Junior Boys – It’s All True

Panie i Panowie, oto Oni, Junior Boys wraz z nowym albumem zatytułowanym It’s All True.

Ok, nie będę wciskał kitów, że słuchałem ich wcześniej z wypiekami na twarzy. Znałem ich utwory, zwłaszcza Last Exit z 2004 roku, jednak nigdy mnie nie porwali. Aż do dzisiaj, aż do tego albumu. It’s All True to świetny album wakacyjny. Nie oznacza to jednak, że słucham tylko muzy w stylu kokodżambo i bajabongo. O nie, nie. Już samo wydanie płyty w czerwcu sugeruje, że będzie słonecznie. Trafili w sedno. Nowy krążek to idealne tło do podróży samochodowych, na plażę, w góry, w domu, gdziekolwiek chcecie, gdziekolwiek jedziecie i cokolwiek robicie.

Przyjrzyjmy się utworom. Zaczyna się niepozornie od Itchy Fingers, który mocno nawiązuje do osiągnięć lat 80. Następnie Platime, który nie przyspiesza tempa a jedynie je zwalnia. Na wysokości 3 tracka już zaczyna się coś dziać, jednak prawdziwe dreszcze pojawiają się dopiero przy Second Chance. Zwłaszcza w refrenie, gdzie facet stara się przekonać swoją dziewoję, że to wszystko prawda. Tak to prawda, ta płyta mimo, że lekka, przyjemna, pełna elektroniki to jest świetna. Kick The Can kojarzy mi się jakoś z ostatnim Radiohead, natomiast wstęp do The Reservoir to mieszanka Grizzly Bear i Animal Collective. Na koniec chłopaki zostawili perełkę.. ba, ogromną perłę. Banan Ripple ma wszystko by stać się hymnem wakacji 2011. Nawet w tytule jest coś egzotycznego, mianowicie owoc banan. Ten 9-minutowy majstersztyk od razu wpadł mi w ucho. Utwór ma świetną konstrukcję. Z sekundy na sekundę coraz bardziej się rozkręca by wywołać pierwsze ciary na plecach w okolicach 1:21. W tym momencie poczułem się ewidentnie poproszony do tańca. Zwróćcie uwagę jak wzrasta napięcie, oczekiwanie na jakiś niesamowity wybuch i jak w tym wszystkim brzmi wokal. Mistrzowskie jest końcowe powtarzanie „No you’ ll never, no you’ll never”. Po przesłuchaniu, nie mamy pojęcia kiedy te 9 minut nam uciekło. Ahhh, już wiem z jaką piosenkę będą kojarzyły mi się goroące dni czerwca’ 11.

Posłuchajcie całości, płyta jest przyjemna, fajna i melodyjna. Gdyby udałoby się im osiągnąć ten sam efekt co na ostatnim kawałku na przestrzeni całości to byłaby 10. Momentami troszkę było zbyt usypiająco. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

Destroyer – Kaputt

Destroyer czyli Daniel Bejar wydaje swój dziewiąty studyjny album, na którym po raz kolejny udowadnia, że muzyka to jest właśnie to co powinien w życiu robić.

Płyta Kaputt rozpoczyna utwór Chinatown. I jeżeli ktoś oglądał o tym samym tytule film Romana Polańskiego to już wie, że „Chinatown to nie miejsce, a stan umysłu”. Mówię o tym dlatego, że to samo można powiedzieć o nowym albumie Kanadyjczyka nagrywającego pod określeniem niszczyciela. Niszczyciela schematów, który na swój sposób definiuje muzykę, jego wnętrze, piękno. Mimo, że to już dziewiąty studyjny album to nie czuć tu starych śmierdzących kapci. Jest świeżo, miło.

