Muzyczne podsumowanie roku: Płyty

albumyiPoniższe zestawienie 15 najlepszych płyt 2013 roku nie było dla mnie najprostsze do ułożenia. Pominąłem sporo bardzo dobrych płyt, które chciałem wyróżnić. Wynika to głównie z faktu, że w poprzednich 12 miesiącach pojawiło się wiele dobrych, równych albumów. O ile w poprzednim roku byłem pewien miejsca numer jeden o tyle w tym roku nie miałem już takiej pewności. Mimo to uklepałem top 15 a pozostałe miejsca wklejam w komentarzu. Czekam też na Wasze zestawienia.

Push-The-Sky-Away15. Nick Cave and The Bad Seeds – Push The Sky Away. Nick Cave z grupą The Bad Seeds zaliczył udany powrót. O jego „Push The Sky Away” nie napisano nigdzie złego zdania a album wylądował w większości podsumowań całorocznych. Nie inaczej jest u mnie. Australijczyk nagrał płytę epicką, poetycką i klimatyczną w której rzadko śpiewa a częściej melorecytuje. „Push The Sky Away” to porcja dobrej muzyki zarówno dla starych fanów twórczości Cave’a jak i słuchaczy mniej wyrobionych. Przy surowych, melancholijnych melodiach tej płyty pierwsze skrzypce grają wspaniałe, literackie teksty Austrlijczyka. To kolejna świetna pozycja w jego dyskografii.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Wavves-Afraid-of-Heights14. Wavves – Afraid of Heights. Nathan Williams po raz kolejny potwierdza, że potrafi pisać fajne gitarowe piosenki. Na „Afraids of Heights” mamy sporo dobrych gitarowych riffów i energetycznego lo-fi. Jednakże nie są już to tak słoneczne utwory jak na „King of The Beach” a bardziej depresyjne nuty z tekstami w stylu „I’m ugly, You Boring” lub „I’ll Be Alaway Be On My Own„. Myślę, że to po prostu kolejny krok kalifornijczyka w jego artystycznym życiu. Nie jestem jednak pewien czy do przodu, czy do tyłu? Generalnie płyta na tyle przypadła mi do gustu, że słuchałem jej większą część wiosny.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

jon hopkins_immunity13. Jon Hopkins – Immunity. Młody Anglik to specjalista od muzyki elektronicznej. Jego „Immunity” to majstersztyk pod względem detali. Od strony technicznej płytę można chwalić w nieskończoność. Zawartość również zachwyca, jednak nie na tyle by płyta mogła się znaleźć w pierwszej dziesiątce. Jest specyficzny klimat, momenty wprowadzające w trans oraz ciekawe brzmienie. Krążek ten szczególnie dopasował mi do podróży samochodowych o czym pisałem już w recenzji. Generalnie mało słucham elektroniki i nie mam porównania, ale najnowszy longplay od Jona Hopkinsa doceniam i szczerze polecam.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

JANELLE-MONAE-ELECTRIC-LADY12. Janelle Monae – The Electric Lady. Chyba najlepsza płyta mainstreamowego r’n’b zeszłego roku. Kapitalne single: „The Electric Lady„, „Primetime„, „Q.U.E.E.N.„. Idealnie dopasowane występy gościnne, które łączą rutynę (Prince! Erykah Badu) z świeżością (Miguel, Solange). Monae stworzyła fajny koncept-album opowiadający o kobietach. Są tutaj takie postaci jak: Dorothy Dandridge i astronautka Sally Ride. Poza tym pojawia się alter ego artystki – android Cindi Mayweather, z którym mieliśmy już do czynienia na płycie „The ArchAndroid„. Pomimo tego, że płyta jest lekko nierówna (mocny początek, słaby koniec) to mocno mi umilał ten materiał jesienne wieczory.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

