Muzyczne podsumowanie roku 2008

3

Rok 2008 dobiega końca. Czas najwyższy by podsumować muzyczne dokonania artystów w tym roku. Czy był to dobry rok pod względem wydanej muzyki? Ciężko odpowiedzieć. Pojawiły się bardzo dobre płyty, te mniej dobre i te całkiem do niczego. Zatem zupełnie naturalnie. Kategorie nie uległy zmianie. Tak jak w poprzednim roku napiszę i o płytach, singlach i teledyskach. Jest to moja subiektywna ocena. Zatem nie musicie się z tym zgadzać co napiszę. Wszystko z lajtem bo zdaje sobie sprawę, że nie przesłuchałem wielu płyt. To tyle tytułem wstępu. Pora zacząć długo wyczekiwane podsumowanie!!!

Zagraniczna płyta 2008 – czyli zagraniczne produkcje, które najbardziej mnie zachwyciły i najczęściej ich słuchałem:

1. Cut Copy – In Ghost Colours. Najlepszy electro-indie-pop w tym roku jaki słyszałem. Melodyjnie, tanecznie i ogólnie zarąbiście. Świetna robota w wykonaniu Australijczyków. Dla mnie bomba.

2. Fleet Foxes – Fleet Foxes. Tym razem coś amerykańskiego. Ta płyta mnie tak zachwyciła, że słucham jej tylko w zaciszu domowym. Kto nie słuchał ten trąba.

3. MGMT – Oracular Spectacular. Do tej płyty początkowo nie byłem zbytnio przekonany, jednak później się okazało, że towarzyszyła mi i na zakupach i w drodze do pracy bądź uczelnie. Natomiast Time to Pretend to dla niektórych Wonderwall tego dziesięciolecia.

Poza listą: Albert Hammond, Jr. – ¿Como Te Llama?, British Sea Power – Do You Like Rock Music?, Cold War Kids – Loyalty to Loyalty, TV on The Radio – Dear Science, Vampire Weekend – Vampire Weekend.

Polska płyta 2008 – podobnie jak powyżej tylko chodzi o płyty z rodzimego rynku:

1. Materac – Andersen Dobranoc. Pisałem nie dawno recenzję także wiadomo dlaczego. Maciek Cieślak w formie plus wokal Zagańskiego plus kreatywność muzyczna Koprowskiego = płyta roku.

2. Iowa Super Soccer – Lullabies To Keep Your Eyes Closed. Szkoda, że po angielsku bo być może byłaby wyżej w moim notowaniu.

3. Waglewski Fisz Emade – Męska Muzyka. Jeżeli chodzi o dwójkę synów Waglewskiego to wolę ich twórczość razem z ojcem. Ta płyta jest naprawdę dobra.

Poza listą:Afro Kolektyw – Połącz Kropki,  Cool Kids of Death – Afterparty, Renton – Take-Off.

Najgorsza zagraniczna płyta 2008 – tutaj bardziej chodzi o to, które płyty najbardziej zawiodły moje oczekiwania, które najbardziej mnie wkurwiały i te które zbierały dobre oceny pomimo tego, że są gówniane.

1. Glasvegas – Glasvegas. Nie rozumiem jak można się zachwycać takim gównem. Patetyczne jodłowanie, nieudolne granie, perkusja na poziomie uderzania ołówkiem w szklankę, stwarzanie pozorów. Im się tylko wydaje. Im się wszystkim kurtka wydaje!

2. The Kooks – Konk. Mocno mnie zawiedli, stracili mój kredyt zaufania, który im dałem po nagranym debiucie.

3. One Night Only – Started a Fire. Nie ogarniam.

Poza listą: CSS – Donkey, Kaiser Chiefs – Off with Their Heads, The Killers – Day & Age,The Ting Tings – We Started Nothing, We Are Scientists – Brain Thrust Mastery.

Najgorsza polska płyta 2008 – nasze produkcje, które mnie najbardziej drażniły. Pomijam dokonania grup typu Feel, Doda itd.

1. Out of Tune – Out of Tune – Boże co za gówno na nas zesłałeś! Dlaczego nam to robisz?

2. Czesław Śpiewa – Debiut – miły koleś, ale muzę ma żałosną.

3. Dick4Dick – Grey Album – niby oryginalni, ale wtórni.

Poza listą: sporo tego.

Zagraniczny singiel 2008:

1. Black Kids – I’m Not Gonna Teach Your Boyfriend How to Dance With You. Zajebista piosenka. szkoda, że cała ich płyta nie jest tak miażdżąca.

