Festiwalowy przewodnik, czyli gdzie warto być w nadchodzące lato

Czujesz potrzebę wyjazdu na jakiś muzyczny festiwal a nie wiesz jak się za to zabrać? W końcu jest tyle festiwali w tym roku w Polsce, a hajsu starczy ledwo na jeden. Nie martw się! Wujek Paweuu stworzył dla Ciebie specjalny festiwalowy przewodnik, który pomoże Ci w tej arcyważnej, życiowej decyzji.

orangeOrange Warsaw Festiwal

Gdzie i kiedy? Warszawa, 12-14 czerwiec

Dlaczego warto tam być? Przede wszystkim kusi występ FKA Twigs. Pani Tahliah Debrett Barnett jest autorką, jednej z najciekawszych płyt zeszłego roku. Usłyszenie emocjonalnych tracków z „LP1” na żywo to jest coś. Muse i The Chemical Brothers za pewne dadzą czadu i całkiem możliwe, że przy Marku Ronsonie będzie szło potańczyć. Ponadto będzie jeszcze Metronomy i Big Sean. No i w końcu jest to impreza na otwartej przestrzeni, a nie stadionie. Co należy uznać za krok w dobrą stronę.

Minusy? Słabiutki ten line-up warszawskiej imprezy. Za te pieniądze można lepiej spędzić czas. A odgrzewane kotlety w postaci Papa Roach i Noela Callaghera tego nie zmienią.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Smartfona i modnych ciuchów.

Atrakcyjność: 35 %

openrOpen’er Festiwal

Gdzie i kiedy? Gdynia, 1-4 lipiec

Dlaczego warto tam być? Niektórzy narzekają, że z roku na rok jest coraz gorszy zestaw artystów. Prawda jest taka, że z roku na rok jest coraz lepiej! Edycja z 2007 roku, na której miałem okazję być ma się nijak do tych z ostatnich lat. Nigdzie w Polsce nie znajdziecie obecnie zestawu tak różnorodnych i będących na fali artystów. W tym roku wystąpią m.in: D’Angelo – autor najlepszej zeszłorocznej płyty, A$AP Rocky (również z świetnym, nowym materiałem), Disclosure, Modest Mouse, of Montreal, The Libertines no i Pan Drake – gwóźdź programu.

Minusy? Droooogooooooo. I w moim przypadku daleko.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Pieniędzy, dużo pieniędzy. I namiotu cyrkowego.

Atrakcyjność: 90%

legendy rockaFestiwal Legend Rocka

Gdzie i kiedy? Dolina Charlotty, 3-4 lipiec + 21 lipiec

Dlaczego warto tam być? Jesteś fanem klasycznego rocka i boisz się, że nie będziesz już miał okazji zobaczyć swoich ulubionych artystów? Musisz tam być! Ponadto miejscówka idealnie pasuje do typu imprezy: Hotel z SPA, amfiteatr z miejscami siedzącymi oraz blisko do uzdrowiska w Ustce. Wesołe jest życie staruszka!

Minusy? 300 zł za jeden występ starych pierników. Oj albo musiałbym być szalony, albo dzianym emerytowanym górnikiem by tam jechać.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: leków.

Atrakcyjność: 30 %

5248665_jarocin-festiwal-2012Jarocin Festiwal

Gdzie i kiedy? Jarocin, 17-19 lipiec

Dlaczego warto tam być? Jeżeli pragniesz powspominać stare, dobre indie rockowe czasy to zespół The Kooks Ci w tym pomoże. Poza tym będzie możliwość zobaczenia w akcji Petera Hooka, basisty Joy Division i New Order. A tak po za tym Jarocin oferuje sporo polskiej, gitarowej muzyki. Czasem lepszej, czasem gorszej.

Minusy. Słaby line-up. To już nie jest ten legendarny, rockowy festiwal.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Glanów i alkoholu.

Atrakcyjność: 25 %

audioriverAudioriver

Gdzie i kiedy? Płock, 24-26 lipiec

Dlaczego warto tam być? Bo to alternatywa dla wszelkiego rodzaju imprez typu Sunrise. Muzyka znacznie lepsza, a i szansa na spotkanie naćpanych koksików i patologicznych dziewoi dużo mniejsza. Idealna szansa by pobujać się przy fajnej muzie na plaży. Zestaw artystów nie razi wielkimi nazwami, ale zapowiada się ciekawie.

