Epicka zabawa pod kominem – relacja z CARBON Silesia Festival 2024

W miniony weekend zakończyła się czwarta edycja CARBON Silesia Festival. Impreza ponownie odbyła się w industrialnej scenerii Sztolni Luiza w Zabrzu. Był to mój trzeci raz z tym muzycznym wydarzeniem, i tak jak w poprzednich latach ponownie potwierdzam, że jest to jedna z najlepszych tego typu imprez w Polsce. Jak dokładnie było i kto wystąpił w Zabrzu? O tym dowiecie się poniżej.

Dzień I

Dzień pierwszy imprezy rozpocząłem od dokładnego sprawdzenia całej miejscówki przy dźwiękach Mniam Collective, który puszczał swój set na Carnall Stage. Pojawiło się parę nowości. Studio tatuażu, koszy do koszykówki czy też scena Fresh Faces. Widać, że organizatorzy cały czas starają się rozwijać i nie stoją w miejscu. Pierwszy koncert, który udało mi się zobaczyć to występ duetu Jeszcze na Scenie Głównej Lipton. Rodzinny kolektyw pochodzący z mazurskiej wsi to połączenie delikatnego wokalu oraz energicznej muzyki elektronicznej. Jeszcze powstali w 2021 roku i było to widać. Skromni, nieco zawstydzeni młodzi ludzi dali ogólnie ciekawy występ i zachęcili mnie do powrotu do ich muzyki. Chwilę później na tej samej scenie, przy większej frekwencji pojawił się inny duet. Mowa o Ikarvs, w skład którego wchodzą: Aleksandra i Przemek. Twórcy piosenki „Akacje” równie nie posiadają długiej historii, jednak w tym przypadku nie można było mówić o onieśmieleniu na scenie. Fikuśne stroje, dziwne pozycje, zmiany instrumentów, kolorowe wizualizacje były dopełnieniem dzikiej muzyki. Być może na scenie działo się więcej, jednak nie doszukałem się tutaj podobieństw do zespołu Arca czy też Caroline Polachek.

W tym roku najmniej czasu spędziłem pod sceną Jungle. Być może dlatego, że najciekawsze występy rozpoczynają się tutaj najpóźniej. W piątkowy dzień sprawdziłem występujących tam Sarapata oraz Edvvina, jednak żaden z nich nie zmusił mnie do pozostania dłużej niż 5 minut. Inaczej wyglądała sprawa pod sceną Carnall. Tam trwała cały czas impreza, zwłaszcza jak występowała pochodząca z Krakowa Charlie czy też Radio Slave. Wróćmy jednak pod scenę główną, gdyż tam grał pochodzący z Francji NTO. Anthony’ego Faviera pierwszy raz widziałem live właśnie na CARBONIE 2022. Wtedy grał na mniejszej scenie i to był błąd, gdyż duża scena bardziej do niego pasuje. Założyciel wytwórni „Hungry Music” wypracował już własny, rozpoznawalny styl, ma na koncie wiele kapitalnych utworów jak chociażby „La clé des champs” i potrafi porwać tłumy do tańca. Jeżeli będziecie mieli kiedykolwiek okazję sprawdzić NTO na żywo, to zdecydowanie POLECAM! Gwiazdą wieczoru jak i całego festiwalu był norweski Röyksopp. Był to mój trzeci koncert tej grupy i ten zdecydowanie był najlepszy. Pełen energii i tanecznej muzyki set porwał ludzi do tańca i był to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów festiwalu.