2. MGMT – Kids – szaaaaaaaaaaaaałłłłłłłłłł

3. Will.I.AM – Heartbreaker – Komercyjny pop też jest spoko. Nie tylko samo indie.

Poza listą: British Sea Power – Waving Flags, Calvin Harris – Acceptable in the 80’s, Cold War Kids – Something Is Not Right WIth Me, Dizzee Rascal & Calvin Harris ft. Chrome – Dance Wiv Me, Estelle feat Kanye West – American Boy, Hot Chip – Ready For The Floor, MGMT – Time to Pretend, The Streets – The Escapist

Polski singiel 2008:

1. Sokół & Pono (feat. Franek Kimono) – W Aucie. Zero niespodzianki. To było pewne odkąd usłyszałem ten kawałek.

2. Afro Kolektyw – Przepraszam. Wszystkie wersje są spoko. Cały czas mam w głowie słowa refrenu… damn.

3. Video – Ide na Plaże. Teraz to już klasyk polskiej muzyki rozrywkowej! W porywach 10.0

Poza listą: Ania – Nigdy więcej nie tańcz ze mną, Cool Kids of Death – Bal Sobowtórów, Video feat. Wyszkoni – Soft.

Zagraniczny wykonawca Live 2008:

1. Of Montreal – Kto był na Offie ten wie, że ten gig najbardziej wymiótł. Prawdziwe show.Nawet marna pogoda nie zepsuła mi tego.

2. British Sea Power – Taki mały Muse z nich ^^. Chodzi o występ, który dali w Mysłowicach.

3. Mogwai – Ja tam doznawałem, nie wiem jak reszta. Mam to gdzieś.

Poza listą: Caribou, Clinic, Menomena

Polski wykonawca live 2008:

1. Muchy – Mimo tej dzieciarni pod sceną podobało mi się.

2. Cool Kids of Death – wiem, że to już nie te same emocje co niegdyś, ale nadal rządzą.

3. Afro Kolektyw – za stroje.

Poza listą: Czesław Śpiewa, Materac

Najlepszy teledysk 2008:

1. Radiohead – House of Cards – za innowację

2. Bloc Party – Mercury – za pomysł i stroje / The BPA feat David Byrne & Dizzee Rascal – Toe Jam – za okolice 2:30

3. Noah & The Whale – 5 Years Time – za te tańce synchroniczne.

Najgorszy teledysk 2008:

1. Linkin Park feat Busta Rhymes – We Made it – za akcję z krzesełkiem.

2. The Killers – Human – dobija mnie wszystko. Tekst, muzyka i te video… pliss

3. The Kooks – Always Where I Need To Be – Ta świńska skóra niszczy mój umysł, zniewala mnie, dobija. Widoczne inspiracje One Night Only!!

Zagraniczne odkrycie 2008:

Fleet Foxes. W tym roku panowali wszędzie. Na lądzie, wodzie, powietrzu i kosmosie!

Polskie odkrycie 2008:

Materac. Mimo, że nagrywali wcześniej to w tym roku pokusili się o własną płytę i to był dobry ruch z ich strony!

No i to w zasadzie wszystko. Powiem to co powiedziałem rok temu kończąć podumowanie:  „Jeżeli Paweuu Alternativ Blog będzie funkcjonował dalej to będzie można się spodziewać takiego podsumowania już w grudniu 2008!”. No tylko trzeba zamienić 2008 na 2009. Życzę wszystkim miażdżącego nowego roku! Do zobaczenia w 2009!

Radiohead – OK Computer

radiohead_ok-computerJednak te lata 90 były całkiem spoko. Na początku trochę zalatywało wieśniactwem a la MC Hammer ale potem pojawili się i Jeff Buckley, i Blur, i Oasis też, i 2Pac, i Rage Against The Machine no i także Radiohead. To znaczy, że w muzyce nie do końca zostało wszystko powiedziane, zaśpiewane przez Beatlesów. Nie wszystkie pomysły zostały zrealizowane przez Joy Division, My Bloody Valentine czy R.E.M. Można było nagrywać płyty idealne, wnoszęce „coś” a nawet więcej w życie szarego konsumenta.

I tak właśnie zrobił band z Anglii. Mimo, że może nie wyglądali na takich co są w stanie nagrać taką płytę i stać się najważniejszym zespołem przełomu wieku XX i XXI. No bo ich początki nie były tak ambitne. Pierwsza płyta to Creep i tło. The Bends to natomiast zgromadzenie hitów na jednym krążku. OK Computer to cos więcej. To przełom. Od tamtej pory Radiohead to zespół, który wymienia się jednym tchem obok The Beatles i Joy Division.

W sumie to wszystko już wiecie. Bo chyba nie ma osoby, która by przynajmniej nie chwaliła OK Computer. Wszystkie media piszą o anglikach w samych superlatywach. Rzadko się zdarza by ich słowa były prawidłowe. Ambitna płyta, zupełnie nie komercyjna w końcu doceniona w zbieraninie ścieków pozerstwa. Oni chyba nie byli na to troszkę przygotowani. Dlatego taka a nie inna historia z Kid A, ale o tym już w innej recenzji. Muzycy wypowiadali się, że ta płyta nie jest tak idealna jak się wszystkim wydaje. Skromność? Na pewno to co robią, to co mówią jest szczere. Nie jesteśmy ofiarami wielkiego oszustwa słuchając OK Computer. Nie tracimy czasu, natomiast go zyskujemy! Jak nawołuje Yorke w The Tourist: „hey man slowdown. hey idiot slowdown”.

