Przegląd kulturalny – Na co czekać w 2023 roku?

Stary rok za nami, nowy przed nami. Co ciekawego nas czeka w 2023? Oto mały przewodnik kulturalny, gdzie znajdziecie listę premier filmowych, serialowych, muzycznych i wydawniczych zapowiedzianych na przyszłe dwanaście miesięcy.

FILM

Rok w kinie zapowiada się całkiem obiecująco. Z nowym filmem wraca Chritopher Nolan, czyli koleś, który przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu. Tym razem na warsztat bierze biografię Roberta Oppenheimera – amerykańskiego fizyka, którego uważa się za „ojca bomby atomowej”. W głównych rolach: Cillian Murphy, Florence Pugh, Emily Blunt, Matt Damon, Robert Downey Jr. czy też Rami Malek. Na papierze wygląda to dobrze. Premiera filmu „Oppenheimer” przewidziana jest na lipiec 2023, czekamy! Dużo dobrego kina spodziewam się także po „Barbie” Grety Gerwig. Duet Margot Robbie – Ryan Gossling może się okazać zaskakujący. Premiera także w lipcu. Dla fanów thrillerów sci-fi poleciłbym „65” w reżyserii Scotta Becka oraz Bryana Woodsa. Twórcy „Cichego Miejsca” pokażą tym razem historię astronauty, który rozbija się na obcej planecie. Szybko okazuje się, że trafił na ziemię w okresie prehistorycznym. Film produkuje Sam Raimi, muzykę zrobił Danny Elfman a w głównej roli Adam Driver.

Poza tym otrzymamy standardowo sporo kina super bohaterskiego i wielu filmowych kontynuacji. W tym pierwszym gronie pojawią się m.in. „Strażnicy Galaktyki vol. 3„, „Aquaman i Zaginione Królestwo„, „Spiderman poprzez multiwersum„, „Ant-Man i Osa: Kwantomania„, „The Marvels„, „Shazam! Gniew bogów” czy też „The Flash„. Jeżeli chodzi o filmowe sequele to na ekrany kin trafią: „Indiana Jones i tarcza przeznaczenia„, „John Wick 4„, „Szybcy i Wściekli 10„, „Creed III”, „Transformers: Przebudzenie bestii” oraz „Mission: Impossible – Dead Reckonin„. Ja osobiście najbardziej wyczekuje drugiej części „Diuny” od Dennisa Villeneuve’a. Pierwsza część może i była nudnawa, ale była widowiskowym popisem dla oka. Mam nadzieję, że druga część zaserwuje nam nieco więcej fabularnych ciekawostek. Premiera przewidziana na listopad.

A co tam w kinie grozy? Numer jeden, który wyczekuje to „Renfield” Chrisa McKaya. W tej komedii-horrorze zobaczymy niezastąpionego i niestrudzonego Nicolasa Cage’a. Premiera 14 kwietnia w USA. Poza tym ukaże się szósta część „Krzyku„, „Evil Dead Rise„, remake „Egzorcysyty„, druga część kiepskiej „Zakonnicy„. O „Cocaine Bear” już donosiłem w social mediach. Wciąż nie wiadomo nic na temat spin-offu „Cichego Miejsca„. Natomiast w lutym pojawi się horrorowa wersja Misia Puchatka. „Winnie-the-Pooh: Blood and Honey” w reżyserii Rhysa Waterfielda wejdzie do kin tuż przed Walentynkami.

Z innych gatunków filmowych warto wspomnieć takie tytuły jak „Mała Syrenka”, „Super Mario Bros”, „Wonka„, „Napoleon„, „Missing” czy też „The Old Way„. Będzie się działo i będzie w czym wybierać.

SERIAL

Jeżeli chodzi o nowości to najbardziej wyczekiwana produkcja to oczywiście „The Last of Us„. Produkcja HBO oparta o grę komputerową pojawiła się na małym ekranie 15 stycznia i już zbiera pochwalne recenzje. Poza tym ciekawie zapowiadają się takie seriale jak: „Mrs. Davis„, „White House Plumbers” oraz „Daisy Jones & The Six„. Ponad to nowe sezony otrzymamy od takich dzieł jak: „Sukcesja„, „Biały Lotos„, „Belfer„, „Detektyw„, „Ty„, „Squid Game” oraz „Wiedźmin„.