arctic-monkeys-am11. Arctic Monkeys – AM. Zespół z Shieffield dzięki nie małej pomocy Josha Homme’a znalazł na siebie właściwy sposób. Brytyjczycy porzucili image rozczochranych, pryszczatych chłopców z okładki NME i w końcu dojrzeli. Dojrzeli do tego by nagrać album na którym jest i pustynia i deszcz, Black Sabbath i The Beatles, melodia i chaos. Album, który zachwyca i porywa. Warto nadmienić, że duża w tym zasługa lidera Arctic Monkeys – Alexa Turnera. Jego teksty nigdy nie był tak dobre jak na „AM„, rozwinął się również wokalnie. Nie jest już skrzeczącym dzieciakiem z gitarą, jest gwiazdą rocka, która hipnotyzuje słuchacza. Mainstremowy rock dzięki takim krążkom ma się bardzo dobrze. Mam nadzieje, że nie był to jednorazowy wyskok i zespół jeszcze raz nas mile zaskoczy.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

longliveasap10. A$AP Rocky – Long.Live.A$AP. Najbardziej imprezowa płyta roku. Rakim Mayers opóźniał premierę, gdyż dopracowywał materiał do najmniejszego, najdrobniejszego szczegółu. Po debiutanckim „Live.Love.A$AP” oczekiwania był duże, raper z Harlemu zdecydowanie dał radę. A$AP Rocky na „Long.Live.A$AP” zachwyca przede wszystkim kapitalnymi, nowoczesnymi podkładami oraz bogatą listą gości ( m. in.Kendrick Lamar, Drake, Skrillex!?!). Całość jest oczywiście przesiąknięta swagiem a ilość użytych sampli wywołuje ból głowy. Generalnie wszystko zostało tutaj odpicowane na bogato a sam A$AP Rocky w umiejętny sposób potrafi sprzedać się by załapać się do mojego TOP 10 płyt a.d. 2013 roku.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

incnoworld-608x6089. inc. – No World. Z inc. flirtowałem już w 2012 roku. „The Place” propsowałem przy okazji sylwestrowej playlisty. Polecałbym inne single na minionego sylwestra, ale nie udało się skleić playlisty. Wracając jednak do inc. Debiutancki longplay braci Andrew i Daniela Aged trochę niesłusznie pozostał w cieniu „Overgrown” Jamesa Blake’a i „Shrines” Purity Ring. „No World” to zdecydowanie najlepsza rzecz z pogranicza r’n’b i alternatywy, która ukazała się w zeszłym roku. Odnajdziemy tutaj sporo odniesień do muzyki lat 90. Pomimo tego, że inc. w kapitalny sposób jest jednocześnie retro i innowacyjne to „No World” niestety nie wydaje się być albumem przełomowym. Jednak bracia Aged wciąż się rozwijają, dlatego przeczuwa mi się, że to dopiero początek i jeszcze o nich usłyszymy nie raz.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

James-Blake-Overgrown-608x6078. James Blake – Overgrown. James Blake był już chwalony przy okazji debiutu „James Blake” z 2011 roku. Przyznaje, że nie spodziewałem się po nim TAKIEJ płyty. Młody Anglik w doskonałych proporcjach połączył muzykę modną z muzyką ambitną. Dlatego „Overgrown” powinno przypaść do gustu każdemu. Znajdziemy tutaj elementy popowe, hip-hopowe, gospelowe oraz muzyki r’n’b. Nie wiem czy to sprawka tego, że zakochał się czy tego, że ma głowę na karku i talent? Jednak na pewno wiele mu dały lekcje od amerykańskich mentorów Drake’a i Kanye Westa. Nagroda Mercury Prize jak najbardziej zasłużona.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

