James Blake – Overgrown

James-Blake-Overgrown-608x607Zakochany James Blake wydaje drugi album, który jest zdecydowanie lepszy od pierwszego.

Rzadko się zdarza by ktoś nagrał lepszy drugi album od pierwszego. Jemu się udało. James Blake 25-letni Anglik debiutował w 2011 roku płytą zatytułowaną po prostu „James Blake”. Zachwycił słuchaczy i muzyczne media ciekawym i na swój sposób innowacyjnym podejściem do dubstepu. Mnie osobiście ten longplay nie porwał, inaczej jest z „Overgrown”. Ten krążek jest kapitalny!

Zacznijmy od tego, że na „Overgrown” James Blake w fajny sposób bawi się konwencjami. Mamy tutaj trochę hip-hopu, trochę dubstepu, trochę elektroniki no i oczywiście r’n’b. A wszystko pod płaszczykiem szeroko pojętej alternatywy. Wspomniane rapsy pojawiają się w kapitalnym duecie Blake – RZA podczas „Take a Fall For Me”. Członek Wu-Tang Clan idealnie się odnalazł w blake’owej konwencji. Dubstep ujawnia się podczas „Digital Lion”, elektroniczne zapędy słychać najwyraźniej w „Voyeur” a z pięknymi podkładami nawiązującymi do nowoczesnego r’n’b mamy do czynienia podczas odsłuchiwania „Life Round Here” oraz singlowego „Retrogate”. Melancholijny głos młodego muzyka dodaje tylko wrażeń do całości, która jest hipnotyczna, nieco ponura, intymna, ale z pozytywnym miłosnym przekazem. W końcu Blake ma mrówki w brzuchu. Myślę, że słuchając tej płyty każdy je ma, ja na pewno.

Istotny się wydaje wpływ ludzi, którymi otoczył się Blake podczas produkcji płyty. Brian Eno, który dołożył swoją cegiełkę przy „Digital Lion” odcisnął nie małe piętno na „Overgrown”. Swoje udziały mieli również Kanye West i Justin Vernon z którymi James Blake spędził sporo czasu podczas nagrywania materiału. No i oczywiście RZA, który jest dobrym raperem ale jeszcze lepszym producentem. Dodając do tego grona głowę pełną pomysłów Blake’a i serce trafione strzałą kupidyna mamy receptę na płytę roku, a przynajmniej ścisłą czołówkę. Ocena: 9/10.

Wu-Tang Clan – Legendary Weapons

Legendarna grupa o legendarnej broni.

Z tezą, że Wu-Tang Clan jest dla hip-hopu tym czym dla muzyki rockowej dokonania grup pokroju Led Zeppelin czy Sonic Youth zgodzi się każdy kto chociaż raz w życiu słuchał 36 Chambres. Z resztą pisałem już o kamieniach milowych dla tego gatunku rok temu tutaj. Więc oczywistą oczywistością jest fakt, że to co robiły te nowojorskie ziomki w latach 90 miały ogromny wpływ na to co potoczyło się dalej w czarnej muzie. Mam ogromny szacunek do Raekwona, Ghostface’a, RZA, GZA i reszty, jednak słuchając i próbując ocenić najnowszy album grupy starałem się nie zwracać uwagi na wcześniejsze zasługi Wu-Tang Clan.

Dla tego też dumnie donoszę, że oni nadal są w formie. Zwłaszcza Raekwon, który w tym roku wypuścił całkiem fajny solowy album Shaolin Vs. Wu-Tang a teraz razem z Wu-Tang Clan daje czadu. Ghostface natomiast zawsze wzbudzał u mnie mały uśmieszek na twarzy, uwielbiam jego luzackość. Posłuchajcie jak nawija w tytułowym Legendary Weapons. Mimo, że na płycie nie uraczymy wszystkich członków Wu-Tang (GZA, Masta Killa) to pojawiają się goście w postaciach między innymi: AZ, M.O.P. czy też Sean Price. Usłyszymy także wstawki wyrwane żywcem z kina kung-fu, do czego Wu-Tang i Raekwon nas przyzwyczaili. Są wierni starej szkole, co oczywiście nie przeszkadza w odbiorze ich płyty przez młode pokolenia głodne porządnego rapu.

