Iceage – You’re Nothing

Iceage-Youre-Nothing-608x608Lodowce w Danii prędko nie odpuszczą…

A to wszystko za sprawą epoki lodowcowej pełnej punkowej energii, która prosto z Kopenhagi rozprzestrzenia się po całym świecie. Wszystko zaczęło się w 2011 roku. Młody zespół o którym cały czas mowa – Iceage wydał debiutancki album „New Brigade”. Płyta świetna, energiczna, hałaśliwa, pełna kapitalnych gitarowych zagrywek i reprezentująca dumnie nowe oblicze punku – normalnie palce lizać. Mimo, że na żywo mnie nie porwali to lubiłem wracać do tamtego materiału. Teraz pojawił się nowy. A wraz z nim pewne obawy, w końcu nie wielu zespołom udaje się nagrać dobrą drugą płytę.

Im się udało, młodzi Duńczycy znaleźli sposób by płyta była podobna do poprzedniej i jednocześnie wnosiła coś nowego i świeżego. Piosenki na „You’re Nothing” również reprezentują nowe oblicze punku, są hałaśliwe, energiczne, z pazurem i pełne nihilistycznych wartości. Jednak w odróżnieniu od „New Brigade” wydają się one bardziej melodyjne, jeżeli w ogóle można o ich muzyce mówić jak o melodyjnej. Otwierający całość „Ecstasy” za sprawą perkusji odkrywa taneczne rejony Nowego Jorku lat 70. Natomiast w takim „Morals” słyszymy nawet klawisze!

Druga kwestia odnosząca się do innowacyjnych rozwiązań „You’re Nothing” to fakt, że zespół wydaje się inspirować nie tyle klasyką punka i nowej fali co współczesnymi zespołami grającymi punka, noise-rocka czy też inne gatunki pokrewne z hardcore’m. Pierwszy singiel z płyty, który słuchałem pod koniec 2012 przypominał mi stylistycznie Japandroids (Oczywiście poza wokalem). „In Haze” natomiast momentami zahaczał o mainstreamowe strony amerykańskiego rocka. Poza tym wciąż słychać tutaj wpływy Joy Division. Ocena: 7/10.

A i na koniec współcześni nihiliści

nihiliści

Pissed Jeans – Honeys

honeys pissed jeansPowrót obsikanych jeansów.

„Honeys” to nie mokry sen, to trzeci longplay grupy z Allentown. Zespół dobrze znany wam za pewne za sprawą zeszłorocznego występu na Offie trzyma wciąż poziom. Nowy materiał jest energiczny, hałaśliwy, jazgotliwy i trafny. Amerykanie wykorzystują sprawdzone środki jakby jeszcze bardziej. Słuchając ich wcześniejszych płyt przyzwyczaiłem się do ich ciężkiego klimatu. Na „Honeys” nie jest inaczej. Już otwierający całość „Bathroom Laughter” daje się poznać jako idealny soundtrack do palenia opon na ulicy. „Chain Worker” natomiast potwierdza moją wcześniejsza tezę na temat „ciężkości” tego materiału. Rozciągnięta, toporna, jazgotliwa gitara ciągnie się niczym stary, zepsuty autobus, którego nie można wyprzedzić. Nie wiele tutaj melodyjności, no może poza „Cafeteria Food”, który jest najbardziej radiowym utworem na „Honeys”.

Trudno nie docenić tej płyty. To kawał dobrej muzy nie tylko dla fanów punkowej rewolucji i wszelkiej maści hardkorów. Muzycy z Pissed Jeans to równe chłopaki z dużym dystansem do siebie i ironicznym sposobem bycia. Również nie lubią hemoglobiny, ale mistyfikacja to jest to z czym się utożsamiają. Żadna inna nazwa do nich by nie pasowała tak dobrze jak obsikane dżinsy. Geneza nazwy: Brudne rękawki byłoby zbyt lajtowe, natomiast obsrane majty zbyt brudne. Obsikane dżinsy są zatem jak najbardziej ok .

Jedynym, ale za to głównym minusem tego materiału jest jego wtórność. Muzycy nie podają nam niczego, czego byśmy wcześniej nie słyszeli. Na razie formuła grania krótkich, topornych i mocnych utworów się sprawdza. Jednak z czasem może przestać nas to bawić, tak też jest z tą płytą. Pierwsze odsłuchania są przyjemne, jednak wątpię by ktokolwiek z przyjemnością wracał do tego albumu po latach. Ocena: 6/10.

Iceage – New Brigade

Kto powiedział, że punk się skończył?

Chcąc wygooglować coś na temat zespołu Iceage popularna wyszukiwarka zmyłkowo nas odsyła do innego zespołu o tej samej nazwie, tyle, że z odstępem pomiędzy Ice a Age. Znając album New Brigade zupełnie nie pasowało mi to, że tamten zespół jest z Nowego Jorku, przecież ten krążek jest taki europejski. Ponadto słychać na nim wyraźnie, że to debiutancki krążek z wszelkimi cechami debiutu jak brak kompleksów i pełen luz. Iceage zespół o którym chcę wspomnieć pochodzi z Danii i na niedawno wydanym New Brigade przekonuje nas, że punk wcale się nie skończył a nagrywanie w nonkonformistycznej konwencji wcale nie musi być kolejnym odgrzewaniem starego kotleta.

Duńczycy odświeżyli nam gatunek i dodali do niego trochę życia i duńskiej energii. Energia to będzie najważniejsze słowo określające debiut Iceage. Jest ona zawarta na całym albumie, który zaczyna się od intra, które zgrabnie przechodzi w White Run, które od razu kojarzy się z matematycznością These New Puritans. Dalsze kawałki jednak okazują się czystą punkową rewolucją gitarową, hi-hat pracuje tutaj cały czas. Album jest krótki, punk z założenia taki jest. Piosenka musi być konkretna, krótka i z przekazem. Na New Brigade tylko jeden utwór wychyla się ponad trzy minuty, reszta oscyluje gdzie w regionach 120 sekund. Natomiast tekstowo można ich interpretować na wiele sposobów: „Can You Keep A Promise / Alliance Is Our Home / We’ll Stay Together / In Brotherhood It Shows”. W tym aspekcie także nie stosują bogatych zabiegów. Wszystko opiera się na prostocie i sprawia, że ten album jest tak dobrze przyswajalny. Z pewnością stają się idealnym tłem do ostatnich wydarzeń z Londynu i okolic.

Punk nie jest raczej moim ulubionym gatunkiem, nigdy nie zasłuchiwałem się zbytnio w Sex Pistols czy The Clash, jednak potrafię docenić zespołu próbujące swoich sił w tej branży. Ocena: 7/10. Posłuchaj