Pogoda czasem zawodzi, koncerty na Offie nigdy – relacja z OFF Festival 2023

Pogoda czasem zawodzi, koncerty na Offie nigdy – wiem co mówię, gdyż był to już mój dziewiąty OFF w karierze. Co prawda w ostatnim czasie Dolinę Trzech Stawów odwiedzam średnio co cztery lata, czyli tak jak piłkarskie reprezentacje wybierają się na mundial. Jednak to wciąż jeden z moich ulubionych muzycznych festiwali. Różnorodność artystów, stawianie na muzykę niezależną, mocno rozrastające się miasteczko festiwalowe oraz korzystna dla mnie lokalizacja sprawiają, że OFF to dla mnie jeden z najlepszych muzycznych festiwali w kraju. Niestety, w tym roku również nie załapałem się na medialną akredytację. Jednak ze względu na headlinerów nie mogłem opuścić tej imprezy. Ale o tym już poniżej.

Dzień I

Piątkowy dzień na papierze wyglądał najsłabiej i być może taki był. Ciężko stwierdzić, gdyż ze względów pogodowych moje przyjazdy na imprezę przesunęły się znacznie i nie byłem w stanie zobaczyć tyle, ile bym chciał. Tegoroczny Off rozpocząłem od występu grupy… Off! Chłopaki chcieliby być jak Rage Against The Machine, niestety za bardzo im nie wyszło. Jak to stwierdził Wyciu: „Takie trochę kuce” i chyba trochę w tym racji. Lubię ostrą gitarową muzykę, ale Off! to nie mój klimat. O wiele bardziej do gustu przypadła mi Dreya Mac. Brytyjska raperka i tancerka w jednym! Przy pomocy DJa i dwóch tancerek dała całkiem niezłe show. Kontakt z publiką utrzymywała jak na Offowe standardy bardzo dobry a jej muzyka potrafiła się obronić. Była to dobra rozgrzewką przed głównym występem dnia, który nieoczekiwanie przesunął się na godzinę 21:30. Pusha T wielbię od dawna, a facet wciąż wydaje dobrą muzykę. Jego dwa ostatnie krążki: „Daytona” oraz „It’s Almost Dry” doceniłem na blogu za konkretność i zwięzłość. Taki też był jego występ. Wszystkie jego najlepsze kawałki takie jak: „If You Know You Know„, „The Games We Play„, „Brambleton” czy też „Dreamin Of The Past” mogliśmy usłyszeć ze Sceny Głównej. Na sam koniec Pusha T odegrał „Runaway” i to defacto był jedyny kawałek, który potrafiła odśpiewać publiczność zgromadzona pod sceną. To może za rok na Offie pojawi się sam Kanye West? To mogło być i nawet powinno idealne zwieńczenie tego dnia, jednak ze względu na przesunięcie w programie miałem do zobaczenia jeszcze kilka występów tego dnia. Wpierw uderzyłem pod scenę eksperymentalną, gdyż kojarzyłem, że słuchałem jakiś czas temu płytę Special Interest. Jednak po kilku minutach stwierdziłem, że grające na scenie leśnej Melody’s Echo Chamber będzie lepszym wyborem. Nie myliłem się. Lekko senny acz nostalgiczny i melodyjny klimat tego występu może nie dodał mi sił, ale wprowadził w dobry nastrój za sprawą dream-popowego brzmienia. Wyjątkowo dobrze było usłyszeć live utwory ze zeszłorocznego „unfold„, które przypadło mi do gustu. Na położonej nieopodal scenie namiotowej scenie występowali Homixide Gang. Nim jednak raperski duet pojawił się na scenie to ich bucowaty DJ puszczał trapowe szlagiery wymieszane z innymi rockowymi kawałkami i rozgrzewał publikę. Jednak ani ta część występu, ani samo pojawienie się raperów nie sprawiło, że chciałem tu zostać do końca. W drodze powrotnej do auta sprawdziłem jeszcze Kokoroko, które ludzie zdążyli już okrzyknąć Coco Jambo. Fajna muzyczka, ale zmęczenie w tym momencie wygrało.

