Najbardziej oczekiwany powrót tej zimy – recenzja „The Slow Rush” Tame Impala

5 lat – tyle na siebie kazał czekać Kevin Parker, multiinstrumentalista, człowiek za którym stoi projekt muzyczny Tame Impala, innowator w dziedzinie psychodelicznego indie rocka. 5 lat w świecie muzyki to szmat czasu, Beatlesi wydawali płytę przynajmniej raz na pół roku. Jednak warto było czekać, gdyż najnowsza propozycja (już czwarta w dyskografii) „The Slow Rush” to porządny zestaw muzyki.

Przypomnijmy nieco o Tame Impali. Debiutowali w 2010 roku albumem „Innerspeaker”, jednak to za sprawą genialnego „Lonerism” wydanego dwa lata później osiągnęli sławę i sukces. W 2015 roku dzięki krążkowi „Currents” potwierdzili, że w dziedzinie tworzenia ciekawych a zarazem psychodelicznych melodii nie mają sobie równych. Jak widać dyskografię mają mocną, podnoszącą poprzeczkę dla każdego następnego wydawnictwa. Czy sprostali? No pewnie, że tak. No bo kto jak nie Kevin Parker ma wyznaczać obecne trendy w muzyce psychodelicznej?

Najnowsza płyta z jednej strony jest mocno podobna do swoich poprzedniczek, z drugiej jednak odbija w nieco innym kierunku. Na pewno nie zmieniony pozostał zmysł autora Kevina Parkera to osobliwych, ciekawych i intrygujących melodii, którymi nas karmi na „The Slow Rush„. Jest onirycznie, jest i hipnotycznie. Lata 70 i hippisowska psychodelia z tego czasu wciąż jest jego ulubionym okresem muzycznym. Zmienia się jednak zestaw instrumentów użytych przez Parkera i spółkę. O ile poprzednie płyty bazowały głównie na dźwiękach gitarowych, to tym razem pojawiło się więcej miejsca na syntezatory i zabawę z muzyką taneczną. Tame Impala spogląda w stronę projektów bardziej dream-popowych i elektronicznych takich jak Air, Empire of the Sun czy też Daft Punk.

Oczywiście gitary nie poszły całkiem w odstawkę bo ich dość mocne brzmienie usłyszymy pod koniec płyty w „It Might Be Time” oraz zamykającym całość psychodelicznym odlocie „One More Hour„. Co nie zmienia faktu, że ta taneczna strona zespołu za sprawą otwierających płytę „One More Year” oraz „Instant Destiny” też jest ciekawa. Pod względem lirycznym płyta ponownie cieszy ucho. Kevin Parker tym razem uderzył w poważniejsze tony przemijającego czasu i postawił na wspominanie wydarzeń i przeżyć z historii swojego życia.

Podsumowując, warto było czekać 5 lat na kolejną płytę Tame Impali. „The Slow Rush” to barwny zestaw psychodelicznych, nieco tanecznych, melodyjnych i onirycznych utworów w stylu, który jest już reprezentatywny dla grupy. Póki co najlepsza płyta tego roku (stan na tłusty czwartek 2020). Ocena: 8/10.

Patronat: Festiwal Colours of Ostrava

avatar2Z wielką przyjemnością informuję, iż dołączyłem do do grona oficjalnych partnerów  Colours of Ostrava. XV edycja festiwalu odbędzie się w dniach 14-17 lipiec 2016 roku w postindustrialnym kompleksie dawnej huty Dolní Vítkovice w Ostrawie.

Dlaczego warto tam być?

Tegoroczny line-up wygląda całkiem ciekawie. Wystąpią m.in. będący w formie Australijczycy z Tame Impala. Ogromną gratką będzie usłyszenie ich ostatnich psychodelicznych, indie rockowych płyt „Lonerism” oraz „Currents„. Na festiwalu pojawi się również legendarny Slowdive. To dobra wiadomość dla każdego fana muzyki shoegaze, który nie miał okazji zobaczyć Brytyjczyków na OFF Festiwalu 2014. Ponadto zagra również kultowy elektroniczny duet Underwold, będący zawsze na propsie M83, Antony and the Johnsons pod nową nazwą ANOHNI a także liczna gromada indie rockowych bandów takich jak: Kodaline, Of Monsters And Men czy też The Vaccines. Polskę na festiwalu reprezentują m.in. Artur Rojek, Brodka oraz Maria Peszek.