MUZYKA

Pora na premiery muzyczne zaplanowane na ten rok. Na pierwszy rzut potwierdzone premiery z alternatywy. 20 stycznia ukaże się album „La La Land” legendarnej już indie-rockowej grupy Guided by Voices. Tego samego dnia dnia ukaże się także „Lobos” od zapomnianych już We Are Scientists W styczniu pojawi się także „One Day” od Fucked Up oraz „A Reckoning” Kimbry. Ciekawie zapowiada się najnowszy album Young Fathers „Heavy Heavy„. Premiera longplaya od szkockiego tria przewidziana jest na początek lutego. W tym samym miesiącu ukażą się także takie płyty jak: „Get Up Sequences Part Two” The Go! Team, „Raven” Keleli, „This Stupid World” Yo La Tengo czy też „Cracker Island” Gorillaz. W marcu z kolei ukaże się najnowszy krążek Lany Del Rey „Did You Know That There’s a Tunnel Under Ocean Blvd„. Nie potwierdzone są jeszcze daty nowych wydawnictw od takich artystów jak: The Killers, Fidlar, Swans czy też Wild Nothing. Póki co, czekamy.

Jeżeli chodzi o rapsy to potwierdzona jest już nowa płyta Macklemore’a. Płyta „Ben” ukaże się 3 marca. Osobiście wyczekuje nowej płyty od A$AP Rocky’ego „Don’t Be Dumb„. Poza tym nowe wydawnictwa zapowiedzieli Travis Scott, Doja Cat, J.Cole, Slowthai oraz Cardi B. Jeżeli chodzi o rodzimy rynek to wyczekuje nowej płyty od Zdechłego Osy. „Breslau Hardcore” ukaże się 17 lutego.

Jak co roku wskrzeszone zostaną także muzyczne dinozaury. Nowe płyty wydają m.in. The Smashing Pumpkins, John Frusciante, Metallica, Anthrax, Depeche Mode, Europe czy też Noel Gallagher’s High Flying Birds. W popie ukażą się z kolei takie płyty jak: „Rush!” Maneskin, „Diamonds & Dancefloors” Avy Max, „Gloria” Sama Smitha, „Higher Than Heaven” Ellie Goulding oraz „Trustfall” Pink. Nowości możemy także spodziewać się od Kylie Minouge i Jennifer Lopez. Będzie się także działo w mocnym brzmieniu. 24 marca ukaże się „93696” od Liturgy. Poza tym nowe płyty wydają Daath, Obituary, Dope czy też Haken.

KSIĄŻKA

Jeżeli chodzi o nowości wydawnicze to przede wszystkim czekam na przełożoną premierę z minionego roku „Obcy: Wyjście z Cienia” Tima Lebbona. Niemniej Wydawnictwo Vesper, które specjalizuje się w moim ulubionym gatunku jakim jest horror zapowiedziało już wydanie „Piąty Kier” Dana Simmonsa oraz „Niewidzialnego Człowieka” H.G. Wellsa. Z kolei w drugim moim ulubionym gatunku jakim jest sport, SQN zapowiedział wydanie biografii fińskiego skoczka narciarskiego Janne Ahonena. Z kolei In rock poleca historię polskiego metalu w książce „RZEŹPOSPOLITA” Piotra Dorosińskiego. Jak widać zapowiada się ciekawy rok także pod względem wydawniczym.

10 Najlepszych thrillerów minionej dekady

W kolejnej odsłonie podsumowań dekady 2011-2020 na warsztat wziąłem inny gatunek filmowy jakim jest thriller. Miłej lektury!