Dzień II

Sobotni, równie deszczowy dzień rozpocząłem od końcówki koncertu Nation Of Language. To niesamowite jak oldschoolowo brzmi ten amerykański indie-popowy projekt. Szczerze mówiąc nie interesowałem się zbytnio tym zespołem i byłem w nie małym szoku, że to muzyczny projekt, który debiutował trzy lata temu a nie trzy dekady temu! Grający na scenie leśnej Balming Tiger był tym czego się spodziewałem. Nieco pretensjonalni, trochę dziwaczni i czerpiący z daleko wschodniej kultury a jednocześnie dodający sporo nowoczesności i przebojowości. Trochę żałowałem, że nie zostałem na dłużej z powodu deszczu. Grający na scenie głównej Spiritualized miałem okazję już widzieć na Offie w 2009 roku, jeszcze w Mysłowicach. Wtedy Jason Pierce nie przekonał mnie do siebie, teraz zupełnie odwrotnie. Uważam, że to był jeden z lepszych koncertów tego dnia. Być może pomogła mi perspektywa czasu, wtedy miałem 20 lat, a teraz 34…. A być może, katowicki występ był po prostu lepszy? Potwierdziły się plotki, że na Offie wystąpi Dawid Podsiadło ukrywający się pod przykrywką projektu Udary. Tajemnicza grupa miała odegrać w całości debiutancki album The Strokes „Is This It„. Stąd też nazwa Udary, która jest po prostu przetłumaczeniem angielskiego strokes. Występ ten uznaje za udany ze względu na dwie sprawy. Po pierwsze miło było w końcu usłyszeć coś co się ZNA (W tym roku nawet nie próbowałem poznawać offowych zespołów i po prostu poszedłem na żywioł poznawania dopiero pod sceną) i zna ze swoich młodzieńczych lat (Tak, wiem – brzmi to bardzo dziadersko). Natomiast druga sprawa to bardzo dobre odegranie The Strokes i zbliżony wokal Dawida Podsiadło do Juliana Casablancasa, normalnie tym występem wygrał kolejną edycję „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Szkoda tylko, że zespół nie wykorzystał pełniejszej puli swojego występu. Aż się prosiło o jakiś bis albo chociaż kolejny cover The Strokes z drugiego albumu. Podejrzewam, że to był jednorazowy występ ale chcętnie jeszcze był posłuchał czegoś podobnego, gdyż The Strokes pewnie nie zagrają nigdy w Polsce… Dzień zakończyłem występem Slowdive. Nie miałem okazji być na Offie w 2014 roku, kiedy byli również headlinerem dlatego cieszę się, że udało mi się nadrobić ich występ w tym roku. Usłyszenie na żywo „When the Sun Hits” oraz „Alison” to zawsze wielkie przeżycie a ich brzmienie tego dnia było niesamowite. Jak na zespół, który debiutował w czasie kiedy ja dopiero przyszedłem na Świat to zachowują dobrą formę. W odróżnieniu ode mnie, bo mi już doskwierały różnego rodzaju bóle i zmęczenia…