Dzień II

Drugiego dnia nieco się spóźniłem, dlatego też zdążyłem zobaczyć tylko ostatni utwór grany przez Ptakova. Jednak to co zdążyłem zobaczyć brzmiało obiecująco. Sporo dobrej muzyki można było usłyszeć spod namiotu Carnall Stage, gdzie imprezę rozkręcał Nuarrrr. Ja jednak najbardziej oczekiwałem występu We Draw A. Duet Radek Krzyżanowski (Kamp!) oraz Piotrek Lewandowski (Indigo Tree) pomimo długiego scenicznego stażu widziałem po raz pierwszy. I był to strzał w dziesiątkę, gdyż muzycznie jak wizualnie koncert ten spełnił moje oczekiwania. Grupa grała zarówno starsze kawałki jak i utwory z najnowszego „New Mornings” z kapitalnym „Breeze” na koniec koncertu. Rok wcześniej równie dobrze bawiłem się podczas występu grupy Kamp! We Draw A stanowi całkowicie ciekawą jego kontynuacje.

GusGus to kolejny zespół, który widziałem już wcześniej. I nie chodzi mi o to, że przed nosem pomykał mi Birgir Þórarinsson w scenicznym stroju z lampką wina. Byłem na ich koncercie podczas jednej z edycji Tauron Nowa Muzyka. Swoją drogą Islandczycy lubią koncertować w naszym kraju i było to czuć także podczas tegorocznego Carbona. Świetny koncert. Udało mi się sprawdzić za to po raz pierwszy na żywo Goldiego, którego wspomagał Medic MC ( Z resztą tak samo jak Zero-T). Klasyka Drum’n’bassu. Oczywiście bez Pana Medica, którego już widziałem wcześniej i cały czas się zastanawiam, jak się mają te jego okrzyki do mikrofonu do muzyki w tle? Strasznie psuł mi odbiór całości… Gwiazdą wieczoru był francuski dj Vitalic, o którym słyszałem wiele dobrego. Co prawda nie ujął mnie tak jak wieczór wcześniej NTO, ale był to bardzo mocny set. Myślę, że łysy francuz spełnił całkowicie oczekiwania widowni. Z pewnością wybrał bym się ponownie na jego występ.

Podsumowując, czwarta edycja CARBON Silesia Festival ponownie dała radę. Zaproszeni artyści w większości spełnili oczekiwania a organizatorzy dołożyli wszelkich starań by zadowolić fanów. Poczułem także ponownie kapitalny, industrialny klimat Sztolni Luiza w Zabrzu. Mam nadzieję, że ta impreza pozostanie z nami jak najdłużej w niezmienionej formule i do zobaczenia za rok!

CARBON Silesia Festival 2024 – Zapowiedź

Już za nieco trzy tygodnie odbędzie się kolejna edycja CARBON Silesia Festival. Miałem okazję brać udział w zeszłorocznej edycji (Moje wrażenia możecie sprawdzić TUTAJ) i z czystym sumieniem polecam przybyć do Sztolni Królowa Luiza w dniach 14-15 czerwca. Poniżej wrzucam garść informacji o tegorocznej edycji Carbona.

Gdzie i kiedy?

Standardowo festiwal odbędzie się w samym czarnym sercu Górnego Śląska, czyli Sztolni Królowa Luiza w Zabrzu w dniach 14-15 czerwca. Miejsce to ma niesamowity, industrialny klimat, który idealnie komponuje się z muzyką, którą można usłyszeć ze scen Carbona.

Kto wystąpi?

Głównym headlinerem tegorocznej edycji festiwalu jest norweska grupa Röyksopp. Duet tworzący muzykę z pogranicza popu, techno i elektroniki miałem okazję sprawdzić w tym roku podczas Snowfestu oraz zeszłorocznego Tauron Nowa Muzyka Katowice. Twórców takich przebojów jak: „Here She Comes Again” oraz „What Else Is There” chętnie sprawdzę ponownie w Zabrzu. Z ogromnym wytęsknieniem czekam na występ NTO. Francuski DJ grał już na Carbonie dwa lata temu i dał świetny koncert podczas, którego usłyszeć można było już legendarne „La clé des champs„. Równie dużym uznaniem cieszy się inny francuski DJ – Vitalic. Ukrywający się pod tą nazwą Pascal Arbez-Nicolas nagrywa już od ponad 20 lat i ma na koncie wiele świetnych utworów. Dobrze znani śląskiej widowni są także Islandczycy z GUSGUS. Zespół założony w 1995 roku w Reykjavicku grał już wcześniej na TNMK i jest mocnym punktem line-up’u tegorocznego CARBONA. Poza tym warto sprawdzić takich artystów jak: Goldie, Luke Alessie czy też Nick Curly.

