10 Najlepszych thrillerów minionej dekady

W kolejnej odsłonie podsumowań dekady 2011-2020 na warsztat wziąłem inny gatunek filmowy jakim jest thriller. Miłej lektury!

Blade Runner 2049 (2017, reż. Denis Villeneuve). Biorąc pod uwagę ile już kultowych filmów spierdolono przez niepotrzebne sequele, prequele i remake’y, to aż dziwi, że ten film się udało. Zasługa reżysera, który nie silił się na dorównanie pierwowzorowi czy też zrobienie takiego samego filmu, tylko lepiej. Villeneueve rozdaje tutaj karty ze swojej talii i to on ustala zasady gry. Nowa wersja „Łowcy Androidów” to przede wszystkim piękny spektakl dla oka, gdzie szerokie kadry zaciekawiają nas swoją kolorystyką. Fabuła jest wciągająca, a sam film chce się oglądać. Ryan Gosling ponownie udowadnia, że role małomównego antagonisty są jego specjalnością. Tylko szkoda, że David Bowie nie pożył trochę dłużej, bo zamiast niego otrzymaliśmy przereklamowanego Jareda Leto.

Cloverfield Lane 10 (2016, reż. Dan Trachtenberg). Młoda kobieta ulega wypadkowi samochodowemu. Budzi się w podziemnym schronie Howarda (W tej roli niesamowity John Goodman), który twierdzi, że na zewnątrz doszło do ataku chemicznego. Dziwne zachowanie mężczyzny wzbudza nieufność Michelle (Mary Elisabeth Winsted) oraz również znajdującego się w bunkrze Emmetta. Film Dan Trachtenberga przywrócił mi nadzieję, że „Cloverfield” może stać się bardzo fajną serią. W końcu tytułowy monster movie z 2008 roku był fajnym kinem. Niestety jego następca „Cloverfield Paradox” wszystko zaprzepaścił… wracając jednak do dzieła z 2016 roku. „Cloverfield Lane 10” trzyma nas w napięciu od samego początku do końca i to jest najlepsza zaleta tego filmu. Finał wyjaśnia czy Howard miał rację, i tego trochę szkoda bo chyba bym wolał pozostać w niewiedzy do końca. John Goodman przeżywa tutaj drugą młodość, a reżyser wciąż robi wszystko by nie zaczęło nam się nudzić w bunkrze wraz z zamkniętą tam trójką bohaterów.

Cosmopolis (2012, reż. David Cronenberg). Przez nowojorskie ulice przemierza biała limuzyna. W środku znajduje się młody milioner Eric Packer (Robert Pattinson), który z niepokojem obserwuje wydarzenia dziejące się na zewnątrz. Krucha sytuacja na rynku wywołuje manifestacje, natomiast spadki giełdowe pozbawiają w szybki sposób majątku głównego bohatera. Cronenberg w swoim filmie przez zastosowanie minimalizmu (większość filmu dzieje się w kabinie samochodu) postanawia w filozoficzny sposób rozpatrywać zagadnienie kapitalizmu. Film niestety zebrał słabe oceny wśród widowni, głównie z powodu niezrozumienia dzieła, oszczędności w środkach przekazu i głównej roli powierzonej nieopierzonemu Pattinsonowi, który wcześniej grał tylko wampira lalusia. Wspomniane zarzuty okazują się jednak nie trafione, gdyż reżyser w dobry sposób przenosi na ekran powieść Dona DeLillo. Film wzbudza zainteresowanie zimnym klimatem, ciekawymi postaciami pobocznymi oraz klasycznym repertuarem zabiegów kanadyjskiego filmowca. A Pattison? Po latach okazało się, że koleś jednak umie grać a ten film tylko to potwierdza.