Blade Runner 2049 (2017, reż. Denis Villeneuve). Biorąc pod uwagę ile już kultowych filmów spierdolono przez niepotrzebne sequele, prequele i remake’y, to aż dziwi, że ten film się udało. Zasługa reżysera, który nie silił się na dorównanie pierwowzorowi czy też zrobienie takiego samego filmu, tylko lepiej. Villeneueve rozdaje tutaj karty ze swojej talii i to on ustala zasady gry. Nowa wersja „Łowcy Androidów” to przede wszystkim piękny spektakl dla oka, gdzie szerokie kadry zaciekawiają nas swoją kolorystyką. Fabuła jest wciągająca, a sam film chce się oglądać. Ryan Gosling ponownie udowadnia, że role małomównego antagonisty są jego specjalnością. Tylko szkoda, że David Bowie nie pożył trochę dłużej, bo zamiast niego otrzymaliśmy przereklamowanego Jareda Leto.

Cloverfield Lane 10 (2016, reż. Dan Trachtenberg). Młoda kobieta ulega wypadkowi samochodowemu. Budzi się w podziemnym schronie Howarda (W tej roli niesamowity John Goodman), który twierdzi, że na zewnątrz doszło do ataku chemicznego. Dziwne zachowanie mężczyzny wzbudza nieufność Michelle (Mary Elisabeth Winsted) oraz również znajdującego się w bunkrze Emmetta. Film Dan Trachtenberga przywrócił mi nadzieję, że „Cloverfield” może stać się bardzo fajną serią. W końcu tytułowy monster movie z 2008 roku był fajnym kinem. Niestety jego następca „Cloverfield Paradox” wszystko zaprzepaścił… wracając jednak do dzieła z 2016 roku. „Cloverfield Lane 10” trzyma nas w napięciu od samego początku do końca i to jest najlepsza zaleta tego filmu. Finał wyjaśnia czy Howard miał rację, i tego trochę szkoda bo chyba bym wolał pozostać w niewiedzy do końca. John Goodman przeżywa tutaj drugą młodość, a reżyser wciąż robi wszystko by nie zaczęło nam się nudzić w bunkrze wraz z zamkniętą tam trójką bohaterów.

Cosmopolis (2012, reż. David Cronenberg). Przez nowojorskie ulice przemierza biała limuzyna. W środku znajduje się młody milioner Eric Packer (Robert Pattinson), który z niepokojem obserwuje wydarzenia dziejące się na zewnątrz. Krucha sytuacja na rynku wywołuje manifestacje, natomiast spadki giełdowe pozbawiają w szybki sposób majątku głównego bohatera. Cronenberg w swoim filmie przez zastosowanie minimalizmu (większość filmu dzieje się w kabinie samochodu) postanawia w filozoficzny sposób rozpatrywać zagadnienie kapitalizmu. Film niestety zebrał słabe oceny wśród widowni, głównie z powodu niezrozumienia dzieła, oszczędności w środkach przekazu i głównej roli powierzonej nieopierzonemu Pattinsonowi, który wcześniej grał tylko wampira lalusia. Wspomniane zarzuty okazują się jednak nie trafione, gdyż reżyser w dobry sposób przenosi na ekran powieść Dona DeLillo. Film wzbudza zainteresowanie zimnym klimatem, ciekawymi postaciami pobocznymi oraz klasycznym repertuarem zabiegów kanadyjskiego filmowca. A Pattison? Po latach okazało się, że koleś jednak umie grać a ten film tylko to potwierdza.