Silna jest także polska reprezentacja. Na Carbonie usłyszymy m.in. duet Catz’N Dogz, który ma wielu fanów w kraju, jak i poza jego granicami. Bezkres to 2/3 składu legendarnego KAMP!, który w tamtym roku grał podczas CARBONA jeden z swoich ostatnich występów live. ZAMILSKA to DJ-ka, która w ostatniej dekadzie zaliczyła ogromny progres i z ciekawością sprawdzę jak potrafi porwać ludzi do tańca. W Zabrzu nie zabraknie również melodyjnej synth-popowej muzyki za sprawą grupy Jeszcze. Tworzący nią rodzeństwo pochodzące z mazurskiej wsi ma już na koncie dwa długogrające albumu, z czego ostatni : „Z tb na mieście” ukazał się rok temu. Poza tym wystąpią: Kuba Sojka, Last Robots czy też We Draw A. Pełny line-up znajdziecie TUTAJ.

Koszt biletu?

W chwili obecnej są sprzedawane karnety dwudniowe LAST CALL w cenie 299 zł. Warto nadmienić w tym miejscu, że CARBON jako nieliczny festiwal nie podniósł (lub zrobił to nieznacznie w przypadku biletów regularnych) cen swoich biletów, gdzie w przypadku pozostałych imprez tego typu różnice są znaczne.

Pozostałe informacje?

Wszystko znajdziecie na stronie http://www.carbonfestival.pl

SnowFest 2024 – Relacja

Ponownie miałem przyjemność udział wziąć udział w organizowanym w Szczyrku festiwalu SnowFest 2024. Była to już 11 edycja tej imprezy a jak było na jedynym zimowym muzycznym festiwalu w Polsce? Tego dowiecie się poniżej!

Dzień I

Pierwszy, piątkowy dzień imprezy rozpocząłem od występu GOORAL na scenie głównej Amfiteatru. Twórcy pamiętnego hitu „Karczmareczka” dali występ jakiego można było się spodziewać. Połączona muzyka elektroniczna z góralskim folklorem idealnie wpasowała się w górski, zimowy klimat imprezy i była udaną zapowiedzią dalszej zabawy. Zabawowy duch SnowFesta to przede wszystkim Scena Jelenia, gdzie rozkręcane są najlepsze imprezy. Znakomicie to odzwierciedlił duet DNTRT x DEYNA, który zaprezentował bardzo solidny zestaw zabawowych piosenek. Wiele także działo się na skoczni Skalite. Być może w tym roku zima nie była tak śnieżna jak w latach poprzednich, ale i tak udało się zorganizować zawody w skokach na snowboardzie. Pisałem już o tym wielokrotnie, ale warto to powtórzyć. Sportowe zmagania, mimo, że nie mają światowej rangi to idealnie komponują się z omawianym wydarzeniem. Podziwianie tych wszystkich trików na desce, czy też nartach to fajne urozmaicenie i odskocznia od muzyki. A gdyby zrobić coś podobnego w letnim wydaniu z deskorolką czy też rowerem bmx?

