Ringo DeathStarr – Colour Trip

Off Festival jest coraz bliżej, zatem przedstawiam to co Artur Rojek przygotował dla fanów muzyki w tym roku.

Wokalista Myslovitz, który w tym roku z zespołem wydał płytę po raz kolejny będzie poprzez OFF edukował masy, by mogł poznać wiele ciekawej muzyki. No tak, ale co by Artur Rojek zrobił bez tego bloga? Tradycyjnie już, recenzuje płyty zespołów, które mają wystąpić na tegorocznym festiwalu.

Ringo DeathStarr ma już na starcie plusa za ciekawą nazwą odnoszącą się do legendy The Beatles, który niedawno u nas gościł. Tylko nurtuje te „Death”. Czy to chodzi o to, że muzycy pokolenia Ringo Starra już się skończyli? Czy to zapowiedź nowej ery muzyki? Albo także apokaliptycznej wizji świata? Domysłów można mieć wiele, jednak najlepiej będzie się skupić na muzyce. A muzycznie jest dość fajnie.

Po pierwsze jest dość „indie” by przypomnieć sobie to co się słuchało w liceum i jest dość shoegaze’owo a la Pains of The Being of Pure Heart, z tym, że Colour Trip to zdecydowanie bardziej szorstka i brudna płyta (w końcu to kowboje z teksasu). Pełna jazgotliwej gitary i ciut noise’u (ale nie przesadzałbym z tym stwierdzeniem bo zaraz przypomina mi się No Age). Chłopcy z pewnością słuchali za młodu punka, także efekty można usłyszeć na tym albumie. Dla mnie osobiście ta płyta jest dość fajna, ciekawa, interesująca, ale na pewno nie przykuje mojej uwagi na zbyt długo. Teraz pozostaje nam czekać już tylko na Paul DeathMcCartney. Ocena: 6/10.

Posłuchaj

The Pains of Being Pure at Heart – Belong

Wiosna panie sierżancie, wiosna panie f…

Czekałem na tę porę roku odkąd za oknem widziałem nie odstępującą ani na chwilę srogą zimę. Wiosna to moja ulubiona pora roku, wszystko odżywa, także mój dobry nastrój i chęć słuchania czegoś bezpretensjonalnego, beztroskiego. Painsi to taki właśnie zespół, nie gigantyczny, lecz swobodnie poruszający się z gitarą w świecie syntezatora. Kompozycje na Belong tak jak na poprzednim albumie wzbudzają u mnie pozytywne reakcje. Jakby to powiedzieli masowi internetowi Ekshibicjoniści LUBIĘ TO. W porównaniu do debiutanckiego albumu jest jakby bardziej gitarowo, damski głos poszedł raczej bardziej w tył a skupiono bardziej się na fajnych melodiach na klawiszu. Dało to dość fajny efekt i przyznaje, że dobrze tego się słucha. Może i nie odkryli ameryki, ale kto by się tym przejmował w końcu wiosna idzie.

Wstaki gitarowe są na prawdę porządne, to jak wchodzi gitara w Even in Dreams przypomina mi wejście Johhnego Greenwooda w Creep. Poza tym wciąż dużo skojarzeń z My Bloody Valentine a My Terrible Friend to jakby nawiązanie do Joy Division i ich hiciora Love will tear us apart. Teksty może nie są odkrywcze: „Everyone is pretty and fun, everyone is lovely and young / Everyone is gentle and gone, but everyone’s just everyone”, ale za to nadrabiają brzmieniem.

Płyta idealnie komponuje się z moim nastrojem, gdy na ulicach robi się coraz bardziej kolorowo a szare szaliki i rękawiczki czekają w szafie na kolejną zimę. Już sobie wyobrażam piknikowanie obcowanie z naturą przy dźwiękach Belong. Dobrze też powinno zadziałać dla tych, którzy chcą podbijać miasto i serca niewiast niczym Clarence Seedorf. Ok, ja tu puszczam wodze wyobraźni a tym czasem czerwcowe obrony tuż, tuż. Posłuchajcie Belong, warto. Płyta mimo, że jest gorzko-słodka to wprowadza w dobry nastrój i pozwala cieszyć się każdą jej sekundą. Ocena: 7/10.

posłuchaj

The Radio Dept. – Clinging To A Scheme

Jeżeli nie jesteście fanami gitarowego indie grania Dinosaur Jr. to polecam wybranie się pod namiot trójki gdzie będzie grała szwedzka grupa indie popwa The Radio Dept.

Clinging To A Scheme to jedna z tych płyt, która wpada w ucho już od pierwszych przesłuchań. Słychać tutaj shoegaze wymieszane z indie popem o odrobiną elektroniki. Melodie są łatwo przystępne i ogólnie miłe dla ucha jednak nadal pozostają przy tym ambitnymi utorami. Dla mnie dość sporo skojarzeń z zeszłorocznym albumem Phoenix, a dokładnie z momentami nie singlowymi. Bo ta płyta nie jest tak przebojowa by móc z niej wybierać single dekady, ale każdy kawałek począwszy od Domestic Scene do You Stopped Making Sense stoi na równym, dobrym poziomem. Żaden raczej się nie wychyla by nie dostać od innych równych kawałków w czapę.

Takie lajtowe granie dobrze wpływa na moje poczucie muzycznej estetyki. Na korzyść tych dźwięków można dodać, że w mojej playliście lecą zaraz po nich utwory Radiohead i nie wyłapuję tego od razu, że to już Thom Yorke i spółka gra swoje melodie. To już od czymś świadczy. Nie słyszałem ich wcześniejszych dokonań, ale wiem, że w muzie siedzą już prawie całą dekadę 2000-2009 a najnowsza płyta wydaje się być najlepszą w całej dyskografii wg podpowiedzi allmusic.com. No cóż tak jak w wstępie mówiłem, jeżeli nie przekonywuje was gwiazdor offowy Dinosaur Jr to myślę warto sprawdzić tych szwedów, na koncercie o północy pod dachem namiotu może wytworzyć się fajny klimat, taki jaki jest na Clinging To A Scheme. Gdzie dzięki chwytliwym riffom gitarowym, bogatej warstwie muzycznej ozdabianej rożnymi klawiszami i znudzonym jakbym wokalem Johana Duncansona tworzy się miły nastrój fajnego dnia spędzonego gdzieś w Szwecji. Pitchfork docenił, ja również. Ocena: 7/10.

posłuchajcie Heaven’s On Fire i zapalcie cygaro.