Czesław Śpiewa – Debiut

Chciałbym tą recenzją zdemaskować pewnego Polskiego Duńczyka, który dziwnym trafem robi sobie pieniądze na Polakach.

Czesław Mozil, który urodził się w Polsce ale wychował w Danii, ukończył tam szkołę muzyczną, grał na akordeonie i robił muzykę do spektakli teatralnych. Nagle przyjechał do Krakowa i wydał płytę „Debiut”. I tu już pojawia się problem. Bo ta płyta jest tak marna, że nie rozumiem tego całego zachwytu. O ile jestem w stanie zrozumieć hype na trójce (tam zawsze różnorakie gówna puszczali nazywane alternatywną muzą) to o tyle nie jestem zrozumieć dlaczego Rojek zaprosił go na Off Festival. Może miał powody, może… Cóż nie będę oceniał Czesława pod względem koncertów. Czesiu, widzimy się w Mysłowicach.

Wracając do płyty. Dziwi mnie ten sukces. Muzyka brzmi jak żywcem wyjęta z teatru a przecież Polacy są akulturalni i pojęcie teatru tagują frazami nudy, zieeew, dupa itd. podkłady perkusyjne w stylu cyrkowym wkurzają niemiłosiernie tu akurat może się podobać Polakom, którzy zasłuchują się w muzyce biesiadnej. Czesiu śpiewa łamanym polskim a przecież u nas żydzi, murzyni i obcokrajowcy nie są mile widziani. Zaraz ktoś powie: nie wszyscy albo przytoczy zdanie: „a polska słynna gościnność?”. Z pierwszym się zgadzam, mi nie przeszkadzają obcokrajowcy. W zasadzie wolę ich bardziej od Polaków. A Polska słynna gościnności? Nie bądźcie hipokrytami, polska słynna gościnność istnieje, ale w krainach dawno zapomnianych przez cywilizację. No i na koniec zostawiam sobie teksty. Kto normalny śpiewa o żabie tonącej w betonie albo o Mieszku i Dobrawie? Teksty są beznadziejne. Same tytuły kompozycji odstraszają: „Kradzież cukierka”, „Efekt uboczny trzeźwości” albo „Pożycie małżeńskie”.

Kolejnym słabym pomysłem jest mieszanie gatunków. Mieszanie Punku z Folkiem? Jakby jeszcze to dobrze zrobić. Nie w tym przypadku. Tandeta. Oczywiście atutem Czesława jest inność. Sprzedaje pewnie już płytę na poziomie Video, Feel, Cerekwickiej czy innej Andrzejewicz, ale wyróżnia spośród się tego typu wykonawców, ale to nie oznacza, że jest w porządku. To, że ktoś jest inny nie oznacza, że jest od razu lepszy. Przeważnie faktycznie jest lepszy, ale nie w tym przypadku. W tym przypadku Czesław raczej kreuje się tak na siłę.

Mam nadzieję, że nie odstraszyłem was przed wyjazdem na Off Festival. Czesław wydał słabą płytę i mam nadzieję, że zakończy się jego działalność na debiucie. On raczej nie ma nic ciekawszego do zaprezentowania. Ocena płyty to: 2\10. Pożycie Małżeńskie w zasadzie brzmi ciekawie i niektóre kompozycje mają nawet dobre paru sekundowe momenty. Niestety literackie teksty, cyrkowe perkusje albo inne pierdoły niszczą wszystko. Mogło w sumie by być dobrze, ale trzeba byłoby wiele zmienić.

Menomena – Friend and Foe

2043 osoby, które będą na Off Festiwalu w tym roku mogą uznać się szczęśliwcami. Dlaczego 2043? i dlaczego szczęśliwcami? Już tłumaczę. Last.fm mówi, że 2043 osoby będą na pewno. A odpowiedź na drugie: bo będzie tam też Menomena. Postanowiłem zrecenzować ten zespół na podstawie drugiej płyty i tym samym zachęcić do odwiedzenia Mysłowic.

Miałem do wyboru debiut oraz ich drugi album z 2007 roku. Wybrałem „Przyjaciela i Wroga”, po przeczytaniu recenzji debiutu wiedziałem, że są zajebiści. Tylko, zasadnicza sprawa: ile zespołów po debiucie jest zajebistych by przy wydaniu drugiego krążka skończyć jak np The Kooks, które zgnoiłem ja i nie tylko. Dlatego postanowiłem sobie wyrobić zdanie na podstawie drugiej płyty. I wyrobiłem na takie: „Muszę posłuchać debiutu bo kolesie są genialni!”.