Wysoko stawiają poprzeczkę dla młodych a w odróżnieniu od innych legendarnych ekip (Public Enemy) nauczyli się chwytać szybko to co jest obecnie trendy. Nie czuć tutaj kurzu lat ’80, jest nowocześnie, momentami nawet pop’owo. Skumajcie Never Feel This Pain. Mocną stroną po raz kolejny są podkłady, świetna gitarka w Start The Show, klimat w Drunk Tongue  czy Laced Cheeba. Ogólna zajebistość Meteor Hammer. Oczywiście za mało słucham tego typu muzyki by odnieść do tego co nagrywają inni, jednak wiem, że w swojej lidze są najbardziej utytułowaną drużyną, która wciąż walczy o najwyższe cele. Więc jeżeli macie odrobinę chęci na pokiwanie głową, poczucie czarnego klimatu, posłuchanie dźwięków walk i ogarnięcie dobrej nawijki to serdecznie polecam Legendary Weapons. Ocena: 7/10.

posłuchaj

 

Paweuu Playlist Listopad

Niezbyt wyczerpująco na temat 3 piosenek usłyszanych w listopadzie.

Black Lips – Bad Kids. Listopadowa rekomendacja Boo, jeden z soundtracków ostatniego indie filmidła pt. 500 dni Miłości (500 days of Summer). Piosenka na swój sposób jest wesoła, zabawna i można na lajcie jej słuchać. Dodatkowo oglądając teledysk z wyczynami młodzieży co „ma za dużo czasu” to nasze poczucie radości zwiększa się, przez ten pozytywny nastrój, który wytwarza się przez 126 sekund obocowania z tą pioseneczką. Mamy fajne przecież cymbałki, wokal dość charakterystyczny sprawiający wrażenie, że śpiewa to nasz najlepszy kumpel przy piwie. Melodyjna gitarka, nieskomplikowana perkusja. Skojarzenia pchną mnie w okresy licealne i czasów łażenia po mieście i ogólnie jest coś w tym zajebistego co powoduje, że gdy jest dupiato to jest już dupiato mniej.

Posłuchajcie i pośpiewajcie karaoke.

Travis Barker feat RZA, Raekwon, Tom Morello – Carry It. Jak to się mówi nazwiska nie grają. Mamy przecież na jednym numerze gitarzystę Rage Against The Machine – Toma Morello. Uznawanego za jednego z najlepszych. Dodatkowo dwóch członków legendarnej grupy hip-hopowej Wu Tangh Clan czyli RZA i ” szef kuchni” Raekwon. I wszystko to pod nazwiskiem Travisa Barkera – perkusisty Blink 182. Bez większych porywów, takie kawałki już były w historii i szoku nie ma. Travis generalnie nagrywając swoją płytę skupia się na featuringach z gwiazdami rapowymi, które w zamiarze marketingowym mają ciągnąć to wydawnictwo. Przecież ma być jeszcze Eminem, Lil Wayne, Drake i Snoop Dogg. Jak widać czołówka. Wracając jednak do Carry It. Bez jakiś porywów. Dość przyzwoity, Tom Morello gra ładnie na gitarze, ale już to wszystko słyszałem na RATM i na wszystkich płytach followerów. RZA i Raekwon w formie. W końcu taki status ikon jaki oni mają zobowiązuje. Podziwiam ich zwłaszcza za to, że świetnie się odnajdują w dzisiejszych czasach co nie wielu się udało. A Pan Barker, była gwiazda reality z MTV bez jakiś porywów bębniarza, ale też taki rapcore’owy kawałek nie daje zbyt wielu możliwości. Posłuchać można jeżeli jest się fanem tego typu kolaboracji

posłuchaj

MerC ‚N CeZik – Forfiter Blues

posłuchaj