Kaputt można określić mianem spokojnego. Wydaje się, że nic się nie dzieje jednak tak na prawdę dzieje się wiele. Brzmienie jest bogate w różnorakie melodie, ciekawym dodatkiem jest pojawiający się gdzieniegdzie saksofon. Czuć wtedy Billa Clintona. Poza tym nieźle funkcjonuje w tym wszystkim bass, szczególnie warty zwrócenia pod tym względem Song for America. Teksty także stanowią dodatkowy plus: „You were born okay. Rich in name alone. Your Jesuit profile will suit The coming apocalypse!”. Sięgając po Kaputt sięgacie po chwilę wytchnienia, odpoczynku od hałasu i przemyśleń, niekoniecznie na temat jutrzejszego obiadu. Słuchać koniecznie tylko przy rozpalonych gwiazdach na niebie, lub bardzo, bardzo wczesnym rankiem. Ocena: 8/10

posłuchaj

Mogwai – Hardcore Will Never Die, But You Will

Po trzech latach wraca nasz ulubiony zespół „bez wokalisty”. Co tym razem nie zaśpiewają?

Ostatki sesji zawsze wymuszają częste wyjazdy po tak zwane wpisy, ostatnia taka wyprawa miała mi zająć większy odłam czasowy, który spożytkowałem na walking po chorzowskich ulicach ze słuchawkami na uszach i podziwianiu miasta o barwach niebieskich. Z wyborem repertuaru nie miałem problemu, bo nie dawno co wrzuciłem kilka nowych wydawnictw. W tym najnowszy krążek szkockiej grupy Mogwai – Hardcore Will Never Die, But You Will (szyderczy tytuł c’nie?). Był to idealny soundtrack do moich obserwacji zatłoczonego miasta przez ludzi wracających dopiero z pracy i dziaciaków w dresach z niebieską „eRką”. I mimo, że piździało na maksa to była to dość spoko wycieczka, umilona przez Mogwai (do maks fajności jednak czegoś zabrakło, nie chodzi bynajmniej o spox muzę).

Nie miałem obaw, że ta płyta będzie stratą czasu, oni nigdy nie schodzili poniżej określonego poziomu. Mają na koncie takie klasyki jak Young Team czy też Happy Songs for Happy People. Na ostatnim longplayu Hawk is Howling czuć był pomału wypalenie formuły, zbyt ciężkie gitary i brak pomysłu. O nowej płycie tego nie mogę powiedzieć. W ich kompozycjach pojawiło się sporo świeżego powietrza, i widać, że próbują już troszkę więcej elektroniki, więcej klawiszy, ciut więcej wokalu w swoich utworach. Może w końcu ktoś chwyci się mikrofonu i powie to co powinno być powiedziane już dawno temu? Mogwai ogólnie wydaje się bardziej melodyjny i tak jakby bardziej indje. Słychać na tym albumie, że swoje parę groszy dorzucił producent Paul Savage, który wcześniej między innymi angażował się w produkcję Franz Ferdinand.

Nadal bawimy się w rozszyfrowywanie tytułów. Po raz kolejny nie zabrakło ironicznych nazewnictw tracków. Taki You’re Lionel Richie to niemalże angielskie tłumaczenie naszego Jesteś Bogiem a How to be a werewolf raczej nie wytłumaczy nam dosłownie jak być wilkołakiem, mimo, że tytuł wskazuje na to kategorycznie.

Warto dodać, że Mogwai będzie również w tym roku headlinerem na OFFie. Rojek po raz drugi ich zaprosił na swoją imprezę. Jestem przekonany, że wszyscy wynudzeni gigiem z 2008 roku powinni odczuć satysfakcję po tegorocznym koncercie.  Domieszka klasycznych utworów typu Mogwai Fear Satan, Tracy czy też Hunted by a Freak z utworami z Hardcore Will Never Die, But You Will powinna zadziałaś absorbująco na nasze umysły.Poza tym być może będzie rewanż rzucona pałeczka vs. Rafauu Rduch.

Można się przyczepić, że mało nowatorski ten album, jednakże jest z pewnością on mocnym punktem w ich dyskografii. Dawaj na balet, elo ziomale. Ocena: 8/10.

posłuchaj