danny-brown-old7. Danny Brown – Old.Old” był krążkiem wyczekiwanym przez wielu fanów hip-hopu. Dla oryginalnego rapera z Detroit jest to już trzeci album w karierze, jednak dopiero pierwszy tak głośno komentowany. Danny Brown zasłynął głównie dzięki współpracy z A$AP Rocky’m a także kapitalnemu „Grown Up„. Jego tegoroczny longplay to album koncept, który można podzielić na dwie części. Pierwsza oparta na klasycznych beatach (choć nie do końca) to powrót do młodości. Druga część to utwory bardziej nowoczesne i „swagowe” opowiadające o starym już Brownie. Chociaż niektórzy mówią, że Danny Brown nie porywa na „Old” to uważam, że ta płyta na stałe wpisze się w historię hip-hopu.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Kanye-Yeezus6. Kanye West – Yeezus. Z „Yeezusem” mam problem. Gdy recenzowałem ten album dałem mu zaledwie 7, czyli ocenę wykluczającą ją z wpisanie w TOP 15. Jednak Kanye Westa należy wyróżnić. Po pierwsze za jego cholerną ambicję, a po drugie za innowacyjność jaką wprowadza w hip-hop? No właśnie, czy to jeszcze hip-hop czy już noise? Poza tym czy on nadal potrafi rozróżnić co na tej płycie było zagrane na poważnie, a co dla żartu? Pytań jest wiele a sam West nie mówi nic na ten temat tylko zgrywa buca i strasznie irytuje. Mam również wątpliwości czy też za parę lat nie odkryjemy, że daliśmy się nabrać a „Yeezus” okaże się nie tak ważnym dziełem jak je opisywano.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

qotsa-likeclockwork5. Queens of The Stone Age – …Like Clockwork. Chyba najlepsza gitarowa płyta poprzedniego roku. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się po QOTSA niczego specjalnego a tu takie zaskoczenie. Momentami myślałem już nawet, że nie ma zespołów, które potrafią poza debiutem nagrać jeszcze jedną wybitną płytę. Tak się składa, że Josh Homme z swoim zespołem debiutu nie miał udanego jednak od czasów „Songs for The Deaf” nie zachwycał. Na najnowszej płycie zespół prezentuje swoją melodyjną stroną, aczkolwiek nie brakuje tego charakterystycznego pazura. Josh Homme zadziwia, nie dość, że robi płytę Arctic Monkeys to sam ze swoim bandem nagrywa perełkę.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Run-The-Jewels-Cover4. El-P & Killer Mike – Run The Jewels. W większości recenzji raperski duet EL-P i Killer Mike’a porównywany był do kolaboracji Kanye Westa i Jay-Z. Prawda jest jednak taka, że to Watch The Throne mogłoby czyścić buty Run The Jewels. El Producto stworzył kapitalne podkłady używając sporo elektronicznych dźwięków z lat 80. Killer Mike natomiast jest jeszcze lepszy w swojej nawijce niż na zeszłorocznym „RAP Music„. Ponadto obaj panowie świetnie się dopełniają przywołując na myśl rzucanie słów w stylu RUN/DMC czy też Beastie Boys. Zdecydowanie najlepsza hip-hopowa płyta zeszłego roku, którą kończy fenomenalne „A Fucking Christmas Miracle„.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

mbv3. My Bloody Valentine – m b v. Na tą płytę czekali wszyscy. „Loveless” to krążek legenda, jedno z najlepszych dokonań w muzyce w ogóle. A czy „m b v” jest kontynuacją na miarę poprzedniczki? Zdecydowanie tak. Kevin Shields z ekipą po ponad 20 latach przerwy zachwycił ponownie. Kompozycje zawarte na „m b v” są idealnym rozwinięciem tego z czym mieliśmy do czynienia na krążku z 1991 roku. Płyta jest perfekcyjna pod każdym względem i brzmi tak jakby te 22 lat przerwy był zaledwie 22 miesiącami. Pisanie o tej płycie jako o piosenkach mija się z celem. O tym albumie zawsze będzie się pisało jako o wydarzeniu, części życia społecznego, jego aspektach dla całej muzyki. Kiedyś ktoś powiedział, że obecnie nie czeka się na wielkie albumy. „m b v” pokazuje, że to twierdzenie było błędne.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