Friend and Foe to jedna z najlepszych płyt jakie ostatnio ściągałem. Do miana the best ever i had daleko tej płycie, ale warto ją mieć i się nią chwalić. Słuchanie ambitnej muzyki to jest to czego wiele osób w tym kraju nie pojmuje a Menomene do takiej grupy ambitnych można zaliczyć. Ta płyta jest niesamowicie skonstruowana, wciągnęła mnie od pierwszych sekund kiedy ją zarzuciłem. Nawet wrzuciłem ją na mp3 a muszę podkreślić, że na moim mp3, który przechowuje tylko (teraz) albo aż (long time ago) 1 GB muzy! Są tam tylko najlepsze płyty, których obecnie słucham. Ostatnim czasy nie leciało na nim nic innego niż Friend and Foe.

Główną ich zaletą w moim odczuciu jest ta ich melodyczność i wciągające aranżacje utworów. Ta płyta nie ma piosenek najlepszych i najgorszych. Każda piosenka jest zajebiście fajowa. Fajny wokal, fajne klawisze, fajne trąbki, fajna perkusja. Można bez końca. Gdybym miał ich porównywać do jakiegoś zespołu to byłby to Arcade Fire. A Kanadyjczycy są w moim absolutnym TOP5 International bands.

Friend and Foe to jest odpowiedź na pytanie: „Czego by tu dziś posłuchać by nie zgłupieć i nie stracić mózgu”. Szczerze polecam tą płytę, jak znajdę czas to napisze recenzje debiutu. Ale już teraz polecam i debiut. Cała dyskografia Amerykanów na plus. Tym czasem ocena: 8/10 dla drugiej płytki. Warto jeszcze zwrócić uwagę na fajną okładkę.

P.S. Ten jeden gigabajt w creativie mi wystarcza do statusu happy.

Waglewski Fisz Emade – Męska Muzyka

Wojciech Waglewski, lat 58. Zasłyną między innymi grą na gitarze w zespole Voo Voo, komponowaniem muzyki oraz współpracowaniem z wieloma polskimi artystami. Bartosz Waglewski, lat 30 oraz Piotra Waglewski, lat 27 – synowie Wojciech znani z działalności w muzyce hip-hopowej.

Co łączy tych trzech panów poza więzią rodzinną? Mianowicie to, że wspólnymi siłami nagrali płytę, która zatytułowali „Męska Muzyka”. Z góry trzeba zaznaczyć, że jest to rzeczywiście męska muzyka, ale nie tylko dla mężczyzn. Tematyka płyty typowo męska: sport, kobiety, samochody a nawet coś o goleniu jednak słuchać może tego każdy a najlepiej włączyć sobie tą płytkę w niedzielę po obiedzie. „W niedzielę to nie widać mnie za wiele/ się nie gole/ chromolę”. Chociaż z bratem doszliśmy,y do wniosku, że lepiej by tu brzmiał wulgaryzm na „p” rymujący się do gole. W końcu wulgaryzmy to także typowo męska sprawa.

Co to za płyta? Raczej mężczyźni tu nie znajdą żadnych rad dotyczących męskości bo Waglewski śpiewa: „Nie mam na to żadnej rady, ja nie umiem dawać rad. Sam się topie w swoich wadach, sam się składam z samych wad”. Są to raczej same przemyślenia dotyczące codzienności. Utwór „Majty” uważany za najlepszy na płycie niektórzy mogą uważać jako piosenkę o majtkach. Tutaj raczej chodzi o tematy wolności, swobody i ogólnie powrotu do natury: „Chcemy by pieniądze w końcu straciły sens”. Ogólnie dużo razy powtarza się w tym utworze słowo sens. Autorzy raczej szukają sensu aniżeli opowiadają o nim.

Kolejne pytanie dotyczące płyty. Czy to hip-hop? Nie! Nie ma tutaj hip-hopu pajacu w za szerokich gaciach słuchający Donia. To, że 2\3 autorów albumu to ludzie siedzący w czarnej muzyce nie świadczy o tym, że naciągnęli swojego starego by zaczął robić im przygrywki gitara do bitów. Muzycznie album to trochę bluesa, rocka, country. Najlepiej nazwać to alternatywą. Nie ma tu ani jednego momentu związanego z rapem. Ogólnie mówiąc warstwa muzyczna jest bogata w różnorodne instrumenty, pojawia się na przykład harmonijka albo tamburyn. Najbardziej wyróżniający się utwór to moim zdaniem „Wakacje” a najlepszy tekst to chyba „sport”, opowiada on o jadącej autobusem miss do mistrza sportu łyżworolek. Morał tekstu jest taki by uprawiać oryginalny sport a wtedy nie będziemy narzekać na samotność.

Z pewnością jest to jedna z lepszych płyt jakie wyszły w tym roku na polskim, biednym rynku muzycznym. Warto ją posłuchać z kilku względów. Ja osobiście podziwiam, że nie nastąpił żaden konflikt pokoleń i ta płyta powstała w tak dobrej formie. Podziwiam, bo sam nie potrafię sobie wyobrazić bym cokolwiek stworzył z swoim ojcem i bratem. Ocena: 7\10. Na koniec dodam, że rodzina Waglewskich także będzie na offie.