Dar / The Gift (2015, reż. Joel Edgerton). „Dar” Edgertona zachwycił mnie na tyle, że już zdążyłem o tym filmie wspomnieć na łamach bloga TUTAJ. Słów kilka o fabule: film to historia pewnego małżeństwa, które przeprowadza się do Los Angeles. Simon (Jason Bateman) i Robyn (Rebecca Hall) nie zdążyli jeszcze rozpakować wszystkich kartonów a zyskali nowego „przyjaciela” w postaci Gordo (w tej roli sam Edgerton). Niestety z czasem ów „przyjaźń” zaczyna być problematyczna dla dwójki głównych bohaterów. Gdy jedno ze spotkań kończy się kłótnią i zerwaniem znajomości, Robyn zaczyna się martwić, że to dopiero początek kłopotów z nowym znajomym. Co więcej żona Simona odkrywa, że jej męża łączy z Gordo przykra historia z okresu młodości. Największą zaletą tego filmu jest jego nieprzewidywalność. Wydawać by się mogło, że Edgerton ogra tutaj kolejne oklepane środki, a tak na szczęście nie jest. I w zasadzie o to chyba chodzi w dobrym dreszczowcu, by potrafił zaskoczyć.

Kaliber / Calibre (2018, reż. Matt Palmer). Dwójka przyjaciół wybiera się na weekend do odległej szkockiej wioski. Mają zamiar wypić nieco whiskey i zapolować na jelenia. Podczas polowania dochodzi do tragedii, wskutek, której ginie ojciec z synem. Główni bohaterowie postanawiają zatuszować sprawę. Łatwiej ukryć zbrodnię na odludziu, jednak na takim szkockim zadupiu sprawy załatwia się bez policji. „Kaliber” to jeden z tych filmów, który zadaje niewygodne pytania. Ciężko jest tutaj kibicować głównym bohaterom, ze względu na to co zrobili. Matt Palmer stworzył tutaj niesamowicie ciężki i gęsty klimat, który można kroić nożem. Niesamowite scenerie i atmosfera małego miasteczka pobudza wyobraźnie. Film trzyma w napięciu od początku do końca i nie daje jednoznacznych odpowiedzi na zadane wcześniej pytania.

Labirynt / Prisioners (2013, reż. Denis Villeneuve). Na przedmieściach małego miasteczka dochodzi do tragedii. Porwane zostają dwie 6-letnie dziewczynki. Po nieudolnym prowadzonym śledztwie ojciec jednej z dziewczynek Keller Dover (W tej roli Hugh Jackman) postanawia wziąć sprawy we własne ręce i samemu wymierzyć sprawiedliwość… Największą zaletą filmu Denisa Villeneueve jest scenariusz. Historia od początku do końca trzyma w napięciu i nas zaskakuje. Dzieło Kanadyjczyka trwa dwie i pół godziny, podczas których nie odnajdziemy żadnej dłużyzny ani niepotrzebnego wątku. Reżyser będzie wodził nas za nos do samego końca, rzucając to co chwilę nowe fakty w tej zawiłej sprawie. Warto także zwrócić na gęsty klimat produkcji i wyjątkowo udane kreacje Hugh Jackmana i Jake’a Gyllenhaala. „Labirynt” to jeden z thrillerów, który z czystym sumieniem mogę zarekomendować każdemu.

Skóra w której żyje / La Piel que habito (2011, reż. Pedro Almodovar). W zaciszu swojego domu chirurg plastyczny Robert Ledgard (w tej roli Antonio Banderas) prowadzi prace nad nową syntetyczną ludzką skórą. Jako królik doświadczalny służy mu młoda kobieta – Vera (Elena Anaya). Film oparty jest na powieści „Tarantula” Thierry’ego Jonqueta. Przyznam szczerze, że nie jestem fanem twórczości Pedro Almodovara. Film ten jednak docenia z kilku powodów. Jego siła tkwi głównie w opowiadanej historii. Z biegiem czasu forma filmu zmienia się, a odkrywane stopniowo karty autentycznie zaskakują. Hiszpański reżyser jak zwykle czerpie pełnymi garściami od najlepszych. W tym przypadku należy szukać nawiązań do „Oczy bez Twarzy” Georges’a Franju czy też twórczości Alfreda Hitchocka oraz Fritza Langa. Ogromną robotę robi także dwójka głównych bohaterów. Generalnie, szłoby pisać o tym filmie wiele, ale nie chce zdradzać fabuły gdyż z poznawania jej czerpie się najwięcej frajdy.