Dzień III

Niedziele planowałem rozpocząć szybciej… Niestety i tym razem moje plany zmienił ulewny deszcz. W końcu, gdy pogoda się ustabilizowała mogłem sprawdzić końcówkę występu Hani Rani. Jednak moja wizyta była zbyt, krótka by coś sensownego napisać o występie artystki. O wiele więcej mogę powiedzieć o grającym na scenie leśnej Tamino. Ten 26-letni Belg dał piękny aczkolwiek nieco przygnębiający występ. W dodatku ta smutna muzyka idealnie odzwierciedlała nastrój wokalisty, który stracił nie dawno przyjaciela. By nie popadać całkowicie w żałobne tony postanowiłem sprawdzić trapy od Lanceya Fouxa. Było znacznie lepiej niż na piątkowym Homixide Gang, ale i tak towarzyszyło mi gorzkie przemyślenie, że pod względem rapsów to Off zawsze był w tyle. Kiedyś ten wspaniały gatunek nie pojawiał się wcale, a jak już, to tylko na zasadzie powiedzenia, że gramy wszystkie gatunki. Teraz jest go całkiem sporo, ale te wszystkie trapy były modne ze 5-7 lat temu, teraz hip-hop wraca do korzeni i docenia się jak ktoś nie jedzie na audio-tune…. No, ale nie narzekam bo w końcu też zaczęto doceniać raperów jako headlinerów. Grający na scenie głównej Confidence Man był z kolei świetnym podejściem do trendów! Obciach lat 90 już dawno temu wrócił, a dowodem na to jest z jakim przyjęciem spotkał się australijski duet, który brzmiał jak grający niegdyś Mr President czy zespół Aqua. No i ta kapitalna choreografia, na tej scenie ciągle coś się działo! Z kolei na scenie leśnej sprawdził się inny duet. Mowa o projekcie Panda Bear i Sonic Boom. Pierwszy z nich to członek legendarnego już Animal Collective, drugi z kolei to Peter Kember – założyciel grupy Spaceman 3. Ich wspólny album z zeszłego roku „Reset” na żywo brzmiało równie niesamowicie. Zwłaszcza utwory „Edge of the Edge” czy też „Go On„. Nie zawiódł również headliner ostatniego dnia. O King Krule napisałem na blogu w zasadzie już wszystko. Jego oba pierwsze albumy mocno przypadły mi do gustu, podobne mam spostrzeżenia także do rudowłosego wokalisty podczas jego występów na żywo. Zwłaszcza świetnie było usłyszeć na żywo „Stoned Again” oraz „Alone, Omen 3„. W Katowicach tego dnia udzielił się klimat angielskiego, zadymionego klubu a sam King Krule był dobrej formie. Oby jak najwięcej tego typu koncertów w przyszłym roku!

OFF Festival 2023 – Zapowiedź

Tradycyjnie już w pierwszy weekend sierpnia w katowickiej Dolinie Trzech Stawów odbędzie się kolejna edycja legendarnego już OFF Festivalu. Miałem okazję brać już w ośmiu edycjach tej muzycznej imprezy, dzięki temu wiem jak wspaniałym doświadczeniem jest obecność na OFFie. Sprawdźmy jak zapowiada się tegoroczna edycja.

Gdzie i kiedy?

Tak jak wspomniałem we wstępie, OFF odbędzie się w katowickiej Dolinie Trzech Stawów w dniach 4-6 sierpnia. Ten, kto był w stolicy Górnego Śląska to wie, jak wiele zieleni jest w tym kojarzonym głównie z ciężkim przemysłem mieście. Dolina Trzech Stawów w sąsiedztwie lotniska Muchowiec jest właśnie taką zieloną oazą, która idealnie pasuje dla tego typu imprezy.

Kto zagra?

Z dostępnych na chwile obecną informacji wiemy, że line-up wygląda grubo. Główni headlinerzy to Slowdive, Pusha T oraz King Krule. Pierwsi z nich już wystąpili kiedyś na OFF Festivalu, niestety jednak nie miałem okazji brać udziału w ów edycji. Dlatego też z wielką chęcią sprawdziłbym legendę shoegaze. Pusha T to jeden z moich ulubionych raperów ostatniej dekady. Moją sympatię zawłaszczył albumem „Daytona„, jednak każda płyta w jego dyskografii to jest czysty rapowy sztos. Z kolei King Krule to brytyjski magik, który nie boi się eksperymentować z gatunkami. Odmówił współpracy Kanye Westowi, za co ma mój szacunek. Myślę, że koniecznością jest odsłuchanie na żywo utworów z „The Ooz” oraz „Man Alive!„.