Dar / The Gift (2015, reż. Joel Edgerton). „Dar” Edgertona zachwycił mnie na tyle, że już zdążyłem o tym filmie wspomnieć na łamach bloga TUTAJ. Słów kilka o fabule: film to historia pewnego małżeństwa, które przeprowadza się do Los Angeles. Simon (Jason Bateman) i Robyn (Rebecca Hall) nie zdążyli jeszcze rozpakować wszystkich kartonów a zyskali nowego „przyjaciela” w postaci Gordo (w tej roli sam Edgerton). Niestety z czasem ów „przyjaźń” zaczyna być problematyczna dla dwójki głównych bohaterów. Gdy jedno ze spotkań kończy się kłótnią i zerwaniem znajomości, Robyn zaczyna się martwić, że to dopiero początek kłopotów z nowym znajomym. Co więcej żona Simona odkrywa, że jej męża łączy z Gordo przykra historia z okresu młodości. Największą zaletą tego filmu jest jego nieprzewidywalność. Wydawać by się mogło, że Edgerton ogra tutaj kolejne oklepane środki, a tak na szczęście nie jest. I w zasadzie o to chyba chodzi w dobrym dreszczowcu, by potrafił zaskoczyć.

Kaliber / Calibre (2018, reż. Matt Palmer). Dwójka przyjaciół wybiera się na weekend do odległej szkockiej wioski. Mają zamiar wypić nieco whiskey i zapolować na jelenia. Podczas polowania dochodzi do tragedii, wskutek, której ginie ojciec z synem. Główni bohaterowie postanawiają zatuszować sprawę. Łatwiej ukryć zbrodnię na odludziu, jednak na takim szkockim zadupiu sprawy załatwia się bez policji. „Kaliber” to jeden z tych filmów, który zadaje niewygodne pytania. Ciężko jest tutaj kibicować głównym bohaterom, ze względu na to co zrobili. Matt Palmer stworzył tutaj niesamowicie ciężki i gęsty klimat, który można kroić nożem. Niesamowite scenerie i atmosfera małego miasteczka pobudza wyobraźnie. Film trzyma w napięciu od początku do końca i nie daje jednoznacznych odpowiedzi na zadane wcześniej pytania.

Labirynt / Prisioners (2013, reż. Denis Villeneuve). Na przedmieściach małego miasteczka dochodzi do tragedii. Porwane zostają dwie 6-letnie dziewczynki. Po nieudolnym prowadzonym śledztwie ojciec jednej z dziewczynek Keller Dover (W tej roli Hugh Jackman) postanawia wziąć sprawy we własne ręce i samemu wymierzyć sprawiedliwość… Największą zaletą filmu Denisa Villeneueve jest scenariusz. Historia od początku do końca trzyma w napięciu i nas zaskakuje. Dzieło Kanadyjczyka trwa dwie i pół godziny, podczas których nie odnajdziemy żadnej dłużyzny ani niepotrzebnego wątku. Reżyser będzie wodził nas za nos do samego końca, rzucając to co chwilę nowe fakty w tej zawiłej sprawie. Warto także zwrócić na gęsty klimat produkcji i wyjątkowo udane kreacje Hugh Jackmana i Jake’a Gyllenhaala. „Labirynt” to jeden z thrillerów, który z czystym sumieniem mogę zarekomendować każdemu.

Skóra w której żyje / La Piel que habito (2011, reż. Pedro Almodovar). W zaciszu swojego domu chirurg plastyczny Robert Ledgard (w tej roli Antonio Banderas) prowadzi prace nad nową syntetyczną ludzką skórą. Jako królik doświadczalny służy mu młoda kobieta – Vera (Elena Anaya). Film oparty jest na powieści „Tarantula” Thierry’ego Jonqueta. Przyznam szczerze, że nie jestem fanem twórczości Pedro Almodovara. Film ten jednak docenia z kilku powodów. Jego siła tkwi głównie w opowiadanej historii. Z biegiem czasu forma filmu zmienia się, a odkrywane stopniowo karty autentycznie zaskakują. Hiszpański reżyser jak zwykle czerpie pełnymi garściami od najlepszych. W tym przypadku należy szukać nawiązań do „Oczy bez Twarzy” Georges’a Franju czy też twórczości Alfreda Hitchocka oraz Fritza Langa. Ogromną robotę robi także dwójka głównych bohaterów. Generalnie, szłoby pisać o tym filmie wiele, ale nie chce zdradzać fabuły gdyż z poznawania jej czerpie się najwięcej frajdy.