Stoker (2013, reż. Chan-wook Park). Nastoletnia India Stoker (W tej roli Mia Wasikowska) w wyniku wypadku samochodowego traci ojca. Po czasie do jej domu, zamieszkiwanego przez nią i matkę (Nicole Kidman) wprowadza się brat zmarłego mężczyzny – Charlie (Matthew Goode). Po początkowej fascynacji, odczucia dziewczyny do wuja zmieniają się w podejrzenia o prawdziwe intencje mężczyzny. Reżyser Chan wook-Park znany m.in. z „Oldboya” czy też „Służącej” ponownie postawił na styl i formę. „Stoker” to techniczny majstersztyk filmowy. Cieszy oko zarówno zdjęciami jak i ujęciami, lokacjami oraz kostiumami bohaterów. Jednak wyróżnienie tego thrillera nie wynika wyłącznie z formy filmu. Ważna jest także część fabularna, która u koreańskiego reżysera jest jak zwykle wciągająca i zaskakująca. Film po latach został nieco przyćmiony innymi produkcjami tego typu, niemniej warto przypomnieć sobie „Stokera„.

Zaginiona Dziewczyna / Gone Girl (2014, reż. David Fincher). David Fincher w minionej dekadzie nie rozpieszczał widzów swoimi filmami. „Zaginiona Dziewczyna” to z całą pewnością najlepszy obraz twórcy z okresu w którym ukazał się jeszcze „Mank” oraz „Dziewczyna z tatuażem„. W rocznicę ślubu znika żona Nicka (W tej roli Ben Affleck) – Amy (wspaniała Rosamund Pike). Wraz z trwaniem poszukiwań coraz więcej wskazuje, że za porwaniem stoi mąż. Nick przy pomocy siostry próbuje rozwiązać zagadkę i udowodnić swoją niewinność. Thriller Finchera z 2014 roku to powrót do formy z lat 90, kiedy to za sprawą takich filmów jak „Gra” czy też „Siedem” potrafił zaszokować i zaskoczyć widza. „Zaginiona Dziewczyna” z każdą minutą trwania coraz bardziej prowokuje nas do myślenia i odkrywa coraz to kolejne karty w skomplikowanej układance Finchera. Świetna rola Rosamund Pike łączy się tutaj z emocjonującą historią i ukazaniem jaki wpływ na ludzi mają media we współczesnym świecie.

Zwierzęta Nocy / Nocturnal Animals (2016, reż. Tom Ford). Susan Morrow (W tej roli Amy Adams) jest właścicielką galerii i szczęśliwą żoną nowego męża. Pewnego dnia otrzymuje od swojego byłego męża rękopis jego pierwszej powieści. Książka to brutalny thriller i jednocześnie zemsta męża za rozstanie. Susan czytając książkę powoli zaczyna z trudem rozróżniać rzeczywistość od fikcji… Film Toma Forda to przede wszystkim obraz z kategorii psychodelicznych thrillerów, gdzie nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Nawiązania do twórczości Davida Lyncha są aż za nadto widoczne. Być może fabularnie nie odkrywa on nowych światów w kinie, jednak wciąga klimatem i grą aktorską, zarówno Amy Adams jak i Jake Gyllenhaala. Jednak to nie wszystko, bo poza głównymi bohaterami swoje popisy robią także postacie drugoplanowe grane przez Michaela Shannona oraz Aarona Taylora Johnsona. Jeżeli lubicie filmy o specyficznym klimacie w duchu twórcy „Miasteczka Twin Peaks” to dziwię się, że jeszcze nie widzieliście „Zwierząt Nocy„.

Wyróżnienia:

Split (2016, reż. M. Night Shyamalan), Tylko Bóg Wybacza / Only God Forgives (2013, reż. Nicolas Winding Refn), Anihilacja / Anihilation (2018, reż. Alex Garland), Panaceum / Side Effects (2013, reż Steven Soderbergh), Wróg / Enemy (2013, Denis Villenueve), Wieża. Jasny Dzień (2017, reż. Jagoda Szelc), Dziewczyna we mgle / La ragazza nella nebbia (2017, reż. Donato Carrisi), La Cara Oculta (2011, reż. Andres Baiz), Pod Skórą / Under The Skin (2013, reż. Jonathan Glazer)