Minusy? Brakuje jednak jakiegoś konkret headlinera.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Markowych crocs’ów

Atrakcyjność: 55 %

woodstock-skakanka-1Przystanek Woodstock

Gdzie i kiedy? Kostrzyn nad Odrą, 30.07 – 1.08

Dlaczego warto tam być? Jest za darmo.

Minusy? Wiadomo, że na Woodstock nikt nie jedzie dla muzyki. Toteż nie ma co oceniać line-upu. Jednak wizja miliona ludzi i 50 toi-toii mnie przeraża. Dla kogoś bardziej ogarniętego życiowo tego typy „wyrwanie się” nie sprawia tyle frajdy co dla młokosa kryjącego się z piwem przed mamą.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Mydła.

Atrakcyjność: 0%

offOFF Festiwal

Gdzie i kiedy? Katowice, 7-9 sierpień

Dlaczego warto tam być? Bo to obowiązkowe miejsce na mapie festiwali dla każdego entuzjasty dobrej muzyki. W tym roku line-up nie razi, a jedynym wykonawcą, którego grzech nie zobaczyć to Run The Jewels. Nie mniej dla samego bycia „off” warto wpaść do Katowic. Nie od dziś wiadomo, że na OFF jedzie się poznać zespoły.

Minusy? Mówią na mieście, że tegoroczna edycja będzie najsłabszą. I chyba trochę w tym racji. Konkurencja rośnie, a bilety na Offa pomimo tego, że drożeją to nie gwarantują już tylu wspaniałych przeżyć.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Wąsów.

Atrakcyjność: 60 %

live festiwalKraków Live Festiwal

Gdzie i kiedy? Kraków, 20-22 sierpień

Dlaczego warto tam być? No cóż… line-up może nie jest zbytnio rozbudowany, ale będzie Kendrick Lamar. Usłyszeć jednego z najlepszych raperów wykonującego utwory z kapitalnej, tegorocznej płyty „To Pimp A Butterfly” to konkretny argument by odwiedzić Kraków. Poza tym będzie możliwość zobaczenia grupy Viet Cong, którą śmiało można nazwać odkryciem ad. 2015 oraz Foals, które zawsze jest na propsie. TV On The Radio też powinno dać radę. Poza tym była stolica Polski to świetne miejsce na zaimprezowanie.

Minusy? Poza wymienionymi wyżej artystami, nie ma w składzie artystów z kategorii „must see”. Dlatego też 250 zł to niby mało, a dużo jak na tego typu imprezę. Aczkolwiek na samego Kedricka tyle bym dał.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Do Krakowa bez maczety ani rusz.

Atrakcyjność: 60 %

1406878681-tauron-nowa-muzyka-fot-marta-ferensFestiwal Tauron Nowa Muzyka

Gdzie i kiedy? Katowice, 20-23 sierpień

Dlaczego warto tam być? Tauron warto przynajmniej raz w życiu zaliczyć, ze względu na wspaniały, industrialny klimat tej imprezy. Słuchanie zajawkowej muzyki elektronicznej na tle kopalni dostarcza wielu niezapomnianych przeżyć. Katowicka impreza ma swój niepowtarzalny klimat, który rozróżnia ją od pozostałych tego typu wydarzeń. A line-up? Co roku znajdzie się coś ciekawego. W tegorocznej edycji największą gwiazdą wydaje się być Tyler, The Creator. Poza nim usłyszymy: Autechre, DJ Koze, Rhye Ghostpoeta oraz Jamie Woona.

Minusy? Dość specyficzna publika się pojawia na Tauronie, ale czy to minus?

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Górniczego hełmu z latarką.

Atrakcyjność: 70%

Unsound-FestivalUnsound

Gdzie i kiedy? Kraków, 11-18 październik

Dlaczego warto tam być? Bo to jeszcze większa alternatywa od samego OFF’a. Jeżeli jesteś fanem niesłuchalnej muzyki i lubisz chwalić się, że słuchasz artystów, których nikt nie zna – musisz tam być!

Minusy? Nie ma już biletów… No i nie ma jeszcze programu.

Czego nie powinniśmy zapomnieć: Biletu

Atrakcyjność: 50%

Heineken Open’er Festival ‘09

Przed paroma dniami zakończyła się ósma edycja Heineken Open’er Festival. Dzieci, które zostały spłodzone podczas pierwszych edycji kończą przedszkola, wybierają się do szkół, a za parę lat same wybiorą się na openera.Tymczasem tegoroczna edycja, obfitująca w gwiazdy nie zawiodła. Zacznijmy zatem od początku.