Ta płyta sprawia, że poszukujemy w naszych myślach jakiś refleksji. Mimo, że nie wszystko jest dosłownie powiedziane to i tak da się zrozumieć o co chodzi nie mając większego wykształcenia ani znając idealnie język Davida Beckhama. „ambition makes you look very ugly” ten fragment najbardziej mi przypadł do gustu. Coś w tym jest, że człowiek za bardzo się pogubił w tym całym konsumpcyjnym trybie życia. Do mnie Thom Yorke przemawia całkowicie. Trafia w sedno. I nie chodzi tu tylko o sam Paranoid Android, który jest w czymś w rodzaju nadutworu, ponad sześciu minutowym zgniataczem umysłu. Cała płyta niesie ze sobą coś niezwykle ujmującego. I nie mówię tak tylko dlatego, że Porcys tak mówi, Gazeta Wyborcza, Radio Zet czy inne media. Słucham płytę trzymając w ręce książeczkę w ciemny pokoju z zapaloną lampką a za oknem widzę szosę pełną nieszczęśników, którym moda i telewizja wyznacza życiowe cele. Niepowtarzalny klimat związany z Radiohead. Dlatego ich cenię mimo wszystko najbardziej. Są mi bliżsi niż wymieniane wcześniej zespoły Iana Curtisa i Johnna Lennona.

Radiohead to taka żyjąca legenda. Podążająca to coraz dalej. Są inspiracji dla wielu muzyków. W naszych klimatach najbardziej wpłynęli na twórczość Ścianki czy też Kombajnu do zbierania kur po wioskach. Widać gołym okiem analogie w tekstach obu ekip. „please could you stop the noise im tryin a get some rest?” = „zabierzcie ten tłum! próbuje spać”.

Poczytałem troszeczkę opinii na temat płyty. I większości podczas słuchania Exit music (for a film) łza sama ciśnie się w oko. Nie jestem sam, bo mimo wszystko jestem troszeczkę wrażliwy. Oni są niesamowici, że potrafią wyciągnąć wrażliwość z takiego betonu jak ja. Nie mówię, że przeżywam tę płytę jak babcia audycje radia maryja z stertą chusteczek. Ujmuje mnie ta muzyka. Chciałbym dać 11, ale nie mogę. Ocena 10/10.

P.S. Jeżeli nie widzieliście to musicie nadrobić zaległości. Paranoid Android. Najlepszy moment w okolicach 3:18.

Thom Yorke – The Eraser

Witam w nowym roku. Wznawiając pisanie recenzji zacznę w tym roku pisząc o wykonawcach z górnej półki. Pierwszym takim wykonawcom będzie mój dobry znajomy z MySpace – Thom Yorke.

W roku 2006 fani Radiohead oczekiwali nowej płyty grupy. Zamiast tego doczekali się zupełnie czegoś innego. Była to solowa płyta wokalisty Radiohead pt. The Eraser. Niektórzy się ucieszyli, niektórzy zawiedli, ale wszyscy musieli przyznać, że dobrze mu to wychodzi. Można było się przestraszyć, że skoro płyta odnosi sukces to Thom odejdzie z Radiohead. Jednak nic z tego bo rok później Yorke wraca z In Rainbows tym razem jako Radiohead. Wybiegając poza temat to u nas istnieje podobny przypadek w postaci Artura Rojka.

Wracając do The Eraser. Jeśli ktoś zna Thoma to dobrze wie, że angielski geniusz muzyczny zawsze był zainteresowany muzyką elektroniczną. I The Eraser nie odbiega od zainteresowań Yorke’a. Włączając płytę już na początku usłyszymy klawisze. Przez całą płytę przebiegną nam najróżniejsze elektroniczne dźwięki. Zdarzają się jakieś dziwaczne odgłosy, melodyjki jak z gry na pegazusa itd. Cały Yorke.

Wisienką na całej kompozycji jest charyzmatyczny i nieco psychodeliczny wokal Thoma. Momentami jest niepokojący. Dla fanów Yorke’a ta płyta to nie lada kąsek dobrej i wciągającej muzyki. Dla tych co niekoniecznie lubią Radiohead i samego Yorke’a ta płyta może być ciężka do przełknięcia. Ale ten blog to miejsce tylko dla fanów Radiohead.

Ostrzegam, że płyta nie jest łatwa w odbiorze. Nie jest tak, że po pierwszym przesłuchaniu zakochamy sie od razu w tych kompozycjach. Miłość przyjdzie z czasem a jak nie to zawsze można wrócić do słuchania starszych kawałków Radiohead (Creep). Bo Solowy projekt Yorke’a mimo, że jest to electronic/ experminental/ alternative/ indie/ pop (Tagi Last.fm) to nie wpada w ucho od razu tak jak słynny Creep.

Kończąc już te moje nic nie warte wywody powiem tylko tyle, że płyta jest fajna i można se posłuchać. Ocena: 7/10.