Batman

Kto z was w dzieciństwie nie chciał być super bohaterem i walczyć ze złem w tajemniczym przebraniu, za pomocą niesamowitych przyrządów? Bohaterem mojego dzieciństwa bez wątpienia był człowiek nietoperz, który walczył ze przestępczością w mieście Gotham City. Komiksy z batmanem, które przeczytałem można policzyć na palcach jednej ręki, ale dzięki serialom animowanym i filmom z batmanem w roli głównej zapragnąłem zostać superbohaterem na wzór batmana. Oczywiście nie zrealizowałem swojego marzenia z dzieciństwa, ale fanem filmów z netoperkiem pozostałem. Oto recenzje filmów z moim ulubieńcem:

Batman (1989) – Nie jest to pierwszy film z Batmanem, ale od niego zaczęła się seria filmów. Reżyserem był Tim Burton. I jest to jeden z głównych powodów dla których warto zobaczyć ten film. Pan Burton jest jednym z moich ulubionych twórców filmowych. Stworzył on wiele świetnych produkcji, z czego w prawie połowie brał udział świetny Johnny Deep. Gnijąca Panna Młoda, Jeździec bez głowy, Sok z żuka, Charlie i Fabryka Czekolady. I wiele, wiele innych filmów. Mają one swój bajkowy, mroczny klimat. I również w pierwszej części Batmana czuć było Tima Burtona i jego świetne pomysły. Następny powód? Obsada! Jack Nicholson jako Joker! Można godzinami debatować, kto zagrał lepiej tą postać? Ledger czy słynny odtwórca głównej roli takich filmów jak Lśnienie czy też Lot nad kukułczym gniazdem. W roli batmana mamy Michaela Keatona, ale jakoś bez większych wzlotów. Pojawia się również Kim Basinger. Towarzystwo jest zatem doborowe.

Słówko o fabule. Bogacz Bruce Wayne prześladowany przez wspomnienie morderstwa swoich rodziców postanawia walczyć z przestępczością za pomocą stroju nietoperza i kilku gadżetów. W tym czasie w mieście Gotham City dzieje się źle. Wszech obecna korupcja, w policji również oraz liczne przestępstwa powodują, że w mieście pojawia się Joker. Niegdyś mafiozo Jack Napier jednak po tym jak wpadł do zbiornika pełnego chemikaliów pragnie zemsty w tym na batmanie.

Efekty jak na rok upadku komunizmy w Polsce są bardzo dobre. Nieznacznie się zestarzały. Sam Batman wygląda może zbyt statycznie, tak bardziej komiksowo, ale jest to do zniesienia gdyż w ciągu dwóch godzin Tim Burton zapewni nam dużo świetnej zabawy przy oglądaniu tego filmu. Ocena: 8/10

Batman Returns/Powrót Batmana (1992). Kontynuacja pierwszej części Batmana. W Gotham City pojawia się człowiek pingwin, który wychował się w kanałach. Zachłanny biznesmen i przestępca Max Shreck (nie ten zielony Shrek ani to miejsce najkrótszych randez-vous) usiłuje zrobić z niego burmistrza miasta by przeforsować swój plan budowy elektrowni w mieście. By to zrobić człowiek pingwin wykorzystuje swoich ludzi by zastraszyć mieszkańców i jednocześnie osłabić batmana oraz burmistrza miasta. Pomaga mu w tym Kobieta Kot, która wcześniej usiłuje zemścić się na mężczyznach a przede wszystkim na swoim szefie Shrecku.

Druga część przygód Batmana również została wyreżyserowana przez Tima Burtona i również zagrali w niej świetni aktorzy. Tym razem Danny DeVito idealnie odegrał człowieka Pingwina, który mimo, że był postacią negatywną to wzbudza litość u widza. Świetnie pokazała nam przemianę Seliny Kyle w kobietę kota Michelle Pfeiffer. Natomiast Christopher Walken wcielił się w postać Maxa Shrecka. W roli Batmana wciąż Michael Keaton, który wypadł lepiej niż w wcześniejszej wersji. Zarówno jak w pierwszej części film zachwyca od początku mrocznym, baśniowym klimatem Tima Burtona. Idealnie dopasowane scenerie, kadry zachwycają oko. Muzyka natomiast skomponowana przez pana Elfmana zachwyca ucho. Akcja toczy się podczas świąt Bożego Narodzenia, miesiąc grudzień, lód, śnieg, ciemne wieczory, świecące choinki, lodowate rzeczki w parku, pływająca wielka żółta kaczka. Jeszcze nie poczułem się zawiedziony przez tego reżysera. Polecam każdemu. Nawet nie lubiąc Batmana warto zobaczyć. Ocena: 8/10.

