
W miniony weekend w dniach 13-14 czerwca odbyła się piąta edycja Carbon Silesia Festival. Sztolnia Królowa Luiza ponownie zapełniła się ludźmi spragnionymi tanecznej muzyki i dobrej zabawy. Dla mnie to był czwarty Carbon z rzędu, i ponownie stał na wysokim poziomie! Dzikie tańce przy Dam Swindle, piękne emocje na The Blaze, zimny Brooklyn Brawery i wiele świetnych ludzi dookoła. Czego chcieć więcej? Bardziej szczegółowo na temat zabrzańskiego festiwalu piszę poniżej.
Dzień I
Trzynastego w Piątek, wcale nie przynosi pecha. Wręcz przeciwnie, w miniony piątek było samo szczęście. Imprezę na Carnall Stage rozkręcali pierw Omson, a później Duszne Granie. A pierwsze wokalne popisy prezentował BAASCH. Przyznam szczerze, że nie słucham na co dzień Bartosza Schmidta i nie jestem nigdy na bieżąco z jego wydawnictwami. Jednak, gdy mam okazję to sprawdzam go live. I tak było tym razem. Niestety tym razem jego występ był rozczarowująco nudny. Być może to nie była pora dla niego, może nie ten vibe a być może jego nowe piosenki nie podeszły mi zbytnio. Zupełnie inna energię zaprezentowali Rysy na Lipton Main Stage. To ich trzeci występ na Carbonie i pierwszy na dużej scenie. I tutaj sprawdzili się kapitalnie! Świetna energia i dobry kontakt z publiką. A co więcej, piosenki z najnowszej płyty „4GIVE” na żywo brzmią rewelacyjnie. To był ich najlepszy koncert na jakim byłem.
Spore oczekiwania miałem wobec Dam Swindle. Przed festiwalem sprawdzałem (a w zasadzie poznawałem) wielu artystów mających zagrać na tegorocznym Carbonie i holenderski duet najbardziej mnie urzekł. Być może bardziej by się sprawdzili na dużej scenie, ale Carnall Stage gościł wcześniej wielu znakomitych DJ-ów, także dobrze było ich usłyszeć na mniejszej i bardziej kameralnej scenie. I co tutaj dużo mówić? Wybawiłem się świetnie, ta muzyka porywa wprost do tańca. Być może set nie zawierał tych, kawałków, które najbardziej mnie urzekły na ich płytach, ale i tak było wybornie. Zabawa była tak świetna, że na występ Rudim3ntal zabrakło już sił. Co prawda słuchałem ich na spokojnym, medialnym uboczu. Fajnie, że zagrali swoje największe, radiowe hity bo tego głównie mi zabrakło podczas zeszłorocznego SnowFestu, gdzie byli głównym headlinerem. Na koniec sprawdziłem przez chwilę zabawę na Carnall Stage i Jungle Stage. Na tej pierwszej grała Cinthie i tutaj działo się wiele. Z kolei na zalesionej scenie wystepował Truant, i jego występ lepiej wspominam na tegorocznym SnowFest.
Dzień II
Drugi dzień w Zabrzu rozpocząłem od koncertu Noviki i Sambora. Pani Katarzyna Nowicka regularnie zjawia się na festiwalach organizowanych przez Igora Fleiszera. Czy jako artysta, czy gość zawsze można ją spotkać zarówno Zabrzu jak i Szczyrku. Bardzo fajna energia, i w odróżnieniu od BAASCHA Novika potrafiła przekazać słuchaczom swoje pozytywne emocje. Mieszane odczucia miałem po występie Decius Soundsystem. Londyńczycy mieli piękną oprawę wizualną, ale na obrazie moje pochwały się kończą. Nie trafili do mnie, wokalista a raczej facet z mikrofonem był za bardzo ekspresywny, a momentami wręcz komiczny… Coż…. Dobry moment na uzupełnienie płynów i zasobów żołądka, bo potrzeba energii dla występu dnia!
A tym był francuski duet The Blaze, który w zeszłym roku gościł na OFF Festiwalu. Przyznam szczerze, że ich występ był RE-WE-LA-CY-JNY! Prawdopodobnie jeden z najlepszych w dziejach Carbona, a na pewno najlepszy tej edycji. W ogóle zakochałem się w ich muzie, do tego stopnia, że głównie słuchałem ich przed festiwalem i nie słucham niczego innego po jego zakończeniu. Usłyszeć na żywo takie utwory jak: „She„, „Territory„, „Juvenile” czy też „Eyes” to było coś wspaniałego. Co prawda goście raczej bez większych emocji odgrywali kolejne kawałki, ale ten materiał sam się broni, i sam zachęca do tańca. Znajomi długo nie mogli mnie namierzyć, tak mnie wciągnął The Blaze. Mam nadzieję, że jeszcze wrócą do Polski, w razie co, będę WAS informował. Grająca na Carnall Stage La Fleur świetnie ciągnęła dalej imprezę rozpoczętą przez The Blaze. Dobrą robotę robił także Roman Flugel, ale jego usłyszałem już tylko krótki moment, gdyż pora było wracać, a słońce już powoli wschodziło.
Podsumowując, piąta edycja Carbon Silesia Festival okazała się ponownie udana. Dobry wybór headlinerów, oraz ciekawy zestaw Dj sprawił, że zabawa była przednia. Ponadto impreza ma genialny, nieco kameralny klimat za sprawą miejsca, gdzie się odbywa. Widzimy się ponownie za rok! Ja już nie mogę się doczekać.