Stoker (2013, reż. Chan-wook Park). Nastoletnia India Stoker (W tej roli Mia Wasikowska) w wyniku wypadku samochodowego traci ojca. Po czasie do jej domu, zamieszkiwanego przez nią i matkę (Nicole Kidman) wprowadza się brat zmarłego mężczyzny – Charlie (Matthew Goode). Po początkowej fascynacji, odczucia dziewczyny do wuja zmieniają się w podejrzenia o prawdziwe intencje mężczyzny. Reżyser Chan wook-Park znany m.in. z „Oldboya” czy też „Służącej” ponownie postawił na styl i formę. „Stoker” to techniczny majstersztyk filmowy. Cieszy oko zarówno zdjęciami jak i ujęciami, lokacjami oraz kostiumami bohaterów. Jednak wyróżnienie tego thrillera nie wynika wyłącznie z formy filmu. Ważna jest także część fabularna, która u koreańskiego reżysera jest jak zwykle wciągająca i zaskakująca. Film po latach został nieco przyćmiony innymi produkcjami tego typu, niemniej warto przypomnieć sobie „Stokera„.

Zaginiona Dziewczyna / Gone Girl (2014, reż. David Fincher). David Fincher w minionej dekadzie nie rozpieszczał widzów swoimi filmami. „Zaginiona Dziewczyna” to z całą pewnością najlepszy obraz twórcy z okresu w którym ukazał się jeszcze „Mank” oraz „Dziewczyna z tatuażem„. W rocznicę ślubu znika żona Nicka (W tej roli Ben Affleck) – Amy (wspaniała Rosamund Pike). Wraz z trwaniem poszukiwań coraz więcej wskazuje, że za porwaniem stoi mąż. Nick przy pomocy siostry próbuje rozwiązać zagadkę i udowodnić swoją niewinność. Thriller Finchera z 2014 roku to powrót do formy z lat 90, kiedy to za sprawą takich filmów jak „Gra” czy też „Siedem” potrafił zaszokować i zaskoczyć widza. „Zaginiona Dziewczyna” z każdą minutą trwania coraz bardziej prowokuje nas do myślenia i odkrywa coraz to kolejne karty w skomplikowanej układance Finchera. Świetna rola Rosamund Pike łączy się tutaj z emocjonującą historią i ukazaniem jaki wpływ na ludzi mają media we współczesnym świecie.

Zwierzęta Nocy / Nocturnal Animals (2016, reż. Tom Ford). Susan Morrow (W tej roli Amy Adams) jest właścicielką galerii i szczęśliwą żoną nowego męża. Pewnego dnia otrzymuje od swojego byłego męża rękopis jego pierwszej powieści. Książka to brutalny thriller i jednocześnie zemsta męża za rozstanie. Susan czytając książkę powoli zaczyna z trudem rozróżniać rzeczywistość od fikcji… Film Toma Forda to przede wszystkim obraz z kategorii psychodelicznych thrillerów, gdzie nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Nawiązania do twórczości Davida Lyncha są aż za nadto widoczne. Być może fabularnie nie odkrywa on nowych światów w kinie, jednak wciąga klimatem i grą aktorską, zarówno Amy Adams jak i Jake Gyllenhaala. Jednak to nie wszystko, bo poza głównymi bohaterami swoje popisy robią także postacie drugoplanowe grane przez Michaela Shannona oraz Aarona Taylora Johnsona. Jeżeli lubicie filmy o specyficznym klimacie w duchu twórcy „Miasteczka Twin Peaks” to dziwię się, że jeszcze nie widzieliście „Zwierząt Nocy„.