Z pozostałych nazw uwagę zwraca obecność legendy muzyki alternatywnej Pandy Beara. Członek Animal Collective wystąpi w duecie ze Sonic Boomem. Jednak to nie jedyna legenda, która zagości w Katowicach. Na OFFie usłyszymy także Spiritualized, które powstało w 1990 roku i zalicza się do tzw nurtu space rock. Pojawi się także wiele nowości, m.in. EKKSTACY, który zadebiutował w zeszłym roku albumem „misery„. Jockstrap to kolejny zeszłoroczny debiutant. Ich krążek „I Love You Jennifer B” zebrał pozytywne recenzję, dlatego zdecydowanie warto dać im szansę. Fanów trapu zadowoli fakt, że na scenie T Tent wystąpi duet z Atlanty – Homixide Gang. Z kolei miłośnicy lat 80 powinni koniecznie sprawdzić koncert Nation of Language.

Z rodzimych wykonawców zobaczymy m.in. robiącą furorę za oceanem grupę Trupa Trupa. Rockowy band z trójmiasta odegra w całości album „Headache„, który w mojej ocenie jest ich opus magnum. Poza nimi wystąpi Daria ze Śląska, która specjalizuje się w melancholijnych balladach. Ponadto nasi reprezentanci to: Aljas, Mop oraz Belmondawg / Expo 2000.

W jakiej cenie bilety?

W chwili obecnej trzydniowy karnet to koszt 429 zł, jednak lada chwila ma się to zmienić. Także warto już teraz zaopatrzyć się we wejściówki.

Pozostałe informacje?

Wszelkie informacje znajdziecie na stronie http://www.off-festival.pl

10 Najlepszych płyt 2022 roku

Oto lista 10 najlepszych (moim skromnym zdaniem) zeszłorocznych albumów muzycznych. Mimo, że nie przesłuchałem wielu płyt to i tak miałem w czym wybierać przy tworzeniu listy. Poniżej finalny efekt.

10. Bonobo – Fragments. O najnowszej płycie muzyka z Brighton powiedziano w zasadzie już wiele. I tak, jest to prawda, że to jego jedna z najlepszych płyt. Na „Fragments” Anglik zachował idealną równowagę z onirycznym klimatem a parkietowym basem. W końcu to lider nieoczywistych mieszanek w muzyce. Do tańca porywają wspaniałe „Rosewood” czy też „Otomo„. Z drugiej jednak strony jest sporo kawałków do zwykłej komplementacji i rozmyślań jak chociażby „Tides”. Sporo roboty robią tutaj występy gościnne. Na szczególne wyróżnienia zasługują przede wszystkim Jamila Woods oraz Jordan Rakei. Niby to siódmy już longplay w jego kolekcji, a koleś dalej potrafi wymyślić proch. Dobry album zarówno na karnawał, jak i na post.

9. Trupa Trupa – B Flat A. Gdański band Trupa Trupa nie zwalnia tempa. Grzegorz Kwiatkowski i spółka ponownie udowadniają, że post-punk żyje i ma się dobrze. Mroczne, psychodeliczne, momentami transowe kawałki potrafią porwać. Zwłaszcza taki „Kwietnik„, „Uselessness” czy też otwierający całość „Moving„. Najnowsza pozycja od Trupa Trupy (jak każda ich płyta w zasadzie) ma niepowtarzalny klimat. I mimo, że nie tworzą rozbudowanych utworów, to ich muzyka po prostu działa. Dlatego też doceniam ponownie i pozdrawiam ze Śląska.

8. Kendrick Lamar – Mr. Morale & The Big Steppers. Kendrick kazał na siebie czekać z nową płytą aż 5 lat. Sporo w tym czasie się wydarzyło, ale jedno pozostało niezmienne – płyty Lamara to sztos. I mimo tego, że to najmniej singlowy jego krążek przy jednoczesnym najdłuższym materiale to udało utrzymać mu się równy, wysoki poziom. Ponownie uderza w poważne tony poruszając mocne tematy i tworzy pewnego rodzaju historię na miarę dnia świra w Compton.

7. SZA – SOS. Tak jak wspomniany wcześniej Kendrick, tak i Solánia Imani Rowe wydała imponująco długi materiał. I tak jak raper z Compton, piosenkarka z St. Louis także jest gwarancją wysokiego poziomu wydawniczego. Jej poprzedni krążek „Ctrl” został ciepło przyjęty, tak samo jest i z „SOS„. Najnowsza produkcja SZA ląduje to na różnorakich podsumowaniach i plejkach a recenzenci i słuchacze nie szczędzą ciepłych słów. Powód? Bo to po prostu cholernie dobra i równa płyta.