Batman Forever (1995). Tym razem Tim Burton wyłącznie w roli producenta tylko. Reżyserią zajął się Jole Schumacher. I kurcze zestarzał się ten film. Kiedyś wydawał się lepszy, teraz na spokojnie mogę powiedzieć, że przekombinowany. Brakuje klimatu Burtona, mamy co prawda gwiazdorską obsadę, ale to nie wystarczy by zakryć wszystkie braki. Val Kilmer trochę mniej denerwuje jako batman, ale generalnie troszkę ciężko zaspokoić moją potrzebę dobrego odegrania człowieka nietoperza. Dla mnie Bruce Wayne/Batman to superstar i ciężko mi wskazać aktora który by dobrze zagrał tę postać i zaspokoił moją potrzebę spełnienia przed ekranem. Nicole Kidman zbłaźniła się, powiedziałbym to samo o panu Carrey’u, ale on właśnie w tamtym czasie miał same takie zwariowane role także pod tym względem nie zawiódł. Wydurniał się na swoim, niedoścignionym poziomie. Poza tym to był jego czas chwały a komedie z tamtego okresu można fajnie obejrzeć z kimś najbliższym. Najbardziej zawiodło mnie przedstawienie postaci Two Face’a, którego gra Tommy Lee Jones. Zupełnie nie przekonuje mnie historyjka z kwasem, jakoś za dużo w tym nonsensu, za dużo.

W tej części Batman ugania się jednocześnie za człowiekiem zagadką oraz byłym prokuratorem Gotham Dentem, który stał się nijakim Two Face. Motywy ich postępowania są z lekksza absurdalne, także nie spodziewajcie się fajnego psychologicznego portretu złoczyńcy. O ile człowiek zagadka jest opętany manią na temat swojego chlebodawcy Bruce’a Wayne’a to Two Face po prostu stał się zły bo oberwał kwasem po mordzie. Pojawia się postać Robina, który chce pomścić śmierć rodziny cyrkowców. Momentami film był fajny, momentami męczyłem się. Ocena: 5/10

Batman & Robin (1997). W miasta szaleje Mr. Freeze, który załamany nieuleczalną chorobą żony próbuje zamrozić miasto Gotham. Pomaga mu w tym przebiegła Pamela Isley, która jako Trujący bluszcz chce zagłady ludzkości by górą była nowa forma roślin. Jedynie Batman przy pomocy Robina może uratować miasto przed szaleńczym duetem. Fabuła jak widać dość kimiksowa i tylko tym można wytłumaczyć beznadziejność tego filmu.

Podejrzewam, że najgorsza część batmana jaka się ukazała. Niemiłosiernie się męczyłem oglądając ten dwóch godzinny koszmar zatytułowany Batman & Robin. Zacznijmy od tego, że nie lubię Robina, dla mnie Batman zawsze był samotnie walczącym bohaterem a jedyna pomoc na jaką mógł liczyć to Alfred, którego chyba próbowano uśmiercić w tej części. Dobrze, że tego nie zrobili. A w tej części nie dość, że ejst Robin, którego jakoś przełknąłem to pojawia się batwomen. Nie jest to oczywiści wymysł filmowców, Ci bohaterowie byli pokazani już wcześniej w komiksach, ale dla mnie Nietoperz musi walczyć sam.

