Mikołów to miasto piękne, ale jeżeli chodzi o ciekawe wydarzenia kulturalne związane z nim to ponadprzeciętnie nudne. Koncertów godnych uwagi policzyć można na palcach jednej ręki. Także ucieszyła mnie wiadomość, że kapela Psychocukier będąca ostatnimi czasy na fali zagości na moim podwórku.
W zasadzie nie interesowałem się dokonaniami grupy do czasu aż dowiedziałem się o tym gigu. Przed koncertem zapoznałem się z pierwszą płytą Małpy Morskie oraz kilkoma piosenkami z najnowszej płyty No More Work. Może nie są tak odkrywczy jak o sobie sami piszą, ale są popularni dzięki interesującemu wizerunkowi disco wąsaczy z lat 70 oraz blogaskowi na którym jadą po wszystkich, którzy osiągnęli sukces (obojętnie jaki) od Much po Out of Tune.
Fraktal to Klub Studencki, który przyciąga ostatnio nie tylko indie młodzież, wszelkiego rodzaju brudasów i punków a także i kolesi w luźnych gaciach. Można było się spodziewać, że tłoków raczej nie będzie. Koncert w środku tygodnia mimo wszystko nie przyciągnie tłumów nawet gdy wjazd jest free. Może gdyby całą akcje lepiej rozreklamować? Jednak wąskie grono słuchaczy ma swoje zalety. Lepsza relacja na Lini artysta – doznający.
Heartsgarage to zespół z Bytomia, który supportował Psychocukier. Kilka moich przemyśleń na temat tego zespołu. Technicznie całkiem nieźli. Basista dawał radę, gitara ok a perkusista to najmocniejsze ogniwo zespołu. Koleś miał nawet swoją solówkę i mógłby rywalizować z najlepszymi. Jeżeli chodzi o wokal i lirykę. No właśnie… Największa bolączka młodych zespołów grających nie tylko hardcore. Teksty o niczym i o jabolu plus wokal gorszy nawet od Ostrowskiego. Cieniutko, cieniutko. Bez większych emocji jeżeli chodzi o tych młokosów.
Psychocukier. Gdy już dzieciaki z Bytomia posprzątali swój sprzęt weszli „gwiazdorzy” z Łodzi. Po stworzeniu atomsferu kiczu poprzes dodatkowe podświetlenie perkusji i założenie kolorowych ciuszków i ciemnych okularów zaczęli bez pardonu do napierdalnia na swój, własny indie sposób. Przedstawili się jako Placebo, ale chyba nikt tego nie kupił. Swoją drogą, czemu wszyscy chcą być Placebo albo Interpolem? Nieważne. W przerwach między utworami próbowali sobie dowcipkować. To podawać przepis na kapuśniak a to innym razem cieszyć się z przyjazdu do Sokołowa. Większość 60 minutowego występu to utwory z No More Work, ale znalazło się też miejsce i na utwory z debiutu (Harry J!!!). Zabrakło mi Orbisona. Gdy zapytałem menadżera grupy czemu nie ma tego cukorwego klasyka? Ten mnie spłoszył hasłem, że i tak miałem koncert za darmo. Basista Deuce dorzucił, żeby wpaść na jutrzejszy koncert do Katowic, ale bilet bedzie kosztował 200 złotych bo przed nimi będzie jeszcze 6 kapel, które próbuja się dostać na Maj Festiwal na Muchowcu. Pośmiewne chłopaki.

Rok 1999 jest rokiem przełomowym w dziejach Myslovitz. To w tym roku zostaje wydana „Miłość w czasach popkultury”, która bije rekordy sprzedaży w całej Polsce. Każdy Polak nucił „Długość dźwięku samotności”. Był to największy komercyjny sukces mysłowickiej grupy. Kolejny album „Korova Milky Bar” nie rozczarowuje polskiego słuchacza. Na krążku znajdują się takie przeboje jak „Acidland”, „Sprzedawcy Marzeń” oraz „Chciałbym umrzeć z miłości”. Rojek i reszta zdołali zebrać w tym czasie mnóstwo nagród i wyróżnień. Najbardziej prestiżowa nagroda to MTV Europea Music Awards w kategori Best Polish Act. W 2004 roku zespół wydaje szósty album, nad którym pracowali już od dawna. Jest to zbiór muzycznych improwizacji zatytułowany „Skalary Mieczyki Neonki”. Ostatnia a zarazem najnowsza płyta zespołu została wydana w 2006 roku. „Hapiness is Easy” to dobra płyta z wpadającymi w ucho piosenkami. Największe przeboje z płyty: „Mieć czy Być” czy też „Nocnym pociągiem aż do końca Świata” znają w Polsce wszyscy.