Polish Power – rok 2012 w polskiej muzyce

polish powerJak wyglądał rok 2012 nad Wisłą pod względem muzycznym? Odpowiedź znajdziecie poniżej, gdzie przypomnę wszystkie najważniejsze albumy w muzyce mainstreamowej i alternatywnej.

Rok temu zaczynałem od muzyki gitarowej. W tym nie będzie inaczej. Jeżeli chodzi o płyty ocierające się o muzykę rockową, indie rockową itd. to należy w tym miejscu wspomnieć o kilku ważnych albumach. Po pierwsze o płycie „Emergence”  poznańskiego zespołu Plum. Poznaniacy solidnie odrobili lekcje i nagrali materiał składając hołd gitarom z przełomu lat 80. i 90. Podobnie ma się sprawa z krążkiem grupy Turnip Farm „The Great Division”, gdzie również słyszymy wszelakie wpływy najważniejszych kapel indie rockowych. Indie rocka zaczął również grać Afro Kolektyw. Mimo, że nie każdemu nowa płyta przypadła do gustu to na łamach bloga pisałem, że ta metamorfoza okazała się całkiem udana. „Piosenki po polsku” to przyjemna płyta z fajnymi singlami. Nie należy również zapominać o płycie „White Tones” grupy Minerals, której największą zaleta jest rewelacyjne, zachodnie brzmienie. Poza tym o swoim istnieniu przypomniały Muchy, które wypuściły album „Chcecicospowiedziec”. Nowa płyta nie przebija debiutu, ale zdecydowanie jest lepsza od „Notorycznych Debiutantów”. Nie próżnował w tym roku również Hey i grupa Kim Nowak.

A co się działo w alternatywie? Tutaj działo się sporo, było kilka ciekawych, oryginalnych debiutów. Za największe objawienie należy uznać projekt Błażeja Króla UL/KR, który nagrał album o tej samej nazwie. „UL/KR” to podróż w najbardziej schizofreniczne i psychodeliczne miejsca przy jednoczesnym zachowaniu melodyjności. Drugi album na który należy zwrócić uwagę do „Persentyna” zespołu Drekoty, który brak przebojowości nadrabia oryginalnością i polotem. Sporo zamieszania zrobiła wokół siebie grupa Niechęć za sprawą albumu „Śmierć w miękkim futerku”, który dla fanów jazzu jest pozycją obowiązkową. Jeżeli chodzi o ostrzejsze klimaty związane z alternatywą to bezkonkurencyjnie okazali się kolesie ze zespołu Gówno. Ich „Czarne Rodeo” było jedną z najlepszych płyt wydanych w poprzednim roku na ziemi polskiej. Punkowa forma jeszcze się nie wypaliła, poza tym płyta ta ma interesujące drugie dno (zabarwione politycznie). Bezkonkurencyjne jednak okazało się łódzkie trio Kamp!. Ich rewelacyjny, taneczny album „Kamp!” przypomniał mi lata świetności Cut Copy.

Z popu przesłuchałem nie wiele albumów. Zdecydowanie królowały single i pojedyncze piosenki takich artystek jak Kari Amirian, Meli Koteluk czy też Karolina Kozak. Jeżeli chodzi o całe albumy to po raz kolejny królowała Iza Lach, która nagrała typowo wakacyjny krążek „OFF THE WIRE” z udziałem samego Snoop Dogga! Mimo, że płyta jest troszkę nierówna to i tak zasługuję na wysoką ocenę za kapitalność niektórych kompozycji. Poza tym powrót zaliczyła kontrowersyjna Maria Peszek wydając „Jezus Maria Peszek”. Swój drugi album w tym roku wydał projekt Natalii Fiedorczuk, czyli Nathalie and The Loners. Płyta ciekawa, mało przebojowa, ale chwytliwa. Natomiast płyta „Away” Klary jest przyzwoita,  z tymi wszystkimi zachwytami bym tak nie przesadzał. Takich albumów w indie-popie jest wiele. Dobre oceny zebrała również Brodka, która zdecydowała się wydać swoje EP również w formie pudełka z płytą w środku. „Lax” to spora świeżość w polskim popie i świetna zapowiedź przyszłego albumu artystki, zdecydowanie czekam.

Jeżeli chodzi o inne ważne gatunki jak hip-hop czy też metal to niestety muszę zakomunikować, że nie starczyło czasu, chęci i odpowiedniego materiału. Ale to nie koniec! Oto lista 10 najlepszych polskich płyt A.D. 2012:

10. Drekoty – „Persentyna” / Nathalie and The Loners – „On Being Sane (In Insane Places)”

9. Plum – „Emergence”

8. Afro Kolektyw – „Piosenki po polsku”

7. Turnip Farm – „The Great Division”

6. Muchy – „Chcecicospowiedziec”

5. Iza Lach – „OFF THE WIRE”

4. Niechęć – „Śmierć w Miękkim Futerku”

3. UL/KR – „UL/KR”

2. Gówno – „Czarne Rodeo”

1. Kamp! – „Kamp!”

Chcecicospowiedziec

Ostatni wpis z cyklu „Weekend z Muchami” poświęcony filmowi „Chcecicospowiedziec”.