Z wielkimi nadziejami oczekiwałem występu Kalibra 44. Katowicka grupa to żywa legenda hip-hopu w Polsce, której jak dotąd nie miałem okazji zobaczyć na żywo. Zawsze coś stawało na drodze, czy to choroba bądź załamanie pogody. Cieszę się, że udało się tym razem bo chłopaki nie zawiedli. Ich występ to był istny wehikuł czasu, który zabrał mnie w lata 90. Początkowo DJ zaprezentował hip-hopowe szlagry z zachodniego wybrzeża Stanów z Wu-Tang Clanem czy też Snoop Doggiem na czele. Potem dołączył AbraDab i Joka i kontynuowali tą podróż. Takie utwory jak: „Nasze Mózgi Wypełnione są Marią„, „Normalnie o tej Porze”, „Gruby Czarny Kot…” czy też „Konfrontacje” zabrzmiały kapitalnie, a publiczność przyjęła je z sporym entuzjazmem. Lata 90 przeżywają swój revival a Kaliber 44 idealnie to wykorzystuje. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się kolejny występ na tej scenie, gdzie występował duet Rudimental. Generalnie przyznam się, że nie słucham chłopaków, ale praktycznie znałem każdą ich piosenkę. Brytyjczycy mają na koncie mnóstwo radiowych przebojów takich jak m.in. „These Days„, „Feel The Love” czy też „Waiting All Night„, które wprowadzały do tańca publikę zgromadzoną w Amfiteatrze. Piątkową wyprawę zakończyłem pod sceną Snowtent, gdzie występował dobrze mi znany Ros Addiction oraz MC Conrad.

Dzień II

Sobotni dzień festiwalu rozpocząłem od występu grupy Lordofon na scenie głównej. Nie znałem wcześniej twórczości chłopaków, dlatego też okazali się dla mnie ogromnym pozytywnym zaskoczeniem całej imprezy. Okazuje się, że mamy swój polski Wavves, kóry jest bardziej melodyjny i otwarty na inne gatunki, gdyż chłopaki odważnie eksperymentują z hip-hopem. Takie utwory jak: „Francoise Hardy„, „Kobayashi” czy też „Opener” zabrzmiały kapitalnie na żywo. Warto sprawdzić ten zespół. Tego dnia na skoczni Skalite odbywały się zawody Freeski, które może nie są tak spektakularne jak te na snowboardzie, ale równie dobrze je się oglądało.

Głównym występem tego dnia dla mnie miał być występ grupy PRO8L3M. Jestem ogromnym fanem twórczości Oskara i Steeza, a do tej pory miałem okazje widzieć ich tylko raz i to jeszcze w ubogiej formie podczas OFF Festivalu 2015, czyli 9 lat temu! Od tamtej pory nagrali wiele świetnych kawałków i parę dobrze przyjętych płyt. Co tu dużo mówić? Pod względem wizualnym i muzycznym był to występ KAPITALNY. Fajnie było usłyszeć na żywo „Przebój Nocy„, „Flary” czy też „Molly” oraz obserwować te lasery i wizualizacje. Jak to PRO8L3M, idealnie połączył futuryzm z retro odniesieniami. Następnie udałem się do namiotu by sprawdzić (tym razem chyba już na serio?) ostatni występ grupy Kamp! Grupa co prawda zapowiedziała zakończenie twórczości, ale ten koniec trwa już od roku. I dobrze! Bo chłopaki na prawdę dają teraz czadu. Byłem nimi zachwycony podczas minionego Carbonu, byłem i teraz. Co prawda przeszkadzał ogromny ścisk w namiocie, ale i tak zabawa była przednia. Pod tym samym namiotem wystąpił także duet ROYKSOPP, który nieco rozczarował mnie podczas ostatniego Taurona w Katowicach. W Szczyrku chłopaki brzmieli dużo lepiej, jednak z powodu późnej godziny i kawałka drogi do przebycia do domu nie zaliczyłem całego występu.

Podsumowując, SnowFest po raz kolejny udowodnił, że warto odwiedzić Szczyrk na początku marca. Festiwal idealnie łączy sportowe zawody, z koncertami i tanecznymi imprezami. Jest górsko, zimowo i kameralnie. To sprawia, że za rok również chętnie wezmę udział w SnowFeście. Mam nadzieję, że do zobaczenia za rok!