Wyróżnienia:

Split (2016, reż. M. Night Shyamalan), Tylko Bóg Wybacza / Only God Forgives (2013, reż. Nicolas Winding Refn), Anihilacja / Anihilation (2018, reż. Alex Garland), Panaceum / Side Effects (2013, reż Steven Soderbergh), Wróg / Enemy (2013, Denis Villenueve), Wieża. Jasny Dzień (2017, reż. Jagoda Szelc), Dziewczyna we mgle / La ragazza nella nebbia (2017, reż. Donato Carrisi), La Cara Oculta (2011, reż. Andres Baiz), Pod Skórą / Under The Skin (2013, reż. Jonathan Glazer)

Listopadowe propozycje filmowe

Drive (2011). Zacznę od kliku zdań dotyczących fabuły, później będą same cukierki. Bezimienny mężczyzna z Los Angeles prowadzi podwójne życie. Za dnia pracuje w warsztacie samochodowym i od czasu do czasu bierze udział w produkcjach filmowych jako kaskader. W nocy natomiast jest kierowcą na usługach przestępców. Ma swoje jasno określone zasady, których nie łamie. Pewnego dnia poznaje Irene, swoją nową sąsiadkę.  Irene i jej mały synek Benicio stają się dla niego bliscy. Rodzi się uczucie, jednak sprawa się gmatwa gdy na wolność wychodzi mąż Irene – Standard. Standard ma problem z miejscową mafią, nasz główny bohater postanawia mu pomóc. Tyle o samej fabule. Zacznę od tego, że jest to najlepszy film akcji, który powstał na przestrzeni 5-10 lat? Mi jako wymagającemu widzowi zaserwowano dokładnie to czego oczekuje od kina. Ciekawą fabułe, świetny scenariusz, idealnie dobraną muzykę, perfekcyjną pracę kamer i genialną kreacje aktorską Goslinga. Ten film ma to wszystko. Ryan Gosling swoją kreacją przypominał najlepsze role Clinta Eastwooda, człowieka, który nie mówi, ale działa! Natomiast Ron Perlman w końcu przekonał mnie, że potrafi grać gangstera.  Mimo, że film wydaje się być tak zwanym kinem samochodowym to tak na prawdę czterokołowce nie odgrywają  tutaj najważniejszej roli. Nigdy nie byłem też fanem scen pościgów, nudziły mnie już rozbijane warzywne stragany i wieczne dachowanie. Ten film wykrzesał wiele nowego w tej materii, wystarczy obejrzeć pierwszą scenę w której nie ma jakiegoś bezsensownego szarżowania samochodem bo małych uliczkach. Jest za to mocno emocjonująca ucieczka z miejsca kradzieży i jakikolwiek brak emocjo na twarzy Goslinga. Teraz kwestia muzyki. Została ona idealnie wmontowana w film i nadaje ona pewien kiczowaty klimat lat 80. Synth-popowe brzmienia Chromatics czy też duetu Kavinsky i Lovefoxxx idealnie się tutaj sprawdzają. W pamięć zapada scena w której Standard wraca do domu i dziękuje za serdeczne powitanie a w tle dogrywa mu utwór Desire. Pisząc na temat „Drive” warto także zwrócić uwagę na krwistość scen, nie zabraknie tutaj pękniętych czaszek i rozbryzganych mózgów. Krwawe sceny robią wrażenie. Cały czas myślę, że o czymś zapomniałem napisać… Może napiszę jeszcze tylko to:  Zobaczcie ten film, naprawdę warto. Ocena: 9/10.

Film ten będziecie mieli okazję zobaczyć już 17 listopada o godzinie 20:00 na antenie Canal Plus.

