Omar Souleyman – Jazeera Nights: Folk and Pop Sounds of Syria

Czyli Bliski Wschód podbija Europę.

Kultura bliskiego wschodu zawsze niby była nam bliska, ale jednocześnie daleka. To od tej ziemi rozpoczęła się wędrówka ludów, czyli na pewien sposób wszyscy jesteśmy potomkami ludzi w sandałach i z obfitym wąsikiem. Z jednej strony kultura ta była wykorzystywana przez wielu artystów natomiast z drugiej tępiona przez wielu polityków. Dodatkowo jesteśmy świadkami obecnych przemian i procesu demokratyzacji tych krajów. Globalizacja ma swoje dobre strony jak i złe. Zagrożeniem z pewnością jest fakt, że kultura Azji może zaniknąć, jednak patrząc na to z innej strony to taki Omar Souleyman będzie mógł coś opowiedzieć o Syrii w Polsce. To nie to o czym chciałem napisać oczywiście. Bo pozostaje pytanie co ten syryjski Krzysztof Krawczyk będzie robił w Polsce?

Mimo, że nie znam tego języka, którym on się po rozumuje i śpiewa oraz nie rozumiem tego co niesie przekaz liryczny tych utworów to należy zwrócić uwagę na melodię, dźwięki, brzmienie, tempo utworów i zawarte co jakiś czas okrzyki typu” Jehallle” czy „hollllja”. To wszystko buduje otoczkę dla tej płyty, która stanowi idealny soundtrack do nocy w Syrii, gdzie ludzie pijąc wino tańczą grupową depkę. I trzeba przyznać, że ta płyta jest szalona. Mój brat uważa, że oszalałem. Być może te brzmienia tak na mnie wpłynęły. Ale pomyślcie sami ile słuchacie muzyki anglosaskiej a ile wywodzącej się z innych kultur? Nie warto czasem czegoś dla odmiany innego posłuchać? Sama ludzka ciekawość powinna was nakierować i nie zrażajcie się, że to brzmi jak muzyka z gier strategicznych typu „Faraon”. Dajcie szanse „Halla hallla”. Ocena: 6/10.

posłuchaj

P.S. Rozkminicie tą popielniczkę w prawym dolnym rogu, cóż za motyw egzystencjalny.

Ringo DeathStarr – Colour Trip

Off Festival jest coraz bliżej, zatem przedstawiam to co Artur Rojek przygotował dla fanów muzyki w tym roku.

Wokalista Myslovitz, który w tym roku z zespołem wydał płytę po raz kolejny będzie poprzez OFF edukował masy, by mogł poznać wiele ciekawej muzyki. No tak, ale co by Artur Rojek zrobił bez tego bloga? Tradycyjnie już, recenzuje płyty zespołów, które mają wystąpić na tegorocznym festiwalu.

Ringo DeathStarr ma już na starcie plusa za ciekawą nazwą odnoszącą się do legendy The Beatles, który niedawno u nas gościł. Tylko nurtuje te „Death”. Czy to chodzi o to, że muzycy pokolenia Ringo Starra już się skończyli? Czy to zapowiedź nowej ery muzyki? Albo także apokaliptycznej wizji świata? Domysłów można mieć wiele, jednak najlepiej będzie się skupić na muzyce. A muzycznie jest dość fajnie.

Po pierwsze jest dość „indie” by przypomnieć sobie to co się słuchało w liceum i jest dość shoegaze’owo a la Pains of The Being of Pure Heart, z tym, że Colour Trip to zdecydowanie bardziej szorstka i brudna płyta (w końcu to kowboje z teksasu). Pełna jazgotliwej gitary i ciut noise’u (ale nie przesadzałbym z tym stwierdzeniem bo zaraz przypomina mi się No Age). Chłopcy z pewnością słuchali za młodu punka, także efekty można usłyszeć na tym albumie. Dla mnie osobiście ta płyta jest dość fajna, ciekawa, interesująca, ale na pewno nie przykuje mojej uwagi na zbyt długo. Teraz pozostaje nam czekać już tylko na Paul DeathMcCartney. Ocena: 6/10.

Posłuchaj