The Car is On Fire

The Car is On Fire

Festiwal rozpocząłem, podobnie jak w 2007 od koncertu The Cars is on Fire. Podobnie jak przed dwoma laty punktualnie o 19 dało się usłyszeć pierwsze dźwięki w wykonaniu TCIOF. Z tymże w tym roku na pierwszy ogień poszła tytułowa piosenka z nowej płyty zespołu i od razu porwała tłum do pląsów pod sceną. A propos, w odróżnieniu od ostatniego występu TCIOF na Openerze muzycy zagrali na scenie namiotowej i to im wyszło na dobre, bo jak niedawno wspomniał Paweuu TCIOF jest zespołem klubowym. Tent Stage dała namiastkę nieco kameralnej atmosfery co odbiło się bardzo dobrym wrażeniem jakie wywarł zespół

Renton

Renton

Nieco później Festiwal miał ruszyć ze sceną główną, zatem po zakończeniu koncertu w namiocie przeniosłem się pod Main Stage, gdzie spotkało mnie największa porażka imprezy. Zespół Renton. Chłopaki grali, skakali, starli się, ale do dupy to było podobne. Może na jakieś mniejszej scenie tak, ale niestety na głównej im nie poszło. Nie był to jednak koniec rozczarowań tego dnia. Chwilę później na festiwalu miał się zaprezentować jeden z najbardziej oczekiwanych zespołów. Można to było poczuć stojąc w niewyobrażalnym ścisku pod sceną (chcących poczuć namiastkę atmosfery panującej w tym czasie zapraszam do czterypjony o siódmej rano). Chwilę przed dwudziestą drugą, kiedy w namiocie wspaniały koncert dawali Szwedzi z tercetu Peter Bjorn and John, emocje na Main Stage sięgały Zenitu, bo oto za moment na scenie miała pojawić się jedna z największych gwiazd Openera09 – Arctic Monkeys.

Late of The Pier

Late of The Pier

Kiedy wyszli na scenę nikt nie spodziewał się, że będzie to jeden z gorszych festivalowych występów. Alex Turner z fryzurą na Maryjusza z chłopakami grali bez polotu i finezji, a do tego dwukrotnie mieli awarię sprzętu. In plus zagrali kilka premierowych utworów, które ukażą się wkrótce na ich nowej płycie. Polska publiczność była pierwszą, która mogła to usłyszeć-fajnie mieć tego świadomość. Niestety z tego powodu zabrakło czasu (a może chęci) na sztandarowe wydaje się Dancing Shoes czy Fake Tales in San Francisco. Osobiście cierpiałem z powodu braku Certain Romance. Ogólnie zabawa pod sceną była, ale po koncercie pozostał spory niedosyt. Tego dnia odbyły się jeszcze koncerty m.in. Basement Jaxx, Late of the Pier, ale byłem zbyt spocony, żeby na nich zostać,a po za tym była szansa na ciepłą wodę pod prysznicem i szkoda  było tej szansy nie wykorzystać.

The Gossip

The Gossip

Drugiego dnia koncertowanie zacząłem od występu Marii Peszek na scenie głównej, który był dla mnie sporym zaskoczeniem. Zdziwiłem się jak sprawną wokalnie artystką jest pani Maria. Do tej pory myślałem, że lansuje się ona tylko skandalizującymi tekstami swych utworów. Jeżeli chodzi o show muzyków i zabawę publiczności można było odnieść wrażenie, że właśnie występuję gwiazda wieczoru. No i tekst Marii ‚Szkoda, kurwa, że jest tak jasno, ale was przynajmniej widzę’. Nieźle. Ale lepsze było to co nastąpiło później. Mianowicie Gossip. 45minut zrytej imprezy. Beth szalała i ludzie szaleli. Ale i to nie był najlepszy występ drugiego dnia festiwalu. W tej materii pałeczkę przejęli kolesie z The Kooks.