Kiczowato ten film wygląda, strasznie się zestarzał. Oglądając go przypomniał mi się taki paskudny serial puszczany na Polsacie pt Power Rangers. Nasza trójka nietoperzy wyglądali właśnie jak te kolorowe ludki w kaskach. Uma Thurman fatalnie, obecny gubernator  Kalifornii irytował, za dużo już było tych jego hasełek, Goeorge Clooney jako bożyszcz Wayne Bruce OK ale jako Batman… no proszę. Alicia Silverstone jako Batgirl w porządku, ale i tak wszystko mizernie wyglądało. Jak brzmi stare piłkarskie porzekadło „Nazwiska nie grają”. Ocena: 3/10

Batman Begins/Batman Początek (2005). Na fali braków pomysłów na nowe filmy wrócono również do pomysłu Batmana by go odświeżyć i dodać do tytułu magiczne, wiele razy powtarzane słowo „Początek”. Także w tej części zobaczymy jak To mały Bruce przestraszył się nietoperzy, zobaczył śmierć swoich rodziców a także nauczył się tych wszystkich sztuk walki oraz nadał początek człowiekowi nietoperzowi. A w mieście Gotham dobrze się nie dzieje jak zwykle. Korupcja, handel prochami, mafia trzyma władze. Jednak pojawia się nasz bohater, który nie tylko musi wyczyścić miasto z przestępczości ale uratować je przed Ra’s Al Ghul i jego ninja, którzy chcą zniszczyć miasto za pomocą strachu.

Nie jest to kontynuacja Batmana i Robina oraz pozostałych części Tima Burtona i Jole’a Schumachera. Christopher Nolan raczej od tej części rozpoczął własną serię filmów z nietoperzem. Na pewno na plus można odnotować, że porzucono komiksową specyfikę fabularną i wszystko wydaje się bardzie uzasadnione, bardziej realne. Taki Scarecrow to nie jakiś strach na wróble tylko koleś z workiem na głowie pryskający gazem strachu. Historia jest wiarygodna i mimo, że momentami zastanawiamy się WTF? to jest to firm na poziomie, który nie męczy a momentami nas zainteresuje. Jest grupa mankoltentów dla których to najgorsza część Batmana, ale dla mnie te odświeżenie było fajnym pomysłem. Zwłaszcza, że dało to ujście kolejnej część o której dalej. Ocena: 6/10

The Dark Knight/Mroczny Rycerz (2008). Najnowsza i zarazem ostatnia produkcja z walecznym nietoperzem. Reżyserią zajął się Christopher Nolan. I co by powiedzieć o tym filmie by nie przesadzić? Jest świetny to się zgadza. Bardzo dobry, dynamiczny, pełny akcji i napięcia obraz z takimi gwiazdami w rolach głównych jak: Heath Ledger, Gary Oldman, Morgan Freeman, Aaron Eckhart czy też Christian Bale jako Batman. Najbardziej spodobała mi się dwójka Ledger i Oldman. O ile Joker i Ledger to już klasyka, świetna rola plus przedwczesna śmierć aktora mają swój efekt to Oldman troszkę w cieniu. Niezasłużenie. Koleś świetnie pokazał się jako porucznik Gordon. Jedna z lepszych ról w filmie. Jeżeli chodzi o warstwę techniczną to wszystko idealnie. Przez 152 minuty nie czuć upływającego szybko czasu, świetnie się bawiłem oglądając ten film. Zwłaszcza scenę w której Joker napada na policyjna eskortę. Efekty specjalne mocnym plusem filmu. Sam Batman jest mocno dynamiczny, taki jak bym tego oczekiwał. By to uwydatnić porusza się on często na swoim motocyklu.

Scenariusz też jest ciekawie rozpisany. Podoba mi się to jak został pokazany Joker i sam Hervey Dent i jego przemiana w Two Face. Wątek ten został pominięty w wersjach Burtona, jednak The Dark Knight nadrabia te zaległości. Fabuła może nie różni się zbyt wiele od wcześniejszych wersji bo mamy miasto Gotham City, w którym dzieje się po prostu źle. Nowy Prokurator Hervey Dent ma temu zaradzić. Pojawia się jednak nieprzewidywalny Joker, miasto musi liczyć na pomoc Batmana. I jak się okaże dobro i miłość nie zawsze wygrywa. Sam film mi się mocno podoba i jeżeli nie macie co robić wieczorem to polecam. Ocena:8/10.