Przed koncertem zespołu Muchy w katowickim 2B3 odbył się seans filmu „Chcecicospowiedziec”, który jest dodatkiem do najnowszego albumu poznańskiej grupy. Film został wyreżyserowany przez Grzegorza Lipca a główne role zagrali sami muzycy Much oraz Piotr Materna plus paru gości. Przed seansem Michał Wiraszko zapowiedział film słowami: „Nie traktujcie go poważnie”. Te właśnie zdanie przyświecało mi do końca seansu.

70-minutowy obraz stanowił pewien paradokument ze szczątkową fabułą. Dużo chaosu, dużo muzyki z nowej płyty, sporo humoru. Mimo wielu dłużyzn jest on jadalny i na swój sposób ciekawy. Wielką rzecz robi Piotr Materna, który odgrywa główną rolę w sposób wyśmienity,odstawiając w cień w każdej scenie Muszki. Co do członków zespołu Much to byli sobą, grali koncerty, kłócili się, wyzywali, pili alkohol, wygłupiali, opowiadali o początkach zespołu. Rutyna muzyka. Mimo, że wiele razy nie wiedziałem o czym oni do cholery mówią to trafiały się kapitalne kwestie takie jak przemyślenia perkusisty Much na temat koloru pomarańczowego czy też analiza obrazu Maryjnego wykonana przez Michała Wiraszkę.

Nie jest to jakieś wielkie dzieło filmowe, ale miało okazję zaistnieć na wielkim ekranie w Multiknach całej Polski i stanowi pewną wartość samą w sobie. Muchy mają swój film. Czekamy co dalej.

Muchy – Katowice, 07.11.2012

Kolejna część weekendu z Muchami, tym razem relacja z koncertu, który odbył się w katowickim klubie muzycznym 2B3.

To był mój czwarty koncert zespołu Muchy. Pierwszy klubowy, gdyż wcześniej widziałem ich wyłącznie w tak zwanym „plenerze”. Katowicki klub 2B3 mimo małej powierzchni posiada fajny, nowoczesny wystrój i idealny klimat do obcowania z muzyką indie. Koncert był związany z trasą promocyjną płyty „Chcecicośpowiedzieć” o której pisałem na blogu wczoraj. I tak jak każda trasa promująca nową płytę był w 80% procentach poświęcony nowemu wydawnictwu grupy. Przed koncertem odbył się seans filmu „Chcecicośpowiedzieć”, który trwał około 70 minut. O filmie napiszę w kolejnej odsłonie weekendu z Muchami. Natomiast około 15-16 utworowy set zawierał (chyba) wszystkie utwory z nowej płyty plus parę klasyków takich jak: „Zapach Wrzątku”, „Najważniejszy Dzień” czy też „Przesilenie”. Tracklista nie była dla mnie niespodzianką, spodziewałem się takiego układu piosenek.

Nie wiedziałem jedynie jak będzie brzmiał sam zespół po ostatnich zmianach kadrowych. Nie ma już Piotra Maciejewskiego, który stanowił pewien trzon zespołu. Pojawili się za to nowi członkowie: Krzysztof Zalewski (wygrał kiedyś Idola) oraz Damian Pielka. Zmiany personalne spowodowały także zmiany brzmienia. Jest znaczna różnica między tym co słyszałem cztery lata temu na Off Festiwalu a tym co usłyszałem kilka dni temu. Czy zmiana jest pozytywna czy negatywna? Nie potrafię tego rozstrzygnąć, gdyż tak na prawdę dalej są to stare, dobre muszki.

Co mogę powiedzieć o samym koncercie? Była dobra zabawa. Muchy zagrały energicznie i z dobrej strony przedstawiły materiał nowej płyty. Nagłośnienie dupy nie urywało, jednakże nie ma się czego czepiać, gdyż zespół grał na sali o małej powierzchni. Michał Wiraszko był w dobrej formie wokalnej a chłopaki z zespołu wyglądali na w pełni wyluzowanych. Widać, że wspólna gra sprawia im radość, która udzielała się również widowni gdy mogli razem z wokalistą Much odśpiewać „Zapach Wrzątku”. Nie zabrakło również papierowych samolotów rzuconych w stronę Wiraszki i ekipy podczas odgrywania jako bis „Miasta Doznań”.

Po samym koncercie była okazja do pogawędki z zespołem, wspólnych zdjęć czy też zebrania autografów (Atut koncertu w małym klubie). Po bliższej rozmowie z członkami zespołu muszę przyznać, że są to fajne i zabawne (ale nie w TYM tego słowa znaczeniu) chłopaki z Poznania. Warto wpadać na ich koncerty. Na koniec jeszcze jedno zdanie do Michała Wiraszki: Nie martw się trzydziestką, Thom Yorke w przyszłym roku będzie miał 45!