Duffy

Duffy

W oczekiwaniu na ich koncert powtarzałem sobie w myślach, że może i są idolami, piszczących w tej chwili, nastolatek, ale w końcu są też rockandrollowcami, którzy nie stronią do używek, rozpierdzielają pokoje hotelowe i jeżdżą wesołym autobusem w trasy. Przekonała mnie też wypowiedź Luke’a, który stwierdził, ze nikt nie chciałby grać muzyki dla starych facetów, za to dla młodych dziewczyn owszem. Atmosfera, która panowała podczas koncertu gorąca była jak barszcz w miarce. Luke spokojnie mógł się ograniczyć tylko do wiosłowania, bo śpiewaniem zajęła się publiczność i to nie tylko ta nastoletnia i piszcząca. Kontakt Kooksów z tłumem nie ograniczał się tylko do wspólnego śpiewania, Luke dużą część występu spędził pod sceną, na barierkach. Zmacany, ale szczęśliwy. Chyba wiedział co mówił odpierając zarzuty o granie dla nastolatek;) Po Kooksach poszedłem sobie do namiotu zobaczyć Duffy. Zobaczyłem. Fajnie. Po Duffy wystąpił duet Crystal Castles i rozpierdolił namiot, ale tego już nie widziałem bo było zbyt duszno od zielonego dymu.

O północy grał sprzedawca herbaty Moby i myślę, że jest to najlepszy muzyk wśród sprzedawców herbaty. Półmetek festiwalu. Należą się pozdrowienia panom od ToiToi’i, bo gdyby nie oni na terenie campingu istniałoby ryzyko epidemiologiczne, a tak ryzyko było tylko w kabinach prysznicowych.

Faith No More

Faith No More

Sobotnie koncerty w przeciwieństwie do piątkowych skierowane były do starszej publiczności. Wszak zarówno Madness jak i Faith no More debiutowali dwadzieścia parę lat temu. Pierwsi mieli zagrać o 20 na Main Stage’u, ale nie zagrali bo mieli opóźnienie na lotnisku i zostali przeniesieni na World Stage. Na koncercie nie byłem, ale podobno było fucking lovely. Faith No More grali ładnie, zajebiście natomiast śpiewał Mike Patton. To co robił z krtanią mogłoby posłużyć laryngologom jako temat pracy doktoranckiej. Ciekawym urozmaiceniem było posłuchanie panów Waglewskich, którzy zagrali nieco wcześniej w namiocie. Pan Fisz ekwilibrysta języka oraz pan Emade ze swoim palcem skutecznie porwali publiczność. ‚Hej ludzie jesteście gotowi?’ ‚Tak, tak, jesteśmy gotowi!’ Gorączki sobotniej nocy nie było, za to nadeszła w niedzielę.

Moim zdaniem najciekawszym dniem festiwalu była właśnie niedziela. Zaczęta dość wcześnie, o siedemnastej na tent Stage zagrał polski zespół The Black Tapes. Wg opisów mieli grać swedish rock’a no i grali, a wokalista ruchem scenicznym przypominał pana z The Who. Mieli trochę problemów ze sprzętem, ale cały koncert sprawił, że nastrojony byłem pozytywnie do dalszej części wieczoru. Rozstroił trochę OSTR, ale ten czas można było poświęcić na prysznic. W końcu nadszedł czas na Lilly Allen. Nie pokazała sutków, za to miała fioletowe włosy, które okazały się peruką. Resztę można poczytać na Pudelku.

Kings of Leon

Kings of Leon

Do następnego koncertu na Main Stage było jeszcze trochę czasu, więc poświęciłem go na przechadzkę po miasteczku festiwalowym aż dotarłem do namiotu, w którym grał indie zespół z polski. Chłopcy dawali radę. ‚Kto to kurwa?’-pomyślałem. Okazało się na bisie. ‚Zaspane poniedziałki’. I wszystko jasne. Jeżeli będziecie mieli okazję zobaczyć zespół Kumka Olik na żywo to nie wahajcie się. Warto. Po kumkach i olikach nadszedł czas na najbardziej wyczekiwaną gwiazdę, gwóźdź tegorocznego openera, the best of the best of the best. W końcu o 22:30 na scenie głównej pojawiłą się trójka braci i ich kuzyn. Panowie Followil. Kings of Leon. Normalnie ciary po plecach. Vocal Caleba. Knock Out, Sex on Fire, Charmer, Use Somebody. Warto było dać 3 stówy chociaż za ten jeden koncert. Najlepsze jest to, że obiecali, że zagrają znów. Trzymam ich za słowo. Tak kończy się dla mnie Opener 09, nie chciałem sobie psuć przyjemności, jaką odczuwałem po koncercie KOL, koncertami Placebo i The Prodigy.