6. Jad – Ból. No cóż, gdybym miał opisać Polskę AD 2022 jedną płytą to wybrałbym najnowszy album grupy Jad. Nie chcę zagłębiać się w politykę, ale czy da się tego nie robić pisząc o punk rocku? Jak wspominałem w recenzji śmierć z kosą, zalana krwią na tle konturu Polski i słowa „BÓL”, „JAD” to po prostu wypisz, wymaluj nasz piękny kraj. A muzyka? Kozak!

5. FKA Twigs – CAPRISONGS. Debiutancki mixtape FKA Twigs był moim ulubionym zeszłorocznym materiałem z pogranicza R’N’B i popu. Świetne, rozbudowane melodie i urzekające teksty sprawiały, że na początku roku dość sporo słuchałem „CAPRISONGS„. Teraz wróciłem do tego albumu i działa nadal tak samo. Tahliah Debrett Barnett potwierdza tym krążkiem, że wciąż jest w formie i po udanych płytach „LP1” i „Magdalene” wciąż potrafi i może zachwycić słuchacza.

4. Pusha T – It’s Almost Dry. Pusha T i najlepsza rapsowa płyta roku? Ziobro zdziwienia. W końcu Terrence Thornton od dawna wypuszcza wyłącznie mocne rzeczy. Nie inaczej jest tym razem. Klimatyczne beaty, świetna nawijka, przystępny czas odtwarzania (żadne tam półtoragodzinne epopeje) i dobrze dobrana lista gości. Raper z Nowego Jorku dawno temu odkrył receptę na sukces i póki co sprawdza się. Po co więc ucinać kurze złote jaja?

3.Weyes Blood – And in the Darkness, Hearts Aglow. Przyznam się, że dość długo zabierałem się za przesłuchanie tego albumu. Gdy jednak to zrobiłem to z miejsca wskoczył do pierwszej trójki mojego podsumowania. W recenzji określiłem ten krążek jako monumentalny. Zdania nie zmieniłem. Śliczna płyta.

2. Beach House – Once Twice Melody. Szczerze powiedziawszy to nie sądziłem, że dream popowy duet Victoria Legrand – Alex Scally jeszcze kiedykolwiek mnie zaskoczy. Zwłaszcza, że to ich już 8 album a wcześniejsze płyty były do siebie łudząco podobne i jednakowo nudnawe. W przypadku „Once Twice Melody” sytuacja na papierze wygląda podobnie. Płyta składająca się z czterech krążków, 18 utworów i prawie półtoragodzinny materiału. Co to jest? Jakaś kolekcja klasyki czy kolejny mixtape Drake’a?!? Okazało się jednak, że płyta na prawdę daje radę i bardzo dobrze się tego słucha. W zasadzie na tyle dobrze, że urzekły mnie te melodie. Chyba w końcu udało im się uderzyć w odpowiednie tony, które mnie wciągnęły.

1. The Smile – A Light For Attracting Attention. Można by pomyśleć, że miejsce pierwsze za zasługi Radiohead. Nie w moim przypadku. Wstyd się przyznać, ale ten album mnie uwiódł gdy jeszcze nie wiedziałem, że to robota Thoma Yorka z Greenwoodem. Oczywiście, cały czas słyszałem, że ten wokal jest łudząco podobny do wokalisty z Oxfordu a styl zespołu do złudzenia czerpie z radiogłowych. W końcu nie wytrzymałem i wujek google mnie oświecił. Jednak pierwsze zauroczenie było jeszcze z nieznanym mi, nowym zespołem. Teraz gdy znam prawdę to w sumie nie czekam już na nową płytę Radiohead. The Smile absolutnie mi wystarcza, takiego Yorka chcę słuchać. Świetna płyta, aczkolwiek wielkich płyt Radiohead nie przebija. Przypomina mi „In Rainbows„, które de facto doceniam.