The Prestige / Prestiż (2006). Christopher Nolan. Głośne nazwisko za sprawą trylogii Batmana i filmu „Incepcja”. Jednak gdyby przyjrzeć się jego twórczości to czaruje on w kinie już od dawna. Najlepszą cechą Nolana jest to, że potrafi on połączyć kino ambitne z tym mainstreamowy. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że ówczesne filmy hollywoodzkie zawierające jakąkolwiek zagadkę na koniec filmu podają nam jak na tacy wszystkie wytłumaczenia i serwują happy end. Ambitne, offowe kino natomiast pokazuje serię zdjęć nie tłumacząc nic, licząc na widza. Niestety większość ludzi nie zrozumie takiego filmu. Nolan znalazł złoty środek. Tworzy ciekawe, ambitne dzieła, które masowo się sprzedają. Takim filmem jest Prestiż. Opowiada on historię rywalizacji dwóch brytyjskich iluzjonistów Angiera i Bordena. Podzieliła ich niefortunna śmierć żony Angiera, która zginęła podczas jednej z sztuczek topiąc się w zbiorniku z wodą. Angier obwinił o śmierć Bordena. Obydwu iluzjonistów pochłonęła praca a w szczególności trik z tak zwanym przeniesieniem. Rywalizacja między nimi nie będzie miała żadnych granic. Filmowa zagadka jaką jest śmierć Angiera jest przez Nolana misternie skonstruowana. Reżyser po raz kolejny zastosował nie typową narracje. Sceny przed śmiercią Angiera mieszają się z tymi, które pokazują całą historię dalej. Wydaje się to skomplikowane, ale uwierzcie, że nie będziecie mieli problemu z zrozumieniem tej historii a zabieg ten jedynie bardziej przykuje waszą uwagę. Na oklaski zasługuje nietuzinkowa gra głównych aktorów. Christian Bale lepiej się prezentuje jako zawadiaka i mistrz ceremonii aniżeli cicha pięść sprawiedliwości (pije do Batmana). Natomiast kreacja Hugh’a Jackmana była najlepszą w jego całej karierze. W rolę Tesli wcielił się  znakomity jak zawsze David Bowie, który jak już gra, to gra w filmach dobrych (Hunger, Twin Peaks). Podoba mi się ten film pod względem wizualnym. Wszystkie szczegóły są pokazany w sposób mocno realistyczny i jedynie końcowe rozwiązania tak zwanej maszyny Tesli troszkę rozczarowują. Ocena: 8/10.

The Cabin In The Woods / Dom w Głębi Lasu (2012). Gdy zobaczyłem zwiastun tego filmu w kinie to pomyślałem sobie: „o rany, kolejny badziewaty gniot”. Pozytywna ocena filmu na horror.com.pl jednak mnie zachęciła do obejrzenia. Oglądam, po pierwszych piętnastu minutach myślę: „o rany, kolejny badziewaty gniot”. Początkowa fabuła nie ujawnia niczego nowego w tymi filmie. Mamy do czynienia z piątką studencików, którzy jadą do domku w lesie. Oczywiście od razu wiadomo, że sportowiec, szkolna lafirynda, inteligentny murzyn i palacz zioła zginą na początku a przy życiu pozostanie jedynie prawe dziewczę. I gdy tak już prawie wszyscy zostali wybici przez zombie i przy życiu została tylko „dziewica” nagle stało się coś niewiarygodnego. Film wskoczył na całkiem inny tor, od tej pory zrobiło się ciekawie i do samego końca zastanawiałem się: „o rany, co dalej? co teraz będzie?”. Nie chcę spoilerować i pisać dokładnie o co chodziło, polecam każdemu zobaczyć ten film i dać się zaskoczyć. Przejdźmy do kwestii technicznych. Pod względem efektów specjalnych film ten nie wyróżnia się od innych horrorów. Nic nowego, jednakże „Dom w Głębi Lasu” łączy w sobie wiele typów filmu grozy i traktuje je z przymrużeniem oka. Początek filmu, piątka młodych ludzi i domek w lesie. Czy komuś to się skojarzyło z „Evil Dead”? Dalej postacie zombie tworzące rodzinę. Mamy tutaj połączenie motywu żywych trupów oraz rodziny odludków, czy ktoś to skojarzył z takimi filmami jak „Wzgórza mają oczy” albo „Wrong Turn”? Laboratorium obserwatorów tych wydarzeń przywołuje na myśl wszystkie filmy z serii „Cube” natomiast tajemnicza kulka i postać Trytona to jawna zrzynka z Hellraisera. Ktoś by mógł powiedzieć, co za nonsens. Otóż nie, to przemyślany zabieg, który daje ciekawy i momentami zabawny efekt. Każdy miłośnik horrorów doceni ten efektowny miszmasz filmów grozy. Ocena: 8/10.