przerwy do studia wrócił zespół Blondie. Dzieło Debbie Harry i reszty zespołu nazwane zostało „Panic of Girls”. Było to szczególnie przeze mnie wyczekiwany krążek, który niestety mnie troszkę rozczarował.

Z ciekawostek poprzedniego roku można wspomnieć o:

Odpicowanej bryce Much. Po odejściu Piotra Maciejewskiego z zespołu atmosfera w zespole musiała być nie najlepsza. Do tego doszedł problem samochodu nazywanego „pojazdem piekarza”. Wiele zawirowań, miejmy jednak nadzieje, że nowo nadchodzący album rozwieje wszelkie wątpliwości. Gdyby jednak coś poszło nie tak to zawsze będą mieć „odpicowaną brykie”. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj.

Urodziny Porcys. 10 lat skrupulatnego wkurzania ludzi swoimi zaniżonymi (nieraz) ocenami, drążenia tematu niezalu i łączenia go z plastkiowymi gwiazdami muzyki pop, irytującego bycia „na nie” oraz całego tego hipstrskiego syfu. Mimo, że nie lubimy to jednak sympatyzujemy i cenimy. 100 lat. Tutaj można zobaczyć film dokumentalny opowiadający o historii serwisu (W roli Harry’ego Pottera – Paweł Nowotarski).

Moonwalk Prince’a. MJ nie żyje, ale znalazł się godny następca w postaci piłkarza Milanu. Tak świętują scudetto włoscy piłkarze.

Nie zabrakło także w poprzednim roku rękoczynów i wyzwisk. Vampire Weekend vs. The Black Keys

W roku 2011 nie obeszło się od tragicznych wiadomości. 23 lipca w Londynie zmarła Amy Winehouse. Wiadomość o śmierci angielskiej piosenkarki niebyła dla mnie zaskoczeniem ze względu na tryb życia jaki prowadziła. Jednak była to dość spora strata ze względu na niezłe utwory, która tworzyła i fajny głos Amy. Poza tym w mijającym roku Ponury Żniwiarz był dość aktywny i zabrał między innymi Violettę Villas, Steva Jobsa, Clarence’a Clemonsa czy też Nate Dogg’a.