These-New-Puritans-Field-of-Reeds12. These New Puritans – Field of Reeds. Pamiętam, że za pierwszym razem ta płyta mnie okropnie znudziła. To zadziwiające jaką drogę przeszła by znaleźć się właśnie tutaj. W tych nutach zakochałem się dopiero gdy usłyszałem je na żywo (stream z Openera). Towarzyszyła mi przez całe późne lato i pierwsze jesienne dni. To strasznie smutna, aczkolwiek piękna i klimatyczna muzyka. These New Puritans od początku dawali znaki, że nie są kolejnym brytyjskim indie zespolikiem a dowodem na to jest właśnie „Field of Reeds„. Ich opus-magnum do którego doszli starannie dopracowaną drogą i które będzie cholernie trudno powtórzyć. Szkoda, że Thome Yorke z Radiohead nie poszli tą drogą.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Nothing_Was_the_Same_cover_11. Drake – Nothing Was The Same. Drake zasłużył na jedynkę zdecydowanie. Być może „Nothing Was The Same” nie jest tak kapitalnym albumem jak zeszłoroczne „good kid, M.A.D. city” Kednricka Lamara i być może nie jest tak innowacyjne jak „Yeezus” Kanye Westa, ALE jest to materiał świetny, równy oraz zróżnicowany. Dla Kanadyjskiego rapera był to wyjątkowo pracowity rok. Oprócz tego wyśmienitego albumu wypuścił on również szereg świetnych singli, które wydawało się, że zasilał tracklistę tegorocznego LP. W tym przypadku ilość w żaden sposób nie wpływa negatywnie na jakość. Najchętniej przeze mnie wałkowana płyta w domu i samochodzie. Poza tym Drake’a nawet śpiewa Wojciech Szczęsny w Aucie.

Posłuchaj / Przeczytaj recenzje

Zaległości z 2013

cometStandardowo nie zdążyłem ponownie napisać o wszystkim o czym bym chciał. Wynikało to z wielu powodów. Chociaż uważam, że w minionym roku się nie opierniczałem to było kilka dłuższych zastojów. Najdłuższy z okolic wakacji było spowodowany pisaniem pracy magisterskiej. Potem były przygotowania do obrony a i też w drugiej połowie 2013 nie spędzałem już tyle czasu przed komputerem co wcześniej. Chyba powinienem zainwestować w tablet czy coś? To nie istotne teraz. Ta jedna notka powinna zrekompensować dłuższe chwile ciszy z poprzedniego roku.

amokAtoms For Peace – Amok. Na tą recenzję miałem kilka pomysłów, które niestety nie wypaliły. Szkoda, może innym razem? Pozostaje jednak zwyczajna formuła składająca się z twardo postawionych zdań. Zacznę od tego, że dla mnie „Amok” jest niczym innym jak kontynuacją solowej płyty Thom’a Yorke’a „Eraser” z 2006 roku. Skojarzeń i podobieństw jest masa. Nie wiem czy to dobrze czy źle, jednak niektórzy chyba oczekiwali czegoś innego. W końcu od początku Atoms For Peace byli przedstawiani jako super grupa w której są MEGA GWIAZDY. Thome Yorke czy też Flea z Red Hot Chilli Peppers to głośne nazwiska. Płyta na szczęście nie okazała się albumem, który ma zbawiać rock ‚n roll (tak jakby było jeszcze co zbawiać?) a po prostu dobrym albumem, który mógłby nagrać Radiohead gdzieś pomiędzy 2007 a 2009 rokiem. Brzmienie „Amok” to duża ilość elektroniki z drobnymi elementami gitar. Krążek ten jest niezwykle klimatyczny w głównym stopniu dzięki charakterystycznemu wokalowi Yorke’a. Dobra odskocznia od Radiohead. Ocena: 7/10.

posłuchaj

anxietyAutre Ne Veut – Anxiety. O matko o tej płycie miałem napisać przed samym offem… Brakowało weny i jak zwykle „casu”. Autre Ne Veut to projekt tworzony przez Arthura Ashina a jego tegoroczny longplay jest drugim w dorobku  po debiucie z 2010 roku nazwanym po prostu „Autre Ne Veut„. „Anxiety” to album niezwykle przebojowy i taneczny. Już opener „Play by Play” zdradza u Amerykanina zapędy w stronę rozbudowanych utworów nagranych z rozmachem. Artur Ashin na swoim najnowszym LP wędruje pomiędzy r’n’b a lo-fi włączając w to wiele elementów popu i elektroniki. W trzecim „Promises” czuć na odległość inspiracje Cut Copy natomiast „Counting” momentami nawiązuje do Kanye Westa „My Beatiful Dark Twisted Fantasy” (początek) oraz zeszłorocznej płyty Twin Shadow’a. Nie wszystkim ten album przypadł do gustu, zwłaszcza dla osób, którym podobał się debiut. Wyciszone, melodyjne r’n’b na wzór How To Dress Well zostało zastąpione wyrazistymi hitami gdzie szególną rolę odgrywają refreny. Jak dla mnie jest to pop idealny, szkoda tylko, że nie było tego czuć na żywo podczas Off Festivalu. Ocena: 8/10.