Autor: Boo

Słowo od Paweuu’a: Jest wiele powodów dla których nie pojechałem na ten festiwal. Pomijając brak czasu oraz sesję w tym czasie należy przede wszystkim wspomnieć o koszcie wyprawy. Żyjemy w na prawdę biednym kraju. Jednak gdyby się już tam znalazł to z pewnością wybrałbym trochę inny zestaw koncertów niż Boo. Nie wiem jak wygląda rozpiska i czy coś na coś by się nakładało, ale napiszę o zespołach, których występów nie chciałbym pominąć. Myślę, że Basement Jaxx sprawiłby mi frajdę niczym LCD Soundsystem. Chętnie sprawdziłbym live M83, Late of The Pier oraz Ting Tings. Sprawdziłbym czy nastąpił jakiś progres jeżeli chodzi o The October Leaves, który niegdyś hajpowałem. Mimo wszystko poszedłbym na nudne Placebo by odchaczyć, że byłem. Na Prodigy chętnie bym się pogibał. Są to już dziadki, ale podobno wracają do formy.To tylko część koncerów, które pominął Boo. Przygotowania na Offa trwają!

Muzyczne podsumowanie roku 2008

3

Rok 2008 dobiega końca. Czas najwyższy by podsumować muzyczne dokonania artystów w tym roku. Czy był to dobry rok pod względem wydanej muzyki? Ciężko odpowiedzieć. Pojawiły się bardzo dobre płyty, te mniej dobre i te całkiem do niczego. Zatem zupełnie naturalnie. Kategorie nie uległy zmianie. Tak jak w poprzednim roku napiszę i o płytach, singlach i teledyskach. Jest to moja subiektywna ocena. Zatem nie musicie się z tym zgadzać co napiszę. Wszystko z lajtem bo zdaje sobie sprawę, że nie przesłuchałem wielu płyt. To tyle tytułem wstępu. Pora zacząć długo wyczekiwane podsumowanie!!!

Zagraniczna płyta 2008 – czyli zagraniczne produkcje, które najbardziej mnie zachwyciły i najczęściej ich słuchałem:

1. Cut Copy – In Ghost Colours. Najlepszy electro-indie-pop w tym roku jaki słyszałem. Melodyjnie, tanecznie i ogólnie zarąbiście. Świetna robota w wykonaniu Australijczyków. Dla mnie bomba.

2. Fleet Foxes – Fleet Foxes. Tym razem coś amerykańskiego. Ta płyta mnie tak zachwyciła, że słucham jej tylko w zaciszu domowym. Kto nie słuchał ten trąba.

3. MGMT – Oracular Spectacular. Do tej płyty początkowo nie byłem zbytnio przekonany, jednak później się okazało, że towarzyszyła mi i na zakupach i w drodze do pracy bądź uczelnie. Natomiast Time to Pretend to dla niektórych Wonderwall tego dziesięciolecia.

Poza listą: Albert Hammond, Jr. – ¿Como Te Llama?, British Sea Power – Do You Like Rock Music?, Cold War Kids – Loyalty to Loyalty, TV on The Radio – Dear Science, Vampire Weekend – Vampire Weekend.

Polska płyta 2008 – podobnie jak powyżej tylko chodzi o płyty z rodzimego rynku:

1. Materac – Andersen Dobranoc. Pisałem nie dawno recenzję także wiadomo dlaczego. Maciek Cieślak w formie plus wokal Zagańskiego plus kreatywność muzyczna Koprowskiego = płyta roku.

2. Iowa Super Soccer – Lullabies To Keep Your Eyes Closed. Szkoda, że po angielsku bo być może byłaby wyżej w moim notowaniu.

3. Waglewski Fisz Emade – Męska Muzyka. Jeżeli chodzi o dwójkę synów Waglewskiego to wolę ich twórczość razem z ojcem. Ta płyta jest naprawdę dobra.

Poza listą:Afro Kolektyw – Połącz Kropki,  Cool Kids of Death – Afterparty, Renton – Take-Off.

Najgorsza zagraniczna płyta 2008 – tutaj bardziej chodzi o to, które płyty najbardziej zawiodły moje oczekiwania, które najbardziej mnie wkurwiały i te które zbierały dobre oceny pomimo tego, że są gówniane.

1. Glasvegas – Glasvegas. Nie rozumiem jak można się zachwycać takim gównem. Patetyczne jodłowanie, nieudolne granie, perkusja na poziomie uderzania ołówkiem w szklankę, stwarzanie pozorów. Im się tylko wydaje. Im się wszystkim kurtka wydaje!