Colours of  OstravaPrzydatne linki:

Polska przedsprzedaż biletów: www.joystore.pl/colours

Więcej informacji: www.colours.cz/pl/

Facebook: www.facebook.com/ColoursPL/

Twitter: www.twitter.com/colours_pl

Instragram: www.instagram.com/colours_pl/

Muzyka na jesienną chandrę

W ostatnim czasie wyszło wiele świetnych, kapitalnych, bardzo dobrych, średnich i słabych płyt. Szkoda byłoby nie wypowiedzieć się na temat niektórych. Zatem do dzieła!

wavves-cloud-nothingsWavves x Cloud Nothings – No Life For Me (2015). Generalnie nie przepadam za wszelkiego rodzaju superbandami. To zawsze się kończy przerostem formy nad treścią, co skutecznie udowadnia chociażby Bono biorący udział w tego typu przedsięwzięciach. Jednak gdy usłyszałem, że Nathan Williams planuje nagrać coś z chłopakami z Cleavland to się lekko podjarałem. „No Life For Me” to krótki, bo około 20 minutowy materiał, który jest K-A-P-I-T-A-L-N-Y!!! Obaj liderzy, obu kapel są w ostatnim czasie w formie, co słychać na tej EP-ce. Świetne, chwytliwe melodie łączą się tutaj z zadziornymi gitarowymi riffami. Kto by się spodziewał, że przepite łajzy z Kalifornii tak idealnie dopasują się do studencików z drugiej strony Stanów. Podobno przeciwieństwa się przyciągają – to słychać na tym albumie. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

grooms cover combGrooms – Comb the Feelings Through Your Hair (2015). Kwintet z Brooklynu dzięki swojemu najnowszemu dziełu, wspomógł moją wiarę w muzykę gitarową. Cieszę się niezmiernie, że są takie zespoły jak Grooms, które potrafią jeszcze wykrzesać coś ciekawego z szeroko pojmowanego indie rocka. Nuda, przewidywalność czy też schematyczność? Nie na tym wydawnictwie. Wszystko tutaj jest odpowiednio wyważone. Czas trwania – jedna połowa piłkarskiego meczu. Poza tym przy takim materiale wydaje się to ledwie 25 minut. Melodie są nieco zimowe, depresyjne, ale zarazem wciągające i ciekawe. Nowojorski band nie odgrywa po raz kolejny tych samych dźwięków, które kiedyś słyszeliśmy. Kombinuje i stara się dodać coś od siebie. Nie ma mowy tutaj o graniu na jedno kopyto, muzycy z Grooms znaleźli swój styl, który może nie jest odkrywczy, ale ma w sobie to „coś”. A w muzycy chyba o to chodzi?  Szkoda tylko, że ta płyta przeszła bez większego echa. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

dr dre compton 2015Dr. Dre – Compton (2015). Gdy sięgałem po najnowszy album od Dre, zastanawiałem się co może jeszcze ciekawego opowiedzieć 50-letni gość. Otóż całkiem sporo. Wiele zachwytów można usłyszeć w ostatnim czasie na temat filmu „Staight Outta Compton” – czyli biografii najniebezpieczniejszej grupy hip-hopowej. Dr. Dre postanowił wrócić do tematu i opowiedzieć pewne historie dotyczące jego miasta. W końcu jak jest popyt to musi być i podaż. Pomimo, że były członek NWA nigdy nie słynną z dobrej nawijki to na „Compton” daje radę. Dobór gości jest idealny. Usłyszymy sporo nieznanych szerzej nazwisk, pojawiają się raperzy na topie (Kendrick Lamar!) jak i starzy wyjadacze (Eminem, Snoop Dogg, Xzibit). Najmocniejszym jednak punktem albumu są podkłady. Dre jako producent wciąż ma ucho do dobrych beatów w stylu starej szkoły. „Compton” to kawał dobrego hip-hopu, który udowadnia, że jego legendarny twórca wciąż jest w tej grze. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

TameImpala-Currents-560x560-560x560Tame Impala – Currents (2015). Najnowszym album Australijczyków różni się od tego co zaprezentowali 3 lata temu na „Lonerism„. Przede wszystkim więcej tutaj indie-popu wymieszanego z elektroniką od psychodelicznego rocka lat 60. Oczywiście to nie oznacza, że „Currents” to gorsze dziecko Tame Impala. To wciąż kapitalna muzyka, której chce się słuchać. Wiele bym dał, by współczesne młode zespoły tak podchodziły do indie rocka. Przyznaje jednak, że tamto wydanie ich muzyki było bardziej intrygujące… Jednakże patrząc na sprawę z drugiej  strony, należy docenić fakt, że nie siedli na laurach i nagrali coś w innym stylu. I to całkiem dobrze! Jeden z lepszych tegorocznych albumów w kategorii indie z domieszką elektroniki. Ocena: 8/10.

Posłuchaj

taco umowa o dzieloTaco Hemingway – Umowa o dzieło (2015). Temat wszelkich umów o dzieło jest mi dobrze znany. Chyba każdy z moich rówieśników w podobny sposób zaczynał dorosłe życie. Stąd chyba ten cały sukces Pana Taco. „Umowa o dzieło” stała się pewnym głosem pokolenia urodzonego na przełomie lat 80 i 90, określanego mianem pokolenia Z. Tematy poruszane przez rapera są obrazem życia przeciętnego, młodego polaka. Emigracja, słaba praca na zlecenie, imprezy, brak zainteresowania polityką, facebook, błonnik, alkohol – te i inne wątki przewijają się w ciekawych historiach, które snuje Taco. A to wszystko na tle dobrych, suchych beatach. Jedyna rzecz zasługująca na minus to flow rapera. Jednak przy takich podkładach, i takich życiowych tekstach czy to ważne? Ocena: 7/10.

Posłuchaj