acid rapChance The Rapper – Acid Rap. Chancelor Bennett swoim debiutanckim albumem podbił większość list podsumowujących. Co prawda już rok temu wydał mixtape „10 Day” jednak przeszedł on bez większego echa. Rok 2013 miał bardzo pracowity, gdyż znalazł się na wielu featuringach. Nagrywał m. in. z Jamesem Blake’em, Joey’em Badass’em, Childish’em Gambino i … Justinem Bieberem. „Acid Rap” to kolejny hip-hopowy album, który potwierdza tezę, że rok 2013 był mocno udany dla czarnego gatunku. Moje zdanie podziela wiele portali muzycznych w swoich listach podsumowujących o czym wspomniałem na początku tej krótkiej recenzji (a raczej notki). Chancelor Bennett co prawda nie nawija o niczym nowym. Mamy wspomnienia z dzieciństwa, obraz Chicago z którego pochodzi czy też opis dojścia do sławy. Jednak potrafi wciągnąć słuchaczem sposobem w jaki przedstawia swoje historie. Jest zabawny i nieźle operuje głosem. Ważnym aspektem „Acid Rap” jest warstwa muzyczna. Znajdziemy tutaj sporo wstawek soulowych i gospelowych a także odniesień do lat 80. Perełką pod względem podkładu dźwiękowego jest „Pusha Man„, które można podzielić na dwie części. Na „Acid Rap” mamy także sporo gościnnych występów, jednak nie są to tak głośne nazwiska jak u chociażby Kanye Westa czy też Eminema. Wśród osób udzielających się na featuringach najlepiej wypadli Ab-Soul oraz Childish Gambino. Generalnie jest to jedna z najciekawszych propozycji hip-hopowych zrobionych na kwasie poprzedniego roku. Propsuje. Ocena: 8/10.

david lynch - the big dreamDavid Lynch – The Big Dream. Flirt Davida Lyncha z muzyką trwa dalej. Jakiś czas temu TVN nie rozumiał dlaczego David Lynch chciał tworzyć w Łodzi nowe projekty filmowe. Jego ostatni obraz „Inland Empire” powstał częściowo w Polsce, grali w nim nasi rodzimi aktorzy jednak na tym się skończyło. Czy powstanie jeszcze jakiś film Lyncha w Polsce? Raczej nie. A czy jakikolwiek powstanie? Mam nadzieje, że tak. Na razie musi nam wystarczać to co hollywodzki artysta nagrywa u siebie w domu. Z muzyką idzie mu nie gorzej niż z obrazami. Psychodeliczna atmosfera tym razem udziela nam się przez uszy. Już w 2011 roku chwaliłem jego „Crazy Clown Time” za specyficzny klimat. Podobnie jest na „The Big Dream„, które nie jest tak mroczne, ale nadrabia w inny sposób. Jest to na pewno album bardziej przystępny dla słuchacza i melodyjny! Ma nawet jedną radiową piosenkę „I’m Waiting Here” nagraną z Lykke Li, która jest bonustrackiem w sieci iTunes. Brzmieniowo album nawiązuje do muzyki lat 60. Sporo usłyszymy gitar i samego Davida Lyncha. Pozycja godna uwagi w czasie oczekiwania na nowy film. Ocena: 7/10.