2. The Kooks – Konk. Mocno mnie zawiedli, stracili mój kredyt zaufania, który im dałem po nagranym debiucie.

3. One Night Only – Started a Fire. Nie ogarniam.

Poza listą: CSS – Donkey, Kaiser Chiefs – Off with Their Heads, The Killers – Day & Age,The Ting Tings – We Started Nothing, We Are Scientists – Brain Thrust Mastery.

Najgorsza polska płyta 2008 – nasze produkcje, które mnie najbardziej drażniły. Pomijam dokonania grup typu Feel, Doda itd.

1. Out of Tune – Out of Tune – Boże co za gówno na nas zesłałeś! Dlaczego nam to robisz?

2. Czesław Śpiewa – Debiut – miły koleś, ale muzę ma żałosną.

3. Dick4Dick – Grey Album – niby oryginalni, ale wtórni.

Poza listą: sporo tego.

Zagraniczny singiel 2008:

1. Black Kids – I’m Not Gonna Teach Your Boyfriend How to Dance With You. Zajebista piosenka. szkoda, że cała ich płyta nie jest tak miażdżąca.

2. MGMT – Kids – szaaaaaaaaaaaaałłłłłłłłłł

3. Will.I.AM – Heartbreaker – Komercyjny pop też jest spoko. Nie tylko samo indie.

Poza listą: British Sea Power – Waving Flags, Calvin Harris – Acceptable in the 80’s, Cold War Kids – Something Is Not Right WIth Me, Dizzee Rascal & Calvin Harris ft. Chrome – Dance Wiv Me, Estelle feat Kanye West – American Boy, Hot Chip – Ready For The Floor, MGMT – Time to Pretend, The Streets – The Escapist

Polski singiel 2008:

1. Sokół & Pono (feat. Franek Kimono) – W Aucie. Zero niespodzianki. To było pewne odkąd usłyszałem ten kawałek.

2. Afro Kolektyw – Przepraszam. Wszystkie wersje są spoko. Cały czas mam w głowie słowa refrenu… damn.

3. Video – Ide na Plaże. Teraz to już klasyk polskiej muzyki rozrywkowej! W porywach 10.0

Poza listą: Ania – Nigdy więcej nie tańcz ze mną, Cool Kids of Death – Bal Sobowtórów, Video feat. Wyszkoni – Soft.

Zagraniczny wykonawca Live 2008:

1. Of Montreal – Kto był na Offie ten wie, że ten gig najbardziej wymiótł. Prawdziwe show.Nawet marna pogoda nie zepsuła mi tego.

2. British Sea Power – Taki mały Muse z nich ^^. Chodzi o występ, który dali w Mysłowicach.

3. Mogwai – Ja tam doznawałem, nie wiem jak reszta. Mam to gdzieś.

Poza listą: Caribou, Clinic, Menomena

Polski wykonawca live 2008:

1. Muchy – Mimo tej dzieciarni pod sceną podobało mi się.

2. Cool Kids of Death – wiem, że to już nie te same emocje co niegdyś, ale nadal rządzą.

3. Afro Kolektyw – za stroje.

Poza listą: Czesław Śpiewa, Materac

Najlepszy teledysk 2008:

1. Radiohead – House of Cards – za innowację

2. Bloc Party – Mercury – za pomysł i stroje / The BPA feat David Byrne & Dizzee Rascal – Toe Jam – za okolice 2:30

3. Noah & The Whale – 5 Years Time – za te tańce synchroniczne.

Najgorszy teledysk 2008:

1. Linkin Park feat Busta Rhymes – We Made it – za akcję z krzesełkiem.

2. The Killers – Human – dobija mnie wszystko. Tekst, muzyka i te video… pliss

3. The Kooks – Always Where I Need To Be – Ta świńska skóra niszczy mój umysł, zniewala mnie, dobija. Widoczne inspiracje One Night Only!!

Zagraniczne odkrycie 2008:

Fleet Foxes. W tym roku panowali wszędzie. Na lądzie, wodzie, powietrzu i kosmosie!

Polskie odkrycie 2008:

Materac. Mimo, że nagrywali wcześniej to w tym roku pokusili się o własną płytę i to był dobry ruch z ich strony!

No i to w zasadzie wszystko. Powiem to co powiedziałem rok temu kończąć podumowanie:  „Jeżeli Paweuu Alternativ Blog będzie funkcjonował dalej to będzie można się spodziewać takiego podsumowania już w grudniu 2008!”. No tylko trzeba zamienić 2008 na 2009. Życzę wszystkim miażdżącego nowego roku! Do zobaczenia w 2009!