disclosure-settle-lessthan3Disclosure – Settle. Chyba najbardziej hajpowana płyta poprzedniego roku. Bracia Guy i Howard Lawrence stworzyli album majstersztyk. „Settle” to najlepsza z możliwych opcji jaka mogła nastąpić w rozwoju muzyki klubowej. Kwestie rytmiki, czerpanie z dupstepu pełnymi dłońmi oraz przebojowość to jedno. Po drugie kapitalny dobór featuringów. Mamy ciekawe nazwiska ostatnich lat takie jak: Jassie Ware, Jamie Woon czy też Aluna Francis. W zasadzie trudno się doczepić czegokolwiek, każdy track na płycie zachwyca porównywalnie. Może tylko tego, że za małe zróżnicowanie, ale to nie jest najważniejsze. Warto również zwrócić uwagę na to, że ta muzyka przypada do gustu każdemu słuchaczowi, nawet mniej wyrafinowanemu i osłuchanemu. Podbicie mainstreamu i podziemia to zawsze sprawa wielka, a w tym przypadku w jakimś tak stopniu się to udało. Można by napisać o tym albumie wiele, ale mało rzeczy nowych o któryś już ktoś, gdzieś nie wspominał. Jeżeli jakimś cudem jeszcze nie słyszałeś/-łaś tej płyty to nadrób tą zaległość jak najszybciej. Ocena: 8/10

the 20 20 experience timberlakeJustin Timberlake – The 20/20 Experience. Nienapisanie o najnowszym krążku Justina Timberlake to grzech. Ostatnio miałem nawet do czynienia z absurdalną dyskusją czy „The 20/20 Experience” należy umieścić na liście najlepszych płyt zeszłego roku, spośród której miało być wybrane top10. Niestety album nie przeszedł ze względu na swoją radiowość… Natomiast na liście natomiast znalazło się miejsce dla takich tuzów jak Biffy Clyro, Bastille, Moby itd. Jeżeli płyta jest dobra to dlaczego ją ignorować ze względu na komercyjność wykonawcy? Bo trzeba przyznać byłej gwieździe N’Sync, że nagrał album bardzo dobry. Jego trzeci solowy longplay to zbiór długich (najkrótszy track na płycie trwa 4 minuty 47 sekund), rozbudowanych kompozycji nagranych z niemal hollywodzkim rozmachem. Być może single nie mają takiej siły jak te z „Justiefield” czy też „FutureSex/LoveSounds” jednak całościowo album prezentuje się solidnie. Za produkcje krążka odpowiada trio: Timbaland, Timberlake i Harmon i to tego pierwszego czuć w większości utworów. Znajdziemy tutaj chwytliwe przeboje takie jak „Suit & Tie” oraz spokojne ballady r’n’b takie jak: „Blue Ocean Floor” czy też „Strawberry Bubblegum„. Dla Justina Timberlake’a jest to kolejny krok do przodu. Ocena: 7/10.

Posłuchaj

mia matangiM.I.A. – Matangi. Mathangi „Maya” Arulpragasam najnowszym albumem postanowiła napisać nowy rozdział w swojej karierze. Jej najnowsze „Matangi” różni się od pozostałych albumów a sama artystka pragnie tworzyć rzeczy nowe. Na zeszłorocznym krążku łączy zachodnie trendy muzyki mainstremowej z kulturą wschodu. Brzmi to banalnie, ale trzeba posłuchać jak ona to robi. Przykład? Y.A.L.A to wschodnia odpowiedź na popularne w ostatnim czasie YOLO, gdzie to pierwsze oznacza You Always Live Again i odnosi się do reinkarnacji. Poza tym utwory są przesiąknięte różnymi dźwiękami wschodnimi. Na albumie mamy dobrze już znane „Bad Girls” oraz zdrowo kopnięte „Bring The Noize” gdzie Maya pokazuje swoje raperskie zdolności. Natomiast w „Double Bubble Trouble” mamy elementy muzyki reagge i techno. Na pewno na plus „Matangi” trzeba zaznaczyć jego globalność, kwestie społeczne jakie porusza oraz różnorodność brzmienia gdzie wschodnia tradycja spotyka zachodni postęp. Jednakże jest to dla mnie krążek nierówny i nie każdy utwór po prostu działa na mnie tak samo. Ocena: 6/10.

caveNick Cave And The Bad Seeds – Push The Sky Away. Australijski zawadiaka powraca po 5 latach przerwy z bardzo udanym materiałem. Nastąpiła jednak istotna zmiana w zespole Cave’a – odszedł Mick Harvey. Brak multiinstrumentalisty, jednego z założycieli zespołu nie wypłynął jednak diametralnie na wydźwięk całości. „Push The Sky Away” to piękna, poetycka płyta. Nick Cave mało tutaj śpiewa, raczej melorecytuje. Po raz kolejny zachwyca swoich fanów kapitalnymi tekstami, które spokojnie można by wydać jako tomik poetycki. Natomiast same melodie są powolne, momentami usypiające. Są jednak na płycie chwile, gdy Cave porywa tak jak w podniosłym „Higgs Boson Blues” czy też w „Jubilee Street„. Australijczyk nie traci tempa i dodaje do swojej dyskografii kolejną pozycję, którą warto znać. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

rasmentalism_zamlodziRasmentalism – Za Młodzi Na Heroda.ogarnij płytę Rasmentalism, najlepsze polskie rapsy w tym roku” od tego zdania rozpocząłem swoją przygodę z najnowszym LP od Rasmentalismu. W odróżnieniu od drugiej najlepszej polskiej rap płyty, czyli „Czarnej Białej Magii” krążek nagrany przez lublinian jest bardziej kolorowy i radosny. Już od pierwszego kontaktu z „Za Młodzi na Heroda” zachwyca nas produkcja na wysokim poziomie. Beaty od Menta są nowoczesne i porywają. Większość mc rapuje do podkładów nagranych na „jedno kopyto”. Tutaj każdy beat ma swoje cechy charakterystyczne. Natomiast użyty keyboard przywołuje na myśl ostatnie produkcje od El-P. Z drugiej strony jest Ras, który odpowiada za stronę liryczną. Propsuje kapitalne teksty z „Niebomby” czy też „Umarł Król, Niech Żyje„. Ulubiona linijka to chyba: „W ogóle rap to jakiś nordic walking, nikt nie wie o co chodzi, ale wszyscy idą w to”. Jednakże trafiają się słabsze momenty jak „Buty z Betonu” w którym swoją zwrotkę ma Eldo. Generalnie jest to jedna z najlepszych polskich płyt 2013 roku. Mimo, że w internecie przelała się fala hejtów mówiąca, że jest to muzyka dla studentów to uważam, że polski rap mocno potrzebował takiego albumu. Ocena: 7/10.

Sky-Ferreira-Night-Time-My-TimeSky Ferreira – Night Time, My Time. Z Sky Tonią Ferreirą wiązałem ogromne nadzieje. Już w 2010 roku zasłuchiwałem się w jej „One„. Co roku dopieszczała swoich fanów fajnymi EP-kami i kapitalnymi singlami. Co prawda zeszłoroczna była taka sobie, ale miała „Everything is Embarrassing„. Natomiast debiutancki album jednak nie porywa tak jak to sobie wyobrażałem i przyznam, że troszkę jestem rozczarowany. Oczekiwałem prawdziwej indie-popowej bomby z kapitalnymi syntezatorami i innymi bajerami. Otrzymałem natomiast krążek, który w maksymalnym stopniu eksploruje lata 80. Jest gitarowo, jest sporo syntezatorów i czuć w tym wszystkim przetarte dżinsy i zapach starej tenisówki. Jednak poprzednie single Sky miały ten urok, potrafiła urzec. Tutaj tego nie potrafi zrobić. A szkoda bo potencjał jest spory a w momencie kiedy Uffie pasuje pojawia się ogromna dziura do zapełnienia. Ok narzekam, ale tak na prawdę nie pisałbym o tym LP gdyby było totalnie do bani. Jest to dobra płyta, ma swoje momenty takie jak: „24 hours” czy też „Love In Stereo„. Jednak Sky Ferreirę stać na więcej i wcale nie musi pokazywać cycka by to udowodnić. Ocena: 6/10.

Posłuchaj